fot. Dawid Tatarkiewicz

Pamięć biblioteki

Biblioteka to nie tylko gmach i zbiory, ale również historia zmian polityczno-społecznych oraz ludzie, którzy ją tworzyli – twierdzi prof. Artur Jazdon, autor książki „Biblioteka Uniwersytecka w Poznaniu 1919–2018. Zasoby. Działania. Ludzie”, laureat nagrody Marszałka Województwa Wielkopolskiego za najlepszą publikację o Wielkopolsce w konkursie PTPN.

Barbara Kowalewska: Nagrodzona książka to solidnie udokumentowane dzieje 100 lat instytucji. Żeby opisać wiarygodnie taką historię, potrzeba być dobrze zorientowanym w temacie. Jak się zaczęła Pana przygoda z biblioteką?

Artur Jazdon: Przy wyborze studiów myślałem przez chwilę o historii, ale ostatecznie zachęciła mnie zapowiedź prof. Kubiaka w trakcie dni otwartych drzwi na bibliotekoznawstwie i informacji naukowej, że będziemy kierunkiem nowoczesnym, a obsługa czytelnika miała się zmienić dzięki komputeryzacji. Ta „nutka nowoczesności” trafiła do mnie i zdecydowałem się na te studia. Wprawdzie, jak wiemy, jeszcze długo trzeba było czekać na zapowiadane komputery, ale to był też kierunek badawczy – przygotował mnie do edytorstwa naukowego i opracowywania źródeł historycznych. Obserwowałem pracę różnych dyrektorów i sam też pełniłem przez 25 lat tę funkcję, będąc świadkiem i uczestnikiem wielu zmian w zarządzaniu biblioteką.

 

BK: Książka ma ponad 700 stron. To musiała być gigantyczna praca. Jaki był zamysł tej publikacji?

Artur Jazdon, fot. Dawid Tatarkiewicz

Artur Jazdon, fot. Dawid Tatarkiewicz

AJ: Całe życie interesowałem się bibliotekoznawstwem i bibliotekarstwem, i chociaż unikam tu pamiętnikarskich wtrętów, to jednak moje bezpośrednie doświadczenie ma znaczenie.

 

Pytano mnie, czy pisałem długo tę historię. Pisanie zajęło mi około roku, ale materiały zbierałem prawie przez całe zawodowe życie.

Na początku zakładałem, że książka będzie liczyła ok. 300 stron, ale później zdecydowałem się na osadzenie dziejów biblioteki w szerszym kontekście historyczno-politycznym i społecznym. Mamy tu do czynienia z Biblioteką Uniwersytecką, więc ważne było również wprowadzenie w historię naszego uniwersytetu.

 

BK: Podzielił Pan historię biblioteki na sześć okresów. Co ważnego wydarzyło się w każdym z nich?

AJ: Pierwszy okres, od 1919 do 1939 roku, gdy biblioteka powstała na bazie Kaiser-Wilhelm-Bibliothek (gmach zbudowany został w 1902 roku), charakteryzował się polonizacją zbiorów. Ta polonizacja nie polegała jednak na wycofaniu zbiorów niemieckich. Ówcześni dyrektorzy pozostawili wartościowy księgozbiór naukowy, wyłączając tylko pozycje popularno-oświatowe. To zdecydowało, że niemcoznawstwo stało jedną z trzech zasadniczych specjalizacji biblioteki.

 

Zbiory te przez kolejne lata służyły poznańskim germanistom, historykom czy badaczom Instytutu Zachodniego. Polonizacja polegała na kupowaniu pojedynczych tytułów na rynku księgarskim, ale i całych prywatnych kolekcji.

Wiele książek napłynęło jako dary od osób prywatnych i instytucji z kraju i zagranicy. Biblioteka uzyskała także prawo otrzymywania od wydawców tzw. egzemplarzy obowiązkowych, początkowo dotyczyło to wydawnictw wielkopolskich, a od 1927 roku – z całego kraju.

 

BK: Okres wojenny zniszczył te starania?

