fot. materiały prasowe, film "Dom Gucci"

Najlepsze filmy 2021 roku

W 2021 roku kino, mimo obostrzeń pandemicznych, czyli zmniejszeniu tak pojemności sal, jak i chęci osób na przesiadywanie w maseczkach w ciasnym wnętrzu, starało się działać na pełnych obrotach. Co prawda liczba premier i opóźnienia w dystrybucji (wiele filmów z 2020 roku, jak „Nomadland” czy „Minari”, miało polskie pokazy dopiero w połowie roku) pozostawia wiele do życzenia, możemy jednak znaleźć kilka tytułów wartych uwagi.

Na szczęście trudno pozostać pesymistą, kiedy w zapowiedziach zbliżających się premier pojawiają się coraz bardziej ciekawe produkcje. Byleby tylko ich premiery odbywały się szybciej i/lub były dostępne również na VOD, wtedy nastąpiłaby pełnia filmowego szczęścia. Tymczasem poniżej przedstawiam TOP 5 kinowych produkcji, które w mijającym roku przykuły moją największą uwagę.

5. „Diuna, część I”

Muszę przyznać, że potrzebowałem dwóch seansów, aby docenić potrzebę filmowej epickości, której nie otrzymaliśmy w roku poprzednim. Monumentalne dzieło kanadyjskiego reżysera Denisa Villeneuve’a na podstawie pierwszej części powieści Franka Herberta zachwyca wizualnym dopieszczeniem, efektami specjalnymi, scenografią, wykorzystaniem aktorek i aktorów oraz muzyką Hansa Zimmera.

 

film „Diuna”, fot. materiały prasowe

Gorzej jest z dialogami i scenariuszem, jednak zapowiedź drugiej części sprawia, że możemy przymknąć oko na bardziej ekspozycyjny charakter pierwszej „Diuny”.

Akcja rozpoczyna się w momencie, gdy decyzją imperatora, władcy całego świata, ród Atrydów musi przenieść się na pustynną planetę Arrakis, zwaną również Diuną, gdzie będzie kontrolować wydobycie melanżu, nazywanego przyprawą. Poprzednik Atrydów, złowrogi ród Harkonnenów, nie jest zadowolony z faktu zmiany warty. Villeneuve dodaje do tego wielką politykę, spiski i propagandę, czyli wszystko to, co może sugerować nawiązania do współczesności. W tym wszystkim stara się odnaleźć nastoletni Paul. Im bliżej końca filmu, tym jaśniejsze staje się, że jest on przepowiadanym zbawicielem, który ma wszystkich uratować. Historia stara jak świat, ale w takim wizualnym opakowaniu ogląda się ją (dość) dobrze.

4. „Dom Gucci”

film „Dom Gucci”, fot. materiały prasowe

Nie jest to najlepszy film w kategoriach nagród i „wybitnych dzieł współczesnej kinematografii”, ale jako „czasoumilacz” jak najbardziej. Uśmiech nie schodził mi z twarzy podczas całego seansu. Kampowa wariacja 84-letniego Ridleya Scotta na temat upadku rodu Guccich przez makiawelistyczne machinacje Patrizii, która, wżeniwszy się w klan modowych potentatów, robi wszystko, by zyskać większą władzę i większe pieniądze. „Dom Guccich” to uroczo szmatławe widowisko o chciwości, zdradzie i zemście w przepięknej włoskiej scenografii z hollywoodzkimi gwiazdami ubranymi w przykuwające uwagę ciuchy.

 

Skoro o aktorach i aktorkach mowa – mamy ich tu całą plejadę, której przewodzi Lady Gaga; jako wspomniana Patrizia daje występ rodem z „Sukcesji” zmiksowany z telenowelą.

