fot. Mariusz Forecki

Miasto nie może wykluczać

„Miasto to organizm, który ma swoją magię, musi też być wielofunkcyjne i uwzględniać potrzeby różnych użytkowników. To wspólna przestrzeń, która nie jest dla nikogo na wyłączność i ma swoje ograniczenia” – mówi wiceprezydent Miasta Poznania, Mariusz Wiśniewski.

JAROSŁAW BOROWIEC: Które miasta w Polsce wywołują w Panu pozytywne emocje?

MARIUSZ WIŚNIEWSKI: Na pewno Kraków, Grudziądz – rodzinne miasto mojej mamy – oraz Gdańsk. Oprócz powodów emocjonalnych (czasy studenckich wyjazdów, rodzina i przyjaciele) w Krakowie i Gdańsku podoba mi się kompaktowość ich centrów, podobna zresztą do Poznania. W przypadku Krakowa jest to jeszcze wielowiekowe dziedzictwo kulturowe. W Gdańsku – szacunek do jego historii i to, jak to miasto zmieniło się w ostatnich latach. Nie ma w nim takiej zabudowy kwartałowej jak w Poznaniu, jest nieco inny układ, ale Gdańsk to rzeczywiście niezwykła przestrzeń. Grudziądz zaś urzeka swoim położeniem nad Wisłą.

 

JB: Czym jest dzisiaj współczesne miasto? Jakie wyzwania stawia zagospodarowanie takiej przestrzeni?

Zrozumienie, czym jest dziś współczesny miejski organizm, wcale nie jest łatwe, zwłaszcza gdy codziennie spotykamy się z tysiącem bieżących problemów. Z jednej strony potrzebne są działania doraźne, z drugiej – te nakierowane na przyszłość, a czasem na nadrabianie czegoś z przeszłości. Miasto to organizm, który ma swoją magię. Musi być wielofunkcyjne i uwzględniać potrzeby różnych użytkowników.

 

Współczesne miasto nie może nikogo wykluczać i to jest wielkie wyzwanie.

Nie działamy przecież tylko dla obecnych mieszkańców, ale także dla tych potencjalnych – również dla turystów, inwestorów, studentów, ludzi, którzy są tu tylko przejazdem. Miasto to tygiel różnych środowisk i samorząd, zarządzając nim, musi zaspokoić te potrzeby. Miasta, które kiedyś miały swoją określoną specyfikę, jak np. te typowo przemysłowe, to już przeszłość. Dziś w miastach regionalnych, a takim miastem jest dla mnie Poznań, trzeba zachować jego wielofunkcyjność.

 

JB: Powiedział Pan „miasto regionalne”, co to znaczy? Jak zdefiniowałby Pan dziś tożsamość Poznania, co jest siłą tego miasta?

Wiceprezydent Miasta Poznania Mariusz Wiśniewski, fot. Mariusz Forecki

Poznań i Wielkopolska to dwie powiązane ze sobą przestrzenie i pojęcia. Poznań to miasto ludzi przywiązanych do swojego miejsca, ludzi przedsiębiorczych i otwartych. Zarzuca nam się, że jesteśmy zamknięci, ale ja uważam, że jesteśmy regionem przedsiębiorczym, a to wymaga otwartości. Poznańskość musi oznaczać też otwartość, także otwartość na zmiany.

Jeśli sięgniemy do przeszłości, do XIX wieku i pracy organicznej, to przecież Marcinkowski, Cegielski, Libelt, Chłapowski byli ludźmi otwartymi, studiowali za granicą, jeździli po Europie, ściągali tu ludzi ze świata.

 

Jesteśmy miastem ludzi, którzy są związani z małą ojczyzną, ale też przywiązani do racjonalizmu i jednocześnie otwieramy się na zmiany, na doskonalenie.

Mamy też świadomość słabych stron i tego, co trzeba zmienić. Chcemy żyć w mieście lepszym, ciekawszym – w tym nasza siła.

 

BARBARA KOWALEWSKA: Gdy mówimy o otwartości na zmiany, to jakie widzi Pan obszary do zmiany w Poznaniu. Albo w jakim kierunku są one realizowane?

Przyszło nam żyć w bardzo dynamicznym czasie. Warto przypomnieć, że po II wojnie światowej polskie miasta nie mogły się rozwijać tak jak te w zachodniej Europie – i teraz następuje przyspieszenie. Pojawiają się nowe wyzwania, nowe oczekiwania ludzi. Zmiany nie są jednak wymuszane tylko potrzebami wynikającymi z infrastruktury i przestrzeni miejskiej, ale są też motywowane potrzebami społecznymi. Widać to w dyskusjach o celach miasta.

