fot. Jakub Seydak

Maski na widowni

Miały być jak zwykle majowe i niezwykle uroczyste, bo jubileuszowe. Atmosferę przeniesionych na wrzesień Kaliskich Spotkań Teatralnych doprawdy trudno jest opisać. Z jednej strony widzom towarzyszył epidemiczny lęk, z drugiej – nieodparta chęć uczestnictwa w ukochanym święcie teatru. Po raz pierwszy maska, atrybut aktora, królowała na widowni, nie na scenie. Publiczność była o połowę mniejsza, a owacje dwa razy mocniejsze.

Osiem festiwalowych dni, 11 konkursowych spektakli, a w nich 76 aktorów. Teatry z dużych miast, takich jak Kraków, Gdańsk, Katowice i Warszawa, oraz z mniejszych, takich jak Słupsk, Legnica i Kalisz. Jak co roku na deskach Teatru im. Wojciecha Bogusławskiego pokazano spektakle, w których dyrektor festiwalu, Bartosz Zaczykiewicz, dostrzegł interesujące aktorskie role.

 

Budowanie repertuaru w tym roku z pewnością było znacznie trudniejsze z wielu powodów. Co prawda nie było teatru, który ze względu na epidemię odmówiłby przyjazdu, ale przesunięcie imprezy  o cztery miesiące miało swe konsekwencje.

Teatr im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu, fot. jakub Seydak

A to aktor gościnnie występujący w jednym ze spektakli miał już zajęty cały wrzesień, a to aktorka zaszła w ciążę, więc w maju jeszcze mogła wystąpić, a we wrześniu już niestety nie. Najboleśniejszym „dotknięciem” pandemicznym było odwołanie w ostatniej chwili przyjazdu ekipy spektaklu „Wstyd” w reżyserii Wojciecha Malajkata z bardzo dobrze ocenianą kreacją Jacka Braciaka. „Jedna perełka z korony nam wypadła” – starał się żartować dyrektor festiwalu, komentując wiadomość o zatrzymaniu na kwarantannie jednego z aktorów warszawskiego Teatru Współczesnego. „Zobaczymy to przedstawienie w maju” – obiecał Bartosz Zaczykiewicz.

 

NAGRODY DLA GWIAZD

Kaliskie Spotkania Teatralne są od 1985 roku Festiwalem Sztuki Aktorskiej, co powoduje, że radości oglądania najlepszych spektakli (wszak rzadko się zdarza, aby widz oglądał dobre role w złych przedstawieniach i vice versa) towarzyszy ekscytacja wynikająca z chęci porównania własnych osądów z końcowym werdyktem profesjonalnego jury, tym bardziej że po każdym spektaklu publiczność otrzymuje kupony, na których zaznaczyć może najwyżej ocenianą aktorską kreację oraz wystawić ocenę spektaklowi.

"DOWCIP", Teatr im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu, fot. Jakub Seydak

Pamiętając o tym, że w każdym festiwalowym przedsięwzięciu widzowie są mimo wszystko najważniejsi, najpierw im oddajmy głos. Wrzucane w sporej ilości do urn kupony zostały policzone, a wpisane weń wyniki poddane algorytmicznej analizie.

 

Okazało się, że „NAJ-Bogusławskim spektaklem” został kaliski „Dowcip”, a „NAJ-Bogusławskim aktorem” – Katarzyna Figura, która w gdańskiej inscenizacji dramatu Jeana Racine’a zagrała tytułową Fedrę.

FEDRA, Teatr Wybrzeże w Gdańsku, fot. Jakub Seydak

Głos ludu jedynie częściowo pokrył się z werdyktem profesjonalistów. Owszem, jury dostrzegło spektakl gospodarzy, ale grająca w nim Małgorzata Kałędkiewicz-Pawłowska otrzymała jedynie/aż WYRÓŻNIENIE AKTORSKIE.

Zostawia to spory niedosyt, bo rola Vivian Bearing, umierającej na raka profesor literatury angielskiej, z pewnością daje aktorce szansę na sięgnięcie po najwyższe laury. Lubię ten spektakl i są w nim co najmniej dwie role, którym wystawiłbym wyższe noty niż paru uwzględnionym w tegorocznym werdykcie, ale… de gustibus non est disputandum.

