fot. Unsplash

Czas muzyką odmierzany

Rok 2019 zbliża się nieubłaganie. Dwanaście ostatnich miesięcy minęło jak dobry film, choć w moim przypadku, raczej jak dobra piosenka, album, koncert.

Jeśli chodzi o wydarzenia muzyczne, jakie odbyły się w naszym regionie, chyba nie mamy zbyt wielu powodów do narzekań. Niech więc Nowy Rok brzmi nam równie dobrze, a nawet lepiej!

LATEM MUZYKA BRZMI NAJLEPIEJ!

Nie ma wątpliwości, że wzorem ubiegłych lat największym zainteresowaniem poznańskich słuchaczy cieszyły się duże festiwale. Spośród nich warto wyróżnić przynajmniej kilka, zaczynając od tegorocznej edycji „objazdowego” Męskiego Grania, które w połowie lipca odbyło się na poznańskiej Cytadeli.

 

Dopisała nie tylko pogoda, ale przede wszystkim zespoły i wykonawcy. Impreza rozpoczęła się od koncertu zmartwychwstającej grupy Pogodno, jednak to była zaledwie przystawka.

Wydarzenie zadowoliło zarówno fanów rockowej Comy, jak i alternatywnego hip-hopu braci Waglewskich. Poszukujących dźwięków Króla, Barbary Wrońskiej czy Huberta Tasa, jak i supergwiazd w rodzaju Dawida Podsiadły, Krzysztofa Zalewskiego czy Korteza. Nie zawiodła też orkiestra Męskiego Grania, która nie tylko zagrała na finał bestsellerowy hymn „Początek” – zdecydowanie jeden z najpopularniejszych polskich utworów 2018 roku – ale takie przeboje jak „Szare miraże” Maanamu czy „Granda” Brodki pokazała od zupełniej nieznanej strony.

 

Wiele dobrego można powiedzieć również o pierwszej odsłonie wrześniowego, świetnie zapowiadającego się Late Summer Festival. W malowniczej scenerii Jeziora Maltańskiego zagrało wielu młodych zdolnych, w rodzaju art-popowego Ralpha Kaminskiego czy mocno alternatywnej Mery Spolsky. Nie zabrakło też festiwalowych „pewniaków”, czyli świętującej dziś spore sukcesy piosenkarki Darii Zawiałow, modnej chyba bardziej niż kiedykolwiek wcześniej Katarzyny Nosowskiej oraz – w roli headlinera – ulubieńca nastolatek, brytyjskiego wokalisty Toma Odella, któremu, mimo deszczowej aury udało się rozgrzać publiczność do czerwoności.

Dawid Podsiadło, Męskie Granie, 14 lipca, park Cytadela

DZIEŁO PRZYPADKU I DYSKRETNY UROK GITARY

A skoro jesteśmy przy wielkich nazwiskach – trudno przeoczyć fakt, że choć festiwal Era Jazzu od wielu lat raczy poznańskich koneserów gatunku koncertami na światowym poziomie, to takie kwietniowe wieczory jak ten z Sarah McKenzie naprawdę nie zdarzają się często. Zwłaszcza że w wyniku perturbacji, ta ceniona pianistka i wokalistka z Krainy Kangurów wystąpiła z… poznańskimi muzykami. Kiedy jej zespół tkwił na lotnisku we Frankfurcie, ona grała w najlepsze z gitarzystą Dawidem Kostką, jego nie mniej uzdolnionym bratem, kontrabasistą Damianem oraz perkusistą Mateuszem Brzostowskim. W wielu momentach koncertu na twarzach całej czwórki było widać ekscytację, satysfakcję i radość, że mimo ryzyka występ w Auli Uniwersyteckiej nie tylko przebiegł bez szwanku, ale przyniósł sporo uniesień.