 

Potrzebne jest zrozumienie, że miasto to wspólna przestrzeń, nie jest dla nikogo na wyłączność, ma swoje ograniczenia, nie tylko przestrzenne. Naszym zadaniem jest również wyjaśniać, dlaczego podejmujemy takie, a nie inne decyzje.

Chcemy poprawiać komfort życia mieszkańców. Nie wszyscy rozumieją na przykład, dlaczego warto stawiać na transport publiczny. Dzisiaj, gdy dyskutuje się o problemie smogu, ludzie zaczynają rozumieć, że nie ma innej alternatywy. Musimy ograniczać liczbę samochodów w mieście, zwłaszcza w centrum, stąd podjęta wspólnie z Marszałkiem Województwa Wielkopolskiego Markiem Woźniakiem i innymi samorządami inicjatywa o rozwoju kolei metropolitalnej, która usprawni dojazd z Wielkopolski do Poznania i tym samym ograniczy codzienny napływ aut spoza miasta.

 

Kolejne wyzwanie to odwrócenie negatywnych trendów demograficznych.

Wiceprezydent Miasta Poznania Mariusz Wiśniewski, fot. Mariusz Forecki

W latach 90. i w kolejnej dekadzie Poznań wyludniał się dlatego, że niewiele oferował swoim mieszkańcom, a także zachodziły w nim te same procesy jak w miastach zachodniej Europy lat 60., czyli poszukiwanie tzw. domu z ogródkiem. Tam po latach wróciła znów moda na mieszkanie w mieście, bo zdano sobie sprawę z korzyści płynących z życia miejskiego.

Wydaje się, że i my jesteśmy już na dobrej drodze, zahamowaliśmy ten trend ucieczki z miasta, w ostatnich dwóch latach przybyło mieszkańców w śródmieściu. Głosy, że miasto się wyludnia, a Stare Miasto jest tragiczne, nie mają pokrycia w rzeczywistości. Zauważalność tego procesu wymaga jeszcze kilku lat.

Musimy nadal wspierać rozwój zróżnicowanego pod względem oferty rynku mieszkaniowego, ale też dbać o zieleń, oświatę, przestrzenie artystyczne. Zbudowaliśmy w ostatnim czasie kilka szkół, przedszkoli, remontujemy i rozwijamy trasy komunikacyjne.

Ważni są dla nas studenci i potrzebna im infrastruktura, bo to przecież ich obecność w mieście ma istotny wpływ na rozwój gospodarki. Trzeba też zachęcać inwestorów, bo bez nich również aktywizacja różnych części miasta nie byłaby możliwa.

 

JB: Mamy za sobą modernizację ulicy Święty Marcin, to ważna dla miasta inwestycja. Pojawiają się jednak zarówno głosy pochwał, jak i głosy krytyczne. Czy uważa Pan tę krytykę za uprawnioną, czy ta inwestycja się udała?

Każdy rewitalizowany obszar musi niejako od nowa połączyć się ze strukturą miasta, nie wszyscy się z tym liczą. Na Świętym Marcinie już powstają kawiarnie, jest zainteresowanie modernizacją wieżowców Alfa, powstaną hotele i akademik. Musimy te potrzeby ludziom wyjaśniać.

Nowością jest, że stworzyliśmy tam shared space – przestrzeń użytkowaną przez wszystkich. Takie rozwiązania funkcjonują w wielu miastach zachodniej Europy. Kierowca nie jest wykluczony z ruchu, ale nie jest tu panem, musi zwolnić, ponieważ piesi mają pierwszeństwo. W Poznaniu w centrum będzie coraz więcej takich przestrzeni.

W tej chwili modernizujemy płytę Placu Kolegiackiego. Te przestrzenie mają być dla ludzi. Tak jak rejon nad Wartą, która przyciąga wielu mieszkańców. Tę przestrzeń też cywilizujemy, powstanie kładka i przystań nadrzeczna. Zależy nam też na rozwoju życia artystycznego. W mieście działają artyści z UAP, Otwarta Strefa Kultury na Łazarzu, Teatr Strefa Ciszy i wiele innych.

Chciałbym, żeby Poznań był liderem zmian. Oczywiście nie wszystko jest doskonałe. Przespano lata 2000. Zaczęto popadać w samouwielbienie, że wszystko w Poznaniu jest doskonale – jak w kalkulatorze wszystko się zgadza i to wystarczy. Teraz to nadrabiamy.

