fot. materiały prasowe, serial „Physical”

Przeklęty fitness. O serialu „Physical”

Każdego poranka Sheila Rubin (Rose Byrne), główna bohaterka serialu „Physical”, oddaje się rytuałowi – przygotowuje śniadanie dla swojej rodziny, całuje mężna na pożegnanie, gdy ten wychodzi do pracy, odwozi córkę do przedszkola, następnie jedzie do fastfoodowej knajpy po trzy burgery, trzy porcje frytek i szejka na wynos; zęby zatapia w tłustym jedzeniu, nago siedząc na łóżku pokoju obskurnego hotelu.

Po posiłku wymiotuje, odświeża się, na powrót wkłada strój szczęśliwej gospodyni domowej i obiecuje sobie, że to był ostatni raz. Zatrzaskuje drzwi hotelowego pokoju i, jak gdyby nigdy nic, wraca do domu.

Walka o idealność

Na zewnątrz Sheila promienieje, wchodząc w buty amerykańskiej perfekcyjnej gospodyni domowej początku lat 80. Jednak wewnątrz niemal nieustannie monologizuje, a ponure i pełne samonienawiści przytyki zalewają ją niczym fale Pacyfiku plaże San Diego, gdzie dzieje się akcja serialu.

 

fot. materiały prasowe, serial „Physical”

Po każdych wymiotach stwierdza w myślach: „Od jutra będziesz jeść zdrowo i znajdziesz nowe zajęcia taneczne”.

Przeważają komentarze o tym, że jest obrzydliwa i gruba. Jeżeli w głowie obraża inne osoby, zazwyczaj rozchodzi się o ich wagę. Bo Sheila bardzo stara się wpasować w model idealności – idealny dom, idealny mąż i idealne ciało. Jednak życie Sheili nie spełnia standardów, które sama sobie narzuciła. Starzejące się ciało nie pasuje do panujących kanonów. Mimo że szczupłe, mogłoby być jeszcze chudsze. W latach 80. nie mówi się publicznie o bulimii (musi minąć jeszcze ponad dziesięć lat, nim ta choroba zyska twarz księżnej Diany). Natomiast nienawiść do samego/samej siebie jest czymś wstydliwym, przeżywanym w samotności.

 

Wewnętrznych monologów na pewno nie prowadzi mąż Sheili, Danny (Rory Scovel), nawet wtedy, gdy traci pracę na uczelni.

Nagłe bezrobocie motywuje go do wystartowania w lokalnych wyborach. Poniekąd pomysł ten jest powrotem do korzeni – Sheila i Danny poznali się w latach 60. na uniwersytecie, gdzie mężczyzna flirtował z radykalną polityką. Teraz flirtuje ze studentkami, które pomagają w zbieraniu popierających go podpisów. Na start w kampanii Danny planuje wydać  rodzinne oszczędności.

 

fot. materiały prasowe, serial „Physical”

Jednak, czego nie wie, bulimiczne seanse żony w zaciszu hotelowych pokojów mocno nadszarpnęły wspólną kiesę. Próbując podreperować domowy budżet i zatuszować chorobę, Sheila trafia na aerobik w centrum handlowym.

Surfując na fali amerykańskiego snu, wpada na pomysł przeniesienia zajęć z dusznej piwnicy na medialną scenę. W tym celu kobieta będzie kradła, oszukiwała i kopała pod innymi dołki, byleby tylko dopiąć swego. W fitnessie widzi możliwość posiadania kontroli nad własnym życiem, choć tak naprawdę z jednego uzależnienia przechodzi w kolejne.

Antybohaterka         

Sheila jest przykładem antybohaterki, figury, którą telewizja od pewnego czasu mocno hołubi (choć wcześniej byli to głównie mężczyźni). Wewnętrzne monologi wyrzucane są z wściekłością, dialogują z fizyczną odrazą malującą się na twarzy bohaterki. W pewien sposób sympatyzujemy z Sheilą, bo wiemy, że jest ofiarą popkultury. Mimo że akcja serialu osadzona jest czterdzieści lat temu, temat narzucania standardów wyglądu jest ciągle aktualny. Wtedy były to prasa, telewizja i kino, dziś doszedł internet z Instagramem na czele.

 

fot. materiały prasowe, serial „Physical”

Tyle tylko, że obecnie zaczynamy otwarcie mówić o ciałolubności. Sheila nie miała do kogo się zwrócić. 

„Physical” jest przede wszystkim pokazem umiejętności aktorskich Rose Byrne. Aktorka w każdej scenie przejmuje ekran, a jej postać jest też najlepiej napisana i dopracowana. To plus i minus serialu. Z jednej strony mamy do czynienia z kompulsywnymi zaburzeniami odżywiania osoby, której świat kręci się wokół niej samej, a w jej myślach dominuje namysł nad tym, jak wygląda oraz spekulacje, co inni o niej sądzą. Egocentryzm jest tutaj w pełni uprawomocniony scenariuszem, jednak w 30-minutowych odcinkach po prostu zajmuje za dużo miejsca.

Minusy

Rozpychanie się Sheili minimalizuje znaczenie pozostałych postaci, jednak, niestety, kobiecych. Główna bohaterka trafia na zajęcia aerobiku prowadzone przez pochodzącą z Izraela Bunny (Della Saba), która wraz ze swoim chłopakiem surferem Tylerem (Lou Taylor Pucci) mieszka na tyłach studia w centrum handlowym. Bohaterka, tak jak i Sheila, stara się podążać za własnym amerykańskim snem, nawet rozjaśnia włosy do platynowego blondu.

 

Dla emigrantki szukanie szczęścia w USA wygląda zupełnie inaczej niż dla urodzonej i wychowanej w tym kraju, uprzywilejowanej kobiety po porządnych studiach.

fot. materiały prasowe, serial „Physical”

Niestety serial traktuje postać Bunny powierzchownie, przedstawiając ją jako nieufną (słusznie) w stosunku do Sheili, zażywającą kokainę naiwniaczkę, która nie potrafi wykorzystać medialnego potencjału fitnessu. Podobnie Greta (Dierdre Friel), jedna z mam z przedszkola córki głównej bohaterki, zajadająca samotność pączkami, w dużej mierze zostaje sprowadzona do bycia comic reliefem. W zamian za brak pogłębienia ich historii oglądamy polityczne zmagania Danny’ego, które są po prostu nudne. Mało tego, bardzo często stanowią kontrapunkt do poczynań Sheili, czasami nawet są ich siłą napędową. Czy naprawdę następny serial o kobiecie musi mieć dominującą męską postać (z marną historią)?

 

Mimo wszystko „Physical” warto zobaczyć dla Rose Byrne, która po roli Glorii Steinem w „Mrs. America” po raz kolejny bierze szturmem mały ekran.

Serial jest również ciekawy z punktu widzenia scenariusza – nieczęsto dostajemy tak soczyste i misternie napisane monologi, świetnie połączone z postacią, które je „wypowiada”.

 

„Physical”, twórczyni: Annie Weisman , Apple TV+, 2021