fot. fot. Krystian Daszkowski, asystentka fotografa Magdalena Stawińska, na zdjęciu Kiju Klejzik

Performowanie siebie

„Co jest dla mnie najbardziej przejmujące, to to, że osoby niebinarne istnieją tylko dzięki uprzejmości innych. Pewnie nigdy nie doczekam się, by państwo polskie respektowało moje istnienie” –  opowiada Kiju Klejzik, osoba artystyczna.

Kiju Klejzik: Zanim zaczniemy, muszę się przyznać do tego, że nie do końca jestem przekonane, czy robię drag…

 

Jakub Wojtaszczyk: Co masz na myśli?

KK: Osoby dragowe mówią mi, że to, co robię, to drag w stu procentach, ale zastanawiam się, czy nie jest to po prostu performowanie siebie. Kiedy przebieram się za inne postaci i robię wideo, nie do końca mam świadomość tego, że kreuję jakąś personę. Tym bardziej, jeżeli pomyślimy o dragu jako o performowaniu określonej płci, kobiecej czy męskiej.

 

Wcielanie się w elfy, gnomy, ćmy, wróżki i inne kosmiczne dziwadła i dziwolągi jest dla mnie czymś naturalnym.

Nie kreuję kogoś czy czegoś innego ode mnie. Granica między dragiem a artystycznym wyrażaniem siebie zostaje zatarta, bo to cały czas jestem ja, tylko przez chwilę przebywające w innej odsłonie. 

 

JW: Skąd to zamiłowanie do fantastyki? 

Kiju Klejzik. fot. Krystian Daszkowski, asystentka fotografa Magdalena Stawińska

KK: Kiedy byłom małe, fantastyka i science fiction przeżywało renesans w popkulturze. Dorastałom, oglądając „Czarodziejkę z Księżyca”, „Władcę Pierścieni” czy „Harry’ego Pottera” i „Matrix”. Być może to upodobanie do świata fantastycznego, nieprawdziwego kojarzy mi się bezpiecznie, bo jest oparte na nostalgii? Kojarzy się z czasem dzieciństwa, w którym nie miałom poczucia beznadziejności świata. Wszystko zaczęło się komplikować podczas dorastania, kiedy stawałam się bardziej świadomą osobą. Te sentymenty sprawiają, że mam złudne wyobrażenie o tym, że w dzieciństwie nie istniały problemy. 

 

JW: Kiedy zauważyłoś swoją niebinarność?

KK: Odkąd pamiętam, nie utożsamiałom się z żadną płcią. Nie rozumiałom, dlaczego ten koncept jest mi narzucany. W końcu jednak przyjęłom, że mam być dziewczynką i chyba dobrze wychodziło mi jej performowanie, bo gwizdali za mną, trzynastoletnią, panowie budujący dachy. Czytałom „Bravo Girl”, więc wiedziałom, co należy, a co nie do dziewczynkości.

 

Pamiętam, jak kiedyś koleżanka z gimnazjum powiedziała do mnie: „Byłabyś ładnym chłopcem”. I wtedy sobie pomyślałom: „A co, jeśli tak naprawdę jestem chłopcem?”.

Nawet przez jakiś czas kazałom mówić do siebie „Iwo” (bo tak miałom mieć na imię, gdyby przypisano mi inną płeć przy urodzeniu) i przez tydzień performowałom bycie chłopcem. Eksperyment zakończył się niepowodzeniem, bo ta ekstremalnie chłopięca strona mojej osoby też nie do końca mi odpowiadała. Jednak samo performowanie odmiennej części mnie było dla mnie ciekawe. Polubiłom performatywność. Odkąd mama pozwoliła mi używać jej kosmetyków, ciągle wcielałom się w różne postaci. W pamięci mam jeden z pierwszych takich momentów, kiedy natapirowałom włosy, które udawały królicze uszy, pomalowałom twarz i zrobiłom sobie sesję zdjęciową, którą udstępniłom na fotoblogu. Taki rytuał wcielania się w dziwne osoby pochodzące z mojej wyobraźni powtarzał się co tydzień przez całe moje gimnazjum.

 

Kiju Klejzik. fot. Krystian Daszkowski, asystentka fotografa Magdalena Stawińska

JW: Jak jako dziecko sobie tłumaczyłoś to zagubienie?

