fot. Krystian Daszkowski

Queer to ja

„Kiedy po raz pierwszy weszliśmy_łyśmy z osobami dragowymi do Muzeum Narodowego w Poznaniu, ochroniarze zaczęli za nami chodzić, bo nie wiedzieli, co się dzieje. Pani z kasy biletowej spojrzała na drag queen Alę Express i zapytała: »A to?«, bo nie wiedziała, jaki bilet ma skasować” — mówi Przemek Madej z pozqueer.pl.

Jakub Wojtaszczyk: Kiedy pojawiła się chęć stworzenia pozqueeru?

 

Przemek Madej: Moje studia nijak mają się do pozqueer, studiowałem niderlandystykę oraz komunikację interkulturową. Podczas rocznego pobytu na uniwersytecie w Brukseli zostałem wrzucony w zupełnie inne okoliczności społeczne i kulturowe. Tam zacząłem zauważać, do jakich ludzi mnie ciągnie, z kim zaczynam rozmawiać i to były, surprise surprise, przede wszystkim osoby queerowe. Wtedy nie do końca zdawałem sobie sprawę z tego, że też jestem queerowy; wiedziałem, że jestem nienormatywny seksualnie, ale nie zdawałem sobie sprawy jeszcze w pełni z wielowymiarowości swojej tożsamości. Kiedy wróciłem do Poznania, zaczęło mi brakować kontaktu z queerem. Szybko dość wsiąknąłem w poznańską społeczność queerową, najpierw obserwując, i z tej obserwacji właśnie narodził się pozqueer.

 

JW: Możesz powiedzieć coś więcej?

PM: Pozqueer powstał jako projekt badawczy na zaliczenie jednego z przedmiotów na studiach, gdzie profesora poprosiła nas o stworzenie przestrzeni w internecie, gdzie opiszemy daną grupę społeczną. Wtedy jeszcze razem z Urszulą Kot, wybraliśmy_łyśmy społeczność voguerską Poznania.

 

Dzięki Zozo, vogue performer, poznaliśmy_łyśmy całą ekipę i zrobiliśmy_łyśmy relację z pierwszego ever ballu voguingowego w Poznaniu, a także wywiad z matką Kiki House Of Army – Madlenn Army, dziś Madlenn Revlon.

Przemek Madej, fot. Krystian Daszkowski

Przemek Madej, fot. Krystian Daszkowski

To był listopad 2018 roku, nie wiedzieliśmy_łyśmy jednak jeszcze, że za niecałe pół roku pozqueer stanie się w pełni zrealizowaną platformą queerową.

 

JW: Wytłumacz czytelnikom, co to znaczy być osobą queerową?

PM: Według mnie osoba queerowa to taka, która pozwala sobie na przeginanie, na nadpisywanie własnych tożsamości; pozwala sobie na powiedzenie „jebie mnie normatywność”. Przeginamy nasze relacje, dajemy przyzwolenie na płynność naszej seksualności i tożsamości płciowej. W jednym z felietonów na naszej stronie drag perfomerka, osoba afabowa [AFAB – Assigned-Female-At-Birth, określona jako kobieta przy urodzeniu – przyp. red.] Lola Eyeonyou Potocki mówi o specyficznym rodzaju nadpisywaniu sobie tożsamości, jakim jest drag. Dragujemy swoje życie, transujemy pomiędzy binarnymi punktami. To jest właśnie queer, a queerowa osoba to taka, która na ten queer sobie pozwala.

 

JW: Dlaczego scena voguingowa była waszym pierwszym wyborem?

PM: Z voguingiem spotkałem się najpierw w przestrzeni internetu, a następnie podczas swojego pobytu w Brukseli, gdzie poznałem kilku_a voguerów_er. To tam właśnie spotkałem się z ekstravaganzą voguingu face to face i od tego czasu nie mogę przestać podziwiać pewności siebie i szaleństwa, jakim jest voguing.

 

Patrząc historycznie, vogue to jeden wielki bunt i „fuck you” w stronę normixów i ich schematów życia, w które sami_e jesteśmy wrzucani_e.

Vogue jest polityczny i może służyć jako strategia oporu wobec opresji społecznych. Voguing był naszym pierwszym wyborem, bo najprościej chcieliśmy_ałyśmy przekazać naszą miłość i zachwyt dalej.

 

JW: Czy queerowanie w Brukseli różni się od queerowania w Poznaniu?

