fot. Wikipedia

Maria Karolina Zofia Felicja Leszczyńska

Postać Marii znana mi była ze szkolnej historii, przewinęła się również kilka razy w historycznych filmach o Ludwiku XV, ale tam z reguły stanowiła kontrast dla metresy króla Madame Pompadour – przedstawiana jako grubsza, starsza i bardzo zgorzkniała.

Dopiero fragmenty pamiętników Boruwłaskiego sprawiły, że poczytałam o niej więcej i jej postać stała się dla mnie znacznie ciekawsza.

„Polska” królowa Francji

Na postać Marii Leszczyńskiej natknęłam się przy pisaniu „Pamiętnika karła”. To współczesna kryminalna historia, w której gościnnie wystąpił osiemnastowieczny celebryta bardzo niskiego wzrostu, niejaki Józef Boruwłaski. Mierzył on dziewięćdziesiąt centymetrów i z wielką damą ówczesnej Europy Anną Humiecką odbył grande tour po najwspanialszych dworach Europy.

 

Występował tam przede wszystkim w roli rokokowego bibelotu podczas składanych wizyt; nazwany przez Francuzów Joujou, co dosłownie oznacza zabaweczkę.

Był niezwykle sławny, a sławę swą zawdzięczał nie tylko unikatowej posturze, ale również błyskotliwości, wytworności i wrodzonej inteligencji. Miał wiele przemyśleń odnośnie do swego losu, położenia i niecodziennych spotkań, które było mu dane odbyć, więc pod koniec swego długiego życia napisał pamiętniki, a w nich między innymi zrelacjonował wizytę na dworze „polskiej” królowej Francji – Marii Leszczyńskiej.

Dzieje jej życia to fascynująca opowieść o kobiecie, która była królową potężnego kraju, żoną niezwykle jurnego męża i matką dziesięciorga dzieci, ale także opowieść o kolejach losu, które mogą się odmienić w jednej chwili i intrygach, zmieniających bieg historii.

Maria Leszczyńska, fot. Wikipedia

Maria Leszczyńska, fot. Wikipedia

 

Maria Leszczyńska, królowa Francji i babka trzech królów Francji, poprzez rodzinę i pochodzenie była związana z Wielkopolską.

Leszczyńscy herbu Wieniawa nazwisko otrzymali od małej osady Leszno (zwanej też Leszczno, stąd to nazwisko i ale też nazwa dawnego województwa). Piastowali urzędy wojewodów i pomnażali swój majątek przez kilka stuleci. Za ich władania Leszno przeżywało okres świetności, będąc jednym z największych miast Polski, ze wspaniałymi szkołami i prężnie działającym handlem. Do pradziada Bogusława należało nie tylko Leszno, ale i Ostrów, Zaborowo, Śmigiel i Rydzyna, to tylko w Wielkopolsce, bo poza tym był on właścicielem Błoni, Milanówka, Służewca pod Warszawą i całej dzisiejszej dzielnicy Lublina, nazwanej od ich herbu – Wieniawa, a to nie wszystko.

60 miast, 150 wsi

Ojciec Marii, Stanisław, odziedziczył po nim Leszno i Rydzynę, a wielki majątek zawdzięczał również intratnemu ożenkowi z urodzoną w Poznaniu Katarzyną Opalińską, która w dniu ślubu wniosła w posagu około sześćdziesięciu miast i stu pięćdziesięciu wsi.

 

To były potężne dobra…  ale cóż, nie ma takich pieniędzy, których nie można stracić.

Stanisław Leszczyński miał bowiem wielki urok osobisty i ambicje polityczne, ale znacznie mniej talentu i charakteru. Został co prawda królem polskim, i to dwa razy, ale za każdym razem musiał uciekać, nie narządziwszy się zbytnio. Właśnie podczas tych ucieczek o mało nie zginęła mała Maria – i to również dwukrotnie. Pierwszy raz, gdy rodzina Leszczyńskich uciekała z Warszawy. Stanisław Leszczyński, namaszczony na króla przez władcę szwedzkiego Karola XII, musiał naprędce opuszczać miasto, gdy nacierał na nie August II, który nie zgodził się z tym wyborem.

Stanisław Leszczyński, fot. Wikipedia

Stanisław Leszczyński, fot. Wikipedia

 

Rodzina zatrzymała się w zajeździe po drodze do Łańcuta. Małżonkom towarzyszyły dwie córki, ale o jednej zapomniano, gdy ruszono w dalszą drogę. Maria liczyła wtedy roczek.

Podobno ochmistrzyni myślała, że jest z matką, a matka, że z ochmistrzynią. Gdy się już zorientowano, po dziewczynkę wrócił się oddział zbrojny. Karczmarz nie miał pojęcia, gdzie jest poszukiwane dziecko i żołdacy o mało nie spalili mu oberży i nie wyrżnęli wszystkich, gdy znaleziono niemowlę spokojnie śpiące w kołysce na podwórku.