Uruchamiane są też projekty, które były odłożone w ostatnich latach. Wzrasta liczba turystów odwiedzających Poznań, a w mieście brakuje hoteli. Chcemy być wspólnotą ludzi solidarnych, która nie zapomina o słabszych i seniorach, ale też miastem przyciągającym ludzi z zewnątrz.

 

BK: Skoro nikt nie jest mniej ważny, siłą rzeczy w mieście zderzają się różne potrzeby, powstają konflikty interesów. Mieszkańcy chcą, by konsultowano z nimi zagospodarowanie przestrzeni miejskiej. Jak reaguje się na te głosy?

Wiceprezydent Miasta Poznania Mariusz Wiśniewski, fot. Mariusz Forecki

Przestrzeń przestrzeni nierówna. Jeśli będziemy modernizowali jakąś osiedlową ulicę, która interesuje ludzi tylko lokalnie, konsultacje nie będą tak rozbudowane, ale w przypadku wspólnych przestrzeni miejskich, pełniących różne funkcje użytkowe – to konieczne. Punktem wyjścia jest diagnoza: zbadanie potrzeb mieszkańców.

Przystępując do projektu zmiany centrum (ulicy Święty Marcin, placu Wolności, ulicy Ratajczaka i okolic), nie podjęliśmy działań z marszu, ale projekt powstawał na przełomie lat 2015 i 2016. W kilku miejscach rozstawiliśmy punkty informacyjne, w których mieszkańcy, właściciele nieruchomości i przedsiębiorcy oddawali anonimowe ankiety i wyrażali swoje opinie na temat mocnych czy słabych stron tej przestrzeni i zmian, jakich oczekują.

Zaprosiliśmy do pomocy Wydział Socjologii UAM, który dokonał analizy ankiet i wskazał, w jakim kierunku te zmiany powinny podążać – z punktu widzenia mieszkańców tego rejonu, ale też innych poznaniaków, właścicieli usług i firm. Potem był konkurs i konsultacje społeczne.

Najwięcej czasu trzeba poświęcić właśnie na skonsultowanie i zaprojektowanie inwestycji. Pozyskujemy geoankiety, lokalne mapy potrzeb, prowadzimy w ramach konsultacji działania warsztatowe. Czasem mieszkańcy chcieliby, żeby to wszystko działo się znacznie szybciej, a my staramy się to przeprowadzać powoli, z namysłem. Przy remoncie Placu Kolegiackiego pojawiła się kwestia odkryć archeologicznych. W przypadku Starego Rynku przygotowywana inwestycja ma służyć również celom społeczno-kulturalnym.

 

JB: Powiedział Pan o potrzebie zatrzymywania ludzi w mieście, temu także służą prowadzone inwestycje. Pojawiają się jednak głosy, że dziś przestrzenią miejską w wielu miastach zarządzają deweloperzy. Jak Pan postrzega ten problem w Poznaniu?

Myślę, że te głosy nie mogą dotyczyć Poznania, a jeśli takie wrażenie było, to mogło się odnosić co najwyżej do dalekiej przeszłości. Dużo się bowiem zmieniło w zakresie świadomej polityki przestrzennej miasta w ostatnich latach, ale i jakości samych prywatnych inwestycji.

Samo zagospodarowanie przestrzenne to oczywiście bardzo złożony problem. Czasami pojawiają się głosy sprzeciwu, bo komuś nie odpowiada lokalizacja tego czy innego obiektu, nawet tak przyziemnych jak przystanek autobusowy czy tramwajowy, który zaplanowano akurat pod czyimś domem, a przecież przystanek będzie służył nam wszystkim.

Bardzo dużą wagę przywiązujemy do spójnej polityki przestrzennej. Staramy się myśleć z wyprzedzeniem i sami jako urząd kreować przestrzeń – jak w przypadku projektu „Wolne Tory”, rejonu ulicy Lubelskiej czy dzielnicy Jeżyce Północ, które są w trakcie realizacji. W projektach rozwoju przestrzennego Urząd Miasta nie jest bierny, narzuca inwestorom pewne rozwiązania właśnie po to, by szanowali kontekst przestrzenny i społeczny.

 

BK: Pojawia się jednak zarzut, że deweloperzy nie uwzględniają zasady tzw. dobrego sąsiedztwa oraz potrzeby ludzi do życia, przestrzeni, zieleni. Tak zwane PUM-y, czyli wydajność z metra kwadratowego, przesłaniają inwestorom obraz tego, jak ludzie będą w tej przestrzeni potem funkcjonować.

Zmienia się percepcja samych deweloperów, bo niejeden inwestor już się spalił na PUM-ach. My też zmieniamy politykę miasta i chcemy premiować te inwestycje, które lokują się przy transporcie publicznym, i angażować inwestorów w ten rozwój. Nie chcemy powtórzyć błędu, który kiedyś popełniono z Naramowicami.

