fot. Ewa Kahl, na zdjęciu Michał Kaczmarczyk

Nie lubię chodzić na skróty

"Nie uważam, że nie można grać inaczej, że nie można eksperymentować czy mieć odwagi do nagrywania muzyki zupełnie nowatorskiej i świeżej. Jednak w mojej opinii poukładana droga rozwoju, bez pominięcia pewnych etapów, daje większą gwarancję jakości przyszłych pomysłów, a jednocześnie wcale nie odbiera szansy na odnalezienie swojej indywidualności w muzycznym świecie" – mówi jazzman Michał Kaczmarczyk, jeden z tegorocznych stypendystów Marszałka Województwa Wielkopolskiego w dziedzinie kultury.

Sebastian Gabryel: Co dla ciebie jako muzyka oznaczają takie wyróżnienia jak niedawno przyznane stypendium Marszałka Województwa Wielkopolskiego w dziedzinie kultury?

 

Michał Kaczmarczyk*: Pewnie to częsta odpowiedź, ale faktem otrzymania tego stypendium byłem bardzo zaskoczony. To ogromne wyróżnienie, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że w dobie pandemii i sytuacji, w jakiej znalazło się całe środowisko artystów, o przyznanie stypendium z pewnością ubiegała się ponadprzeciętna liczba osób. Do napisania wniosku zbierałem się chyba kilkanaście razy, bo dokonanie obszernego opisu mojego artystycznego dorobku i poproszenie kilku znakomitych, cenionych muzyków, moich współpracowników, o wystawienie rekomendacji dla mnie, to czynności, w których czułem się całkowicie niekomfortowo. Fakt, że udało mi się to stypendium zdobyć, jest niezwykle budujący, bo w pewien sposób sygnalizuje mi, że podążam we właściwym kierunku, a to bardzo pomaga w wykreowaniu planów na przyszłość. Z niecierpliwością czekam na rozpoczęcie realizacji mojego stypendialnego projektu.

 

Michał Kaczmarczyk fot. materiały prasowe 12on14 Jazz Club

SG: No właśnie, w ramach stypendium zrealizujesz nowy materiał w ramach swojego projektu „Jazz Duo Session”, w którym w duetach zaprezentujesz standardy muzyki jazzowej. O jakich mowa i kto będzie ci towarzyszyć?

 

MK: Projekt będę realizować w kolejnych tygodniach, a do współpracy zaproszę swoich przyjaciół, z którymi już nieraz miałem okazję grać, jak również osoby, z którymi od dawna chcieliśmy zrobić coś wspólnie, ale jak dotąd nie było do tego okazji. Jednak konkretne nazwiska poznacie dopiero w dniu premiery pierwszego klipu… Co do repertuaru, to zawsze lubiłem wyszukiwać nagrania i uczyć się takich utworów, które choć przez mistrzów gatunku wykonywane były nieraz, to nie funkcjonują w powszechnym obiegu – rzadko można usłyszeć je na koncertach czy jazzowych jam sessions. Na pewno to będą też kompozycje, których nigdy wcześniej nie grałem. Poznawanie nowych utworów postrzegam jako najlepszą formę pracy nad kompozytorskim i wykonawczym rzemiosłem.

SG: Pochodzisz z Kalisza, miasta nie tylko Międzynarodowego Festiwalu Pianistów Jazzowych. W jaki sposób jego ludzie i miejsca ukształtowały twoją muzyczną wrażliwość, popychając w stronę jazzu?

 

MK: Kalisz to piękne miasto, a jeśli chodzi o wspomniany przez ciebie festiwal, to bardzo się cieszę, że tak się rozwija. Niestety, chyba skłamałbym, mówiąc, że to miasto, w którym jazzu na żywo można posłuchać jeszcze w jakimś innym miejscu i czasie. Ogromnie nad tym ubolewam… To odczuwają słuchacze, ale również muzycy.

 

Michał Kaczmarczyk fot. Anna Dulnik

Choć Michał Kaczmarczyk Trio istnieje od dobrych kilku lat, mamy na koncie liczne sukcesy i udało nam się zagrać mnóstwo koncertów w całej Polsce, to w Kaliszu nawet trudno znaleźć mi przestrzeń, w której mógłbym nas prezentować.

Mam ogromną nadzieję, że w najbliższych latach ten smutny obraz się zmieni, na szczęście pojawia się coraz więcej oddolnych inicjatyw mających na celu pobudzenie Kalisza do muzycznego życia. A wracając do początków, to moja przygoda z jazzem zaczęła się w kaliskim liceum. Po kilku latach intensywnego grania innych gatunków zwróciłem się w jego stronę, co w pewnym sensie było naturalną konsekwencją moich poprzednich działań. To wynikało z chęci stałego rozwoju, poszukiwania nowych środków artystycznego wyrazu i próby odnalezienia najbardziej definiującej mnie muzycznej wrażliwości. Można świetnie radzić sobie z instrumentem w innej stylistyce, lecz kiedy trafia się z nim na grunt jazzowy, to często okazuje się, że cały proces nauki trzeba rozpocząć od nowa. I tak było w moim przypadku.