Gdy Maria miała dwa lata, zgubiono ją ponownie. Tym razem mała dziewczynka ze strachu przez carskimi żołdakami schowała się sama (lub też została tam ukryta przez wieśniaczkę) w piecu chlebowym. Był to więc bardzo burzliwy czas dla małej Marii.

 

Rozgrywki zbrojne i polityczne sprawiły, że dobra Leszczyńskich palono i grabiono.

Rodzina zaś została zmuszona do opuszczenia Polski i nigdy już nie miała korzystać ze swoich pałaców w Wielkopolsce. Karol XII przyznał bezdomnym i ogołoconym z majątku Leszczyńskim nadreńskie księstwo Dwóch Mostów. Mimo że pięknie nie nazywało, to nie przynosiło ono takich dochodów jak wcześniejsze dobra, co było dużym ciosem dla nieprzyzwyczajonych do oszczędności magnatów. Podobno irytowali oni Szwedów, którzy, znacznie ubożsi, nie mogli sobie wyobrazić, do jakich splendorów przywykli Leszczyńscy.

Zły los

Córki magnatów żyły więc na wygnaniu, a rodzina tonęła w długach. Nieszczęściem stała się również śmierć starszej siostry Anny, która zmarła na zapalenie płuc w wieku lat osiemnastu. Była znacznie ładniejsza, bardziej kochana przez matkę i to z nią wiązano nadzieje na jakiś korzystny mariaż.

 

Została tylko Maria. I tu trzeba przyznać Stanisławowi Leszczyńskiemu, że łatwo się nie poddawał. Pocieszając się dobrą kuchnią i łaskami u różnych dam, poświęcał też dużo czasu córce.

Sam wielki miłośnik sztuki i architektury, uczył córkę malarstwa i zachęcał do czytania. Jednakże położenie jego nie było godne pozazdroszczenia. Zmarł jego protektor Karol XII, a Maria miała dwadzieścia dwa lata i już groziło jej staropanieństwo. Była za dobrze urodzona dla zwykłego szlachcica i za uboga dla księcia.

Ludwik XV jako nastolatek, fot. Wikipedia

Ludwik XV jako nastolatek, fot. Wikipedia

 

I… tu los niespodziewanie się odwraca, o jej rękę stara się najlepsza partia we Francji – król! O siedem lat młodszy, piętnastolatek Ludwik XV. Podobno gdy Stanisław Leszczyński otrzymał list z ofertą ożenku, to zemdlał z wrażenia. I trudno się temu dziwić.

Wybór jego pozbawionej dobrego posagu córki na przyszłą królową był efektem niezwykle pokrętnej kalkulacji połączonej z dworskimi i politycznymi intrygami. Mianowicie Ludwik XV, podobno niezwykle urodziwy, był za młodu słabego zdrowia i obawiano się, że umrze bezpotomnie. Postanowiono więc jak najszybciej go ożenić, tak by doczekać się potomstwa i następcy tronu.

 

Sporządzono listę dziewięćdziesięciu dziewięciu księżniczek i skreślano za młode – te dziesięcioletnie oraz za stare – te dwudziestoczteroletnie. Za chorowite i niezbyt rokującej budowy. Te, które za bardzo wywyższyłyby Hiszpanię albo Austrię, Anglię bądź Rosję. Te, które zdawały się niezbyt rozgarnięte i te za inteligentne.

I tak na liście pozostała tylko Maria, córka zdetronizowanego króla na wygnaniu. Sporządzono jej portret i spodobała się piętnastolatkowi, który bardzo chętnie parł do ożenku ze starszą dziewczyną. Ślub się odbył. Według pamiętnikarzy wieczorem król niecierpliwie czekał na nowo poślubioną żonę, rozebrał się i rzucił do łoża z nieoczekiwaną energią i został w łóżku od jedenastej do dziesiątej rano. Jak oficjalnie poinformowano Leszczyńskiego, jego zięć podczas nocy poślubnej złożył trzynaście dowodów miłości.

„Kłaść się, a potem rodzić”

Można w to uwierzyć, bo para miała dziesięcioro dzieci, a Maria Leszczyńska była prawie cały czas w ciąży. Początkowo związek był wyjątkowo udany, ale z czasem permanentny stan błogosławiony trochę królowej ciążył. Miała powiedzieć o rozkoszach małżeństwa:

 

„co to za nędza – kłaść się, a potem rodzić”.

 

Po jedenastej ciąży i poronieniu zamknęła drzwi do swojej sypialni i nie chciała otworzyć mężowi, nawet gdy pukał. Zdaje się więc, że nie przeszkadzały jej kochanki stale odwiedzające sypialnię króla. Zwalniały ją z obowiązków małżeńskich i były naturalną metodą antykoncepcyjną.

 

Podobno sprzyjali też temu finansiści dworscy, przerażeni liczbą księżniczek, które trzeba było wydać za mąż, a było ich osiem.