PM: Teraz mówię z perspektywy swoich własnych doświadczeń i odczuć. Po kilku miesiącach w Belgii odkryłem jedno: bycie osobą panseksualną tam to nic specjalnego i szczerze mówiąc, mało to kogokolwiek obchodzi. Tożsamość queerowa to jedna z wielu, zaraz obok koloru twojej skóry, pochodzenia, języka matczynego czy chociażby religii. Wydaje mi się, że w Polsce trudno było mi to zrozumieć, bo osoby queerowe czują się tu po prostu jak wyrzutki, są inne, często nieakceptowane. Dodatkowym czynnikiem jest homogeniczna kultura, w której żyjemy: większość z nas ma rodziców białasów_ki, mamy chrzest, komunię, jemy pieroga na święta i w niedzielę mamy dzień wolny. Queerowa tożsamość jest zatem wystarczającym czynnikiem, by odstawać od grupy, czego celebracji nauczyłem się dopiero kilka lat temu. Seksualność i tożsamość queerowa w Polsce jest polityczna i dopóki będzie ona polityczna, będziemy inni_e. Poznańska społeczność queerowa jest też o wiele mniejsza, ale to nie znaczy, że mniej wartościowa, co udowadnia nasz portal, który relacjonuje queerkulturę Poznania już od ponad roku i nie brakuje nam materiału.

 

JW: Kiedy wracasz z Brukseli, masz już pomysł na pozqueer?

PM: Szukam bodźców queerowych i ukierunkowuję się na drag i na już wspominany vogue. Pojawiają się w moim otoczeniu osoby, które robią drag, które voguingują, i jestem w tym zakochany, i chcę o tym mówić. Po stworzeniu relacji z balu i wywiadzie z Madlenn Revlon chcemy zrobić coś z tą zajawką dalej i wtedy pojawia się Queerowy Demontaż, który nadał naszej platformie cel i nas mocno ushapeował.

 

JW: Czym był Queerowy Demontaż?

PM: Demontaż to jedno wielkie „jebać was” w stronę heteronormy. To queerowa akademia, która odbyła się w ramach programu Sąsiedztwo – granice bliskości. Do udziału w nim zostały zaproszone osoby artystyczne i aktywistyczne, w tym my jako pozqueer, by zmienić normatywną narrację, wejść z queerem w normatywne przestrzenie i zqueerować wszystko, co było na naszej drodze. Kuratorą projektu była Agnieszka Różyńska, moja dobra przyjaciółka, która odegrała dużą rolę w kształtowaniu się mojej queerowej tożsamości w Poznaniu.

 

NASTIE PODCZAS POZQUEER SHOWCASE #1 W LOKUM STONEWALL,FOT.  PRZEMYSŁAW MADEJ

Nastie podczas pozqueer showecase #1 w Lokum Stonewall, fot. Przemysław Madej

Akademia ta trwała 6 miesięcy, podczas których spotykaliśmy_łyśmy się z takimi osobami jak Martyna Tokarska, Liliana Piskorska, Karol Radziszewski czy moja wspaniała tutora Maja Brzozowska.

My w ramach Queerowego Demontażu przygotowaliśmy interwencję artystyczną w Muzeum Narodowym w Poznaniu, gdzie podjęliśmy się zqueerowania zinstytucjonalizowanej przestrzeni, co było de facto odpowiedzią na  wydarzenia wokół prac Natalii LL oraz Katarzyny Kozyry. Początkowo miało być to oprowadzanie, jednak szybko przeistoczyło się w swego rodzaju performans, podczas którego artyści_tki oraz aktywiści_tki poznańskiego środowiska queerowego odtwarzali wybrane dzieła sztuki. Celem inicjatywy było podkreślenie obecności osób queerowych w instytucjach państwowych zarówno jako widzów_ki, jak i artystów_tki.

 

JW: Jakie dzieła otwarzaliście?

