fot. materiały prasowe

Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #7

„Muzyka bezcenna w Wielkopolsce” to rekomendacje albumów z naszego regionu, których autorzy umożliwiają ich bezpłatne pobranie. W tym odcinku: Bogotwory, Jakub Wilak & The Cowboys i Pomnik Gagarina.

BOGOTWORY
„Na łów”, wydanie własne, 2018

Słuchając nowego minialbumu Michała Bętkowskiego, w głowie zahuczał mi początek drugiej strofy przepięknego wiersza „Słowo i ciało” autorstwa Juliana Tuwima: „Nie ma żadnego zajęcia, jestem tylko łowcą słów. Czujny i zasłuchany, wyszedłem w świat na łów”.

Po całkiem udanym debiucie w postaci ubiegłorocznego krążka „Co skrywa mgła” ten młody poznański muzyk – co ciekawe, odpowiadający za dosłownie wszystkie aspekty projektu Bogotwory – raz jeszcze zaprasza nas do swojego mrocznego i drapieżnego jak sukkuby świata. I choć sieje w nim pożogę w pojedynkę, to słuchając utworów z „Na łów”, wciąż nie opuszcza nas wrażenie, że stoi za nim co najmniej trzech podobnych mu szarlatanów, szarpiących za struny i bębniących w gary ku czci Najwyższego.

 

Nie da się ukryć, że szeroko pojęte zło wyziera z każdego fragmentu tej epki, choć trzeba podkreślić, że twórczość M.B. – jak zwykle podpisuje się artysta – nie ma absolutnie nic wspólnego z tanim okultyzmem ani tym bardziej podrabianym satanizmem, którego tak wiele choćby na krążkach z symfonicznym black metalem.

A skoro już o tym gatunku mowa – brzmieniu „Na łów” o wiele bliżej do wytworów dawnej sceny Bay Area aniżeli muzyki czarnoksiężników z Dimmu Borgir. I bynajmniej nie tylko dlatego, że zamiast pompatycznych smyczków mamy hard rockowe riffy. Ten materiał to po prostu solidny, pełnokrwisty kawał thrash i death metalowego grania, a więc łakomy kąsek zarówno dla fanów najstarszych płyt Testamentu, Kreatora czy Exodusu, ale również tych, którym nie obcy jest śmiercionośny klimat pionierskich albumów kapel w stylu Death, Morbid Angel czy Obituary.

JAKUB WILAK & THE COWBOYS
„Sunrise Dust”, wydanie własne, 2018

 

 

Witajcie na Dzikim Zachodzie! W Poznaniu, w którym na Starym Rynku saloony wyrastają jak grzyby po deszczu, na placu Wolności toczą się rewolwerowe pojedynki, a z peryferii miasta rozlega się przeciągłe wycie kojotów.

Trudno nie popuścić wodzy fantazji, słuchając pierwszej płyty „Sunrise Dust” autorstwa gitarzysty Jakuba Wilaka i jego The Cowboys: basisty Jakuba Janickiego, gitarzysty Mateusza Straszewskiego oraz perkusisty Adama Fordona.

 

Ba, nie będzie przesadą powiedzieć, że ich pierwszy krążek to jeden z najbardziej oryginalnych materiałów z naszego regionu, jakie dane było mi słyszeć w ciągu ostatnich kilku lat!

Jakub Wilak & The Cowboys, „Sunrise Dust”, wydanie własne, 2018

Nie trzeba być fanem muzyki z westernów, by dać wciągnąć się w tę zdumiewającą historię rodem z filmów z nieśmiertelnym Johnem Wayne’em. Panowie bezbłędnie przenieśli ich najbardziej charakterystyczne motywy muzyczne: nie tylko melodie i rytmikę, ale przede wszystkim brzmienie i ten wyjątkowy awanturniczy klimat, którzy jedni kochają, a drudzy szczerze nie znoszą.

Żeby jednak zbytnio nie zniechęcać przeciwników Clinta Eastwooda, trzeba dodać, że odkładając na bok westernową otoczkę w pełni instrumentalnego „Sunrise Dust”, słychać, że zawarte na nim piosenki to również wytrawny i uroczo archaiczny surf rock („Baltic Surf”) czy blues rock („Muerta”).

Warto dać szansę wielkopolskim kowbojom, bo mało kto ma dziś jeszcze odwagę grać tak niekoniunkturalnie.

Kompozycje grupy Jakub Wilak & The Cowboys są przede wszystkim implikacją pasji do wielkiej opowieści o secesyjnej „gorączce złota”, w której czasach rządzili szeryfowie, Indianie i traperzy. Dla nas, Europejczyków, jej największy urok wydaje się tkwić w zupełnej nieprzystawalności do naszej kultury. Czy łatwo jest mu się poddać, przekonajcie się sami!

POMNIK GAGARINA
„Postcard”, Via Kosmische, 2018

 

Jaki jest poznański pomnik Jurija Gagarina, pewnie każdy choć raz widział. W końcu modernistyczny obelisk w parku jego imienia stoi w nim od ponad czterdziestu lat. Jednak w jego historii chyba nie zdarzyło się jeszcze, by ktoś postanowił poświęcić mu dzieło artystyczne. Bez dwóch zdań jest nim wydany wiosną 2018 roku album „Postcard” projektu o nazwie – jakby inaczej – Pomnik Gagarina.

Trudno doszukać się jakichkolwiek informacji o jego autorze (autorach?), ale pewne jest, że nie powstałby, gdyby nie widok monumentu ku pamięci pierwszego człowieka w kosmosie – z dziesiątego piętra jednego z bloków na Osiedlu Kosmonautów.

 

Wzorem źródła inspiracji zawartość tej „dźwiękowej pocztówki” jest iście kosmiczna. Future nostalgia to słowa klucze towarzyszące tej płycie, kołującej zarówno wokół „sowieckiego postępu technologicznego” i „czaru postkomunizmu”, jak i najnowocześniejszych, a zarazem najbardziej awangardowych stylów w dzisiejszej muzyce elektronicznej.

Pomnik Gagarina, „Postcard”, Via Kosmische, 2018

Ten album jest jak jego okładka – odrealniony i odurzający, zbudowany na syntetycznych hiperrealizmach i abstrakcjach sound artu. Dobrymi tego przykładami są centralnie umiejscowione utwory: „The Great Connector” – z wiodącymi prym, ogłuszającymi, nachalnie „cyfrowymi” piskami, adekwatnymi dla sceny noise oraz „Asexua” – z jazz-rockową perkusją, raz po raz prasowaną tylko pozornie niegroźnymi dźwiękami wychodzącymi z modularnych syntezatorów.

W przypadku twórczości Pomnika Gagarina nie ma mowy o jakimkolwiek „dostrojeniu”. To kompozycje, które równie dobrze mogłyby ukazać się w latach osiemdziesiątych w jednym z ośrodków kultury niezależnej w RFN. Przypominają o teorii na temat chaotyczności kosmosu, który jak wiemy, kryje wiele czarnych dziur. „Postcard” jest jedną z nich…

 

CZYTAJ TAKŻE: Czas muzyką odmierzany

CZYTAJ TAKŻE: Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #6. Mateusz Bąk, Pawlack i Vittuma

CZYTAJ TAKŻE: Dźwięki skrytej tęsknoty. Rozmowa z Klaudią Woźniak z zespołu Sybstytut?