fot. Marta Baszewska (fotoedycja)

Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #16

„Muzyka bezcenna w Wielkopolsce” to rekomendacje albumów z naszego regionu, których autorzy umożliwiają ich bezpłatne pobranie. W tym odcinku Nagrobki, OOBE i Switchface.

NAGROBKI
„Teatr Polski”, wydanie własne, 2019

Teatr Polski w Poznaniu to marka sama w sobie. Miejsce inspirujące nie tylko miejscowych „spektaklolubów”, ale i – jak okazało się również w tym roku – pasjonatów szeroko rozumianej „muzyki nawiedzonej”, zwykle słuchanej po zmroku, w domowym zaciszu.

Wokalista i gitarzysta Maciej Salamon oraz Adam Witkowski (oprócz głosu i wiosła odpowiadający również za samplery, syntezatory i inne pokrętła) to postacie znane na polskiej scenie niezależnego rocka już od dawna. O ich gitarowym hałasie, słabości do big beatu i black metalu (piękny oksymoron), a także jedynych w swoim rodzaju tekstach żałobnych, dzięki którym dźwiękowa rozpacz tych ponuraków wykazuje niemal radiowo-piosenkowy potencjał, rozpisywali się już chyba wszyscy.

 

Chłopaków ceni się za nonkonformizm, nawet na własnym poletku. Bo Nagrobki to kapela, którą równie często można usłyszeć w klubach, co na „artystowskich” – jak powiedzieliby złośliwi – wernisażach.

Kto wrażliwszy w dziennikarskim quasi-mainstreamie, ten cmokał na ich debiutancką płytę „Pańskie wersety”, a także „Stan prac”, „Granit” czy jeszcze późniejsze materiały. Jednym z nich jest właśnie czteroczęściowy „Teatr Polski”, zawierający elektroniczne wersje nagrobkowych kawałków ze wspomnianego wcześniej „Stanu…”, napisane specjalnie z myślą o spektaklu Michała Kmiecika „Portret Trumienny” (jego premiera odbyła się w Teatrze Polskim w Poznaniu w czerwcu 2017 roku).

Jak ciężka, a przy tym uderzająco chwytliwa jest ta płyta! Tytułowa „Choroba zakaźna” roznosi nowofalowe zarazki, „Z dedykacją dla kolegi” rzuca na nas triphopowe zaklęcia, „Małomówny” zapewnia psychodeliczny stupor, zaś końcowa „Wyjątkowa rodzicielka” wyrzuca na brzeg samoświadomości… Dwanaście minut muzycznego fatality, którego naprawdę nie warto sobie odmawiać.

 

OOBE
„OOBE”, Trzy Szóstki, 2019

Muszę przyznać, że do zjawiska OOBE podchodzę z tym samym sentymentem, który z pewnością wielu odczuwa, myśląc o tabliczce Ouija. Za dzieciaka robiło się różne głupie rzeczy – jedni próbowali wywoływać duchy, drudzy wychodzili z ciała.

Eksterioryzacja, czyli właśnie „out-of-body experience”, to przedziwne wrażenie postrzegania świata spoza własnego ciała fizycznego i naprawdę trudno porównać je z czymkolwiek innym. A może to była tylko sugestia? Nawet jeśli tak, to sam proces OOBE, wymagający konkretnych czynności, takich jak balansowanie na granicy snu i jawy o 3.30 w nocy, inspirowało już wielu artystów.

Lokalnym owocem fascynacji tą praktyką jest tegoroczna płyta poznańskiego duetu działającego właśnie pod nazwą OOBE. Wojciech Hass i Grzegorz Ciemciach-Pikselo założyli go w 2015 roku, jednak prawdziwy charakter projekt zyskał dopiero rok temu, za sprawą dołączającej do duetu genialnej wokalistki Aleksandry Szalińskiej, znanej jako Flicker Fox.

