fot. materiały prasowe serialu "Miasto jest nasze"

Oglądać. Top 5 najlepszych seriali 2022 (cz. 1)

Przed jesiennymi premierami serialowymi przypomnijmy sobie, co warto zobaczyć na streamingach. W tekście znajdziecie moje Top 5 najlepszych produkcji, które miały premierę od stycznia do czerwca. Koniecznie nadróbcie je przed zbliżającym się napływem nowości.

5. „Irma Vep”

Bardzo zajmujący projekt Oliviera Assayasa, który postanowił nakręcił serialowy remake swojego filmu „Irma Vep” z 1996 roku. Serial (jak i film) opowiada o… kręceniu serialu na podstawie francuskiego filmu „Wampiry” z początków XX wieku.

 

W przypadku obu produkcji punktem wyjścia jest napięcie głównej aktorki między rzeczywistością a odgrywaną postacią, spowodowane pełną immersją.

Tytułowa Irma Vep to przewodniczka gangu złodziei, nikczemna i równie kultowa we Francji jak Jean Reno. W najnowszej wersji naszą bohaterką jest amerykańska aktorka Mira (Alicia Vikander), która właśnie zakończyła promocję blockbustera i tylko marzy o poświęceniu się artystycznemu, niszowemu projektowi. Niedawno burzliwie zakończyła też związek. Mira oddaje się w ręce pogrążonego w depresji i pełnego obaw reżysera René Vidala (fantastyczny Vincent Macaigne), który przelewa własną niepewność i frustracje na cały plan zdjęciowy. Serial to z jednej strony satyra na biznes filmowy we Francji, ale też i w zachodnim świecie. Z drugiej pasjonujący psychologiczny portret osób z branży artystycznej. Świetne zagrany i wyreżyserowany. To też serial totalny i bezkompromisowy, zupełnie inny niż pozostałe produkcje z tego roku, którego chyba tylko Assayas mógł się podjąć. Nie omińcie go. Do zobaczenia na HBO Max.

4. „Abbott Elementary”

„Abbott Elementary”, fot. materiały prasowe

W moim półrocznym zestawieniu nie mogło zabraknąć jednego z największych komediowych hitów, „Abbott Elementary” (zgarnął 7 nominacji do nagród Emmy). Serial opowiada o codziennym życiu niewielkiej szkoły podstawowej w Filadelfii. Jego pomysłodawczynią jest Quinta Brunson. Oparła scenariusz na życiu swojej matki, nauczycielki, która całe życie poświęciła dzieciakom. W taką postać wciela się właśnie Brunson. Jej Janine Teagues jest pełna pasji i oddania dla zawodu. Najchętniej nie opuszczałaby murów szkoły, tylko testowała nowe metody nauczania, aby jeszcze lepiej trafić do podopiecznych. Pokój nauczycielski i klasy zapełnia belferska gromadka.

 

Pod względem aktorskim każda z osób została dobrana perfekcyjnie.

„Abbott Elementary”, fot. materiały prasowe

Poznajemy je nie tylko w czasie lekcji czy konwersacji z innymi, ale też podczas tzw. setek, czyli wypowiedzi wprost do kamery. „Abbott Elementary” utrzymany jest bowiem w stylu mockumentu. Świetny sitcom, pełen oryginalnych żartów, ale też serca. Zapełnia miejsce takich ikonicznych „komedii o miejscu pracy” jak „Parks and Recreation”. Do zobaczenia na Disney+.

 

3. „Pachinko”

serial „Pachinko”, fot. materiały prasowe

Wyśmienita adaptacja sagi rodzinnej o tym samym tytule autorstwa Min Jin Lee z 2017 roku. Serial rozgrywa się w kilku przestrzeniach czasowych (głównie na początku XX wieku i w końcówce lat 80.) w Korei Południowej i Japonii oraz od czasu do czasu w Stanach Zjednoczonych. Wraz z akcją skaczemy między dziesięcioleciami.

 

Opowiedziane historie dialogują ze sobą, dopełniając elementy sagi rodzinnej głównej bohaterki Sunji.