KK: Dużo czasu nad tym spędziłom. W domu nie narzucano mi żadnej religii, a w szkole pomijałom z niej zajęcia. Odczuwałom jednak potrzebę wyjaśnienia sobie „Jak działa świat?”, więc samo sobie stworzyłoś wiarę, zaczęłom wierzyć w księżyc. Wyobrażałom wtedy sobie, że takie osoby jak ja to księżycowi ludzie, nie są ani chłopcami, ani dziewczynkami. Z perspektywy czasu wiem, że romantyzowałom swoja płciowość i moje poczucie obcości, dlatego w głowie stworzyłom sobie śmieszne, bajeczne stworzenia z kosmosu.

 

JW: Wyobrażam sobie, że podczas dojrzewania, kiedy wszystko w głowie i ciele wariuje, wcale nie było prościej…

KK: Moje dojrzewanie, jako osoby niebinarnej, nie przebiegało najlepiej. Pochodzę z małego miasteczka, gdzie trudno o reprezentację. Nie znałom osób, które miałyby inną niż normatywna tożsamość. Dlatego też czułom się zagubione. Myślałom, że skoro przypisano mi płeć żeńską, to muszą podobać mi się chłopcy. Nie rozumiałom tego, ale starałom się to zaakceptować. Jednak zawsze podobały mi się dziewczyny… To był trudny czas i ciężko mi do niego powrócić myślami.

 

JW: Kiedy zrozumiałoś, jak chcesz się określać?

KK: To był bardzo długi proces. O tym, że jest coś takiego jak niebinarność, dowiedziałom się dość późno, bo już na studiach.

 

Moja osoba partnerska zrobiła coming out jako osoba trans.

W tym czasie, przy okazji dowiadywania się szczegółów o odczuciach i doświadczeniach osób trans, natknęłom się na określenie „niebinarność” i nagle zrozumiałom: „Wow, jest więcej takich osób, nie jestem samo, nie wymyśliłom sobie tego!”. Jednak po uldze bardzo szybko przyszły zmartwienia. Środowisko osób transpłciowych nie jest jednolite i zawsze wspierające.

 

JW: Co masz na myśli?

Kiju Klejzik. fot. Krystian Daszkowski, asystentka fotografa Magdalena Stawińska

KK: Bardzo wiele osób uważa, że niebinarność nie istnieje. Pojawiają się głosy, że osoby niebinarne szkodzą środowisku osób trans, bo wprowadzają tylko zamęt pojęciowy. A przecież jest mnóstwo osób transpłciowych, które nie potrzebują przechodzić tranzycji [korekty płci – przyp. J.W.] i/lub nie odczuwają dysforii. Jestem w stanie zrozumieć ciężar walki osób, które są w binarny sposób transpłciowe, ale nie mogą uważać, że jako osoby niebinarne postępujemy nie fair, że nie identyfikujemy się z żadną płcią dla zabawy albo z mody i że niewystarczająco cierpimy. To okropne słowa, bo jako osoba niebinarna jestem w jednej z najgorszych pozycji. 

 

JW: Jakiej?

KK: Podwójnego wykluczenia. Nie tylko środowisko cis hetero mnie odrzuca, ale jeszcze osób trans. Co jest dla mnie najbardziej przejmujące, to to, że osoby niebinarne istnieją tylko dzięki uprzejmości innych.

 

Druga osoba musi być na tyle miła, by spróbować używać takich zaimków, o jakie prosimy, musi postarać się zrozumieć niebinarność, czyli tak naprawdę niejako potwierdzić, że moje istnienie jest valid, uprawomocnione.

Nie mogę przejść prawnie tranzycji, która pozwoli mi zmienić dokumenty, które z kolei potwierdzą, że jestem osobą niebinarną. Nie żyjemy w takim świecie. Pewnie nigdy nie doczekam się, by państwo polskie respektowało moje istnienie. Ta perspektywa jest dla mnie bardzo wyczerpująca. Z drugiej strony, gdy ktoś już używa poprawnych zaimków, czuję, że mnie szanuje i mnie dostrzega, wtedy pojawia się euforia płciowa i to jest wspaniałe uczucie.

 

JW: Czy przybranie imienia Kiju jest wyrazem tej niebinarności?

Kiju Klejzik. fot. Krystian Daszkowski, asystentka fotografa Magdalena Stawińska

KK: Kiedy byłom dzieckiem, zwracała się tak do mnie moja mama, bo było to zdrobnienie od nadanego  mi imienia. Początkowo nienawidziłom tego, bo „kiju” to przecież patyk! Teraz to imię udomowiłom i przyjęłom jako nowe. Podoba mi się, że nie określa konkretnej płci, jest apłciowe. Używam go też jako mój artystyczny pseudonim. 