Słowa o tym, że na „OOBE” królują jej „intymne, emocjonalne pasaże, kontrastujące z eksperymentalnym, industrialnym charakterem ich muzyki”, na pewno nie wystarczają. Tekst o płycie jako „ścieżce dźwiękowej do filmu, który jeszcze nie powstał” również.

 

Ta hipnotyzująca i doskonała pod względem proporcji mieszanka alternatywnych i eksperymentalnych brzmień z art i synth popowych rejonów potrafi odrealnić nawet najbardziej przyziemny dzień.

„OOBE” mami nas oniryczną atmosferą, w której dobrze znane, niepozorne obrazy dźwiękowe zmieniają się w coś, co „po cichu” odmienia naszą percepcję. Bo kiedy słuchasz minimalistycznego, podprogowego „For(r)est” (Boards Of Canada kłania się w pas) czy nerwowego i opętańczego „Shaking Shelter” (Aphex Twin macha na powitanie), to nie wiesz, czy bać się tego, co słyszysz, czy może tego, na co naprowadza cię ten i kolejny dźwięk.

Cudownym doświadczeniem jest obcowanie z płytami, które potrafią otworzyć nam na coś oczy. Jeszcze lepiej, kiedy odblokowują to trzecie…

 

SWITCHFACE
„Spinal Transplant Procedure”, wydanie własne, 2018

W przypadku Switchface tytułowa „Procedura Przeszczepu Kręgosłupa” to żadna bułka z masłem. Wielkopolski projekt prowadzony przez dwóch muzyków z Turku – Tomasza „Nooka” Rospendowskiego (kompozycja, sample, teksty, wokale, programowanie) i Michała „Witchera” Kałużnego (gitara) – to czyste science fiction. I to nie tylko dla laików, ale nawet doświadczonych chirurgów – no chyba że ci mieli radochę na widok teledysków belgijskiego Suicide Commando w nocnym paśmie kultowego Viva Zwei.

 

Tak, elektroniczny industrial to kluczowy trop w przypadku „Spinal Transplant Procedure”. To album tak specyficzny jak cały ten gatunek, sklecony z pokrewnych „mechanizmów”, takich jak harsh electro, dark electronic czy darkwave.

Ktoś kiedyś słusznie zauważył, że z muzyką „z Castle Party” jest trochę jak z Benny Hillem, humorem siermiężnym, przaśnym, kiczowatym, a więc na pewno nie dla wszystkich.

Z początku propozycja Switchface również może odrzucać – kwadratowymi riffami, pretensjonalnymi, charakterystycznie atakującymi wokalami i ogólną otoczką niskobudżetowej „muzyki przeszłości”. Ale przecież nawet najtańsze horrory gore mogą mieć swój urok. Ich wzorem, pozwalając sobie wniknąć w futuro-przemysłową konwencję ubiegłorocznego „STP”, możemy wyłapać z niego cały wachlarz mizantropijnych melodii, które naprawdę świetnie „siedzą” w uchu.

A co do udziału wokalistki Andrell… Możemy po prostu przełknijmy fakt, że electro industrialne kapele mają jakąś niepojętą słabość do tego rodzaju niestrawnych, pseudo-popowych wtrętów. Najważniejsze, że krążek broni się pod wieloma względami, a największymi „peakami” są tu chyba „Wołanie (Z Ulicy)” na modłę crossoverowców z Clawfinger (pamiętacie „Out To Get Me”?) oraz syntezatorowy „The Fools’ Parade” w stylu naszego Sweet Noise.

Niekoniunkturalna wizja Tomasza Rospendowskiego, jak również sam jego głos, bardzo przypomina nam zarówno o dawnych dokonaniach ekipy Zaka Tella, jak i o płytach Glacy. Siadajcie na operacyjny stół…

 

CZYTAJ TAKŻE: Chcemy być jak Berghain. Rozmowa z Joanną Tomczak z klubu Tama

CZYTAJ TAKŻE: Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #15

CZYTAJ TAKŻE: Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #14