fot. walki o Zamek Cesarski i Święty Marcin, luty 1945

Polacy po obu stronach

W styczniu 1945 roku stolica Wielkopolski dostała się pod ogień dział.  O Poznań walczyli nie tylko Niemcy, Rosjanie i Polacy. Ginęli tu również Węgrzy, Rumuni czy Łotysze. Polacy i Rosjanie znaleźli się zresztą po obu stronach bitwy.

Wielka ofensywa Armii Czerwonej już 22 stycznia, w dziesiątym dniu natarcia, dotarła do Poznania. Próba zajęcia miasta z marszu, od wschodu, nie powiodła się – 21. Brygada Pancerna Gwardii napotkała bowiem silny opór Niemców w rejonie linii kolejowej Franowo–Antoninek. Tego samego dnia sąsiednia 20. Brygada Pancerna Gwardii zajęła jednak zakłady Focke-Wulfa na Krzesinach i dzięki polskim przewodnikom dotarła pod Czapurami na brzeg Warty.

W następnych dniach czerwonoarmiści przeprawili się przez skutą lodem rzekę pod Czapurami, a także na północ od Poznania, w rejonie Miękowa. 25 stycznia zamknęli pierścień okrążenia wokół miasta. Przez następny miesiąc trwała zażarta walka o Poznań.

SIŁY PRAWIE WYRÓWNANE

Liczebność armii walczących o Poznań ciągle budzi spory wśród historyków. To pewne, że podawana w czasach PRL-u liczba 61 tysięcy Niemców broniących się w Poznaniu była trzy–czterokrotnie zawyżona ze względów propagandowych.

 

Dziś przyjmuje się, że Niemców i ich sojuszników mogło być 15–20 tysięcy.

Sojuszników, bo po stronie niemieckiej znaleźli się także m.in. Węgrzy, Rumuni, Łotysze, Luksemburczycy, Ukraińcy, Rosjanie, a być może też Estończycy i Litwini.

Sowieccy czołgiści na Wildzie. Źródło: M. Karalus, M. Krzyżaniak, „Poznań 1945”, Wydawnictwo Vesper, Poznań 2010

Wyrwać miasto z ich rąk usiłowali Rosjanie, ale również Ukraińcy czy Białorusini. Było ich około 20 tysięcy, w ostatniej fazie walk zostali wsparci przez blisko 2 tysiące – zmobilizowanych częściowo pod przymusem przez milicję – polskich cywilów (tzw. cytadelowców). Stosunek sił był więc podobny, tyle że Armia Czerwona posiadała ogromną przewagę w artylerii, lotnictwie i czołgach. Ta przewaga okazała się decydująca.

Jak szacują Maciej Karalus i Michał Krzyżaniak, autorzy książki „Poznań 1945” – w walkach o miasto zginęło około 5 tys. Niemców, blisko 6 tys. Rosjan i 100 Polaków. Do liczby ofiar należy też jednak dopisać mieszkańców Poznania – z powodu ostrzału i bombardowania miasta życie straciło niemal 600 cywilów.

CHLEB Z MARMOLADĄ DLA WĘGRÓW

Maciej Karalus, Michał Krzyżaniak, autorzy książki „Poznań 1945”, Wydawnictwo Vesper, Poznań 2010.

Najliczniejszym sojusznikiem Niemców byli Madziarzy. W obronę Poznania przed Armią Czerwoną zaangażowanych było 500–1100 żołnierzy z dwóch węgierskich batalionów. Pierwszy z nich – złożony z podoficerów z Veszprem – przyjechał do Poznania 20 stycznia 1945 roku, w dniu, w którym generał Ernst Mattern, komendant Festung Posen (Twierdzy Poznań) ogłosił alarm bojowy. Węgrzy bronili odcinka pomiędzy jeziorem Rusałka i Winiarami. Dysponowali karabinami z I wojny światowej, posiadali ledwie po kilka naboi.

Linia obronna Węgrów przebiegała przez klasztor pasterek. Pod koniec stycznia wywiązały się tam zacięte walki. Rosjanie rzucili do ataku czołgi T-34. Klasztor przechodził kilka razy z rąk do rąk. O tych dramatycznych chwilach przypomina tablica pamiątkowa wisząca na murze klasztoru.

Drugi węgierski batalion – żołnierze z 20 Brygady Dział Szturmowych z Eger, którzy wcześniej stacjonowali w Biedrusku – prawdopodobnie również został włączony do załogi Festung Posen. Niemcy nie mieli jednak zaufania do Madziarów, dlatego rozrzucili ich pomiędzy swoje oddziały. Część z Węgrów broniła się potem w cytadeli. Zdaniem niemieckich świadków wielu z nich zostało rozstrzelanych przez Rosjan.

Poznaniacy odnosili się do Węgrów z sympatią.