 

To obnażenie muzycznych deficytów podziałało na mnie jak najlepszy motywator.

Z każdym kolejnym tygodniem ta fascynacja i miłość do jazzu we mnie rosła, dlatego decyzja o podjęciu studiów na jazzowym wydziale Akademii Muzycznej w Katowicach była czymś zupełnie naturalnym. Trafiłem tam na świetnego pedagoga instrumentu głównego, a przede wszystkim poznałem przyjaciół, z którymi wciąż wzajemnie się inspirujemy i pomagamy sobie w pracy.

 

SG: „Uczciwy środek jazzu, bez prób zbytniej awangardy czy prób zbytniej tradycji. Wszystko tak jak normalny, klasyczny jazz powinno się grać!” – tak twoją muzykę niedawno skomplementował słynny kaliski jazzman Jan Ptaszyn Wróblewski. Skąd w tobie ta potrzeba stania jedną nogą w nowoczesności, a drugą w tradycji?

 

MK: To temat, który zawsze wywołuje mnóstwo kontrowersji i wydaje mi się, że czasem jest to efekt jakiegoś niezrozumienia mojego podejścia do budowania muzycznego warsztatu oraz języka. Bo nie opowiadam się za żadną ze stron. Jednak uważam – i w dużej mierze wynika to z mojej poukładanej natury – że koncepcja bazująca na analitycznym uczeniu się muzyki od podstaw, zakładająca szacunek, próbę imitacji, a następnie rozwinięcia dokonań dawnych mistrzów jest bardzo uczciwa, daje niezwykle solidne podstawy i może przynieść najlepsze efekty, nawet na drodze poszukiwania zupełnie nowych i awangardowych środków artystycznego wyrazu.

 

Michał Kaczmarczyk fot. Ewa Kahl

I to nie tylko moja opinia, bo podobne słowa i wskazówki już wiele razy słyszałem z ust moich największych autorytetów, u których miałem przyjemność pobierać lekcje.

Uważam, że bardzo trudno jest napisać świetną kompozycję, nie analizując wcześniej muzyki najlepszych kompozytorów – tak samo, jak trudno jest stać się wybitnym muzycznym improwizatorem, nie wiedząc, jak to robili najwięksi. Owszem, jestem w stanie wyobrazić sobie przypadek geniusza – i historia muzyki też zna ich kilka – który urodził się z przejrzystą i kompletną wizją perfekcyjnej muzyki w swojej głowie, wolnej od wszelkich zewnętrznych wpływów i naleciałości, tylko pojawia się pytanie, ilu takich geniuszy chodziło po ziemi. Nie uważam, że nie można grać inaczej, że nie można eksperymentować czy mieć odwagi do nagrywania muzyki zupełnie nowatorskiej i świeżej. Ona również może być niezwykle wartościowa, może narzucać nowe trendy i kierunki. Jednak w mojej opinii poukładana droga rozwoju, bez pominięcia pewnych etapów, daje większą gwarancję jakości przyszłych pomysłów, a jednocześnie wcale nie odbiera szansy na odnalezienie swojej indywidualności w muzycznym świecie.

 

Przecież większość gigantów jazzu swoje nowe, muzyczne twarze odkrywała stopniowo, nagrywając coraz odważniejsze i bardziej innowacyjne płyty.

I mam wrażenie, że robili to zupełnie świadomie, bo to właśnie ta wieloetapowa droga nie na skróty zaprowadziła ich we właściwe miejsca, pozwalając trwale zapisać się na kartach historii muzyki. Z pewnością nie jest to jedyne rozwiązanie, ale ja podążając właśnie taką ścieżką, czuję się ze sobą najlepiej.

