fot. ze strony artreal.siteor.pl, Robert Bartoszek, Światło nad jeziorem Rusałka

Macewy w blasku słońca

W dostępnej na portalu rozmowie na temat jeziora Rusałka, Przemek Prasnowski stwierdził, że zmiana myślenia o tym istotnym dla poznaniaków miejscu w kontekście ostatnich związanych z nim odkryć jest konieczna. Trzeba podjąć działania, by móc pogodzić przeszłość tego miejsca z teraźniejszością.

Podobne intuicje miał zapewne artysta Robert Bartoszek, kiedy tworzył cykl prac poświęconych Rusałce. Odwołują się one zarówno do folkloru słowiańskiego i wywodzącej się stamtąd postaci rusałki, jak i do poznańskiego jeziora o tej nazwie, znanego nie tylko ze swej atrakcyjności rekreacyjnej, ale i mocno ostatnio wybrzmiewającej trudnej i tragicznej historii. Podsunięty przez artystę trop skojarzeniowy wydaje mi się w tym niesłychanie interesujący i znaczący.

Kim są rusałki?

 

Rusałki mogą kojarzyć się niewinnie chyba tylko w kontekście opowieści dla dzieci. W  istocie to istoty tyleż urokliwe, co niebezpieczne. Chociaż wydawać się mogą niegroźnymi mieszkankami lasów i jezior, sprawiającymi ze śmiechem psoty leśnym wędrowcom, w rzeczywistości ludowych podań kusiły ich przecież, nawołując do zejścia z obranej ścieżki, by w efekcie puścić się z nimi w tan aż do zupełnego wyczerpania i śmierci niespodziewających się niebezpieczeństwa ofiar, bądź załaskotać je na śmierć.

 

Iluminacja barierki, Robert Bartoszek, fot. ze strony artreal.siteor.pl

Iluminacja barierki, Robert Bartoszek, fot. ze strony artreal.siteor.pl

Cały cykl malarski poświęcił im Jacek Malczewski. W jego przedstawieniu jest zarówno fizyczny urok, jak i śmierć, obłęd, groza spotkania z tymi postaciami – cała ich dwuznaczność.

Odwołanie się więc w przypadku dyskusji o poznańskiej Rusałce do tego skojarzenia udatnie oddaje też niejednoznaczność pojawiających się w tym kontekście faktów i myślowych tropów. Rusałka tyleż jest uroczym akwenem przyciągającym chcących odpocząć poznaniaków, co miejscem wzbudzającym niepokój z racji historii swego powstania i kryjącej tajemnice toni. Tej ambiwalencji nie da się już dzisiaj nie zauważać. Czy oznacza to jednak konieczność wyzbycia się przyjemności korzystania z uroku miejsca, czy może wymazania i niezauważania historii?

 

Jak pogodzić - będącą świadectwem okropności wieku XX - genezę jeziora z rolą jaką spełnia dzisiaj? Jak pogodzić dwie pamięci? Tę historyczną i tę indywidualną poznaniaków, spędzających nad Rusałką miłe chwile?

Smutne wody jeziora, Robert Bartoszek, fot. ze strony artreal.siteor.pl

Smutne wody jeziora, Robert Bartoszek, fot. ze strony artreal.siteor.pl

Wyzwanie, które teraz stoi przed mieszkańcami Poznania jest bardzo wymagające – stworzyć opowieść jednoczącą obydwa ciągi skojarzeń, pozwalającą na kultywowanie trudnej przecież pamięci i czerpanie przyjemności z obcowania z tym fragmentem poznańskiego krajobrazu. Nie da się tego uczynić od razu, jednym gestem. Sprawić, by stało się  wyraźnym i oczywistym to, co dopiero domaga się przypomnienia.

