fot. Materiały prasowe

Pandemie – ucząc i odrobinę przesadnie bawiąc

Niektóre zbiegi okoliczności można nazwać szczęśliwymi. W innych wypadkach - choć ciśnie się na usta - jakoś niefortunnie jest to wypowiedzieć na głos. Tak jest w przypadku korelacji pomiędzy wydaniem przez Wydawnictwo Poznańskie książki "Co nas (nie) zabije. Największe plagi w historii ludzkości" autorstwa Jennifer Wright a epidemią koronowirusa w Polsce. Książka otwiera nową serię popularnonaukową zatytułowaną "Zrozum"!

Pandemia to sytuacja, która jest wielkim sprawdzianem – dla państwa, społeczeństwa, służb cywilnych i medycznych. Jest też wielkim testem naszego zdrowia psychicznego, nie tylko tego jednostkowego, ale i zbiorowych emocji. W przypadku tak niezrozumiałego, odległego od naszego codziennego życia zjawiska jak pandemia, trudno jest zastosować wyćwiczone schematy działania. Zdrowy rozsądek zawodzi, gdyż warunki są dalekie zarówno od zdrowia, jak i od oswojonej „rozsądnej” rzeczywistości.

Opowieść o pandemiach

Masowe zachorowania wywoływane przez koronawirusa SARS-CoV-2, to dla nas zjawisko nowe, nieznane. Jego realność dopiero nabiera kształtów. Uczymy się, jakie są objawy choroby, jakie należy podjąć działania w wymiarze zbiorowym i indywidualnym.

 

Tym, czego potrzebujemy w czasie pandemii, jest wiedza oraz zachowanie przytomnego umysłu, powstrzymanie się od paniki i słuchania porad z wątpliwych, najczęściej internetowych źródeł.

Wydawnictwo Poznańskie, publikując książkę "Co nas (nie) zabije. Największe plagi w historii ludzkości", zaoferowało czytelniczkom i czytelnikom pozycję, którą warto przeczytać w czasie spowodowanego pandemią przymusowego ograniczenia kontaktów społecznych. Z oczywistych powodów nie dowiemy się z niej o aktualnym zagrożeniu, ale możemy sporo nauczyć się z przeszłości.

fot. Materiały prasowe

fot. Materiały prasowe

Niewątpliwą zaletą książki Jennifer Wright jest niezachwiana wdzięczność autorki za osiągnięcia nauki, zwłaszcza medycyny.

 

W czasach, kiedy tak wiele osób zbija profity na szerzeniu wątpliwości oraz strachu, czytanie o bezdyskusyjnej skuteczności i zaletach szczepień albo o odkryciach medycznych jest zaskakująco odświeżające.

Opowieść o pandemiach to także opowieść o ludziach. Wright z pasją opisuje nastroje społeczne, przytacza anegdoty z epoki, a przede wszystkim prezentuje osoby, którym zawdzięczamy przełomowe odkrycia, lekarstwa, pionierskie terapie. Jest prawdą, że czytając tę książkę z punktu widzenia filozofia nauki i socjologa wiedzy, momentami zżymałem się na pojawiający się na kartach książki podziw dla „wielkich ludzi”. Nauka, medycyna to zjawiska kolektywne, wymagające zbiorowego wysiłku, a nie rozrywka dla genialnych jednostek.

Trzeba jednak przyznać, że autorka świadomie wybrała i podkreślała podziw dla jednostek, aby przekazać czytelnikom swój entuzjazm dla naukowców. Proszę w tym miejscu, aby ci, którzy dadzą się porwać wartkiej narracji lektury, sięgnęli następnie po inne pozycje w celu zanurzenia się w historię medycyny i innych nauk głębiej, pod warstwę opowieści o jednostkach, i zobaczenia, że nauka jako historia zbiorowości, laboratoriów, przyrządów, pomiarów jest jeszcze bardziej interesująca.

Wisielczy humor

Styl Jennifer Wright to mieszanka misyjnej nauczycielki z komediową stand-uperką. To powoduje, że "Co nas (nie) zabije" niekoniecznie jest dla wszystkich. Książka balansuje na granicy, pomiędzy wartkim stylem, a nazbyt momentami ochoczą skłonnością autorki do dowcipkowania. To, jak to odbieramy, zależy częściowo od naszego stosunku do takiego prowadzenia narracji. Nie jestem też pewien, czy za pewne przeszarżowane dowcipy nie odpowiada fakt, że coś mogło zagubić się w tłumaczeniu.

 

Spora ilość anegdot może jednak przydać się nam w lekturze tej publikacji, zwłaszcza w czasie trwającej pandemii - pomagając z jednej strony zainteresować się historią chorób zakaźnych, z drugiej zaś zachować potrzebny dystans.