Towarzyszą jej Adam Driver i Al Pacino, jako przedstawiciele rodu Guccich, obaj rewelacyjni. Cała trójka wie, że gra w filmie, w którym ich pseudowłoski akcent to tylko jeden z elementów kiczowatej menażerii. Gorzej wypada Jared Leto z protezą zębową jako żenujący Paolo, którego kreacja niczym ze skeczu w SNL-u zasługuje na Złotą Malinę.

film „Titane”, fot. materiały prasowe

3. „Titane”

Film w reżyserii Julii Ducournau, który został nagrodzony tegoroczną Złotą Palmą w Cannes i jest francuskim kandydatem do Oscara. Obraz jest trudny do streszczenia, bowiem słowa: tancerka z zamiłowaniem do przemocy, po serii morderstw szuka schronienia w remizie strażackiej, przyjmując tożsamość zaginionego przed dwudziestoma paru laty chłopaka, w żaden sposób nie oddaje wielowymiarowości „Titane”. Film jest queerową opowieścią o poszukiwaniu siebie, zrozumieniu własnej seksualności i płci lub po prostu jej braku.

 

Znajdziemy tutaj też historię o toksycznej męskości, stracie i samotności.

Reżyserka prezentuje nam wielobarwny miks horroru, dramatu psychologicznego i czarnej komedii, zgłębiający zagadnienia binarności i transhumanizmu. Warto zwrócić uwagę na bardzo dobrą grę Agathe Rousselle, której androgyniczna prezencja i elektryzująca osobowość są najjaśniejszymi punktami filmu. Z kolei zdjęcia Rubena Impensa przykuwają uwagę neonową poświatą.

2. „Zielony Rycerz. Green Knight”

film „Zielony rycerze”, fot. materiały prasowe

Wysublimowana adaptacja poematu „Pan Gawen i Zielony Rycerz” w reżyserii Davida Lowery’ego. Oto młody sir Gawen (bardzo dobry Dev Patel), młody rycerz będzie musiał udowodnić swojego ducha walki, krocząc drogą swych walecznych idoli, i pokonać tytułowego Zielonego Rycerza (Babcia Wierzba skrzyżowana z Grootem, bohaterem „Strażników galaktyki” od Marvela). Lowery, mimo że mierzy się z opowieścią fantasy, nie stawia na wybuchowe efekty specjalne, tylko na ascetyzm narracyjny.

 

Akcja porusza się wolno, a widzowie_ki mają szansę podziwiać zapierające dech w piersiach kadry i oszałamiające abstrakcyjne wizje.

film „Zielony rycerze”, fot. materiały prasowe

Wbrew temu, do czego przyzwyczaiły nas hollywoodzkie produkcje o stworach nie z tego świata, to nie walki są najważniejsze, tylko zaduma nad kondycją ludzką, nad tym, co gotuje nam los i tym, jak zrównoważyć oczekiwania innych wobec nas i nas wobec nas samych. Bardzo ciekawe kino, bo nieoczywiste i jednocześnie pozostające wierne uniwersum filmów nakręconych przez Lowery’ego.

1. „Psie pazury”

Jane Campion („Fortepian”) powraca po ponad dziesięciu latach od nakręcenia ostatniego filmu i robi to w wielkim stylu. „Psie pazury” (na podstawie powieści Thomasa Savage’a) to antywestern osadzony w Montanie w latach 20. XX wieku, opowiadający o dwóch braciach: charyzmatycznym, ale prostackim Philu Burbanku (Benedict Cumberbatch) i bardziej wyrafinowanym George’u (Jesse Plemons).

 

film „Psie pazury”, fot. materiały prasowe

Oboje toczą cichą walkę o wpływy na rodzinnym ranczu.

Pewnego razu ten drugi żeni się z Rose (Kirsten Dunst), wdową z nastoletnim synem Peterem (Kodi Smit-McPhee). Konflikt między braćmi potęguje wejście do rodziny, niczym na teatralną scenę, tej ostatniej dwójki. Wbrew ich woli Rose i Peter stają się ofiarami psychologicznej gehenny, którą zgotuje im Phil.

 

„Psie pazury” są wiwisekcją toksycznej męskości motywowanej wyparciem własnej tożsamości.

Campion w mistrzowski sposób dekonstruuje mit Dzikiego Zachodu i niewzruszonych  cowboyów. Emocje prezentowane przez bohaterów_ki na ekranie są niemal wyczuwalne. Duża zasługa w tym aktorów_ek, zwłaszcza Cumberbatcha i Dunst, zasługujących na wszelkie możliwe nagrody. Zdjęcia Ari Wegner pogłębiają melancholijny nastrój. Z kadru na kadr historia zmierza do małej, domowej apokalipsy. Wybitne kino.

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
1
Świetne
Świetne
1
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0