 

„Bardzo się cieszę, że publiczność kaliska doceniła rolę Katarzyny Figury” – powiedziała Małgorzata Bogajewska, członek jury. „Jestem bardzo szczęśliwa, że po tym trudnym, skupionym, wymagającym spektaklu była owacja na stojąco, co pokazuje, jak potrafiącą docenić kunszt roboty teatralnej jest widownia kaliska. To jest dobra, wyrobiona publiczność. W tak trudnej materii, w ogromnej dyscyplinie narzuconej przez Grzegorza Wiśniewskiego, Katarzyna Figura zagrała przepiękną rolę, jednocześnie tragiczną i obnażającą siebie” – uzasadniała wybór reżyserka.

 

Mirosław Baka, "Śmierci komiwojażera", Teatr Wybrzeże w Gdańsku, fot. Jakub Seydak

„Byłyśmy zgodne między sobą. Nie miałyśmy wątpliwości, że jedno GRAND PRIX powinno powędrować do Katarzyny Figury, a drugie - do Mirosława Baki” – dodała Joanna Ostrowska, również jurorka. „Stworzył w »Śmierci komiwojażera« wielką rolę, pięknie poruszając się pomiędzy planami realnym i onirycznym. Cały czas nas, widzów, prowadził i nie mieliśmy wątpliwości, w którym planie jesteśmy, czy jesteśmy u niego w domu, czy też w świecie jego wyobraźni. Używając skromnych środków, był w stanie pokazać człowieka i rozdartego, i przegranego, balansującego na granicy dwóch światów” – nie kryła zachwytu badaczka teatru z poznańskiego UAM.

 

Zdaniem obu cytowanych jurorek w zasadzie niewiele od laureatów Grand Prix dzieli zdobywców PIERWSZYCH NAGRÓD AKTORSKICH. W tym gronie znalazła się Katarzyna Dałek, która stworzyła nadzwyczajną Arycję w „Fedrze” z Teatru Wybrzeże oraz Robert T. Majewski, który rolą Ferdynanda Wańki scalał trzy jednoaktówki Vaclava Havla przygotowane przez Teatr Dramatyczny z Warszawy. „Majewski zrobił fantastyczną robotę, przedstawiając portret inteligenta, który jednocześnie ma w sobie niezłomność opozycjonisty i nieporadność człowieka, któremu się wydaje, że można wszystkie poglądy zmienić, gdy jednocześnie okazuje się, że żadnego nie można” – mówiła Małgorzata Bogajewska. „Zobaczyliśmy, jak na 50 sposobów można odegrać konsternację. Gdyby można było, dałabym trzecie Grand Prix” – dodała reżyserka.

 

Ku mojemu zdziwieniu zachwyt jurorek objął więcej aktorów ze spektaklu „Protest”. DRUGĄ NAGRODĘ AKTORSKĄ otrzymał Janusz R. Nowicki za rolę Browarnika, a TRZECIĄ NAGRODĘ AKTORSKĄ – Łukasz Lewandowski za rolę Stańka.

PROTEST, Teatr Dramatyczny m.st. Warszawy, fot. Jakub Seydak

„Lewandowski potrafił komediowe granie w ciągu ułamka sekundy zmienić w mocną przemowę, w której nie wiadomo, czy jako postać mówi serio, czy też próbuje uniknąć konsekwencji swego czynu” – broniła jurorskiego werdyktu Joanna Ostrowska.

 

Dyskusje wywołała także NAGRODA SPECJALNA przyznana całej kobiecej obsadzie „Panien z Wilka” w reżyserii Agnieszki Glińskiej z Narodowego Starego Teatru w Krakowie, a zatem: Natalii Kai Chmielewskiej, Aldonie Grochal, Ewie Kaim, Paulinie Puślednik, Annie Radwan i Dorocie Segdzie.

 

„To nie jest taka klasyczna nagroda zespołowa, bo w tym spektaklu trudno wyróżnić jedną aktorkę, zapominając o następnej” – tłumaczyła Bogajewska. „Każda z nich maluje swój pejzaż kobiecości, ale następna go uzupełnia. Powstał zatem obraz kobiecego mierzenia się z czasem i wspomnieniami oraz moment refleksji, które ja jest prawdziwsze, to z młodości, czy to, któremu przybywa zmarszczek”.