W ogóle zmienia się podejście do tego, jaką przestrzeń publiczną chcemy. Już w latach 2010–2014, kiedy byłem radnym miejskim, zaczęliśmy tworzyć katalogi nawierzchni, mebli miejskich, pojawiły się pierwsze głosy w zakresie szyldów i estetyki reklamy, która zaczęła obowiązywać i restauratorzy musieli się do niej dostosować. Może to drobiazgi, ale mają znaczenie dla postrzegania przestrzeni publicznej. Powstaje też uchwała krajobrazowa.

Jedna z większych inwestycji to projekt Nowy Rynek. Co ciekawe, Skanska, kiedy postanowiła zaprojektować tę przestrzeń, poprzez analizy urbanistyczne doszła do wniosku, że charakterystyczną cechą Poznania są rynki i place śródmiejskie. Dlatego swoją inwestycję oparła na koncepcji rynku, stąd nazwa. A cechą rynku jest otwarta przestrzeń i wielofunkcyjność zabudowy: mieszkania obok biur i usług. To filozofia warta naśladowania.

 

BK: Jak to wygląda w przypadku innych inwestycji?

Wiceprezydent Miasta Poznania Mariusz Wiśniewski, fot. Mariusz Forecki

Inny inwestor, firma Garvest, ta która niedawno postawiła nowy Bałtyk, ma zabudować tereny pomagazynowe na tyłach Parku Wilsona. Przygotowywany jest współczesny projekt, ale nawiązujący do secesyjnego stylu okolicznych kamienic. Inwestor planuje też zieleń w otoczeniu, przestrzeń społeczną. Tak samo jest z firmą Vastint, która między innymi inwestuje w Starej Rzeźni. Prowadzi dialog z miastem, aby ta cenna lokalizacja wpisała się z powrotem w tkankę miejską.

 

W planowaniu przestrzennym zawsze będą różnice zdań, ale konfliktów jest coraz mniej, bo dużo problemów rozwiązują konsultacje społeczne na odpowiednio wczesnym etapie.

Na pewno jest jeszcze nad czym pracować. Chcemy ustalić listę priorytetów transportowych. Mamy wiele pomysłów na nowe linie tramwajowe, ale musimy wybierać, co zrobić w pierwszej kolejności, biorąc pod uwagę przyszłe zagospodarowanie przestrzenne.

Prezydent Miasta zwraca uwagę na to, żeby inwestycje przekładały się na jakość życia również poprzez dochody miasta. To z nich finansujemy zieleń, zabytki, transport miejski, oświatę, ale też takie drobne rzeczy jak ławki na osiedlach, siłownie na powietrzu, nowe przejścia dla pieszych, parki (Heweliusza, Rataje).

 

JB: Co ważnego jeszcze przed nami w projektach miasta?

Najważniejsze to dobre przeprowadzenie tych inwestycji, które czekają nas w latach 2020–23. Musimy zorganizować dobrą kampanię informacyjną dla mieszkańców, żeby mieli świadomość, że to życiowa konieczność. Jako Polska mamy jeden z ostatnich tak dużych budżetów unijnych – i to jest szansa dla Poznania, żeby dokończyć duże projekty, takie jak tramwaj przez Naramowice, Projekt Centrum z tramwajami na Ratajczaka, Wierzbięcice, tunel Plewiska, Rondo Rataje, przebudowa Górnego Tarasu Rataj, która trwa, remont Mostu Lecha.

Myślimy o tym, jak rozpocząć te inwestycje, żeby nie zdestabilizować życia miasta, chociaż będzie to krótki okres. Kolejne działania to planowanie wpisujące się w tkankę miasta: zapewnienie dzieciom dostępu do infrastruktury sportowej, zadbanie o seniorów, dostęp do kultury, otworzenie kolejnych filii bibliotek, zasadzanie zieleni, inwestowanie w kulturę niezależną.

Krótko mówiąc, chcemy, żeby Poznań był nowoczesnym i przyjaznym do życia miastem europejskim, ze swoją historią i magnesami przyciągającymi ludzi z różnych zakątków.

 

CZYTAJ TAKŻE: Spotkanie – oswajanie świata przez sztukę. Rozmowa z Jerzym Moszkowiczem

CZYTAJ TAKŻE: „Najważniejsze jest to, co między ludźmi”. Cinema Italia Oggi 2019

CZYTAJ TAKŻE: Nauka potrzebuje przyjaciół. Rozmowa z prof. UAM dr hab. Andrzejem Gulczyńskim, prezesem PTPN