PM: Przede wszystkim zajęliśmy_łyśmy się portretami autorstwa Witkacego, który owszem, był homofobem, ale jego sztuka w naszym uznaniu jest mocno queerowa. Dlatego chcieliśmy_ałyśmy ją odzyskać dla siebie. Dlaczego mamy przychodzić do muzeum i czuć się źle, bo oglądamy pracę homofoba, kiedy mogę patrzeć na portret Zofii Szumanowej czy Marii Białynickiej-Biruli i myśleć, że to dobre makijaże dragowe. To było właśnie celem tego projektu – wrzucanie w nowe perspektywy, choćby tak banalne. W dzień premiery interwencji, którą nazwaliśmy_łyśmy „Pochód na Wiejską”, znów politycznie, wiem, zaproszone przez nas osoby dragowe odtwarzały postaci z obrazów, sziftując narrację i tym samym odzyskując ją. Mamy mało queeru w muzeum, a nasz projekt wniósł tam cały queer, jaki my znamy i doceniamy.

 

JW: Sukces?

PM: Tak, wydaje mi się, że message, który wysłaliśmy_łyśmy jest dość konkretny i jasny: chcemy widzieć więcej sztuki gejowskiej, lesbijskiej, transowej, queerowej w Muzeum Narodowym.

 

Czas, by dodać kolejne narracje, zwiększyć widoczność i reprezentację. Za największy sukces nie uważam jednak samego produktu, a raczej proces jego realizacji, szczególnie w kontekście queerowania przestrzeni muzeum i osób tam pracujących.

Pamiętam, kiedy po raz pierwszy weszliśmy_łyśmy z osobami drag do Narodowego. Ochroniarze zaczęli za nami chodzić, bo nie wiedzieli, co się dzieje. Pani z kasy biletowej spojrzała na drag queen Alę Express i zapytała: „A to?”, bo nie wiedziała, jaki bilet ma skasować, a Ala z gracją wyciągnęła potarganą legitymację ze swojej kopertówki w kryształki. Do muzeum przychodziliśmy_łyśmy co tydzień, nawet kilka razy w tygodniu, i po trzech miesiącach, podczas których przychodziliśmy_łyśmy do muzeum nawet kilka razy w tygodniu, na próby czy by pogłębić research, dokonała się duża zmiana. Ochroniarze z daleka się z nami witali, pani z kasy zaczęła sprzedawać nam grupowe bilety pod ladą za złotówkę i zaczął się dialog. Na początku z pytaniami o but czy makijaż, a później o tożsamość, pojawił się szacunek i uznanie. Energia całkowicie się zmieniła, bo weszliśmy_łyśmy w tę przestrzeń i zaczęliśmy_łyśmy ją queerować. To podkreśla jedynie wagę reprezentacji i widoczności. Nie edukowaliśmy_łyśmy, nie tłumaczyliśmy_łyśmy, po prostu byliśmy_łyśmy.

 

Jak dostaliście się do muzeum?

fot. Krystian Daszkowski

fot. Krystian Daszkowski

PM: Na początku chcieliśmy_ałyśmy to zrobić punkowo, wejść, zrobić oprowadzanie, odtwarzać dzieła i niech się ludzie patrzą, ale szybko zrozumieliśmy_ałyśmy, że to nie jest strategia, która zapewniałaby odpowiedni poziom bezpieczeństwa i komfortu dla wszystkich osób zaangażowanych w projekt. Zapytaliśmy_łyśmy o pozwolenie, dostaliśmy_łyśmy je i wszystko odbyło się bez zbędnych interwencji muzeum. Ochroniarze, owszem, pojawiali się na performansie, ale nie, żeby pilnować, a bardziej podziwiać i robić sobie zdjęcia z drag queens.

 

JW: Jaką sztukę jeszcze queerowaliście?

 

PM: Sama nazwa projektu pochodziła od nazwy rzeźby Szymanowskiego „Pochód na Wawel”, która znajduje się na drugim piętrze Narodowego. To zespół rzeźb przedstawiający ważne postaci w kontekście historii Polski. Co my zatem zrobiliśmy_łyśmy, to poszerzenie reprezentacji o osoby queerowe. Tak zatem w pochodzie znalazła się niebinarna osoba, osoba drag, osoba hiv-pozytywna, osoba panseksualna, lesbija, pedał i osoba trans. To jest nasza reprezentacja, my też się liczymy i idziemy na Wiejską, by o sobie przypomnieć.

 

JW: Co było następne?

PM: Następnie była przerwa, uciekliśmy_łyśmy z Poznania na dwa miesiące, by się zainspirować i odpocząć. Wróciliśmy_łyśmy i zdaliśmy_łyśmy sobie sprawę z tego, że to co robimy jest nie fair…

 

JW: Dlaczego?

