fot. materiały organizatorów

Przemyślmy nasze podróże przez życie, cz. II

Architektura przetrwania to odpowiedź na kryzys cywilizacji Zachodu, przejawiający się rosnącym ryzykiem utraty dachu nad głową. Dwie wystawy „Matryca” i „Niebezpieczeństwo zbliżania się do granic”, wychodząc od wspólnotowości i jednostkowości doświadczeń, pokazują alternatywy.

TRANSPARENTNE ARCHITEKTONICZNE STRUKTURY

Tatiana Wolska i Michał Smandek zaprezentowali dwa zupełnie inne podejścia do architektury przetrwania. Na wystawie Wolskiej „Matryca” (16.10–18.11), której kuratorem był Jacek Zwierzyński, pojawia się kontranarracja dla amerykańskiego heroizmu w maczystowskim sosie. Autorka skupiła się na wspólnotowym doświadczeniu, a nie indywidualnym przedsięwzięciu architektonicznym, doświadczenie to określając jako kobiece gender.

 

Uczestnicy wystawy zapraszani byli do wejścia w tunel stanowiący początek ażurowego, architektonicznego szkieletu, następnie labiryntowo rozgałęziający się i rozwarstwiający w jamy.

Tworzyły one prowizoryczne schronienia, wpuszczające do wnętrza światło. W jednej z nich sklecony został stół oraz siedziska, w drugiej schodki prowadzą na piętro, skąd rozciąga się widok na całość instalacji. Z tej perspektywy falująca forma „Matrycy” przypomina asymetryczną macicę (to jedno z łacińskich znaczeń tego terminu), rozpychającą przestrzeń sterylnego sześcianu white cubowej sali galerii.

TYLKO DLA FEMINISTÓW

Do matrycy wstęp mają tylko feminiści, o czym informuje tabliczka wisząca nad wejściem. Wbrew mainstreamowej mizoginii w Polsce, okazuje się jednak, że ze świadomością feministyczną nie jest u nas najgorzej. Coraz częściej obchodzi się ona bez protekcjonalnych mędrców, ale za to z udziałem mądrych ojców. Jeden z nich zapytany przez kilkuletniego syna o sens tych słów umieszczonych na tabliczce, wyjaśnił, że do wejścia do miejsca, z którego wszyscy pochodzimy, upoważnia szacunek dla drugiego człowieka. 

Trudno o lepsze zrozumienie prowokacyjnej intencji artystki, która na przełomie wieków wyemigrowała do Francji, a dziś mieszka w Brukseli. Wprowadzając wątki feministyczne do jej architektoniczno-rzeźbiarskiej pracy, Agata Araszkiewicz, autorka tekstu towarzyszącego wystawie, zauważyła m.in., że „wyparcie [sfery – przyp. E. J.] relacyjnej, a także cielesności własnej kondycji stało się najważniejszym aksjomatem patriarchalnej cywilizacji”. W związku z tym alternatywę miałoby dla niej stanowić zerwanie z mitem „ograniczonej organiczności, która formatuje materię poprzez kulturę”, a także matryksalna metamorfoza prac Wolskiej.

Wystawa Tatiany Wolskiej, „Matryca”, Galeria Miejska Arsenał

Te słowa znajdują odzwierciedlenie w sposobie wytworzenia trash artowej „Matrycy”, będącej efektem dwutygodniowej zbiorowej pracy, w której artystce pomagał Elie Bouisson, jej asystent, oraz chętni uczestnicy i uczestniczki. Budulca dostarczyły im materiały z odzysku, głównie drewno, sklejka i kartony – zarówno te znajdujące się na wyposażeniu galerii, jak i przyniesione z zewnątrz.

 

To, co „kobiece” u Wolskiej wiąże się zatem z recyklingową cyrkulacją, nabierającą wydźwięku etycznego, gdyż uzyskany rezultat może budzić skojarzenia z architekturą mieszkalną najniższych warstw społecznych. Jako punkt odniesienia sama artystka wskazuje na asocjacje z paryskimi slumsami.

DOŚWIADCZANIE CYWILIZACJI

Choć z instalacją Wolskiej łączy Smandka transparentna architektoniczna struktura, to jednak katowicki artysta poszedł w zupełnie innym kierunku. Wchodząc do Rodriguez Gallery na wystawę „Niebezpieczeństwo zbliżania się do granic”, mogliśmy zobaczyć napięty maksymalnie szkielet namiotu – obiektu, który wcześniej pojawiał się jako reprezentacja na fotografiach artysty, gdzie kontekst stanowiły skrajne warunki podróżowania. Zdjęcia ukazujące w sposób abstrakcyjny przyrodnicze fenomeny stanowią zresztą dopełnienie wystawy. Budzą skojarzenia ze znaną serią „Equivalents”(1925–1931) Alfreda Stieglitza, który pod postacią sfotografowanych czystych form chmur chciał pokazać ekwiwalenty własnych doświadczeń i uczuć.

 

Fotografie Smandka sprawiają wrażenie obrazów wyidealizowanych lęków, choć, jak podkreśla Aleksander Hudzik, kurator wystawy i autor towarzyszącego jej tekstu, artysta chciał zmierzyć się z ideałami modernizmu – utopią stałości i trwałości.

Wystawa Michała Smandka, „Niebezpieczeństwo zbliżania się do granic”, Rodriguez Galler

Podczas gdy „Matrycę” zrodziła potrzeba gromadzenia się, majsterkowania, a także postawy naprawcze, instalację Smandka cechuje wybitnie introwertyczny charakter. Inaczej odnosi się ona do ekstremów współczesnego doświadczenia – tak jakby nie było ono do udźwignięcia inaczej niż w pojedynkę. Tam otwarcie na światło i nadzieja, że dogorywać cywilizacyjnie można razem, tu przełożenie koncepcji mistycznej „nocy ciemnej” podróżnika w konstrukcję samotniczego namiotu na język modernistycznych form wizualnych. U Smandka prowokują one do snucia refleksji nad osamotnieniem resztek ludzkiego gatunku czy śladami zatrwożonej egzystencji, odartej z puchu konsumpcyjnego nadmiaru. Oscylowanie między tymi dwoma równouprawnionymi modelami wyobrażania architektury przetrwania – kolektywistycznym i eskapistycznym – nadaje zatem ton zainteresowaniu architekturą przetrwania w Poznaniu, pobudzając wyobraźnię do konstruowania form kompromisowych, przełamujących binaryzm naszej kultury.

Wystawa Tatiany Wolskiej, „Matryca” odbyła się w Galerii Miejskiej Arsenał (16.10–18.11), a wystawę Michała Smandka, „Niebezpieczeństwo zbliżania się do granic” można było oglądać w Rodriguez Gallery (12.10–14.11.2018).

CZYTAJ TAKŻE: Przemyślmy nasze podróże przez życie, cz. I
CZYTAJ TAKŻE: Działka na Marsie
CZYTAJ TAKŻE: Ekstazy, orgazmy i toasty