fot. Maria Krześlak-Kandziora

Ogrodnicy

Coś mnie tknęło. Byliśmy w sklepie ogrodniczym, kupowaliśmy kwiaty na balkon. To był początek sezonu i na metalowym regale stanęły rzędy sadzonek pomidorów koktajlowych. Nadają się idealnie na miejskie uprawy, ale było w tym coś więcej.

Nie wiedziałam co, dopóki nie wróciłam z nimi do domu. Wyszłam na balkon, wysypałam ziemię, wyciągnęłam ceramiczne doniczki i zaczęłam. Wiecie, jak pachnie pomidor? Ten specyficzny zapach uderzył mnie w nos i przeniósł kilkanaście lat wstecz – pod folię w ogrodzie rodziców

KORZENIE

Zmierzchało, ale tata postanowił je posadzić. Kilkadziesiąt. Już czekały w rozsadnikowych foremkach. Pod folią było ciepło, jeszcze nie gorąco, jeszcze nie zaczęła się wegetacja papryk i pomidorów. Wokół nas unosiły się roje komarów i meszek. Owady cięły nieznośnie, pomidory lądowały w ziemi, w osłonkach.

 

Metodyczna praca w kosmosie owadów i roślin.

Wszystko inne zniknęło, otaczał nas silny zapach łodyg i to nieznośne brzęczenie. Kiedy skończyliśmy, pomyślałam, że nigdy więcej, że ojciec przegiął, że mam dość. Tymczasem sadzę je co roku, zapuszczam korzonki, wdycham zapach, szukam go na targowiskach. Smaki i zapachy roślin, wzrostu, pracy i owoców wrosły gdzieś w duszę i brudne od ziemi ręce.

DZIEŁO DZIAŁKA?

Marcowy lockdown wielu z nas zwrócił ku domowym uprawom, kilku znajomych rozważa zakup działeczki, zagląda na ROD-y. Michał zaprasza mnie do grupy osób, które chcą wspólnie uprawiać kilka ogródków rozsianych po Poznaniu.

Spotkanie w lipcu, będziemy próbowali zorganizować się do wspólnej pracy. Z Kubą Głazem rozmawiamy o funkcji ROD-ów – że ostatnimi laty stały się miejscami wypoczynku, straciły charakter przydomowej uprawy. Zastanawiamy się, czy młode pokolenie działkowiczów odwróci ten trend.

 

fot. Maria Krześlak-Kandziora

fot. Maria Krześlak-Kandziora

Robię sondę wśród znajomych – działki to trudne wspomnienie z dzieciństwa. Przymus pielenia, koszenia, zbierania plonów i powracająca obietnica – nigdy więcej.

Ale w czasie lockdownu okazuje się, że działka może być namiastką zbawienia – kawałek zielonej przestrzeni, spokój czerpany z pracy w ziemi, podjadania plonów.

Przecież już jakiś czas temu wróciliśmy do wekowania, odkopujemy babcine przepisy na syrop z czarnego bzu, sposoby na skuteczną pasteryzację. W rozmowach wracają przetwory i pytania, gdzie kupić wiśnie z lokalnych sadów i kiedy będą maliny. Podsłuchuję i sadzę na balkonie ziemniaki, poziomki, dynię – już kolejny rok.

W liście od Judyty przychodzą nasiona jarmużu i kopru. Sieję obok bakłażana od Asi i Piotra. Ogródek jest mikroskopijny, ale i tak wymaga doglądania.

 

Jak to połączyć z naszym rozpędzonym życiem, częstymi wyjazdami? Jak szykować flance (zapomniane słowo), sadzonki ogórków, sałaty, gdy za chwilę jednak znikamy na dwa tygodnie?

Może właśnie rozwiązanie tkwi w młodej sile kolektywnego uprawiania? A może po prostu trzeba zwolnić?

KU GRZĄDCE

Czego potrzebujemy od przyrody – to pytanie wraca do mnie jak bumerang. Czy wrócimy na działki, żeby spędzać na nich wspólnie czas i uprawiać rośliny, które zastąpią nam te z targowisk?

 

A w domu? Kim są domowi ogrodnicy?

Rozsyłam pytanie w Wielkopolskę, do Alicji, która właśnie stawia pierwsze podwyższone grządki, do Basi – wrzucającej na Facebooka ogłoszenie, że ma do rozdania sadzonki bazylii, Daria pojechała zbierać czereśnie, Michał kupuje ogródek działkowy, Magda pierwszy raz w życiu posadziła na balkonie poziomkę.

 

„W naszym przypadku powrót do kiełkownicy w czasie pandemii wynikał w głównej mierze z szaleńczego wzrostu zainteresowania naszego syna kosmosem. Dzieciak jak to dzieciak, nie przepada za warzywami, ale skoro astronauci na ISS (Międzynarodowa Stacja Kosmiczna) uprawiają m.in. sałatę, brokuła i słonecznik – postanowił zbadać temat” – opowiada Ania, która z Dzieciakiem i mężem Marcinem mieszka na poznańskiej Wildzie.

 

STARY NOWY ŚWIAT

„To czysta tęsknota za przyrodą, to »hodowanie z niezgody« na tempo, na sztuczne jedzenie, na brak oddechu. W pomidorach balkonowych jest jakieś zaklęcie przeciwko szybkiemu życiu. Rok zaczyna się w dniu, kiedy »otwieram balkon«, kiedy wszystko wraca po zimowaniu na półpiętrze, kiedy przez cały dzień trwa wsadzanie, podlewanie i gadanie do nasion” – mówi Kinga, gdy pytam ją o jej „ogródek” na poznańskim Nowym Mieście - w mieszkaniach uwięziła nas pandemia, w mieszkaniach zaczęliśmy odkrywać swoje korzenie i nowe, kosmiczne światy roślin.

 

Kasia z rodziną przeniosła się z mieszkania do domu z ogrodem w Ostrowie Wielkopolskim. Pisze, że jest na urlopie, ale parę godzin później przychodzi wiadomość:

 

„Kiedyś ludzie żyli w rytm pór roku, faz księżyca, wschodów i zachodów słońca. Natura pilnowała rytmu życia. Myślę, że w obecnym chaosie, przebodźcowaniu, pędzie woła nas instynkt. W pandemii mnóstwo ludzi zaczęło piec chleby, pielić ogródki, zazieleniać balkony, remontować. Nawet Netflix im nie wystarczył. Czyli jednak szukamy pracy fizycznej, tej zdrowej formy zmęczenia, gdy wieczorem padamy po całym dniu wysiłku. Oczywiście chcemy też zrobić coś sami od podstaw, wyhodować z nasion, patrzeć, jak kiełkuje i rośnie. Radość i smak z własnoręcznie wyhodowanego pomidora czy truskawek jest czymś niesamowitym. Czujemy, że daliśmy coś od siebie i dostaliśmy coś w zamian. Czujemy, że pójście do marketu i wzięcie ogórka z półki to jakaś forma kłamstwa, a my chyba może wreszcie szukamy odrobiny prawdy”.