fot. Mariusz Forecki

Naucz dziecko żyć ze śmiechem

„Powinniśmy dawać dzieciom wizję świata, który może być dobry i przyjazny; a jeśli nawet nie jest, to istnieje nadzieja, że da się to naprawić. Tej wizji nie stworzymy wyłącznie w oparciu o smutne, „czarne” przekazy. Śmiech to radość. Radość prowadzi nas ku szczęściu” – mówi Jerzy Moszkowicz, dyrektor 21. Biennale Sztuki dla Dziecka, które rusza 29 maja.

SEBASTIAN GABRYEL: Pod koniec maja Poznań zmieni się w Krainę Śmiechoszków. Kim one są?

JERZY MOSZKOWICZ: Istnieje podejrzenie, co prawda niepoparte konkretnymi badaniami naukowymi, że do wywołania śmiechu potrzeba takich małych, roześmianych istotek, które nazywają się Śmiechoszkami. One mieszkają w różnych miejscach, między innymi w sztuce. Szczególnie upodobały sobie twórczość artystyczną dla dzieci. Jeżeli więc my, jako twórcy tak „poważnego” przedsięwzięcia jak Biennale Sztuki dla Dziecka, postanowiliśmy zająć się śmiechem, to żeby ten śmiech przywołać, potrzebne były nam właśnie Śmiechoszki. Niektórym przypominają one niewielkie robaczki, serdelki czy połówki obwarzanków, ale tak naprawdę wyglądają jak uśmiechy.

Śmiechoszków istnieje bardzo dużo, a każdy z nich wywołuje inny rodzaj radości. Na Biennale zaprosiliśmy je głównie jako społeczność, choć kilka z nich indywidualnie. Te wyróżnione będą pełnić funkcję przewodników – poprowadzą dzieci i ich rodziców drogami wiodącymi do śmiechu. Mają też pełne śmiechu imiona: Hahanna, Hihilary, Hohonorata i Hehenryk.

 

Jakie to drogi?

One zostały wytyczone po to, by uczestnicy Biennale w prosty sposób mogli poruszać się po „krainie śmiechoszków”. Ale uwaga: jeśli spojrzeć z lotu ptaka, to widać, że przecinają się ze sobą, chwilami są równoległe, a chwilami rozbieżne. Śmiech jest bowiem taką emocją, która nie łatwo daje się poprowadzić jednym szlakiem. Co więcej, im poważniej mówimy o śmiechu, tym mocniej on zanika. Zatem, nie należy zbyt wiele teoretyzować, a po prostu się śmiać.

 

I wracać do tradycji?

„Droga tradycji” wytyczona jest przez historię kultury europejskiej. Tradycje, do których się odwołujemy przeplatają się ze sobą, jednak wszystkie nawiązują do ludycznego postrzegania śmiechu w kulturze. W programie znalazła się zarówno komedia dell`arte, jak i nawiązujący do niej tradycyjny lalkowy teatr uliczny z Neapolu. Będziemy mieć również Szekspira. Co ciekawe, nie będzie to komedia, lecz dramat „Romeo i Julia” w wykonaniu międzynarodowego zespołu Mish Mash. Bo i w nim można znaleźć sporo humoru.

 

W muzyce również?

Można by zapytać, skąd pomysł akurat na „Drogę muzykowania”. W odróżnieniu od innych dyscyplin sztuki, muzyka nie niesie ze sobą bezpośredniej opowieści, narracji. W największym stopniu bazuje na emocjach, a przecież śmiech jest jedną z nich. Pojawia się pytanie, czy muzyka może być zabawna. My uważamy, że jak najbardziej tak. Czasem per se, jak w przypadku Johna Cage’a, a czasem dlatego, że towarzyszy jej zabawny tekst. Tę wspólnotę muzyki i słowa dobrze widać w premierowych programach kabaretu Hrabi czy Patryka Zakrockiego i Seana Palmera.

 

Jest też „Droga wspólnego tworzenia”.

Artyści i dzieci spotykają się na niej po tej samej stronie. Wspólnie, na wiele sposobów, tworzą swój radosny przekaz. Między innymi zaprojektują „Pomnik Dziecięcej Radości”. Z kolei „Łowcy uśmiechów” to przedsięwzięcie plenerowe, w którym bazą do twórczości dzieci i artystów będą zabawne wiersze, napisane przez Dorotę Kassjanowicz.

 

A co pokażecie na „Drodze radości i zabawy”?

Śmiech w jak najczystszej postaci. Będzie choćby stand-up Szymona Jachimka i jego kabaretowych przyjaciół. Poprosiliśmy, by zastanowili się, jak ten gatunek wykorzystać przed dziecięcą widownią.

 

Dotąd wydawał się on formą zarezerwowaną raczej dla dorosłej publiczności.