Na początku września zawitał do niej niemniej uznany Dominic Miller– tegoroczna gwiazda jak zwykle imponującego programem festiwalu Akademia Gitary. Jeden z najpopularniejszych gitarzystów we współczesnym świecie rocka i jazzu dobitnie pokazał, że jest kimś więcej niż tylko „prawą ręką Stinga” i facetem od jego wielkiego przeboju „Shape Of My Heart”. Artysta przyjechał do Poznania w ramach trasy koncertowej promującej jego ostatni album „Silent Light” i zgarnął całą pulę. Ładunek emocjonalny zawarty w jego kompozycjach wybrzmiał z całą mocą mimo dość intymnego charakteru koncertu.

PODZIEMNE EKSPLOZJE

Late Summer Festival – Kulturaupodstaw.pl

Katarzyna Nosowska, Late Summer Festival, fot. Mariusz Forecki

Wspominając ostatni rok, w głowie pojawia się myśl, że rozmach niejedno ma imię, zwłaszcza w przypadku muzyki. Udowodniło to taneczne widowisko, jakie rozegrało się w połowie maja w dość kameralnym klubie B17, który odwiedzili ekscentryczni Islandczycy z GusGus. Założyciele projektu, czyli Daniel Ágúst Haraldsson i Birgir Þórarinsson, od ponad dwudziestu lat prezentują bardzo specyficzną, w pełni autorską wizję muzyki elektronicznej. Potrafią ściągnąć nią na parkiet nawet tych, którzy do muzyki house, techno czy electro-pop podchodzą raczej nieufnie. Noc na Bułgarskiej przebiegła pod znakiem utworów abstrakcyjnych, a jednak chwytliwych, artystycznie dojrzałych, a mimo to mających niemal radiowy potencjał. Nic dziwnego, że duet momentalnie porwał publiczność do zabawy, która długo nie chciała wypuścić go ze sceny.

Niecałe dwa miesiące później w klubie Meskalina odbył się koncert, który dla odmiany – głównie za sprawą ciężaru gatunkowego – drażnił, wprawiał w dyskomfort, a wręcz przypominał katharsis, na które w pełni gotowi mogli być jedynie ci, którzy zdążyli już zapoznać się z dość radykalną twórczością amerykańskiego zespołu Algiers. Kapeli zaangażowanej politycznie, a jednak niezapominającej, że muzyczny protest nie może polegać wyłącznie na skandowaniu haseł – ważny jest styl, w jaki zostają one „opakowane”. W przypadku załogi Franklina Jamesa Fishera, najłatwiej określić go mianem „zaangażowanego eksperymentu”, uwzględniającego cały wachlarz gatunków: post-punk, industrial, noise, wreszcie „nowy” blues, gospel i soul. Tamten lipcowy wieczór był wyjątkowo duszny, nie tylko z uwagi na skwar wdzierający się do klubu, ale również za sprawą intensywności doznań, jakie zaoferował poznaniakom ten nieprawdopodobny kwartet.

Jakby tego było mało, zaledwie kilka tygodni później scenę klubu Tama przejęła diametralnie inna, choć równie „uwierająca” artystka – amerykańska wokalistka, autorka tekstów i piosenek, Chelsea Wolfe, której koncert przypominał mroczny i niepokojący spektakl będący kwintesencją nowoczesnego, eksperymentalnego gothic rocka. Jej gorycz, przelewana przez wąskie wyłomy w ścianie gitarowego hałasu, była prawdziwą ucztą dla ducha. Czasem sztuka rodzi się w bólach, dzięki którym z artysty wychodzi coś wyjątkowego, co może odcisnąć w słuchaczu trwały ślad… Miejmy nadzieję, że pamiątki po 2019 roku będą równie znaczące.

 

CZYTAJ TAKŻE: Dźwięki skrytej tęsknoty. Rozmowa z Klaudią Woźniak

CZYTAJ TAKŻE: Wiolonczela to moja najwierniejsza przyjaciółka. rozmowa z Agnieszką „Kova” Kowalczyk

CZYTAJ TAKŻE: Swiernalis: Operacja na żywym ciele. Rozmowa rozmowa ze Swiernalisem