fot. M. Zakrzewski

Malta wyczerpana

Malta Festival Poznań 2019, szczególnie jego idiom „Armia jednostki”, wzbudzał różne uczucia widzów – od zachwytu po rozczarowanie. Tegoroczna edycja pokazała wyraźnie to, o czym mówi się od dawna, że festiwal w obecnym kształcie raczej dezorientuje, niż porywa publiczność.

W programie tegorocznego Malta Festival Poznań, o którym większość poznaniaków wciąż mówi Festiwal Malta, znalazło się 300 wydarzeń, w tym 240 bezpłatnych, które miały miejsce w 50 lokalizacjach. I choć ciekawą koncepcją wydaje się poszerzanie pola festiwalowych wpływów, to jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że Malta zagarnęła pod swoje skrzydła ważne i ciekawe zjawiska, które mogą jednak na co dzień żyć własnym życiem i tworzyć  nie tylko kulturalny, lecz również społeczny pejzaż miasta. Wpisanie ich w program Festiwalu być może nadaje im rozgłos, ale zdecydowanie zasługują one na to, by rozwijać się poza festiwalową strukturą.

Współpraca z instytucjami kultury również wydaje się ciekawym posunięciem – dzięki programowi „Poznań na Malcie” widzowie przybyli na festiwal z innych miast mieli szansę zapoznać się z interesującymi propozycjami poznańskich teatrów repertuarowych i alternatywnych. W praktyce jednak wydarzenia często kolidowały ze sobą, zamiast tworzyć spójną, przemyślaną całość programową. 

POMYSŁ IDIOMU

Przyjęta w 2010 roku konwencja idiomu – przewodniego tematu każdej edycji – ma swoich zagorzałych zwolenników i przeciwników.

 

W tym roku trudno było oprzeć się wrażeniu, że pomysł na jeden z najważniejszych w Polsce festiwali teatralnych się wyczerpał.

W ubiegłych latach bywały idiomy lepsze i gorsze, takie, które dla wielu widzów stały się niezapomnianym teatralnym przeżyciem, i takie, których prawie nikt już dzisiaj nie pamięta. Wiele zależało od osobowości twórcy danej edycji – kuratora bądź kuratorów zapraszających do współpracy wybranych artystów.

Malta Festival Poznań 2019

Malta Festival Poznań 2019, fot. Klaudyna Schubert

Tegoroczna edycja w materiałach promocyjnych zapowiadała się ciekawie – kuratorem idiomu Armia jednostki został młody artysta Nástio Mosquito, podobno znany z bezkompromisowego podejścia do sztuki, poruszający się swobodnie w świecie nowych mediów i korzystający z nich w swojej twórczości. Wydawało się, że widzowie mają przed sobą edycję, która porwie tłumy. Nie bez znaczenia był też wybrany, niezwykle aktualny, temat dotyczący zagadnień związanych z wojną i pokojem, z walką o codzienność bez nienawiści i o to, co naprawdę ważne w życiu każdego z nas, „za co jesteśmy gotowi umrzeć”.

FIASKO ARMII JEDNOSTKI

W praktyce propozycja idiomowa okazała się fiaskiem. Począwszy od, zapowiadanej jako jedyna i niepowtarzalna akcja artystyczna, „Waginokracji”, z której widzowie, przymuszeni do oglądania teledysków z portfolio kuratora, wychodzili, zanim pokazano (kompletnie zresztą nieudany) film dotyczący ludzkich narodzin; przez niewidoczne i niezrozumiałe dla wielu widzów interwencje artystyczne w przestrzeni publicznej („The conversation pieces”), na powtórzonym trzykrotnie pseudokaraoke w wykonaniu Nastio Mosquito kończąc.

Malta Festival Poznań 2019

Spektakl „It’s going to get worse and worse and worse, my friend” w wykonaniu Lisbeth Gruwez z Voetvolk, fot. M. Zakrzewski

I choć w programie idiomu znalazł się również ważny, mocny i piękny spektakl „It’s going to get worse and worse and worse, my friend” w wykonaniu Lisbeth Gruwez z Voetvolk czy poruszający, smutny, obnażający prawdę o nas samych performance „Nau Frágile” Priscili Rezende, to faktycznie, zgodnie z nazwą idiomu, która w miarę upływu Festiwalu, z dnia na dzień brzmiała coraz bardziej ironicznie, pozostały one jednostkowymi propozycjami, które mogłyby równie dobrze zostać pokazane w innych nurtach programu.