 

„[…] Oni [poznaniacy – red.] też głodowali, ale mogli ofiarować nam trochę żywności, jak kawałek chleba z marmoladą czy kilka kartofli. […] Wielu z nas jest wiecznymi dłużnikami naszych polskich braci, ponieważ oni uratowali nam życie, a nawet mogliśmy się w Polsce urodzić na nowo. […] Między Polakami walczącymi o wolność a nami było tak umówione, że my musieliśmy nosić spuszczony kaptur zimowego kombinezonu, ponieważ do żołnierzy, którzy nosili węgierską polową czapkę, nie strzelano. W rewanżu dawaliśmy [Polakom –red.] broń i amunicję, przez co ryzykowaliśmy życiem” – wspominał Antal Szabadkai, węgierski kombatant walk o Poznań.

ŁOTYSZE, RUMUNI I „HIWISI”

Ruiny Cytadeli po kapitulacji Niemców. Źródło: Wikipedia

Po stronie Niemców walczyli też Łotysze. Patrole łotewskiej dywizji Waffen SS wraz z oddziałami Wehrmachtu pojawiły się 20 stycznia w odlewni ołowiu AFA-Werke (fabryce akumulatorów) na terenie dzisiejszych zakładów Cegielskiego. Nadzorowały demontaż „zimnych” urządzeń odlewni i ładowanie ich na kolejowe platformy. Niemcy nie zdołali ich jednak wywieźć – ostatecznie wpadły w ręce Rosjan.

Łotyszy w Poznaniu było około stu, zgrupowani byli w 3. kompanii, tworzącej tzw. grupę Lenzer, rzucaną na najbardziej zagrożone odcinki. Jeden z plutonów walczył w Żabikowie i został tam doszczętnie rozbity. Losy pozostałych plutonów łotewskich nie są znane.

W Poznaniu walczyli też rumuńscy sojusznicy III Rzeszy. Wiadomo o baterii dział, obsadzonej przez Rumunów w okolicy ówczesnej drogi Czekalskie (dziś ulica Łomżyńska). Jednostka rumuńska – cztery działa i około 30–35 żołnierzy – broniła tego odcinka do 30 stycznia, kiedy to baterię zniszczył atak sowieckich katiuszy. Skąd pochodzili Rumuni i jak znaleźli się w Poznaniu – nie wiadomo.

Po stronie niemieckiej walczył też przynajmniej jeden Francuz ze Strassburga i Holender. Niemców wspomagali też Luksemburczycy. Oraz tak zwani hiwisi (od niemieckiego określenia „Hilfswillige” – chętny do pomocy), czyli Rosjanie i Ukraińcy, którzy w trakcie wojny przeszli na stronę niemiecką. Rekrutowani byli spośród jeńców, którzy pomagali Niemcom w zamian za wyżywienie. Gdy po kapitulacji Cytadeli (23 lutego 1945 roku) Rosjanie znaleźli wśród jeńców hiwisów – z miejsca ich rozstrzelali.

POLACY PO OBU STRONACH

W decydującym szturmie na Cytadelę 22–23 lutego wzięło udział około 2 tysięcy poznaniaków, zwerbowanych przez milicję i Armię Czerwoną, nierzadko pod przymusem.

Ratusz w Poznaniu, 1945 r. Źródło: M. Karalus, M. Krzyżaniak, „Poznań 1945”, Wydawnictwo Vesper, Poznań 2010

Warto przypomnieć, że w walkach o miasto wzięli też udział nieliczni przedstawiciele Armii Krajowej pod zmienionymi nazwami – na przykład jako Ochotnicza Kompania Szturmowa.

To fakty powszechnie znane. W trakcie walk Polacy znaleźli się jednak także po stronie niemieckiej. Jednak nie z własnej woli i bez broni w ręku. Ze wspomnień poznaniaków wynika, że w latach 1943–1944 Niemcy stworzyli w Poznaniu jednostkę skoszarowaną pod nazwą Hilfskraft Pole (Siła Pomocnicza Polacy). Wcielono do niej przymusowo Polaków oddelegowanych z zakładów pracy z terenu Poznania. Jednostka ta stacjonowała w budynkach na terenie Ostrowa Tumskiego. Podczas walk w 1945 roku członkowie tej formacji zostali przeniesieni przez Niemców na Cytadelę.

Nie można wykluczyć, że wśród Niemców broniących się na Cytadeli byli też Polacy ze Śląska, wcieleni do Wehrmachtu. Wiadomo, że wielu z nich służyło, tuż przed wybuchem walk o miasto, w koszarach Wehrmachtu nieopodal budynku Gimnazjum im. Bergera.

* PIOTR BOJARSKI – pisarz i publicysta, autor m.in. powieści „Cwaniaki”, „Biegacz” i „Juni” oraz książek non-fiction „1956 Przebudzeni”, „Poznaniacy przeciwko swastyce”.

CZYTAJ TAKŻE: „Szary” znaczy bohater

CZYTAJ TAKŻE: Katedra na celowniku

CZYTAJ TAKŻE: Zwycięskie, choć uratowane