Dwóch chłopców wystarczyło, żeby zapewnić sukcesję tronu. Lud francuski, początkowo niechętny mało znaczącej Marii Leszczyńskiej jako królowej, z czasem przywykł nazywać ją „Dobrą królową” ze względu na jej usposobienie i działalność dobroczynną. Wspomagała szkoły, klasztory, szpitale i schroniska dla bezdomnych. Maria otaczała się artystami, myślicielami i duchownymi. Prowadziła salon i jako królowa osiągnęła wyjątkową niezależność osobistą, co zdarzało się rzadko na dworze francuskim.  

Maria Leszczyńska, fot. Wikipedia

Maria Leszczyńska, fot. Wikipedia

 

Sytuacja życiowa Stanisława Leszczyńskiego zdecydowanie się poprawiła, choć jeszcze raz próbował odzyskać tron polski i kolejny raz musiał uciekać.

Marzył o koronie, ale zięć w końcu zabronił teściowi podejmowania kolejnych starań. Na mocy podpisanych porozumień zapewniono mu tytuł królewski i dożywotnie władanie księstwem Lotaryngii.

Zajął się więc nauką i sztuką. Hołdował artystom, dobrej kuchni i kobietom. Odnawiał zamki, upiększał ogrody. Właśnie w jego rezydencji w Luneville w 1759 roku odwiedził go Józef Boruwłaski, towarzysząc Annie Humieckiej. W swych pamiętnikach przywołuje:

 

„widok tego czcigodnego starca, który po tak burzliwym życiu, doznawszy najfatalniejszych niepowodzeń, zachował wciąż jeszcze – w wieku osiemdziesięciu lat – wszystkie przymioty duszy i używał ich z całą energią, by uczynić szczęśliwymi swych nowych poddanych; wywołał mój podziw, zdumienie i szacunek (…) jego dzieła w Nancy i w Luneville wydały mi się znacznie przewyższać to wszystko, co widziałem do tej pory”.

 

Wspomina również innego karła o imieniu Bébé, który był na dworze zdetronizowanego króla polskiego. Ale Bébé podobno był gnuśny i złośliwy, a z zazdrości próbował wrzucić małego rywala do kominka, za co został surowo ukarany, i to nie on, a Boruwłaski został opisany w haśle Wielkiej Encyklopedii, które właśnie opracowywał goszczący u Leszczyńskiego hrabia de Tressan.

Joujou

Boruwłaski wychwalał również jego córkę, czyli Marię Leszczyńską, u której gościł wielokrotnie w Wersalu i była dla niego wyjątkowo łaskawa, nazywając go „małym cudeńkiem”, i co ciekawe, to „cudeńko”, obdarzone względami królowej, która chętnie z nim rozmawiała, przyćmiło wielką damę Annę Humiecką.

 

Zdarzyło się bowiem tak, że to właśnie Maria Leszczyńska musiała łagodzić narastający konflikt dworski pomiędzy Humiecką a księżną Modeny.

Księżna Modeny listownie zaprosiła damę z Polski, ale upewniała się, czy zabierze ze sobą karzełka, a właściwie nakazała jej go ze sobą zabrać. Księżna bardzo była jego ciekawa, nic dziwnego, bo sam Boruwłaski pisał o sobie, że był w owym sezonie:

 

„tak modny jak nowe suknie sprowadzane dla dam”.

 

Anna Humiecka, jak można było przypuszczać, obraziła się. Księżna poskarżyła się królowej i ta nakazała Annie Humieckiej odpowiedzieć na zaproszenie. Ta odrzekła, że pójdzie, ale sama, bez karzełka. Konflikt i kłótnia, „choć błaha w swych początkach”, jak to opisał Boruwłaski, zaczęła narastać. Królowa musiała posłużyć się fortelem i naginając lekko dworską etykietę, zaprosiła obie damy, tak by jedna nie wiedziała o przybyciu drugiej.  

 

Józef Boruwłaski, fot. Wikipedia

Józef Boruwłaski, fot. Wikipedia

To zapewne prawdziwa opowieść, bo Maria znana była ze swej dyplomacji, szczególnie jeśli chodzi o kontakty z kobietami. Sama Madame Pompadour darzyła ją niezwykłą estymą. I obie panie, żona i kochanka, zachowały poprawne relacje, za co Ludwik XV również był wdzięczny, zachowując szacunek do żony do końca jej życia. Zmarła sześć lat przed nim.

Maria Leszczyńska, „La Lecinska”, jak mówili Francuzi, chętnie gościła rodaków i miała duży sentyment dla Polski i zapewne dla Poznania, który musiała znać już tylko z opowieści rodziców. Świadczy o tym fakt, że wspierała finansowo prężnie działające w Poznaniu kolegium jezuickie, gdzie powstał ufundowany przez nią gabinet astro-fizyczny, a uczący się tam jezuici mogli również studiować we Francji.

 

Ciekawa to Wielkopolanka była. Księżniczka Kopciuszek, która została królową.

Podziel się kulturą!