Protagonistkę na różnym etapie życia grają inne aktorki: Yu-na Jeon (dzieciństwo), Minha Kim (młodość) i Youn Yuh-jung (starość). Mimo że wszystkie są rewelacyjne, Kim zdecydowanie wyróżnia się siłą aktorstwa. Dopełniają ją inni aktorzy i aktorki, od których trudno oderwać wzrok. Serial sięga znacznie głębiej niż tylko obrazowanie rodziny. Pokazuje między innymi zapoczątkowane przez japońską inwazję zmiany w koreańskim społeczeństwie. „Pachinko” nie tylko jest świetnie zagrane, ale też opowiedziane, tak wizualnie, jak i scenariuszowo (za sprawą reżyserów Kogonady i Justina Chona oraz scenarzystki Soo Hugh). Do zobaczenia na Apple TV+.

2. „Barry”

„Barry”, fot. materiały prasowe

Trzeci sezon kultowego już serialu, którego pomysłodawcą, autorem scenariusza, jednym z reżyserów i odwrócą tytułowej roli jest Bill Hader. Opowieść o mordercy na zlecenie, który na warsztatach teatralnych odkrywa miłość do aktorstwa i do kobiety. Przynajmniej tak mu się wydaje, zważywszy na fakt, że jego uczuciowy wachlarz jest mocno ograniczony. W najnowszej odsłonie znajdujemy Barry’ego w miejscu, w którym myśli, że jego wszystkie winy zostały odkupione, a on sam może ruszyć naprzód. Bohater w swej pewności, że obrał odpowiednią drogę, jest maniakalnie optymistyczny. Nie wróży to dobrze innym postaciom.

 

„Barry”, fot. materiały prasowe

Barry bowiem – nieświadomie – nadal pozostaje ultraegoistyczny, a to może tylko pociągnąć za sobą ofiary w ludziach.

Serial, choć jest reklamowany jako komedia, w trzecim, najlepszym sezonie jest bardziej psychologiczną wiwisekcją nieprzewidywalnego narcyza o morderczych skłonnościach niż motorem kolejnych śmiesznych sytuacji. Mimo to – ku własnemu zdziwieniu – zaśmiejemy się niejeden raz. Duża zasługa w tym Hadera, który nie tylko stworzył wybitną postać, ale też sukcesywnie buduje świat z najmroczniejszych ludzkich skłonności. Świetne. Do zobaczenia na HBO Max.

1. „Miasto jest nasze”

fot. materiały prasowe serialu „Miasto jest nasze”

Duchowy spadkobierca serialu-ikony „The Wire”. Obie produkcje łączy nie tylko Baltimore, w którym rozgrywają się ich akcje, ale też osoby producenta Davida Simona i scenarzysty George’a Pelecanosa. Tym razem na warsztat wzięli reportaż Justina Fentona o tym samym tytule. „Miasto jest nasze” portretuje korupcję i nadużycia na masową skalę, których przez lata dopuszczali się członkowie i członkinie Jednostki Zadaniowej ds. Śledzenia Broni (Gun Trace Task Force) przy wydziale policji w Baltimore.

 

Policjanci przez lata ukrywali kilogramy narkotyków, które pozyskiwali podczas nalotów, przywłaszczali tysiące dolarów znalezione w kieszeniach i domach, a także gnębili czarnych mieszkańców miasta, wielokrotnie podrzucając niewinnym sfabrykowane dowody.

fot. materiały prasowe serialu „Miasto jest nasze”

Wszystko w imię walczenia z dilerką i przemocą spowodowaną przez broń palną. W rzeczywistości dla wzbogacenia się. Powód? Od dekad pogłębiające się luki systemu prawnego i rasistowski system oraz wszechobecne pozwolenie na policyjną przemoc. „Miasto jest nasze” przez brak zbędnych scen i luk scenariuszowych trzyma w napięciu do ostatnich chwil. Serial jest nie tylko mistrzowsko opowiedziany, ale też zagrany. Wyróżnia się fantastyczna kreacja Jona Bernthala w roli Wayne’a Jenkinsa, stojącego na czele policyjnej szajki. Koniecznie! Do obejrzenia na HBO Max.

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
0
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0