fot. Marta Baszewska (fotoedycja)

Poetycki Bildungsroman

Rzadko w poezji zdarzają się historie z okresu dojrzewania, które czytelnikom pokazują drogę wykuwania się tożsamości poetyckiego podmiotu/podmiotki. W „Agrestach” Łukasz Kaźmierczak wpuszcza odbiorcę do rzeczywistości, która jeszcze nabiera kształtu.

Z CZYM SIĘ JE „AGRESTY”?

„Agresty” to druga książka Łukasza Kaźmierczaka / Łucji Kuttig (lub po prostu Ł.K., jak widać na okładce) – pokłosie Konkursu Poetyckiego im. Klemensa Janickiego, organizowanego przy Festiwalu Poznań Poetów i we współpracy z Wojewódzką Biblioteką Publiczną i Centrum Animacji Kultury.

Publikacja zbiera wiersze z różnych porządków, co chyba w tym wypadku potęguje wrażenie chaosu. Mamy więc wcale nie tak mało próz poetyckich, które dzielą się na rozdziały (czy też: cykle), wiersze z zacięciem awangardowym (z twistem surrealistycznym), bawiące się brzmieniem słów, jak i teksty odnoszące się do terminów biologicznych, fizycznych czy chemicznych.

Sporo tu (chyba) autobiografii rozpiętej między – nie zawsze zręcznymi – patetycznymi wyznaniami a szczerym poruszeniem wywołanym przez wiersze rzucone prosto w twarz.

 

kręgi komplementarne

mój widok rozszerzył mu miniatury w źrenicach
potem rozwężał moje usta oraz wwężał język

na takie jak ja mówi się dziwka w jego kręgach
u mnie również lecz już jako komplement

 

Wybijają się w zbiorze teksty polemiczne: z doktryną Kościoła katolickiego, z konstruktem płciowości, z aparatem władzy. Ł.K. – współodczuwające z osobami dyskryminowanymi i ofiarami przestępstw na tle seksualnym – demaskuje systemową niewrażliwość i bierność wobec przemocy.

Obrazy w wierszu „wylewizm” (niewiarygodne, że powtarzające się w naszej codzienności pozapoetyckiej z przerażającą aż nagminnością) pozostawiają w poruszeniu. Niby wszystko to wiemy, o wielu podobnych przypadkach słyszeliśmy, ale formy świadectw wywołują przejmujące wrażenie:

 

wylewizm

Jusia relacjonuje film o drogówce i na podstawie niego instruuje, jak należy
kręcić komediowe sceny. Adwent zapełnia wieżę ciśnień czerwonymi
świecami, na posterunku zaś ląduje kobieta. Przecież mogła dostać
mocniej, gdyby się zaczęła odzywać, rechocze Justyna. W końcu ma za
dużo lat, nie dba o symetrię twarzy, kochający rodzice przyzwyczaili ją co
najwyżej do molestowania, a policjant nie będzie robił za psychoanalityka
ani za człowieka. Poza tym nie stać jej na depilację woskiem. Jusia
podłapuje za to sposób z kostkami lodu, choć nie widać u niej siniaków ani
wylewów wokół oczu. Mimo tego dziękuję jej za wylewność. Polecam – na
mniej zmarszczek – rzadziej zrywać boki, a zwłaszcza porzucić pomysły
o studiowaniu psychologii ze specjalizacją pomocy społecznej.

Łukasz Kaźmierczak, Agresty

Łukasz Kaźmierczak / Łucja Kuttig, „Agresty”, WBPiCAK, Poznań 2019

USKOKI I WYBOJE

Dykcja poetycka Ł.K. wymaga jednak uspokojenia. Rytm wierszy się rozpędza, ciążąc w stronę performatywnych wykonań i czegoś na kształt slamerskiego „sznytu” (slam – improwizowany turniej poetycki), po drodze tracąc uważność i subtelność.

Niektóre teksty stają się kliszowe, a nawiązania kulturowe – trochę niezgrabne i protekcjonalne. Bo jeżeli Polska, to w parze z dorastaniem w kraju „z roztworami alkoholu etylowego, //niekiedy podbarwionymi karmelem bądź nieprzefiltrowanymi z metanolu”. A jeżeli wzorce literackie, które ironicznie (i w feministycznym tonie) komentować mają sytuację kobiet, to z konfrontacją z Virginią Woolf prosto w twarz:

 

Matka i córka korzystają z każdej okazji na
otwartą furtkę, ponieważ pomimo własnego podwórka nie o taki pokój
chodziło bodaj Virginii Woolf.

(fragment tekstu „cięgi za”)

CO BĘDZIE DALEJ?

Nie jest tak, że to jest tom nieudany. Bardzo dużo tutaj tropów i zaczątków dla nowych potencjalnych książek. Ł.K. bardzo chciałaby/chciałby/chciałoby nad materią tomu panować, dlatego w „Agrestach” obsesyjnie powraca biologiczny motyw złogów czy postaci przewodniczki Martyny (związanej grą słów z martyrologią), które miałyby całość książki organizować.

Nawiązania biograficzne, o czym tak naprawdę można tylko domniemywać, są przecież interesujące. To jedna z niewielu okazji, gdy dzięki poetyckiej dykcji czytelnik może wsłuchać się w doświadczenia osób nieheteronormatywnych, „skrojone” na miarę Bildungsroman.

 

jak się odkładają złogi i po co? – biografizm

Dziś Martyna pozwala mi dostąpić zaszczytu i zabiera mnie na
zajęcia praktyczne z prawdziwego zdarzenia, a raczej życia. Patrz,
taka poznanianka nie wiadomo co sobie myśli, przecież jej zdjęcia
eksponują co najwyżej złogi dobrych znajomości, a jaka to promocja –
urywa Martyna, po czym parafrazuje. Masz zaledwie, dajmy na to, i te
dwadzieścia parę, rysujesz koty, piszesz (słabo), perforujesz performansy,
roznosząc ulotki Akademii Zdrowia; i tańczysz voguing, a właściwie
v-ogule-nie. Wiercąc się w sobie, dochodzisz do uniwersalnych prawd.
Przyznaję Martynie rację, kolonoskopia wystarcza raz na. Cicho. Już
przecież też nosiło cię z indywidualnością, w gimnazjum i liceum
nie przysługiwało ci nauczanie indywidualne, bo każdy miał gdzieś
twoje ambicje, do matury eksternistycznej zaś zabrakło ci finału na
olimpiadzie przedmiotowej. Oryginalny wygląd zawdzięczasz zestawowi
chorób autoimmunologicznych, które do dziś widać gdzieniegdzie
w zabliźnionych sznytach po nożyku do tapet. Podśmiewuje się moja
dzisiejsza nauczycielka. Pyta, czy już wiem, jakie złogi dobrych pieniędzy
i wpływów należy odkładać.

 

Łukasz Kaźmierczak / Łucja Kuttig, „Agresty”, WBPiCAK, Poznań 2019

„Agresty” to książka laureatka Konkursu Poetyckiego im. Klemensa Janickiego w ramach Festiwalu Poznań Poetów 2019.