SG: Część stypendium zamierzasz przeznaczyć na zakup własnego sprzętu studyjnego. Dlaczego chcesz sam realizować swoją muzykę? Pytam, bo jak dobrze wiesz, wielu muzyków zwykle decyduje się na coś zupełnie odwrotnego – nagrania, miksy i końcowy mastering swoich kompozycji wolą zlecać osobie trzeciej, by ta spojrzała na nie z dystansu, którego autorowi może przecież zabraknąć…

 

MK: To nie tak, że swoją muzykę chcę realizować zupełnie sam. Do tej pory kwestie miksu i masteringu zawsze zlecałem osobie, do której mam ogromne zaufanie i która ma w tym zakresie znacznie większe doświadczenie niż ja. Zgadzam się, że na finalny efekt dobrze jest spojrzeć z dystansu, jednak w tym momencie posiadanie profesjonalnego sprzętu nagraniowego we własnym domu stało się wręcz niezbędne do wykonywania tego zawodu. W tej pracy często zachodzi potrzeba szybkiej realizacji jakiegoś nagraniowego zlecenia. Warto też podkreślić, że jakość domowego sprzętu nagraniowego stoi obecnie na tak wysokim poziomie, że często z racji oszczędności czasu i środków zupełnie nieracjonalne wydaje się korzystanie z usług zewnętrznego, profesjonalnego studia, zwłaszcza jeśli chodzi o nagrywanie takiego instrumentu jak gitara.

 

SG: W czasie pandemii nie próżnowałeś. Podczas kulturalnego lockdownu cały czas grałeś koncerty, tyle że online. Kiedy w ubiegłym roku rozmawiałem z poznańskim muzykiem Wojtkiem Grabkiem, powiedział, że jego zdaniem epidemia przyspieszyła „nieunikniony proces całkowitej cyfryzacji kultury”, a zmiany, jakie przez ten czas zaszły, ocenił jako „gigantyczny krok w kierunku przyszłości”. Muzyce jazzowej taka rewolta by nie zaszkodziła?

 

Michał Kaczmarczyk fot. Anna Dulnik

MK: Bardzo chcę wierzyć w to, że wizja „całkowitej cyfryzacji kultury” pozostanie tylko jakąś teoretyczną, odległą i nierealną koncepcją. Oczywiście, w ostatnich miesiącach wszyscy udowodniliśmy sobie, że jesteśmy zdolni do szybkiej adaptacji do nowych warunków. Przecież mnóstwo osób zaczęło wykonywać swoją pracę zdalnie i jestem zwolennikiem tego, by w sferach, w których przynosi to realnie dobre efekty, bez negatywnych konsekwencji, tak właśnie zostało.

 

Transakcja między twórcami a odbiorcami kultury zaczęła funkcjonować w sieci bardzo płynnie i skutecznie, i być może stało się to nawet szybciej, niż ktokolwiek mógł się tego spodziewać.

Jednak mam wrażenie, że w przypadku kultury była to po prostu wspólna próba wyjścia obronną ręką z trudnej sytuacji i te zmiany postrzegam jako absolutnie odwracalne. Uważam wręcz, że powrót do dawnych nawyków nastąpi błyskawicznie. Tęsknota za atmosferą „prawdziwych” koncertów, spektakli, wystaw, a także za przebywaniem z ludźmi jest chyba zbyt kusząca. W przypadku muzyki jazzowej sytuacja jest dla mnie jeszcze bardziej oczywista, bo to gatunek, który pozwala zachwycić słuchaczy swoim pięknem głównie w sytuacji obcowania z nim na żywo.

 

Jazz jest oparty nie tylko na wirtuozerii, ale również na emocjach, interakcji, uwadze, spojrzeniach, gestach muzyków, a przede wszystkim bliskości z odbiorcami, którzy przez chwilę chcą ujrzeć świat przez pryzmat wrażliwości jazzmanów, będących na wyciągnięcie ręki.

Dlatego nie wyobrażam sobie, by taka zmiana mogła muzyce jazzowej pomóc. Z drugiej strony, cieszy mnie fakt, że nasze środowisko tę próbę koncertowego zawieszenia przetrwało. Bo nie ulega też wątpliwości, że z uwagi na wymienione przeze mnie specyficzne i unikatowe cechy tego gatunku wykonawcy jazzowi znaleźli się w wyjątkowo trudnym położeniu.

 

SG: Kultura na żywo odmraża się coraz śmielej, czego dowodem są również czerwcowe koncerty, które już zagrałeś. Jakie to uczucie wrócić na scenę po tak długiej, przymusowej nieobecności z powodu pandemii?

 

Michał Kaczmarczyk fot. Tomasz Marciniak

MK: Od początku lockdownu starałem się jak najszybciej przeorganizować sposób swojej działalności, by w tej nowej rzeczywistości jakoś się odnaleźć. Nie mówię tu wyłącznie o organizacji codziennej pracy z instrumentem, bo z powodu mocno ograniczonej liczby koncertów to stało się prostsze niż kiedykolwiek. Chodzi mi również o to, że w tym czasie udało mi się wykreować kilka zupełnie nowych projektów muzycznych i zadań, co przez cały ten trudny czas pozwalało mi wciąż czuć się pełnoprawnym artystą. Oprócz koncertów online, publikowałem też sporo swoich nagrań, co w pewien sposób zastępowało mi kontakt z publicznością i sceną.