Okazuje się, że nie musi tak być. No bo czym charakteryzuje się stand-up? Tym, że w nim po prostu się mówi wprost do widza. Zabawnie, o sprawach bliskich odbiorcy. Nic nie stoi na przeszkodzie, by stand-uperzy spróbowali rozbawić w taki sposób dzieci. Z drugiej strony, zaproponujemy „Traktat o wykradaniu owoców” Teatru Guliwer, wyreżyserowany przez Roberta Jarosza z muzyką Adama Świtały.

Oparty na fragmencie prozy wybitnego pisarza, Mariana Pankowskiego „Traktat…”, to króciutki utwór o radości, jaką człowiek czerpie, wspominając swoje pacholęce lata, gdy chadzał na jabłka do cudzego sadu. Nie będzie to typowy spektakl teatralny – jest w nim sporo interakcji i muzyki. Całość jest niezwykła, tak zresztą jak i całe tegoroczne Biennale. Chciałbym zaznaczyć, że jego program w znaczącej większości tworzą premiery wydarzeń, stworzonych z myślą o naszym festiwalu. W tym roku składa się on z trzydziestu kilku tytułów, łącznie odbędzie się ponad sto wydarzeń. Są one skierowane do dzieci lub młodszej młodzieży, jednak prosimy rodziców, by uważnie śledzili nasze materiały – sugerujemy w nich kategorie wiekową dla każdego z nich. By dla nikogo nie okazały się zbyt infantylne lub trudne.

 

21. Biennale Sztuki dla Dziecka odbędzie się pod hasłem „Do śmiechu”. Czy może być do śmiechu, mówiąc o humorze w kulturze dziecięcej? Skąd refleksja, że dziś ulega on dewaluacji?

Ta refleksja bierze się z obserwacji rzeczywistości. Śmiech zawsze był obecny w twórczości dla dzieci, bo one śmieją się najchętniej i najbardziej go potrzebują. Między innymi dlatego, że humor jest dobrym sposobem na oswajanie rzeczywistości. Dla dziecka jest ona szczególnie trudna, gdyż na każdym kroku musi się ono mierzyć z całkiem nowymi doświadczeniami. Śmiech pełni tu rolę mechanizmu obronnego i adaptacyjnego. A jego dewaluację obserwujemy w takim sensie, że często ze sceny, czy estrady rozśmiesza się dzieci w sposób zwyczajnie niegodny, uciekając się do bezwartościowych i dość prymitywnych metod. Przy czym nie chodzi tu o „czystą” radość, biorącą się u dzieci czasami nie wiadomo skąd, wywoływaną jakimiś absurdalnymi wydarzeniami. Bo śmiech o takim pochodzeniu także stanowi istotną wartość.

 

Śmiech śmiechowi nierówny. Którymi z nich byliście najbardziej zainteresowani podczas tworzenia programu?

Wszystkimi, które nie są rechotem i bezmyślną drwiną. Na pewno nie jesteśmy zainteresowani śmiechem, który powiązany jest z agresją…

 

A którego dziś jest zbyt wiele dookoła?

Z całą pewnością. Prof. Grzegorz Leszczyński, przewodniczący rady programowej festiwalu, napisał, że my – jako artyści – obracamy się w dziedzinie ogrodu sztuki, w którym słychać piękny i dźwięczny śmiech dzieci. Jednak gdzieś na jego odległych peryferiach znajduje się tandetny lunapark, w którym słychać tylko brzydki rechot. My staramy się w te rejony nie zapuszczać. Interesuje nas wszystko poza nimi.

 

Zauważacie nastawienie współczesnej szkoły na gorączkowe gromadzenie wiedzy, traktowanie nauki wyłącznie w kategorii poważnego obowiązku. Śmiech to nie tylko zdrowie, ale również mądrość?

Jak najbardziej. Nie jestem pedagogiem, jednak sądzę, że śmiech w procesie edukacji może odgrywać niebagatelną rolę.

 

W szkołach jest go za mało?

O śmiechu w szkole można mówić z dwóch perspektyw. Po pierwsze, może on pojawić się ze względu na samo nauczanie. Wydaje mi się, że nauczyciel nie może być zawsze śmiertelnie poważny. Fakt, że arytmetyka czy ortografia lepiej wchodzi uczniom do głowy, kiedy wykładana jest „na luzie”, chociaż powszechnie znany, nie zawsze jest akceptowany w systemie edukacji. Z drugiej strony, warto też wspomnieć o śmiechu „buntowniczym”, karnawałowym, wychodzącym od samych uczniów, a podważającym, chociaż na krótką chwilkę, powagę instytucji jaką stanowi szkoła.

 

Wspomniany przez pana prof. Grzegorz Leszczyński pisze też, że: „Nie zawsze oczekiwania młodych odbiorców są zbieżne z wyobrażeniami o sztuce, jakie formułują dorośli pośrednicy – nauczyciele, wychowawcy, rodzice”. Dlaczego coraz częściej nie pozwalamy dzieciom być dziećmi?