 

PM: Nasza platforma zajmuje się głównie relacjonowaniem queerkultury i queerartu w Poznaniu, ale robiliśmy_łyśmy to z własnej perspektywy, odbierając głos osobom. Narzuciliśmy swoje narracje na performansy, wystawy. Zmiana zatem polegała na oddaniu podmiotowości, na zaproszeniu do wspólnego tworzenia i wspólnego dialogu, a czasami po prostu na oddaniu głosu. Druga zmiana, jaka się dokonała w funkcjonowaniu naszej platformy, to przejście z relacji do działania.

 

Zaczęliśmy_łyśmy organizować własne wydarzenia, a jednym  z nich była dwumiesięczna rezydencja w klubie Poruszenie na ulicy Półwiejskiej w Poznaniu, która miała na celu stworzenie bezpiecznej i inkluzywnej sceny klubowej otwartej na queer.

 

JW: Skąd to nagłe wyjście z muzeum, galerii?

Black Diva podczas pozqueer showecase #4 w Lokum Stonewall, fot. pozqueer

PM: Kiedyś w rozmowie z berlińskim voguerem, Gomą Apianem, powiedziałem, że dla mnie vogue powinien być w galeriach sztuki, że czas na zwiększenie widoczności. Na co on odpowiedział: „Tak, bo wy, białasy, jedyne, o czym myślicie, to żeby wsadzić wszystko do galerii”. Te słowa były dla mnie całkowitym switchem w myśleniu o queerze. Zdałem sobie sprawę, że przecież sztuka queerowa wyrastała w klubach, w podziemiu. Dlaczego mamy teraz to odwracać i przenosić do galerii?

 

JW: Dla zwiększenia widoczności?

PM: Z jednej strony tak, ale z drugiej, dlaczego mamy wyrywać tę sztukę z korzeni i wrzucać w nienaturalną przestrzeń? Wtedy zacząłem myśleć o tej podmiotowości, a nie opisywaniu moich relacji ze sztuką queerową. Tak też narodziły się projekt „pozqueer. x poruszenie”, gdzie dbaliśmy_łyśmy o to, by te wydarzenia były wspólnym efektem twórczości zaproszonych przez nas osób artystycznych i naszych możliwości i pomysłów. Były to dwa wydarzenia muzyczno-performatywne. Na pierwszym postawiliśmy na kobiecą reprezentację sceny muzycznej w Polsce.

 

Pojawiły się dziewczyny z Muzyki Nieheteronormatywnej i występował_a Mac Lewandowski z Uniwersytetu Artystycznego w Gdańsku. Leciała muzyka elektroniczna, czasami pojawił się Bajm [śmiech], Mac zrobił perfo o queerowej osobie w klubie, której widownia w pewnym momencie także ma dosyć, bo jest zbyt głośna, zbyt nachalna, zbyt queerowa…

Projekt był też trochę o przekraczaniu bariery cielesności. Pierwsza impreza całkiem się udała, ale najbardziej dumny jestem z drugiej.

 

JW: Opowiedz o niej.

PM: Postawiliśmy na szerszą współpracę z performerką, Pauliną Pawłowską, która jest wspaniałą osobą. W pełni zainspirowani_ne jej postacią zorganizowaliśmy_łyśmy wydarzenie z nią, o niej i o jej estetyce.

Zrobiliśmy projekt o cielesności, który pozostawał w kontrze do pierwszego eventu. Wtedy pozwoliliśmy Macowi, żeby nagle położył_a się na kimś, krzyczał_a komuś do ucha.  Paulina zaś mówiła o kontroli własnego ciała, o stawianiu jasnych granic cielesności, gdzie odbiera widzowi_ce prawo do obiektyzowania jej ciała i to ona decyduje, kiedy ono jest seksualne, a kiedy jest jedynie narzędziem. Podczas „pozqueer. x poruszenie” naszą uwagę zwróciliśmy_łyśmy w kierunku cenzurowanych treści, estetyki bdsm, które wciąż stanowią tabu; ale też w kierunku wolności i bezpieczeństwa na parkiecie zgodnie z #tureagujemynamolestowanie i #metoo.