 

A te czerwcowe koncerty, o których wspomniałeś, w świecie już dość odciążonym od tak doskwierających nam przez długie miesiące obostrzeń, przypomniały mi, kim jestem, co chcę robić i jak bardzo za tym tęskniłem. 

I nie mówię tu tylko o kontakcie z publicznością, który oczywiście jest bezcenny, ale również o samej specyfice i kwintesencji zawodu, który wykonuję, czyli ciągłym uczeniu się nowego materiału muzycznego, angażowaniu się w nowe projekty, poznawaniu ludzi, miejsc, pokonywaniu setek  kilometrów autem czy odczuwaniu specyficznego stresu oraz satysfakcjonującej ulgi i zmęczenia po zakończonym występie. Staram się być umiarkowanym optymistą w przewidywaniach co do dalszych losów pandemii, jednak chcę wierzyć, że ta normalność zostanie z nami jak najdłużej.

 

SG: Przed nami lato – gdzie będzie można posłuchać cię w najbliższych tygodniach?

 

MK: Za kilka dni zagram w moim rodzinnym Kaliszu z orkiestrą Filharmonii Kaliskiej, a w następnych tygodniach będę koncentrować się na realizacji dwóch większych projektów, bo oprócz wspomnianego już tutaj „Jazz Duo Session” jestem też częścią zespołu, z którym zrealizujemy mój pomysł w ramach programu Departamentu Kultury Urzędu Marszałkowskiego Województwa Wielkopolskiego „Kultura w drodze”. Zajmiemy się muzyką wybitnego kompozytora Bronisława Kapera, którego sylwetka w Polsce nie jest powszechnie znana, a warto wspomnieć, że jest to pierwszy polski zdobywca Oscara za muzykę do filmu. W swoim dorobku Bronisław Kaper ma skomponowanie ścieżek do ponad pięćdziesięciu hollywoodzkich produkcji!

 

Michał Kaczmarczyk, fot. prywatne archiwum Michała Kaczmarczyka

Wspólnie z kolegami stworzyliśmy jazzowy kwartet, w którym już w sierpniu wykonamy dwa koncerty z naszymi aranżacjami jego wybranych utworów.

Wczoraj dowiedziałem się też, że zostałem finalistą tegorocznej edycji Konkursu na Indywidualność Jazzową w ramach festiwalu Jazz nad Odrą 2021, dlatego we wrześniu będę miał przyjemność zaprezentować swoją muzykę we Wrocławiu. Czekam też na ostateczny powrót koncertów muzyki filmowej, które przez ostatnie lata grałem z poznańską CoOperate Orchestra, a które ze względu na rozmiar wydarzeń zostały zawieszone na początku pandemii. Według mojego kalendarza następna trasa koncertowa tego projektu rozpoczyna się pod koniec sierpnia. Klarują się też pierwsze daty koncertów z Krystyną Prońko oraz kilka kameralnych występów w Poznaniu, jednak o wszystkich tych wydarzeniach szczegółowo będę informować na swojej stronie internetowej i w mediach społecznościowych, do których śledzenia bardzo serdecznie zapraszam!

 

*Michał Kaczmarczyk – gitarzysta, kompozytor urodzony w 1991 roku w Kaliszu. Po ukończeniu szkoły średniej podjął studia na Wydziale Kompozycji, Interpretacji, Edukacji i Jazzu Akademii Muzycznej w Katowicach, które ukończył z oceną bardzo dobrą w klasie gitary prowadzonej przez Marka Dyktę – absolwenta Berklee College Of Music w Bostonie. Edukację kontynuował na studiach magisterskich z zakresu gitary jazzowej na Wydziale Instrumentalnym Akademii Muzycznej w Poznaniu, które ukończył z wyróżnieniem w 2016 roku. Swoją wiedzę i umiejętności z zakresu gitary oraz kompozycji poszerzał też w czasie licznych kursów i warsztatów, takich jak „New York Jazz Masters” w 2017 roku, gdzie pobierał lekcje u takich postaci światowego jazzu jak Mike Moreno, Kendrick Scott, Aaron Goldberg, Matt Penman, Greg Osby czy Judy Niemack. W ciągu ostatnich kilku lat brał udział w licznych projektach muzycznych jako muzyk sesyjny, koncertując w największych salach koncertowych w Polsce. Na stałe współpracuje m.in. z gwiazdą polskiej piosenki Krystyną Prońko czy poznańską orkiestrą symfoniczną CoOperate Orchestra. Od 2016 roku prowadzi swój autorski zespół Michał Kaczmarczyk Trio, gdzie spełnia się również jako kompozytor.