Nie brakowało jednak głosów, że z żeńskiego teamu absolutnie wybijała się Ewa Kaim. Jej Jola była zachwycająco uwodzicielska, ale również rozbrajająca w intelektualno-miłosnych igraszkach z trzema adorującymi ją młodzieńcami.

 

Irena Jun, MATKA MAKRYNA , Teatr Studio im. St. I. Witkiewicza w Warszawie, fot. Jakub Seydak

Listę znanych aktorskich nazwisk kończy Irena Jun, której kreacja w „Matce Makrynie” jednocześnie budziła podziw i pobudzała do rozważań, jak długo aktor może podejmować tak wymagające sceniczne wyzwania.

 

85-letnia artystka przez ponad godzinę snuła rozbudowaną opowieść o legendarnej mniszce i jej rzekomym męczeństwie, udowadniając, że jest jedną z niewielu mistrzyń monodramu. Z Kalisza wyjechała z NAGRODĄ im. JACKA WOSZCZEROWICZA ufundowaną przez Związek Artystów Scen Polskich.

 DEBIUTY, EPIZODY, DRUGI PLAN

Festiwalowe jury, trzeba przyznać, było uważne i czułe, przyznając w sumie 14 nagród i wyróżnień. W werdykcie znalazło się zatem miejsce nie tylko dla gwiazd sceny ze znanych teatrów, ale także dla tych, który są na początku swej artystycznej drogi bądź reprezentują teatr usytuowany na granicach Rzeczpospolitej. Wielkim brawami nagrodzono laureatkę NAGRODY im. IGNACEGO LEWANDOWSKIEGO za rolę epizodyczną – Anitę Poddębniak. Pewnie nie zdziwiłaby nikogo nagroda zespołowa dla „Wyzwoleń” z Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy, więc tym bardziej ucieszyło wszystkich wyróżnienie dla odtwórczyni roli Firanki/Maski 11.

KUPIEC WENECKI, Nowy Teatr im. Witkacego w Słupsku, fot. Jakub Seydak

 

Nie można odmówić uroku inscenizacji Szekspirowskiego „Kupca weneckiego”, która przyjechała z Nowego Teatru im. Witkacego w Słupsku, ale rzeczywiście – i tu zgadzam się z jury – wśród aktorów na uwagę zasługiwali jedynie Igor Chmielnik, który za rolę Shylocka otrzymał DRUGĄ NAGRODĘ AKTORSKĄ oraz Monika Janik, grająca Porcję, do której trafiła NAGRODA DLA MŁODEJ AKTORKI.

W gdańskiej „Śmierci komiwojażera”, moim zdaniem w najlepszym spektaklu tego festiwalu, nie tylko Mirosław Baka stworzył znakomitą rolę. DRUGĄ AKTORSKĄ NAGRODĘ odebrała jego sceniczna małżonka, Linda, którą zagrała Anna Kociarz, a TRZECIĄ NAGRODĘ AKTORSKĄ – Piotr Biedroń, czyli niepokorny syn Biff.

ALMODOVARIA, Teatr Polonia w Warszawie, fot. Jakub Seydak

Z jedenastu spektakli konkursowych tylko trzy nie znalazły się w festiwalowym werdykcie. Ze stołecznego Teatru Polonia przyjechał spektakl muzyczny „Almodovaria”, notabene nagrodzony owacjami na stojąco, w którym Anna Sroka-Hryń pokazała wysokiej próby zdolności wokalne, ale której nie udało się stworzyć  przekonującej drag queen.

 

Znacznie lepiej wypadła w roli pedagoga i reżysera, tworząc wraz ze studentami Akademii Teatralnej z Warszawy „Lunapark” – przedstawienie z piosenkami Grzegorza Ciechowskiego, Republiki i Obywatela GC.

W repertuarze Kaliskich Spotkań Teatralnych znalazł się także bardzo ciekawy spektakl dla dzieci i młodzieży „Staś i Zła Noga”, opowiadający z humorem o perypetiach niepełnosprawnego nastolatka. Mimo braku nagrody czy wyróżnienia dla kogokolwiek z obsady przedstawienia Teatru Śląskiego z Katowic odnotowałbym jednak wysiłek odtwórcy Złej Nogi. Dawno nie widziałem na scenie aktora tak sprawnego jak Michał Rolnicki, co w kontekście formuły tego festiwalu przypomniało wszystkim dobitnie o roli ciała aktora, które powinno być gotowe do wypełniania różnych zadań.

