fot. Ryszard Górny (ptakiissaki.blogspot.com), Dzięcioł czarny

Ptasia mapa Poznania

Zaczęły śpiewać kosy – siadają na czubkach drzew, budynków, wystających elementach i to kosy mówią mi, że teraz już bez żartów, wiosna za rogiem. Chce się wcześniej wstawać i nasłuchiwać, wychodzić do parku, wyjechać do lasu. Po nijakiej zimie przypominam sobie ptasią mapę Poznania. Ruszam sprawdzać, co się zmieniło, kto się wyprowadził, a kto zahaczył przelotem o miasto. Warto robić to co roku, obserwować dynamikę życia i zmian.

Zaczęło się od krogulca


Szłam wyrzucić gawronom orzechy, gdy łypnął na mnie spod krzewu forsycji. Trochę mnie zamurowało, pomyślałam, że to gołąb, może ranny, bo tak siedzi i nie może uciec. Krogulec nie tyle nie mógł, co po prostu nie za bardzo chciał uciekać.

 

Krogulec nie ma wzroku gołębia, czai się w nim jakiś błysk. Poluje z zaskoczenia, Collins podaje, że ptak między krzewami jest w stanie „gonić swoje ofiary na piechotę”. Łazarski morderca w pazurach trzymał sikorę, którą przed chwilą „zdjął” z zarośli.

Jednak za długo i za blisko stałam, szarpnął się, poderwał ciężko i wraz ze zdobyczą przysiadł kawałek dalej na gałęzi. Tam spokojnie dokończył śniadanie.

Meldunki


Z najciekawszych donosów był ostatnio ten o dzięciole czarnym na Strzeleckiej. Znajomy wysłał mi film nagrany telefonem. Największy z polskich dzięciołów bujał się na brzozie i pilnie czegoś w niej szukał. Nigdy wcześniej nie widziałam dzięciolego króla w mieście, pora zacząć rozglądać się pilniej. Dlaczego akurat tam, na jednak zabetonowanych Rybakach i Strzeleckiej? Może znad Warty, może trafił tu dzięki ciągowi przyrody od Dębiny, przez działki? Collins mówi, że „czarny” jest ostrożny, ale ciekawski, może ciekawość wiedzie go do miast?

Wilson

 

Po przeprowadzce na Łazarz oswajam park Wilsona. Mały, otoczony ruchliwymi ulicami, na stawach bujają się bagietki i bochenki chleba wrzucone przez kogoś bez wyobraźni. Jeśli komuś do szczęścia nie potrzeba „rarytów” – rzadkich ptaków – może tu pogapić się na sikory i kowaliki. Kowaliki malowniczo buszują na pniach drzew, zaglądają we wszystkie zakamarki, wychodzą jakby spod ziemi, to tu, to tam.

 

 

 

W okolicach amfiteatru gwiazdorzył w słońcu samotny grubodziób – potężny dziób nie pozostawiał złudzeń, ptak rozłupuje nim nawet pestki czereśni, jesienią spotykałam go na Noskowskiego, żerował spokojnie na potężnych cisach.

Park Kasprowicza, fot. Maria Krześlak-Kandziora

Park przy Arenie, fot. Maria Krześlak-Kandziora

Wiosenny grubodziób pięknie się odzywa, w amfiteatrze był zupełnie na miejscu. W lesie trudniej go usłyszeć, tu, w parku, od razu odróżniłam jego „piskanie” od sikorzych awantur i gwizdów kowalika. W niskich krzewach sejmikują wróble.

Łoskot

W parku Kasprowicza przystanęłam przy Arenie, bo z daleka usłyszałam łoskot. Dwa gawrony zrzucały z dachu „spodka” orzechy, licząc, że przy całej tej operacji skorupka pęknie i ptaki dobiorą się do tłustego wnętrza. Malownicza operacja, głośna i widowiskowa jak na Arenę przystało.

 

Na kępie świerków słychać trznadle – śpiewają piosenkę zakończoną charakterystycznym „siuuut”. Collins podaje, że zwrotkę trznadla w tradycji oddawano jako: „Nie będzie suchej kobyle niiiic!”.