Artur Jazdon, fot. Dawid Tatarkiewicz

Artur Jazdon, fot. Dawid Tatarkiewicz

AJ: Na szczęście nasza biblioteka wyszła z wojny stosunkowo obronną ręką. Owszem, poddani byliśmy rygorom, wyrzucono polskich pracowników, a Polacy nie mieli dostępu do zbiorów. Część ważnych pozycji, głównie judaistycznych, została zniszczona lub wywieziona do Niemiec, ale nie było dużego pożaru, a uszkodzenia gmachu po uderzeniach pocisków były niewielkie. Większość zbiorów została na miejscu i nie trafiła do innych niemieckich miast, dzięki temu, że Niemcy czuli się tu u siebie i zarządzający biblioteką dr A. Lattermann miał ambicje uczynienia z niej ważnej Biblioteki Uniwersyteckiej. Co ciekawe, nie eliminowano też książek polskich, chociaż miały stanowić ważny zbiór wyłącznie do użytku badaczy niemieckich. Ale dzięki temu zachowało się wiele cennych pozycji.

 

BK: Powojenny okres ma cezurę roku 1958, co zaskakujące. Dlaczego nie 1956, który był rokiem poststalinowskiej odwilży?

AJ: Zacznijmy od tego, że był to okres ponownej polonizacji zbiorów, dostosowywanie biblioteki do potrzeb organizowanego uniwersytetu. Ogromne znaczenie miało również to, że poznańska biblioteka należała do jednej z sześciu w Polsce, mających prawo zabezpieczania zbiorów porzuconych. W Poznaniu zabezpieczono około miliona książek i czasopism ze składnic tworzonych przez Niemców. Część książek zwrócono przedwojennym właścicielom, części nie było można lub nie było komu oddać. Biblioteki ustalały właścicieli, ale wielu z nich podlegało prawu o likwidacji majątku. Nastąpił gwałtowny rozwój biblioteki – jej zbiorów, liczby obsługiwanych czytelników, realizowanych funkcji, dla obsługi których zatrudniano pracowników i powoływano nowe pracownie. Wówczas też zorganizowano praktycznie dział zbiorów specjalnych, przed wojną liczący tylko 12 tys. jednostek.

 

Była także jednak ciemna strona działań natury politycznej. Rok 1956 obudził i szybko zgasił nadzieje na powrót do takiego funkcjonowania uniwersytetu, jak w okresie międzywojennym. Kres tym oczekiwaniom położyła ustawa o szkolnictwie wyższym z 1958 roku, zmienił się wówczas także dyrektor biblioteki.

Stąd ta przyjęta przeze mnie cezura. Różnego rodzaju naciski polityczne były niemałe, ale sytuacja w tym zakresie w kolejnych latach stała się jeszcze gorsza.

 

BK: Jak w tym czasie funkcjonowała cenzura?

AJ: Zmiany polityczne pociągały za sobą wytyczne co do prohibitów. Pojęciem tym objęto zarówno książki wówczas wydawane, np. w Paryżu czy Londynie, jak i zgromadzone w latach przedwojennych. Biblioteka miała prawo gromadzić te pozycje, ale ich udostępnianie odbywało się wyłącznie w odpowiedzi na uzasadniony wniosek, a rewersy przeglądane były przez pracowników Służby Bezpieczeństwa. Jeśli więc ktoś wypożyczał „podejrzaną” książkę, mógł być obserwowany, pytany, po co ją czyta.

 

BK: Wróćmy do tego, że „potem było gorzej”. W jakim sensie?

Artur Jazdon, fot. Dawid Tatarkiewicz

Artur Jazdon, fot. Dawid Tatarkiewicz

AJ: Propagowanie socrealistycznej ideologii za dyrektor Zofii Kaweckiej nie było tak dotkliwe, jak późniejsze wywieranie nacisków na pracowników, zwalczanie tych nieprawomyślnych, „zachęcanie” do wstępowania w szeregi partii, upolitycznianie wszystkich działań, robienie czystek w zbiorach, zmiany w polityce gromadzenia, zwiększanie działu prohibitów. Dodajmy dla zobrazowania działania państwa w tym zakresie fakt tworzenia na szczeblu centralnym list książek zakazanych, które biblioteka mogła gromadzić, ale nie udostępniać. Listy te jednak były bardzo szczupłe, niektóre tytuły zatrzymywano na granicy lub – gdy dotarły do BU – działająca w niej komisja włączała je do zasobu prohibitów. To czasy dyrekcji prof. Stanisława Kubiaka, który wprawdzie miał nowoczesną jak na swe czasy wizję rozwoju instytucji, ale był pierwszym sekretarzem partii na uczelni i odpowiadał za upolitycznienie biblioteki.