 

WIDZ BEZ TWARZY

widownia na Scenie Kameralnej, fot. Jakub Seydak

Dla wielu kaliszan udział w KST jest corocznym rytuałem. Podejrzewam, że większość z nich nawet nie zastanowiła się, iść czy nie, kupić bilety czy nie. Dopiero konieczność założenia maski przed wejściem do foyer, podpisania oświadczenia o świadomości zagrożenia, które wiąże się z udziałem w festiwalu, zachowania bezpiecznej odległości od widzów w korytarzach i na widowni oraz oglądania całego spektaklu z maską na twarzy uzmysłowiły im, że to mimo wszystko nie jest ten sam festiwal, który dane im było tyle razy przeżywać.

 

Każdy krok podszyty był jednak odrobiną lęku. Raz po raz ktoś pozwalał sobie na komentarz: a dlaczego nie włączono klimatyzacji? a dlaczego nie wpuszcza się szybciej na widownię, gromadząc ludzi w korytarzu? Po raz pierwszy obsługa teatru zmuszona była zapytać: czy na pewno chcą państwo usiąść w pierwszym rzędzie, wiedząc, że w pewnym momencie aktor poda państwu rękę?

widownia, fot. jakub Seydak

Dla aktorów to także było niecodzienne przeżycie. Nie tylko ze względu na konieczność przestrzegania zasad reżimu sanitarnego, ale także utrudniony kontakt z widzem. Tylko ci, którzy występują na scenie, wiedzą, jak ważny jest uśmiech, a może nawet grymas, jak ważne są reakcje, jak istotne jest uzewnętrznienie emocji oraz jak cenne są w finale oklaski całej widowni, a nie wypełnionej do połowy. Na szczęście „festiwalowa reprezentacja teatralnej publiczności” dała z siebie wszystko. Na niemal wszystkich pospektaklowych spotkaniach aktorzy podkreślali niezwykłą energię, jaką widzowie słali do nich, mimo oddalenia i zasłonięcia twarzy. Ba: dziękowali im za to, że pokonali strach i przyszli, że najprawdopodobniej nie mogli dłużej żyć bez teatru.

SZEŚĆ DEKAD

Tysiące widzów, ponad 700 spektakli konkursowych, ponad 800 nagród – tak wygląda sześćdziesięcioletnia historia Kaliskich Spotkań Teatralnych. Nie da się jednak zmierzyć czy policzyć emocji i myśli, które zostały zrodzone z uczestnictwa w spektaklach. Nie da się przecenić wartości najstarszego festiwalu teatralnego w Polsce. Z pewnością jego jubileuszowa edycja wyglądałaby zupełnie inaczej, gdyby nie szerząca się epidemia.

 

wystawa w plenerze, fot. Jakub Saydak

Jednak organizatorzy dołożyli wszelkich starań, aby podkreślić wyjątkowość festiwalu roku 2020, nie tylko poprzez publikacje, ale także plenerową wystawę prezentowaną na placu ratuszowym, zestaw urokliwych gadżetów zaprojektowanych przez kaliskiego artystę Tomasza Wolffa i przypominanie w wystąpieniach o najważniejszych wydarzeniach i ludziach kształtujących historię tej imprezy.

„Zrealizowałem trzeci festiwal i każdy był inny, co świadczy o bogactwie teatru i sensie tego wydarzenia” – powiedział Bartosz Zaczykiewicz, dyrektor Teatru im. Wojciecha Bogusławskiego. Takiego festiwalu nie ma na świecie, co zawdzięczmy pomysłowi między innymi Macieja Grzybowskiego, wieloletniego dyrektora tej sceny. To on wraz z Ryszardem Bienieckim, kierownikiem literackim teatru, nadał mu w roku 1985 formułę Festiwalu Sztuki Aktorskiej. Pan Maciej, poproszony o wejście na scenę, już po ogłoszeniu werdyktu jury, powiedział: „Przyszło mi przekazać państwu smutną informację. Sześćdziesiąte, jubileuszowe Kaliskie Spotkania Teatralne – Festiwal Sztuki Aktorskiej skończyły się”. To zdanie wywołało serdeczny uśmiech na twarzach, ale zmieszany ze smutkiem, że na kolejne święto teatru trzeba będzie poczekać aż do maja. Do maja, miejmy nadzieję.