 

JW: Klub Poruszenie ma jednak swoje za uszami…

PM: Tak, po tym drugim wydarzeniu rozstaliśmy się z tym miejscem. Okazało się, że właściciele wybiórczo płacili artystom_kom i chociaż nasze imprezy zawsze były w pełni opłacone, nie możemy pozwolić na podobne sytuacje. Takich rzeczy się po prostu nie robi i myślałem, że Punto wszystkich o tym uświadomiło. Jedną z nieopłaconych artystek była Bella Ćwir, która tę sprawę nagłośniła i zwróciła tym uwagę na istotną sprawę, że często artyści_stki queerowe nie są opłacani albo są opłacani mniej niż normixy. Tłumaczy się to małym zainteresowaniem czy benefitowym charakterem, bullshit! Każda praca musi być opłacana i każdemu należy się zapłata za jego_j działania, dlatego każda osoba pracująca z nami dostaje wynagrodzenie.

 

JW: Zerwaliście współpracę z Poruszeniem. Co dalej?

Pochód na Wiejską w Muzeum Narodowym w Poznaniu, fot. pozqueer

PM: Zobaczyliśmy ogromny potencjał w tym, co robi Lokum na Półwiejskiej. A robią wszystko fajnie, w równościowy sposób, tak inaczej od działania np. Punto. Miejsce ma świetną energię, a to przez to, że prowadzone jest przez Grupę Stonewall, czyli ludzi świadomych, którzy są ze środowiska aktywistycznego. Zależy im na budowaniu równości. Oczywiście nadal jest to biznes, ale Stonewall przynajmniej płaci artystkom i artystom i to płaci im dobrze.  Od listopada 2019 do marca 2020, do czasu pandemii, tworzyliśmy w tym miejscu „pozqueer. showcase”, który ma na celu promocję oraz dawanie platformy queerowym artystom_kom, którzy_re zwrócili_ły uwagę naszego kolektywu swoimi działaniami artystycznymi.

 

JW: Kto występował?

PM: Pierwszy event rozpoczęła Nastie, której debiutowi towarzyszyliśmy na Queer Open Showcase. Nastie prezentuje nie tylko nowe podejście do dragu, wymykając się dragnormom, ale przede wszystkim odwołuje się do aktualnego problemu, spychanego na margines przez osoby normatywne, jak i nieheteronormatywne: sex work.

 

Przy okazji drugiego showcase współpracowaliśmy_łyśmy z voguerem, Danilem Milanem, który znany jest w zarówno we wschodniej, jak i zachodniej Europie ze swojego niepowtarzalnego stylu.

Do trzeciego wydarzenia zaprosiliśmy Lizzy Stratę, jedną z naszych ulubionych postaci poznańskiej sceny dragowej, która przygotowała na maksa różnorodny program, gdzie płynnie przechodziła z numeru dotykającego problem rasizmu do lipsyncowania „roty” w trzeciej gęstości Godlewskiej. Przy okazji czwartego showcase’u do współpracy zaprosiliśmy_łyśmy Black Divę, warszawską performerkę, która queeruje swoją praktykę artystyczną, poruszając się między dragiem a burleską.

 

JW: Wspomniałeś o stronie internetowej pozqueer…

PM: Pomysł na portal pojawił się w styczniu. Sytuacja pandemii przyśpieszyła nasze działania w tej kwestii i nasza strona zadebiutowała w kwietniu. Zamysł strony jest dość charakterystyczny – ponownie oddajemy na niej głos. To strona, gdzie showcase’ujemy osoby artystyczne i aktywistyczne. Organizujemy wspólną przestrzeń dla wielu głosów, nie ingerując, przyzwalając na rozszerzanie granic i reprezentacji.

 

JW: Dla kogo jest ta inicjatywa?

PM: O queerze dla osób queerowych od osób queerowych. Jeżeli osoby spoza „bańki” chcą się czegoś dowiedzieć, zapraszamy, chętnie wskażemy materiały i osoby, z którymi należy rozmawiać, ale nie jesteśmy portalem edukacyjnym. Nie wiesz? To się dowiedz, nie chce mi się już tłumaczyć, co i dlaczego. Nie będę ci się tłumaczył, dlaczego Zozo robi teraz dipa,  a Lola Eyeonyou Potocki występuje z pluszowym kutasem. Moim zdaniem czas na edukację i tłumaczenie się skończył, teraz czas na rozwijanie parasola queeru. Nie jesteśmy też portalem stricte aktywistycznym, mówię tak, bo queer jest polityczny i sama nasza obecność w sieci to aktywizm. Aktywizmem zajmuje się Grupa Stonewall w Poznaniu, mają się dobrze i wspieramy ich działalność, ale my nie będziemy drugim Stonewallem i to też nie jest naszą ambicją. Zajmujemy się relacjonowaniem i organizowaniem queerartu i queerkultury.