 

Popełnił też inny błąd. Miał ambicje, żeby Biblioteka Uniwersytecka w Poznaniu gromadziła nawet więcej zbiorów niż Biblioteka Narodowa. Pozyskiwano więc potężne ilości książek i pojawiały się coraz większe problemy logistyczne, magazynowe, następowały przeciążenia konstrukcji budynku, książki układano na podłogach.

Pojawiało się coraz więcej problemów z dostępem do książek, zagubienia. W latach 80. trzeba było książki przenosić do innych budynków, zbiory zostały rozczłonkowane i fizycznie niszczały, a Państwowa Inspekcja Pracy okresowo zamykała magazyny, blokując ich wypożyczanie.

 

BK: To było coś w rodzaju gigantomanii? Co z tym potem dało się zrobić?

AJ: Od połowy lat 80. intensywnie prowadzono selekcję zbiorów. Pozbywaliśmy się np. części książek rosyjskich, zwłaszcza tych propagandowych, druków medycznych czy technicznych, wieloegzemplarzowych albo takich, którymi nikt się nie interesował, np. fizyka atomowa po chińsku. To, co charakteryzowało Bibliotekę w ostatnich trzech dekadach XX wieku, to rozwój usług informacyjnych i działalności dydaktycznej. Biblioteka wiodła w tym prym w skali kraju. Nastąpiło też odtajnienie zasobu gromadzonego przez Heinricha Himmlera, w tym zbioru pozycji wolnomularskich (ok. 64 tys.), które ujawniono i opracowano. W 2016 roku przewieziono te zbiory z pałacu w Ciążeniu do magazynów w Poznaniu.

 

Artur Jazdon, fot. Dawid Tatarkiewicz

Artur Jazdon, fot. Dawid Tatarkiewicz

W 1994 roku biblioteka uzyskała dostęp do Internetu i rozpoczęła się komputeryzacja katalogowania i od 1999 roku udostępniania książek. Dlatego ten rozdział nazwałem „Od rewolucji do rewolucji”, od ruchów solidarnościowych do zmian wynikających z komputeryzacji.

 

BK: Osiągnięcia ostatniego okresu?

AJ: Lata 2000–2018 to intensywny rozwój w kierunku biblioteki wirtualnej w zakresie gromadzenia, opracowywania i udostępniania: powstanie cyfrowego katalogu umożliwiającego szybki dostęp do zbiorów, utworzenie Centrum Edukacyjnego Biblioteki Uniwersyteckiej – nowoczesnej e-learningowej platformy dydaktyki bibliotecznej, otwarcie przestrzeni chill roomu pełniącej funkcję kawiarni i miejsca dyskusji, organizacji imprez kulturalnych, uruchomienie iPAK, internetowej platformy aktywacji i obsługi kont bibliotecznych, utworzenie repozytorium uczelnianego AMUR i platformy czasopism naukowych UAM PRESSto, szeroki zakres digitalizacji zbiorów własnych, powstanie czytelni, a potem pracowni komiksów. I wreszcie, w ubiegłym roku, powstanie Pracowni Regionalnego Zasobu Bibliotecznego, pod której opieką są wszystkie druki zwarte i ciągłe wydane na terenie Wielkopolski w jej historycznych granicach do 1953 roku włącznie.

 

BK: Nagrodzona książka to nie tylko świadectwo historii instytucji, ale też przypomnienie sylwetek ludzi, którzy ją przez lata tworzyli. I nie chodzi tu jedynie o kolejnych dyrektorów.