Fot. Agnieszka Kwiatkowska

Fot. Agnieszka Kwiatkowska

Oczywiście pozycja ta nie jest dla specjalistów, stanowi raczej zaproszenie, zachętę do wgłębienia się w fascynujące historie chorób zakaźnych, medycyny, walki z chorobami i śmiercią. Autorka podzieliła książkę na rozdziały, z których każdy opowiada historię jednej epidemii oraz jest okazją do wydobycia z niej morału, wskazania dla nas na dziś. Metoda taka, zbyt prosta w wypadku książki „poważniejszej”, sprawdza się w wypadku pracy popularyzującej, szczególnie że w czasach, w których nie brak tych, którzy sieją strach i zwątpienie, odrobinę moralizatorskiego zapału nie zaszkodzi.

I tak, opowieść o pustoszącej Imperium Rzymskie zarazie Antoninów to zaproszenie do zobaczenia, dlaczego w czasach epidemii warto wybierać zrównoważonych, odpowiedzialnych i racjonalnych przywódców i generalnie dbać o stan życia publicznego.

 

Opowieść o syfilisie jest okazją do dostrzeżenia, że stygmatyzowanie chorych (np. na syfilis) oraz ich potępianie nie tylko nie pomaga, ale powoduje zwiększenie rozpowszechniania się choroby.

Historia ospy przypomina nam, że szczepionki działają oraz że są one jednym z największych wynalazków ludzkości. Z kolei dzieje gruźlicy uczą nas, aby nie upiększać chorób i nie przypisywać im duchowych właściwości. Takie zafałszowanie może bowiem powodować, że nie traktujemy ich wystarczająco poważnie. Gdyby Chopin miał wybierać – umrzeć w młodym wieku na otoczoną romantyczną aurą gruźlicę czy raczej żyć bez owej „otoczki”– pewnie wybrałby to drugie.

Wielce pouczająca jest też historia cholery oraz historia Johna Snowa, odkrywcy tego, że przenosi się ona drogą wodną, a nie dzięki „miazmatom” – nieczystemu, śmierdzącemu powietrzu. W odróżnieniu od bohatera serialu „Gra o tron”, ten John Snow wiedział bardzo dużo, choć przekonanie o tym innych zajęło mu sporo czasu i wysiłku.

Wreszcie historia polio to fascynująca opowieść o masowym zrywie społecznym, mobilizacji naukowców i rodziców, masowej akcji zwanej Marszem Dziesięciocentówek (Marsz of Dimes), w której podobnie jak dziś podczas Orkiestry Świątecznej Pomocy zbierano pieniądze na wynalezienie szczepionki, wykorzystując prasę i kino, tworzono akcje społeczne, ulotki. W „wyścigu o szczepionkę” na polio uczestniczyły trzy zespoły badaczy, testowano dwa konkurencyjne modele szczepionki z „martwych” (Jonas Salk) i „żywych” (Albert Sabin, Hilary Koprowski) wirusów.

 

Morałem z tej opowieści jest: „Możemy czynić cuda, jeśli zbierzemy się razem i będziemy sobie nawzajem pomagać. Popatrzcie, jak wspólnymi siłami udało nam się pokonać polio”.

Inne morały oraz historie musicie doczytać już sami. Warto jednak podkreślić, że autorka wielokrotnie podkreślała też udział i rolę pacjentów w walce o poprawienie kondycji chorych oraz o zdobycie wiedzy. Kończąc książkę, właśnie im poświęciła ostatnie strony:

fot. Materiały prasowe

fot. Materiały prasowe

 

„Chorzy na AIDS przetrwali, bo – tak jak syfilitycy pana Crumptona, którzy powołali Klub Beznosych – zakładali grupy takie jak Gay Men’s Health Crisis czy ACT UP, walcząc o swoje prawo do życia. Wspierali się nawzajem. Protestowali. Krzyczeli. Sprawiali, że ludzie poczuli się bardzo niekomfortowo”.

 

Jennifer Wright chce nas bowiem przekonać, że pandemie, epidemie, mimo całej grozy, bólu i śmierci, mogą się też okazać momentami manifestowania solidarności i wspólnej walki.

Tym, co charakteryzuje omawianą lekturę, na dobre i na złe, jest jej „amerykańskość”. Jennifer Wright jest Amerykanką zarówno wtedy, gdy z patosem dzieli się z nami humanistycznymi morałami, jak i wtedy, kiedy nie zawsze potrafi się powstrzymać od potoku dowcipów.

Przyznam, że jako miłośnik raczej brytyjskiego niż amerykańskiego humoru bawiłbym się lepiej, gdy dowcip był rzadszy i subtelniejszy, bardziej ironiczny. Jednakże może wtedy zginąłby prostolinijny optymizm i prostoduszna, ale jakże nam potrzebna wiara w ludzkość, naukę i medycynę, którą autorka chce nomen omen zaszczepić czytelniczkom i czytelnikom?