Myślę, że dziś trudno jest dobrze „usłyszeć” dziecko. Nigdy nie było łatwo, jednak odnoszę wrażenie, że pewne schematy dzieciństwa dzisiaj się porozsypywały. Trzydzieści lat temu tata i mama mogli odnosić się w procesie wychowania do doświadczeń swojego własnego dzieciństwa. Tymczasem dzieciństwo dzisiejszych dzieci w porównaniu do tego, w jakich warunkach wyrastali ich trzydziestoletni rodzice, jest diametralnie inne. To wynik ogromnej zmiany, którą w dużej mierze zawdzięczamy parze: komputer i Internet.

Obecnie nadążyć za dziećmi jest naprawdę wielkim wyzwaniem. W rezultacie, często przyjmuje się niewłaściwą perspektywę, próbując kształtować dzieci podług swojego wyobrażenia rzeczywistości, która dla nich ma już zupełnie inny wymiar. Z drugiej jednak strony, nie możemy w wychowaniu nie odwoływać się do tego, co najwartościowsze z epoki „zeszytu i podwórka”. Jako chłopczyk nie miałem komputera, za to bawiłem się na podwórku. Zabawy podwórkowe otwierały moją wyobraźnię znacznie bardziej, niż dzisiaj może ją pobudzać źle użyty komputer. Do tego warto i należy się odwoływać. I tu wracamy na drogę tradycji.

 

Mówi się, że moje pokolenie – urodzone na początku lat 90. – było ostatnim, które trzeba było wyganiać z podwórka na obiad…

A dziś nawet nie ma podwórek! Pozór bycia z kimś via Internet powoduje, że dzisiaj dzieci często zamykają się w czterech ścianach z komputerem i mają wrażenie, że niczego więcej im nie potrzeba. To zjawisko jest szczególnie niebezpieczne, bo dziecko dopiero tworzy swoje wyobrażenie świata. A świata nie pozna się przez ekran: trzeba go dotknąć, poczuć i posmakować, co zresztą bardzo łączy się ze śmiechem. Proszę zauważyć, że śmiech jest zjawiskiem wspólnotowym i bardzo zaraźliwym. I jeszcze jeden powód, dlaczego zapraszamy w podróż do śmiechu: to, że w naszej „zmedializowanej” rzeczywistości istnieje mnóstwo komunikatów, po których w ogóle do śmiechu nam nie jest.

 

Bad news is good news.

No właśnie. Oczywiście, „świat bywa straszny”, ale przecież możemy w nim żyć pięknie i godnie! Powinniśmy dawać dzieciom wizję świata, który może być dobry i przyjazny; a jeśli nawet nie jest, to istnieje nadzieja, że da się to naprawić. Tej wizji nie da stworzyć się wyłącznie w oparciu o smutne, „czarne” przekazy. Śmiech to radość. Radość prowadzi nas ku szczęściu. A przecież, by dobrze żyć, poczucie szczęścia jest nam niezbędne!

 

Mówi się, że jako dorośli często nie jesteśmy szczęśliwi, bo zatracamy w sobie dziecko. Przestajemy marzyć, boimy się wyrażać emocje, zabijamy w sobie spontaniczną kreatywność. Wszystko to porzucamy na rzecz chłodnej kalkulacji. Ile dziecka w panu pozostało?

Nie potrafię na to odpowiedzieć, bo gdybym potrafił, to znaczyłoby, że już go w sobie nie mam. Przyznam, że mam dość niejednoznaczny stosunek do pojęcia „wewnętrznego dziecka”, które obecnie jest bardzo nadużywane. Andrzej Maleszka, jeden z najwybitniejszych polskich twórców dla dzieci, powiedział kiedyś, że dzieciństwo kończy się wtedy, gdy człowiek przestaje się dziwić. I to chyba najbardziej istotne, by – bez względu na wiek – gapić się na świat szeroko otwartymi oczami i nieustannie o niego pytać.

 

JERZY MOSZKOWICZ – z wykształcenia polonista i teatrolog, menadżer kultury i reżyser teatralny, specjalizujący się w twórczości dla dzieci i młodzieży. Od ponad 25 lat dyrektor Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu, gdzie prowadzi między innymi Biennale Sztuki dla Dziecka i Międzynarodowy Festiwal Filmów Młodego Widza Ale Kino!

 

21. Biennale Sztuki dla Dziecka „Do śmiechu” odbędzie się w dniach od 29 maja do 4 czerwca w Poznaniu. Szczegółowe informacje na temat festiwalu znajdują się na stronie internetowej: biennaledladziecka.pl

 

CZYTAJ TAKŻE: Spotkanie – oswajanie świata przez sztukę. Rozmowa z Jerzym Moszkowiczem

CZYTAJ TAKŻE: Dobry teatr dla dzieci jest teatrem dla wszystkich. Rozmowa z Izabelą Nowacką

CZYTAJ TAKŻE: Czasem warto się zgubić – to również metafora muzyki. Rozmowa z Jarosławem Kordaczukiem

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
0
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0