AJ: Chciałem pokazać, że owszem, kolejne dyrekcje miały określone wizje rozwoju biblioteki, ale jej funkcjonowanie opierało się zawsze na ogromnej rzeszy pracowników, którzy stwarzali określoną atmosferę miejsca. Dlatego wspominam nie tylko szefów instytucji czy pracowników o dużych osiągnięciach naukowych, ale też np. panią Zosię, czyli Zofię Mączkowiak, w latach 1973–2011 obsługującą czytelników w szatni, okazującą młodzieży ogromną życzliwość, będącą też powierniczką studentek; przedwojennego portiera Wacława Pankowskiego, doświadczonego lokaja w wielkopolskich domach ziemiańskich, witającego czytelników w różnych językach; czy też Tadeusza Ziółkowskiego, który urlopy poświęcał temu, by uczyć się na pamięć katalogów bibliotek warszawskiej i krakowskiej, dzięki czemu, gdy czytelnik nie mógł czegoś znaleźć w naszej bibliotece, potrafił mu powiedzieć z pamięci, gdzie taka pozycja może się znajdować. To nigdy nie była instytucja anonimowa!

 

BK: Wracając do cenzury, Umberto Eco w opublikowanych rozmowach z Jean-Claude’em Carrière’em wiele miejsca poświęca formom cenzury w różnych czasach. Czy współcześnie także istnieją książki w jakiejś mierze zakazane?

Artur Jazdon, fot. Dawid Tatarkiewicz

Artur Jazdon, fot. Dawid Tatarkiewicz

AJ: Nowa ustawa z 1990 roku zakończyła epokę prohibitów i dzisiaj nie ma obostrzeń odgórnych, z pewnymi uzasadnionymi wyjątkami.

 

Na przykład mamy prawo mieć książki publikowane przez policję czy wojsko, nie udostępniamy ich jednak szerokiemu gronu czytelników, a tylko osobom upoważnionym. Są też prace, z których można korzystać wyłącznie w czytelni ze względu na kontrowersyjną treść (np. „Biblia szatana”).

Niektóre pozycje są usuwane mocą wyroku sądu, gdy stwierdzono naruszenie praw osobistych lub obraźliwy wobec kogoś wydźwięk. Pracownicy biblioteki również dokonują pewnej preselekcji, ale nie ze względów ideologicznych, tylko z prostego powodu, że nie możemy mieć wszystkiego, a wartość niektórych książek, również wydawanych współcześnie, jest różna.

 

BK: W tej samej książce „Nie myśl, że książki znikną” Umberto Eco i jego francuski rozmówca, obaj bibliofile, zastanawiają się nad przyszłością tradycyjnej książki. Według pana, czy książka kiedyś zniknie?

AJ: Książka będzie na pewno podlegać zmianom, ale trudno jest przewidzieć, jakim. Kiedy obok tradycyjnej drukowanej pojawiły się elektroniczne wersje czasopism, obserwowano wzrost czytelnictwa tych w wersji print. Mamy spadek nakładów, ale z kolei liczba tytułów w wersji drukowanej rośnie. Część czytelników woli książki i czasopisma w wersji elektronicznej, ale wierzę, że nie przejdziemy wyłącznie na tę wersję, wszystkich starszych też nie zdigitalizujemy. Ponadto zawsze będą osoby, które po prostu wolą książkę papierową. Geoffrey Nunberg w pracy zbiorowej „Przyszłość książki” przedstawia jako jedną z wizji przyszłych bibliotek taką, w której staną się one jedynym miejscem wolnym od Internetu. Wizje przyszłości książki są różne, książka papierowa zostanie jako element sztuki graficznej, ładnie wydana staje się również wizualnym dziełem sztuki. Może zmieni się funkcja książki? Pamiętajmy, że kiedy pojawił się film, prorokowano koniec książki i teatru, ale nic takiego się nie stało. Nadal istnieją obok siebie jako równoległe formy ekspresji artystycznej.

 

Artur Jazdon, dr hab. bibliologii i informatologii, pracownik Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu od 1979 roku, w latach 1992–2017 jej dyrektor. Autor siedmiu książek i przeszło 140 artykułów naukowych z zakresu historii bibliotek, ruchu wydawniczego, księgarstwa i drukarstwa regionalnego oraz organizacji i zarządzania współczesnymi bibliotekami naukowymi. Prowadzi z tych zakresów zajęcia dydaktyczne dla studentów i słuchaczy studiów podyplomowych Uniwersytetu im. A. Mickiewicza i Wyższej Szkoły Umiejętności Społecznych. Obecnie kieruje Pracownią Regionalnego Zasobu Bibliotecznego.