fot. archiwum redakcji

Niewierne suki

Każdy utwór kobiecego zespołu „Same suki” jest konsekwencją bardzo dobrej znajomości muzyki ludowej, jej manier i konstrukcji, a także warstwy ideowej. Żywioł folkloru zderzył się ze współczesnością na festiwalu „Bliscy nieznajomi” w Poznaniu.

Po latach socrealistycznej wulgaryzacji folkloru, wypaczaniu jego sensu i kształtu, dochodzimy wreszcie do momentu, w którym dokonuje się swoista rehabilitacja tego gatunku muzyki. Działalność rozmaitych zespołów pieśni i tańca, przekazała kilku pokoleniom fałszywy obraz muzyki ludowej. Przeciętny obywatel naszego kraju, który dojrzewał w okresie komunizmu, na hasło folklor reaguje wręcz alergicznie. Nic dziwnego, skoro kilkuwiekową tradycję muzyki ludowej, sprytnie ograniczono do radosnych i tkliwych pioseneczek o gąskach i kaczuszkach, Jasiach i Kasiach, dziurach w desce i szczekających psach.

Trywialną tematykę, ubrano w symfoniczne aranżacje i taneczne układy profesjonalnych baletów. Stworzono plastikowe utwory, nadające się na każdą okazję, od imienin cioci począwszy, na celebracji świąt państwowych skończywszy. Miejsce twórczej spontaniczności, zastąpiła szczegółowa reżyseria każdego gestu i uśmiechu. Z takim bagażem przykrych doświadczeń, nie łatwo przekonać się do muzyki ludowej lub ludowizną inspirowanej.

O autentycznym folklorze dziś nie ma już mowy, nawet jeżeli jeszcze w Polsce gdzieś istnieje, to w śladowej ilości. Szczęściem dla naszej kultury, jest dobrze udokumentowany folklor, zarejestrowany przez dziesiątki badaczy terenowych, którym zawdzięczamy setki godzin nagrań, zbieranych od najwcześniejszych lat powojennych po dzień dzisiejszy.



Folklor jednak nie ginie, staje się coraz modniejszy i chętniej wykorzystywany przez muzyków. Doskonałym tego przykładem jest kobiecy zespół „Same suki”, który wystąpił w Malarni Teatru Polskiego w ramach trwającego właśnie festiwalu „Bliscy nieznajomi”.

Pięć dziewczyn postanowiło stworzyć coś niebanalnego, budując solidny most między tym, co tradycyjne i historyczne, a tym, co nam współczesne. Folklor w muzyce „Samych suk” nie jest przedmiotem, tylko podmiotem. Każdy utwór jest konsekwencją bardzo dobrej znajomości muzyki ludowej, jej manier i konstrukcji, a także warstwy ideowej. W wielu piosenkach „Same suki” sięgają do tradycji ballad ludowych, którym daleko do sielskich obrazków wiejskiej idylli – wykorzystują tradycyjne motywy kobiety dzieciobójczyni, niewiernej kochanki, czy występnej dziewczyny. Muzyka „Samych suk” ocieka kobiecością i seksem, co zgodne jest z duchem folkloru, pełnym odniesień do płciowości, aktu miłosnego i zalotów, podawanych nierzadko w mocnych, wręcz wulgarnych słowach, co może zawstydzić niejedno mieszczańskie ucho.

 

Ciekawe w twórczości zespołu wydaje się podejście do wszelkich zagadnień, związanych z kobiecością, postrzeganą w kontekstach społecznych i kulturowych.

Otóż okazuje się, że „Same suki” nie walczą o prawo do śpiewania o kobiecej chuci, one po prostu to robią, uważają, że to coś naturalnego. No bo, niby dlaczego, bez cienia wstydu można śpiewać o jaśkowych portkach, a nie o marysinym staniku?

Warto podkreślić także czysto muzyczną stronę tych piosenek, opierającą się na świetnym połączeniu brzmienia instrumentów ludowych – suk biłgorajskich, od których zespół wziął nazwę – i nowoczesnej perkusji, która w wielu momentach jest sercem tej muzyki. Nie wiem czy tak jest w istocie, ale podejrzewam że wszystkie członkinie zespołu posiadają gruntowne wykształcenie muzyczne, jeżeli nie, muszą być bardzo uzdolnione, bo świetnie opanowały technikę gry, sprawnie poruszają się po niełatwych skalach ludowych i są piekielnie muzykalne. Niezwykle charyzmatyczna jest wokalistka zespołu, Magdalena Wieczorek-Duchewicz, która szybko nawiązuje kontakt z publiczności, a jej głos to bogata paleta uczuć i namiętności.

„Same suki” nagrały krążek „Niewierna”, na który złożyły się ich najlepsze utwory, płyta warta jest grzechu, pozycja obowiązkowa dla każdego wielbiciela folku. Formacja dużo koncertuje, w lecie dziewczyny będzie można spotkać na koncertach w całej Polsce. Mam nadzieję, że szybko znów zawitają w Poznaniu.