 

JW: Kiju jest parasolem, pod którym kryją się wszystkie postaci, w które się wcielasz? 

KK: Można tak powiedzieć. Performatywność jest dla mnie czymś naturalnym, czymś wewnętrznym, co mnie napędza do działania i pozwala pokazać, co mam w głowie. Jest to mój sposób wyrażania siebie i najwygodniejszy sposób komunikacji ze światem zewnętrznym.

 

JW: Uniwersytet Artystyczny w Poznaniu. Czy uczelnia artystyczna pozwoliła ci na eksponowanie i eksplorowanie własnej niebinarności? 

KK: Sporo wykładowców pchało mnie do tego, abym robiło swoje, nie nakładało presji, że rzeczy muszą być wykonywane pod nich. To było bardzo cenne. Jednocześnie nie czułom się na siłach, żeby tłumaczyć ludziom, kim jestem i jak się czuję.

 

Przyjmowałom tę tożsamość, jaką mi nakładali.

Stąd też w pracach artystycznych, czy to wideo, czy foto, nie dla wszystkich mogło być oczywiste, że jestem osobą niebinarną. Choć wtajemniczeni widzieli to jak na dłoni. W mojej najważniejszej pracy „Ćmy z planety Zet” – krótkim filmiku, który stylizowany jest na czołówkę nieistniejącego serialu – wcielam się w trzy tytułowe ćmy walczące ze złem. Każdy z owadów ma inny kolor: biały, różowy i niebieski, czyli razem mają barwy transowej flagi. Poza tym w filmie jest mnóstwo bardzo symbolicznych odniesień do mojej tożsamości. 

 

JW: Czym jest to zło, z którym walczą ćmy?

Kiju Klejzik. fot. Krystian Daszkowski, asystentka fotografa Magdalena Stawińska

KK: Zło w „Ćmach” jest bez twarzy i konkretnego kształtu, pozwala to widzowi na wykreowanie wroga, tego co najbardziej mu przeszkadza w ogóle lub akurat danego dnia. Dla mnie tym złem jest wykluczenie i opresja, które w filmie materializują się jako wroga postać, która próbuje zgnieść ćmy, być może jest to szeroko pojęta władza, kapitalizm, nierówności albo po prostu zadziorek u paznokcia. Może być też nieustanne poczucie bezsilności i bezradności wobec dotykających nas problemów.

 

Ucieczką od tego uczucia jest środowisko okołodragowe, w którym czuję się jak u siebie.

Osoby robiące drag często są w stanie mnie lepiej zrozumieć, szanują to, jak się czuję i doceniają to, co robię artystycznie. Łapią w lot, o co mi chodzi w pracach, a nawet jeżeli nie, to zapytają bez żenady. Drag bywa też aktywistyczny, jednocześnie przez rozrywkę w sposób podprogowy może uczyć empatii, wrażliwości na cudze doświadczenia i otwartości na różnorodność.

 

JW: Czy taka aktywistyczna walka o widzialność bywa męcząca?

KK: Tak! Dlatego stworzyłam pracę „Azyl”, która jest przestrzenią VR – queerową i anarchistyczną utopią, gdzie jest po prostu pięknie i bezpiecznie, gdzie każda osoba wykluczona może odsapnąć. Widzę to jako program relaksacyjny dla aktywistów_ek. Wiem, że VR jest bardzo ekskluzywny i nie wszyscy mają do niego dostęp, dlatego teraz pracuję nad tym, by wypuścić go jako film 360 stopni na YouTube. W taki sposób każdy będzie mógł się zrelaksować po kolejnej niemiłej, fobicznej sytuacji. 

 

JW: Czy przesuwanie granic definicji dragu sprawia, że społeczność LGBT+ może lepiej zrozumieć i zaakceptować niebinarność?

KK: Ma to dużą wartość dla osób niebinarnych, ponieważ pozwala nam się wyrazić w różny sposób i niekoniecznie osadzać się po jednej ze stron binarnego spektrum. Drag i jego widoczność bardzo ośmiela młode queerowe osoby, które dzięki niemu mogą szybciej zrozumieć, kim są i jaką mają tożsamość.

 

Wywiad publikujemy zachowując oryginalny język osób rozmawiających

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
0
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
2