fot. zdjęcia archiwalne

„Szary” znaczy bohater

To on stworzył Szare Szeregi, to on nadał im nazwę i nakreślił zadania. Choć Florian Marciniak zginął z rąk niemieckich okupantów, ciągle pozostaje w cieniu innych bohaterów polskiej zbiorowej wyobraźni.

75 lat temu, w nocy z 18 na 19 lutego 1944 roku naczelnik Szarych Szeregów, Florian Marciniak, wraz z 23 innymi harcerzami został wrzucony przez Niemców do pociągu i wywieziony z obozu w Żabikowie w nieznanym kierunku.

Dziś wiadomo, że skład pojechał do obozu koncentracyjnego Gross-Rosen (w dzisiejszej Rogoźnicy na Dolnym Śląsku). 20 lutego 1944 roku o świcie Niemcy wyprowadzili zziębniętych więźniów z wagonu i poprowadzili ich wprost do łaźni.

 

Tam kazali im zdjąć marynarki. Do każdego z nich podszedł „Anioł śmierci” – esesman ze strzykawką w dłoni. Każdemu z harcerzy zaaplikował truciznę…

Taką wersję ostatnich chwil Marciniaka i jego kolegów znamy dzięki przekazowi Mieczysława Mołdawy, jednego z więźniów Gross-Rosen. Nie jest ona jednak stuprocentowo wiarygodna. Wiadomo przecież, że na Gross-Rosen ślad po harcerzach się urywa. Nie wiadomo jednak, gdzie zostali pochowani.

W styczniu 1945 roku Niemcy aresztowali w Krakowie żonę Marciniaka – Zofię. Zmarła na tyfus w obozie Bergen-Belsen. 

WOŁALI NA NIEGO „FLO”

Jego przygoda z harcerstwem rozpoczęła się w 1926 roku w Państwowym Gimnazjum św. Jana Kantego, w którym działała 21. Poznańska Drużyna Harcerzy im. Tadeusza Rejtana. 11-letni Florian Marciniak trafił do tej szkoły, gdy ze swej wsi Gorzyce pod Czempiniem przyjechał uczyć się do Poznania. Harcerstwo stało się pasją jego życia: został zastępowym, potem przybocznym, wreszcie drużynowym.

W 1934 roku zdał maturę, cztery lata później był już harcmistrzem, jednym z najmłodszych w Związku Harcerstwa Polskiego. Po skończeniu prawa na Uniwersytecie Poznańskim pracował w banku, a wolny czas poświęcał harcerzom: jeździł na zloty, obozy, kursy harcerskie. Koledzy ze studiów wołali na niego „Flo”.

W sierpniu 1939 roku ze względów zdrowotnych nie dostał wezwania do wojska, więc z harcmistrzem Franciszkiem Firlikiem utworzyli Pogotowie Wojenne Harcerzy. Kiedy 1 września 1939 roku na Poznań spadły pierwsze bomby, harcerze pomagali rannym, a w następnych dniach pełnili funkcje wartowników i łączników.

6 września, nie czekając na wkroczenie Niemców, Marciniak wraz ze swoimi harcerzami opuścił miasto i dwa dni później dotarł do Warszawy.

Florian Marciniak. Źródło: Wikipedia

 

Tam dwukrotnie spotkał się z generałem Michałem Karaszewiczem-Tokarzewskim, który 27 września stanął na czele powstającej konspiracyjnej Służby Zwycięstwu Polski. Przewidując okupację Polski przez Niemców, już wtedy rozmawiał z generałem o tajnej organizacji harcerskiej.

27 września 1939 roku podczas zebrania Naczelnej Rady Harcerskiej na Polnej w Warszawie objął funkcję naczelnika Konspiracyjnego Harcerstwa Męskiego. To Florian Marciniak nadał organizacji kryptonim „Szare Szeregi” – wymyślił go jeszcze w Poznaniu. Jego bliskim współpracownikiem został wybitny instruktor harcerski, Aleksander Kamiński, późniejszy autor „Kamieni na szaniec”.

„NIE COFNĄĆ SIĘ PRZED OFIARĄ ŻYCIA”

 

Tablica poświęcona pamięci Floriana Marciniaka, Poznań, ul. Strzelecka. Źródło: Polska niezwykła

Program działania Szarych Szeregów Marciniak zawarł w zdaniu: „wychowanie przez walkę”. Do tekstu przyrzeczenia harcerskiego dodał formułę: „Ślubuję na Twoje ręce pełnić służbę w Szarych Szeregach, tajemnic organizacyjnych dochować, do rozkazów służbowych się stosować, nie cofnąć się przed ofiarą życia”.

Konspiracyjne harcerstwo obejmowało z początku dorosłych harcerzy: obserwowali oni ruchy wojsk niemieckich w ramach akcji „Wiss”, później utworzyli Grupy Szturmowe uczestniczące w akcjach dywersyjnych Związku Walki Zbrojnej, a następnie Armii Krajowej. Florian Marciniak – choć obawiał się demoralizacji harcerzy wykonujących zadania żołnierskie – z czasem włączył do pracy w konspiracji również 12 i 14-letnich zawiszaków. Nieco starsi 16-latkowie zajmowali się małym sabotażem.

W konspiracji Florian Marciniak używał pseudonimów „J. Nowak”, „J. Krzemień” i „Szary”. 25 marca 1943 roku to właśnie on zdecydował o odbiciu z rąk gestapo harcmistrza Jana Bytnara (ps. „Rudy”). Był w pobliżu, gdy dowodzona przez jego szwagra Stanisława Broniewskiego (ps. „Orsza”) grupa szturmowa uwolniła Bytnara i innych więźniów pod warszawskim Arsenałem. Odwiedzał potem skatowanego „Rudego” w konspiracyjnym mieszkaniu („Rudy” zmarł cztery dni po oswobodzeniu). 

