fot. litografia Bianki Rolando

Na zapleczu artystycznego warsztatu

Poezja Bianki Rolando to twórczość „niepoprawna”: idzie pod prąd literackiej mody, nie odżegnuje się od patosu, nie ułatwia deszyfrowania kulturowych odniesień. Wszystkie te czynniki owocują jednak wierszem niecodziennym, intelektualnie pociągającym, który stawia nam wyzwanie i każe się zatrzymać. 

Najnowsze „Ostańce”, które lada moment trafią na półkę nowości Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu, są już dziewiątą książką w dorobku związanej ze stolicą Wielkopolski Bianki Rolando.

 

Za swój debiut poetycki artystka wizualna i pisarka otrzymała prestiżową Nagrodę im. Kazimiery Iłłakowiczówny (2009), którą od 1983 roku wręcza się tradycyjnie w mieszkaniu-pracowni Iłły na ulicy Gajowej 4 w Poznaniu.

Szczególnie interesujące w działalności Rolando, czy to w karierze badawczej, czy twórczej, jest wzajemne  przenikanie się warstw ilustracji i tekstu oraz relacji między nimi. Także w najnowszej książce nie zabrakło dialogu między przestrzenią obrazu i słowa. Tym razem integralną częścią publikacji są litografie poetki, które potęgują obecne w wierszach wrażenia niepokoju i niemożliwej do wysłowienia tajemnicy.

 

Czym, a może: kim jest Ostaniec?

Najzupełniej dosłownie: ostaniec jest samotną skałą czy wzniesieniem, które powstało na skutek działań erozji: sił wiatru czy wody.

Bianka Rolando "Ostańce", Wydawnictwo WBPiCAK

Bianka Rolando "Ostańce", Wydawnictwo WBPiCAK

 

Mniej literalnie: to samotnik rzucony w nieprzystający do niego krajobraz. Kwiatek do kożucha, izolowany twór. To właśnie metafora ostańca tym razem kieruje wyobraźnią poetycką i litografią artystki, bo obie formy wyrazu pozostają ze sobą w ścisłym związku.

Fizyczny, a nawet cielesny sposób opisu ostańca-skały i ostańca-samotnika jest tu zręczną metodą przeprowadzenia językowej metamorfozy, która sygnalizuje się już w pierwszym wierszu.

 

Praefatio solemnis

Kamienie ciężarem szukające dna

bywają wnękami oczu, w których

wszystkie odblaski zachodu

kołyszą się przebudzone ruchem

jako pogłębione sklepienia katedr

dziurawych, ciągle wypełniających się

krętymi schodami – uchem klęcznika

mlaskanie ozorów-bram, dromaderów

Te dźwięki stroją się, zakładają miasta

z turkusową zawziętością łaszą się zielenią

gdy wiatr chichocze, już nie ma śmierci

w Hotelu de l’Ange pudełko z napisem

Mend All otwierające się na szyfr 4UU

brałaś udział w tańcu hawajskich uników

i zmieniły się D’ORES (ooo, właśnie tak)

w zupełnie przenośny ołtarz lub jak wolisz

(oczy są na skrzydłach otwarte bez lęku)

w sekretarzyk z widokiem na promenadę

 

Zagadnieniu obcości, nieprzystawalności i polemiki z mitami kulturowymi Rolando przygląda się nie po raz pierwszy. Momenty transgresji, miejsca sporne, odwracanie automatycznych skojarzeń i opisywanie rewersu historii znanych z kultury są tymi przestrzeniami, na których skupia się Rolando.

 

Bianka Rolando "Pascha:, Wydawnictwo WBPiCAK

Bianka Rolando "Pascha", Wydawnictwo WBPiCAK

W poprzednich „Stellach” Andromeda była Andromedem, Arlekin – kobietą, a miejscami mistyczne wiersze były częścią jednego wielkiego, erudycyjnego poematu. Intuicja całościowego czytania „Ostańców” nie jest tu bezzasadna. To opowieść spójna i kompletna, choć zdawać by się mogło, że poszczególne teksty pozostają ze sobą w luźnym związku, jeżeli jakikolwiek związek pomiędzy nimi zachodzi.

W przypadku Rolando liczy się jednak efekt końcowy, który zostaje uzyskany dzięki kolejnym tekstom zagęszczającym splot tego misternie utkanego tomu. Tak też należałoby go czytać: warstwa po warstwie, nitka po nitce, kształt po kształcie. I chociaż pojedynczy wiersz otwiera kolejną furtkę poetyckiej wyobraźni i możliwych tropów, chodzi tu jednak o wartość, którą dość banalnie ze strony krytyczki i bez większego efektu retorycznego trzeba by nazwać po prostu nastrojem. Wrażenia osamotnienia (twórcy dzieła, ale nie tylko), czy raczej: oryginalności, a w konsekwencji nieprzystawalności do reszty, do całości, nie da się zarysować w jednym tekście tak silnie, jak w przypadku konsekwentnie komponowanej książki. A taką książką są właśnie „Ostańce”.