Macewy w słońcu

Prace Roberta Bartoszka tworzą zręby takiej nowej opowieści i mogą być potraktowane jako szczególna próba zmierzenia się ze zmiennością znaczeń. Malarz wyznaje, że choć mieszka w Poznaniu od kilku już dziesiątek lat, nie wiedział przez długi czas nic o historii Rusałki i odsłonięcie śladów wydarzeń z nią związanych stanowiło impuls, by sprzeciwić się tej niepamięci i zobrazować historię na swój sposób.

 

A ten obraz jednocześnie jest pełen światła i wydobywa na wierzch świadectwa przeszłości. Na płótnach widoczne są skąpane w słońcu wynurzające się z tafli jeziora macewy.

Napięcie pomiędzy tymi dwoma – wydawałoby się sprzecznymi – żywiołami: niosącym życie słońcem i świadectwem okrutnej śmierci kamieniem, stanowi o sile przedstawień. Tytuły prac wydobywają na wierzch to napięcie: „Wygląda ładnie, a jest tak niespokojnie”, „Niby wygląda miło, a wcale tak nie jest”. Zaznaczają bolesny rozdźwięk.

 

Pamięć jest wydobyta z mroku, ale nie omracza wszystkiego wokół. Postawiona w świetle, teraz dopiero pozwala sobie być pamięcią, a nie marą senną, przychodzącym i nieuchwytnym koszmarem. Męczącym i nieustannie powracającym. Macewy w słońcu to ofiary w końcu dostrzeżone, mające szansę na ukojenie w godnej pamięci. To, co udźwignąć ciężko mowie, może ponieść malarstwo.

Cykl prac Roberta Bartoszka to też przy okazji kolejny komentarz do problemu pamięci zbiorowej. Słowa o nieznajomości faktycznych dziejów poznańskiej atrakcji mogłyby być wypowiedziane przez wielu mieszkańców Poznania.

 

Jezioro i zatoka, Robert Bartoszek, fot. ze strony artreal.siteor.pl

Jezioro i zatoka, Robert Bartoszek, fot. ze strony artreal.siteor.pl

Niepamięć nie likwiduje faktów, nie zmienia historii, zmienia za to jej odbiór i przeżywanie.

Zarządzanie zbiorową pamięcią to praktyka i pokusa władzy, jej poboczne, nieoficjalne obszary to przestrzeń możliwego oporu. Stały ruch pamięci, konieczność ustawicznej pracy nad nią – uciążliwa i bolesna często – odbijają się w życiu społecznym, także w sztuce. Jednocześnie są przez nie wywoływane. Poboczne wątki stają się  głównymi, tematy poniechane powracają – domagają się przemyślenia i domknięcia. Sztuka stanowi przestrzeń osobną.

 

Dzieła sztuki – jeśli traktować je jako komentarze do doświadczenia, do rzeczywistości – nie mówią nic wprost, nie stanowią prostych ocen i diagnoz. Zwykle pozwalają wejrzeć w przestrzeń wieloznaczności, złożoności świata i zmierzyć się z nią.

Pływający buk, Robert Bartoszek, fot. ze stronyfot. ze strony artreal.siteor.pl

Pływający buk, Robert Bartoszek, fot. ze stronyfot. ze strony artreal.siteor.pl

Dyskusja wokół Rusałki toczy się od jakiegoś czasu i będzie obrastała w kolejne komentarze, próby zrozumienia i uporania się z dziedzictwem przeszłości. Do domknięcia jej daleko. Głos czy raczej malarski gest Roberta Bartoszka jest o tyle istotny, że przenosi tę konkretną przeszłość w tu i teraz kultury artystycznej/malarstwa po raz pierwszy chyba. W synergii z wszelkimi zapowiadanymi inicjatywami mającymi zmienić spojrzenie na Rusałkę tak, aby było pełniejsze, świadome tragicznej historii jej powstawania, ma szansę skutecznie oddziaływać. A o to chyba w sztuce także chodzi – by miała znaczenie i moc sprawczą.