WSYPA

Harcmistrz Marciniak (trzeci od prawej) wraz z harcerzami i instruktorami ZHP podczas pielgrzymki do Lourdes w 1938 r. Zdjęcie pochodzi z książki Stanisława Broniewskiego „Całym życiem. Szare Szeregi w relacji naczelnika”, PWN, Warszawa 1984.

Miesiąc później, 23 kwietnia 1943 roku na Starym Rynku w Poznaniu gestapo aresztowało Zygfryda Lindę (ps. „Firley”), który spotkał się z komendantem Chorągwi Wielkopolskiej harcmistrzem Janem Skrzypczakiem (ps. „Ilski”). W lipcu po ciężkim śledztwie Linda zmarł w Forcie VII, poznańskim więzieniu gestapo. Efektem „wsypy” było intensywne śledztwo gestapo, które objęło obserwacją rodzinę „Firleya”. W ten sposób, śledząc brata Lindy, Alfonsa, gestapowcy dotarli do Warszawy.

6 maja 1943 roku Alfons Linda spotkał się w Warszawie z harcmistrzem Andrzejem Kosickim. Razem poszli do jadłodajni „U Pań Domu” na spotkanie z Marciniakiem. Do lokalu wpadli gestapowcy. Krzycząc: „Hände hoch!”, wycelowali pistolety w głowy obu harcerzy, a następnie wyprowadzili ich do samochodów. Kilka minut później naczelnik Szarych Szeregów wszedł do jadłodajni – i również wpadł.

Niemal natychmiast podjęto próby odbicia Floriana Marciniaka. Niestety przewożący go z więzienia na Pawiaku na przesłuchania w alei Szucha gestapowcy zmieniali trasy przejazdu i konspiratorom nie udało się zgrać momentu ataku. Wkrótce zielony dodge gestapo zniknął z Warszawy – jak się okazało, gestapowcy wywieźli Marciniaka do Poznania.

BLEF I SKOK POD SOCHACZEWEM

Podczas przesłuchań w siedzibie poznańskiego gestapo w przedwojennym Domu Żołnierza Marciniak zablefował, że raz w tygodniu między godziną 12 a 13 odbierał na placu Zbawiciela w Warszawie wiadomości od łączników. Liczył na możliwość ucieczki lub odbicia. Niemcy chwycili haczyk – w lipcu 1943 roku zawieźli Marciniaka do Warszawy i pod okiem tajniaków kazali mu krążyć po placu Zbawiciela. Pomoc jednak nie nadeszła.

W drodze powrotnej, pod Sochaczewem, naczelnik Szarych Szeregów spróbował ucieczki. Mimo obecności tajniaków udało mu się wyskoczyć z pędzącego auta. Zapłacił za to wstrząsem mózgu, przez trzy dni leżał nieprzytomny w osławionej celi nr 66 w poznańskim Forcie VII. Miał zmasakrowane dłonie i pośladki.

Potem – przez sześć tygodni – był przesłuchiwany i torturowany. Mimo to nie ujawnił, kim jest. I nie zdradził żadnego ze współpracowników.

NADZIEJA I FIASKO

Stanisław Broniewski, „Florian Marciniak. Naczelnik Szarych Szeregów”, PWN, Warszawa 1988.

Stanisław Broniewski „Orsza” planował kolejną próbę odbicia „Szarego”. Operacja pod kryptonimem „Biała róża” miała zostać przeprowadzona na terenie włączonego do Rzeszy Poznania. Jedenastu mówiących po niemiecku konspiratorów miało pojechać tam ciężarówką jako umundurowana ekipa niemieckiej organizacji budowlanej Todt – z bronią ukrytą w skrytkach w ciężarówce.

Rozpoznanie przeprowadzili harcerze z „Ula Przemysław”, czyli Chorągwi Wielkopolskiej, a akcja miała się rozegrać na trasie codziennego przejazdu więźniarki z Marciniakiem kursującej między Fortem VII a więzieniem policyjnym w Żabikowie lub między Fortem VII a siedzibą gestapo w Domu Żołnierza. Plan B – rezerwowy – przewidywał wjazd na teren Fortu VII pod pretekstem wykonania robót ziemnych lub wtargnięcie do niego siłą. Brama miała zostać wysadzona za pomocą plastiku.

W przygotowaniu kryjówek miał pomóc mieszkający w Luboniu brat Floriana Marciniaka, Stanisław. Ostatecznie wybrano inny wariant: harcerze mieli uciekać w kierunku Warszawy, a odbity więzień miał zostać ukryty w Pomorzanach pod Kłodawą.

Mimo zaawansowanych przygotowań nigdy nie doszło do uruchomienia brawurowej operacji. „Biała róża” została odwołana, gdy do Warszawy dotarła informacja, że Marciniaka w Poznaniu już nie ma.

PIOTR BOJARSKI – pisarz, autor m.in. powieści „Cwaniaki”, „Biegacz”, „Ściema” i „Juni” oraz książek reporterskich: „1956 Przebudzeni” czy „Poznaniacy przeciwko swastyce”.

CZYTAJ TAKŻE: Katedra na celowniku

CZYTAJ TAKŻE: Zwycięskie, choć uratowane

CZYTAJ TAKŻE: Hasła, o których nam się nie śniło. Rozmowa z redaktorami „Encyklopedii Powstania Wielkopolskiego”