 

Portret artystki

„Ostańce” to poetycki opis zmagań artystki z tworzywem: brudem litografii, nieprzewidywalnością rzeźbionego kamienia, zapleczem pracowni twórczej.

Litografia Bianki Rolando

 

Czułość spojrzenia rzemieślniczki-artystki łączy się tu z wnikliwym rozłożeniem widzianej rzeczywistości na części mniejsze oraz z hołdem tym artystom, którzy ukształtowali estetyczny reżim widzenia Rolando. Osią organizującą kolejne miniatury i poetyckie obrazy zdaje się ciągle pewne osamotnienie, a może lepiej i bezpieczniej: osobność czy oryginalność.

Pojedynczy chiński znak jest opowieścią o sobie samym, Alexander Calder  patronem, a Elsie von Freytag-Loringhoven niesłusznie pominiętą przez historyczną pamięć artystką w cieniu Marcela Duchampa (która mogła być autorką legendarnej już „Fontanny”, dzieła ready-made).

 

 

All Kings horses

Usiadłam nad rzeką, obserwując brzegi kamienia, zapaliłam fajkę

– Mam tutaj w wierszu ośmiometrowe łodzie, ale są dziurawe

– Nie uwierzę, jeśli ich nie zobaczę na własne oczy – powiedział

Wtedy pokazałam wnętrza moich dłoni umazane farbą litograficzną

wystraszył się i uciekł, galopując niczym młoda klacz, taka bezbronna!

Wspaniale biegł torem rysunku wybieranym przez pątników i złodziei

niedoszłe zabójstwa, strzępki sieci, chorągiewki podwodnego kraju

 

*** (Arc of Petals A. Calder)

Nikt nie mógł podnieść różowego piaskowca

ukruszonego tu i tam, wydawał się miękki

w ogóle nic a nic nie można było z nim zrobić

Próbowałbyś go dotknąć dłutem: opór i klęska

Z granitową czernią sprawa miała się znacznie gorzej

z technicznego punktu widzenia można byłoby

piłę zedrzeć na krawędzi bryły, tylko po co ją tępić

Szkoda słów, lepiej zostawić narzędzia w kanciapie

Biały marmur? Problemy, niby zdatny w obróbce

Świdrami możesz uzyskać kształt ludzkiego kolana

Ale daj spokój, dziewięć lat i ciągle czekać, aż uda

się zarysować choć kawałek kanciastej poręczy

(i to za tyle zdziwień, za tyle bolesnych okaleczeń)

Do tych kamieni nie mam właściwych łomów

a jednak gdy chcę je już pozostawić i odejść

unoszą się lekko i drżą dopasowane w oddechu

 

 

Lekcja chińskich słówek

Tien i talerz uderzony językiem dzwoni dla niej

ale od razu cienie rzucają się na tę grudkę nieba

z głodu, tworząc pochylony znak, tak kwitnie hibiskus

 

 

Go od

Elsie von Freytag-Loringhoven

o o zupełnie jak lornetka

ma dwa wypukłe szkła chociaż jeden widok

na zapchane szlamem – (odtykaj zegar) – szmalem fontanny

albo udrożnioną hydraulikę, ujście złotego ścieku do morza

Erroz-(kichnięcie)-ja otwiera klatkę i klatka też wylatuje

 

Zagadki do rozwiązania

Sensów pisania poetyckiego Bianki Rolando nie zawsze sposób odgadnąć. To rzecz jasna wartość, w żadnym wypadku ujma. Artystka zaprasza do rozsupływania znaczeń na własną rękę. Co więcej: Rolando w „Ostańcach” zdecydowała się również na pozostawienie poszlak.

 

Litografia Bianki Rolando

Litografia Bianki Rolando

Na końcu książki czytelnik i czytelniczka znajdą słowniczek, czy, jak sama to określa, „podręczne objaśnienia”, które lekturze dodają kolejnego wymiaru. Poetka w tekstach poukrywała zarówno nawiązania do dawnej tradycji sowizdrzalskiej, jak i odniesienia do amerykańskich maszyn do gier popularnych na przełomie lat 40. i 50. ubiegłego wieku.

Obok tropów prowadzących do szkoły nowojorskiej są tu nawiązania do Andersenowskich baśni, tradycji indyjskich oraz Archiwum Ringelbluma. Poezja Bianki Rolando jest bez wątpienia twórczością niespieszną, wymagającą zarówno pokory, jak i uważności na z pozoru nieistotne detale. Tej samej pokory i uważności Rolando nie tylko żąda od czytelnika (a raczej: o nią prosi), ale również od siebie samej. Artystka wpuszcza nas „Ostańcami” na zaplecze swojej pracowni, w której żmudnie cyzeluje formy, kształty i znaczenia, ale także odsłania swoje lęki, wątpliwości i małe olśnienia.