Jak bardzo ciekawe opisy zaproszonych wydarzeń rozmijały się z prawdą, pokazała chyba najlepiej „The Dust Bowl” zapowiadana jako „wielokanałowa, immersyjna instalacja audiowizualna, która próbuje zobrazować konflikt, trudności wpisane w codzienne istnienie”, w praktyce będąca dwudziestominutową animacją, wyświetlaną w otoczeniu transparentów.

 

Oglądając kolejne wydarzenia, można było odczuć, że przyjęta przez organizatorów Festiwalu narracja znacząco rozmija się z rzeczywistością.

Niezwykle pewny siebie Nástio Mosquito niektórych widzów przekonał, innych zdezorientował, wielu jednak dogłębnie rozczarował, co najlepiej było widać podczas ostatniego pokazu „No.one.gives.a.mosquito’s.ass.about.my.gig”, gdy widzowie zapytani o to, czy artysta ma kontynuować występ, podziękowali mu za obecność na scenie. I choć zaproszenie Mosquito wywołało cenne dyskusje dotyczące tego, co wolno artyście i jak się do tego ma rasa, płeć czy miejsce urodzenia oraz stało się okazją do postawienia pytań o przyzwyczajenia czy potrzeby odbiorców, trudno było oprzeć się wrażeniu, że tegoroczny twórca idiomu nie podołał swojemu zadaniu.

W odniesieniu do idiomu warto również zauważyć, że w tym roku w ramach głównego nurtu Festiwalu pokazane zostały niemalże wyłącznie spektakle solowe (choć chyba nie o to chodziło twórcom terminu „Armia jednostki”), z których większość miała bardzo ograniczoną scenografię. Z produkcyjnego punktu widzenia nie sposób w związku z tym nie zadać pytania o festiwalową dotację, która – biorąc pod uwagę jej wysokość – daje możliwość prezentacji dużo bardziej rozbudowanych form artystycznych. W tym roku, przynajmniej w przypadku idiomu, kontrast między wysokością przyznanych na Festiwal środków a jakością i skomplikowaniem poszczególnych wydarzeń był uderzający i stał się przedmiotem kuluarowych rozważań rozczarowanych, festiwalowych gości.

SENS DIALOGU

Podczas tegorocznej edycji Malta Festival Poznań wyraźnie widać było to, o czym wielu widzów mówi już od dłuższego czasu, że najciekawsze wydarzenia odbywały się poza głównym nurtem i poza propozycjami koprodukowanymi przez Festiwal (zarówno ubiegłoroczni „Mesjasze”, jak i tegoroczna „Hańba” pokazały, że  z pomysłów koprodukcji zdecydowanie lepiej się wycofać).

Malta Festival Poznań 2019

Anna Nowicka, „This is the real thing”, Stary Browar Nowy Taniec, koprodukcja: Art Stations Foundation. Fot. K PICTURES

W tym kontekście  warto wspomnieć szczególnie o programie Stary Browar Nowy Taniec na Malcie, który w tym roku obchodził jubileusz 15-lecia i zdecydowanie stał się marką samą w sobie. Podczas prezentacji w Starym Browarze widzowie mogli doświadczyć tego, co jest chyba najcenniejszą wartością Festiwalu – spotkania z twórcami, którzy są doskonale przygotowani do swojej roli, zainteresowani widzem i jego percepcją, otwarci i ciekawi publiczności, z którą w danym miejscu i czasie przyszło im się spotkać. Browarowe prezentacje, będące zaproszeniem do dialogu, współudziału i zaangażowania w wybrany przez widza sposób, stanowiły kontrast z przesiąkniętą zadufaniem kuratora, pretensjonalną i pełną pustych słów narracją idiomu.

 

W przyszłym roku Malta Festival Poznań będzie obchodzić jubileusz 30-lecia swojego istnienia. Może to dobry czas, żeby przemyśleć jego formułę.

Jak dotkliwie pokazała tegoroczna edycja, zaproszenie młodego, niedoświadczonego kuratora nie jest drogą prowadzącą do sukcesu. Nie jest nią również rozmienianie się na drobne, skutkujące dużą liczbą prezentowanych wydarzeń, w wielu przypadkach wątpliwej jakości. Widzom pozostaje czekanie na nową, adekwatną do dzisiejszej rzeczywistości, formułę Festiwalu, która wyłoni się, miejmy nadzieję, w następnym dziesięcioleciu jego istnienia.

CZYTAJ TAKŻE: O co walczymy? Zapowiedź Malta Festival Poznań 2019

CZYTAJ TAKŻE: Techniki konwersacji na Malcie. Projekt Lotte van den Berg

CZYTAJ TAKŻE: Duchy przeszłości. „Tiegenhof” w Teatrze Fredry w Gnieźnie

SŁUCHAJ TAKŻE: Zamieniam się w słuch #45 – Kasia Tórz