Pełno już szpaków, wędrują po trawnikach, zanurzając dzioby w trawę, szukają pożywienia. Jeśli tęsknię w kwietniu za wilgami, wędruję do parku posłuchać szpaków. Zawsze któryś ma w repertuarze zaśpiew wilgi. Szpaki gwarzą, podśpiewują, mienią się w słońcu.

Między platanami

 

Park przed Operą, fot. Maria Krześlak-Kandziora

Park przed Operą, fot. Maria Krześlak-Kandziora

Po drodze do pracy mijam jeszcze park przed Operą. Na rozległym trawniku, wczesną wiosną i jesienią, pasą się stada kwiczołów. Raczej o poranku, jest ich wtedy kilkanaście lub kilkadziesiąt. Poruszają się zrywami, podbiegają, przystają, wyciągają z ziemi dżdżownice. Kwiczołom sprzyja deszcz, bo wtedy pokarm niemal sam wychodzi pod dziób. Zimą ptaki w dużych grupach dostrzec można wyżej, w koronach drzew. Lecąc, terkoczą jak młynki, skrzypią jak źle naoliwione drzwi. Wiosną poznacie je po pięknie, rdzawo wybarwionej piersi. Na styku zimy i wiosny, przechodząc pod tutejszymi platanami, zadzierajcie głowy – często posilają się na ich owocach szczygły, a to widok, dla którego warto spóźnić się trzy minuty do pracy.

Koniec stołówki


Od strony Wieniawskiego ścięto w tym roku suchy kikut drzewa, na którym prawdopodobnie żerował dzięcioł zielony. Jego wiosenny śmiech odnotowałam trzy razy w okolicy siedziby Wydawnictwa Poznańskiego – wokół niemłodej willi rosną krzewy, stare drzewa, teren może być czymś w rodzaju azylu. Będę nasłuchiwać i liczyć, że dzięcioł został i ma się dobrze. A może był tylko przelotem?

 

Odkąd przetrzebiono krzewy, nie ma tu już sejmikujących wróbli, czekam, aż wszystko odrośnie, czekam na powroty.

Po sąsiedzku

 

Park pod Akademią Ekonomiczną, fot. Maria Krześlak-Kandziora

Park pod Uniwersytetem Ekonomicznym, fot. Maria Krześlak-Kandziora

Nie widziałam tu kowalika, za to po słoniowej korze platana często wspina się pełzacz ogrodowy. Mały ptak z zakrzywionym dziobem, niepozorny, przypomina mysz przemykającą po skórze drzewa. Nasłuchujcie piegży – zdarzyło jej się śpiewać na skrajnych drzewach od strony alei Niepodległości. Podejrzewam ją o gniazdowanie w zaroślach sąsiedniego parku Zamkowego. Tam spotkacie zimą rudziki, a wiosną sprawdzimy, czy znów gniazdują grzywacze. W „bylejakim” gnieździe, do którego można zajrzeć od spodu, tak jest przejrzyste. Park Zamkowy oferuje trochę drzew i sporo zarośli. Dużym atutem są ściany budynków porośnięte bluszczem i winem – jesienią kwiczoły „wiszą” na winie, zjadając jego owoce, trzepoczą skrzydłami, cała ściana jakby miała odfrunąć.

Wiatr zmian


Pod koniec lutego wiał wiatr – Włóczykij rzekłby, że z południa – ptaki wirowały przed naszym blokiem, spadł rzęsisty deszcz, w lesie krzyczały żurawie, słońce i mokre strugi przeplatały się na ciemnym niebie.

 

Dwie ogromne tęcze spięły Puszczę Zielonkę z polami za Murowaną Gośliną.

Tego samego dnia, w słońcu i wietrze, znad wieży CK Zamek wypłynęła, głośno oznajmiając swoją obecność, pustułka. W parku pod Uniwersytetem Ekonomicznym wylądowała samotna gęś zbożowa. Pomyślałam, że zapowiedziała wiosnę i anomalie pogodowe. Idą zmiany.