fot. Materiały prasowe

Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #33

„Muzyka bezcenna w Wielkopolsce” to rekomendacje albumów z naszego regionu, których autorzy umożliwiają ich bezpłatne pobranie. W tym odcinku: Kołorking Muzyczny, Nihil i Walking On Gravestones.

KOŁORKING MUZYCZNY
Tęsknota
Wielu Nagrania, 2021

 

 

Z 29. edycji cyklu „KOimpro!”, organizowanego w czasie pandemii przez poznański Kołorking Muzyczny, powstała wyjątkowa płyta. Tym razem na antenie Radia Afera utwory z tęsknotą jako motywem przewodnim stworzyło kilka zacnych składów, których członków z pewnością nie trzeba przedstawiać żadnemu miłośnikowi niezależnej muzyki z naszego regionu – zwłaszcza elektronicznej czy eksperymentalnej.

 

Album składa się z sześciu kompozycji „grup improwizatorów z różnych światów muzycznych, którzy w całkowicie pomieszanych składach improwizują półgodzinne koncerty”.

I rzeczywiście, jaskrawe kontrasty mamy jak na dłoni. „KOimpro!” intrygowało od początku (sprawdźcie choćby ubiegłoroczną „Sytuację aktualną”, o której parę słów w 23. odcinku „Muzyki bezcennej...”), ale „Tęsknota” to już prawdziwe cuda na kiju. I to dosłownie, bo jak inaczej odbierać magiczną, choć z drugiej strony tak rozbrajającą kompozycję jak początkowe „Tęskno”, w którym tłem dla pianisty Rafała Zapały jest… beatbox Michała „Miszy” Wójtowicza?

Trudno nie wspomnieć też o aromatycznym, odrealnionym smooth jazzie z „Dzisiaj słońce świeciło 3 godziny” gitarzystów Kacpra Sikory i Wojtka Gruza czy emanującym niezwykłą energią utworze „Chodź, wracaj”, w którym melorecytacja związanego z poznańskim Teatrem Polskim aktora i wokalisty Mandara Purandarego została zestawiona z niepokojącymi dźwiękami klarnetu Michała Giżyckiego i kontrabasisty Patryka Piłasiewicza.

Brać w ciemno!

 

NIHIL
Serce
wydanie własne, 2011

 

 

Emily Dickinson to niewątpliwie jedna z najsłynniejszych i zarazem najbardziej tajemniczych poetek amerykańskich XIX wieku. Egzystowała niemal w całkowitej izolacji (!), pozostawiając po sobie niemal 1800 wierszy, z czego za jej życia (choć bez jej wiedzy) wydrukowanych zostało zaledwie dziesięć.

 

Nowatorskość jej twórczości zawsze szła w parze ze spowijającym ją mrokiem, z którego wyłaniały się zwięzłe, oszczędne w środkach wiersze, pełne emocji i egzystencjalnych wątków.

Jej spuścizna zgrabnie opiera się próbie czasu i inspiruje kolejne pokolenia artystów – nie tylko pisarzy, ale również muzyków, choćby takich jak mroczny, ukrywający się w pilskim podziemiu Nihil (broń boże, nie mylić z Nihilem z niemniej black metalowej Furii!).

Jego „Serce” – wydane dokładnie dziesięć lat temu, a teraz ukazujące się ponownie z możliwością darmowego pobrania – to black metal pierwszej wody, jednak, zupełnie jak w przypadku poezji Dickinson, stroniący od wszelkich schematów, jakimi giganci gatunku już dawno zdążyli nas znudzić.

 

Zapomnijcie o typowej, perkusyjnej nawalance, rozwścieczonych wokalach i ordynarnych riffach gitar.

Pomyślcie raczej o monumentalnych pasażach szorstkiego do bólu dźwięku rodem z piekieł, którym – gdyby nie czysto funeralny charakter płyty – byłoby blisko do neoklasyki, ambientu czy muzyki atmosferycznej. Zawartych na krążku „Opusów” najlepiej słuchać jeden po drugim, ponieważ wyraźnie tworzą pewną przerażającą całość, która największe wrażenie wywołuje w nas właśnie od strony konceptualnej.

Black metal niejedno ma imię…

 

WALKING ON GRAVESTONES
Pain
wydanie własne, 2021

 

 

Trap to obecnie wciąż jeden z najpopularniejszych podgatunków muzyki hip hop, jednak zazwyczaj kojarzy się z zupełnie inną atmosferą niż tą, jaką na swojej płycie „Pain” proponuje młody producent ze Zbierska, ukrywający się pod pseudonimem Walking On Gravestones.

 

Przyzwyczailiśmy się, że trap to przede wszystkim agresywne brzmienie, mocne beaty w stylu 808 i pompatyczne, filmowe smyczki, tymczasem ten zdolny chłopak proponuje nam coś zgoła innego.

Trzymając się trapowej konstrukcji aranżacji oraz charakterystycznych bębnów ze wspomnianego przed chwilą, ikonicznego Rolanda TR-808, jednocześnie sięga po… grunge i emo. Mocarne linie basów zostały wyparte przez melancholijne, melodyjne wyciskacze łez, zwykle w postaci gitarowych riffów.

Oczywiście, takie zabiegi nie są w hip hopie niczym nowym, jednak kontrast pomiędzy „gangsterskim” brzmieniem perkusji a „trądzikowym” rockiem już owszem.

 

I to na tyle, że aż czasem mamy wrażenie, że z tą płytą jest coś nie tak – w niektórych momentach jedno do drugiego pasuje jak pięść do oka, ale ostatecznie coś nas przy „Pain” zatrzymuje.

I tylko szkoda, że autor tak często skąpi swoim utworom basu – każda melancholia potrzebuje jakiegoś ciężaru, którego w tym przypadku czasem nieco brakuje… Warto jednak mieć oko na tego chłopaka i można wręcz strzelać w ciemno, że już za chwil kilka powróci do nas z nowym, tym razem już pięciogwiazdkowym materiałem.