 

JW: Kogo zapraszacie do współpracy?

PM: Na przykład Lola Eyeonyou Potocki tworzy na portalu swoją serię na temat kobiet w dragu. Paweł Świerczek mówi o swoim doświadczeniu jako osoba HIV pozytywna. Zaczęliśmy też współpracę z Szymonem Adamczakiem, Hanną Jaśkiewicz (portal przez.przymat), Olą Juchacz i Katarzyną Downarowicz (przewodnicząca koła seksuologii Uniwersytetu SWPS).

 

Przemek Madej, fot. Krystian Daszkowski

Przemek Madej, fot. Krystian Daszkowski

Udostępniamy tę przestrzeń, ponieważ pozqueer wyrósł z chęci obserwowania. Nawet na Instagramie możesz zauważyć, że w stories oddajemy głos osobom drag.

Chcemy, by mówiły o swoim doświadczeniu. To nie ja opowiadam o tym, czym jest dla mnie drag, tylko opowie o tym Twoja Stara, Lola Eyeonyou Potocki, Gąsiu czy V_rona. W tym momencie ta wiedza zaczyna żyć. Bycie widocznym_ą wpływa na reprezentację, której potrzebujemy. Sam nie robię dragu, zajmuję się nim bardziej naukowo, opisuję go. Zatem dlaczego miałbym komuś zabierać ten głos? Mogę usystematyzować tę wiedzę, ale nigdy nie powiem, że to jest moja wiedza. Na tym ma polegać strona pozqueer.pl.

 

JW: Co cię kręci w dragu, że postanowiłeś się nim zająć?

PM: Chyba moje własne doświadczenie dragu. Mam trzynaście lat i już wiem, że pociągają mnie zarówno chłopacy, dziewczyny, jak i osoby, których tożsamości płciowej nie znam. Próbowałem się dopasować. Pamiętam ten moment w gimnazjum, kiedy jednego dnia latam w zielonych rurkach z postawionymi na żel włosami i krzyczę, że kocham Miley Cyrus; a drugiego przychodzę w dresach i wczuwam się w rolę ziomka, który mnie przed chwilą wyzwał od pedała. Własne wchodzenie w różne postaci i nawet takie nadpisywanie sobie tożsamości było w jakiś sposób budujące, jeszcze nie wiedziałem, że to właśnie drag.

Następnie pojawił się „RuPaul’s Drag Race” i odkryłem poznańską scenę dragową. Zrozumiałem, że drag może być wszystkim i niczym, jest na maksa kompleksowy. Najciekawsza dla mnie jest wielowymiarowość dragu i faktyczna niemożność jego opisania i scharakteryzowania, zamknięcia w danej terminologii.

 

Obecnie mocno skupiamy się na tworzeniu nowych definicji i redefiniowaniu queeru, dragu i tak dalej. A dla mnie wszystko po prostu może być dragiem i queerem i po co to definiować.

 

JW: Masz 22 lata. Jak twoi rówieśnicy postrzegają drag i queer?

PM: Ja nie defniuję już niczego, jedynie pokazuję swoje pespektywy i rzeczywistości. Funkcjonuję w trzech rzeczywistościach: queerowej, korpo i w sferze relacji. Rzeczywistość queerowa to moja tożsamość, moje zainteresowania, moja działalność, to krzyczenie na protestach, ale też malowanie sobie paznokci, pomoc mniej uprzywilejowanym i jedzenie wege żarcia. To moi znajomi_e, którzy_re też już porzucili wszelkie sposoby definiowania i mówią QUEER TO JA, JA TO QUEER. W korporacji, owszem, krzyczę, gdy mam do czynienia z wszelką formą dyskryminacji, ale jeszcze nie znalazłem sposobu na zqueerowanie korpo, jeszcze…

 

JW: A przestrzeń o relacjach?

PM: To przestrzeń, w której moim zdaniem najsilniej manifestuję swoją queerowość. To tutaj pozwalam sobie na nadpisywanie i transowanie. Np. moja relacja z Mamą, która biologicznie nie jest moją matką, ale dla mnie nią jest, to ją wybrałem jako swoją matkę. Wydaje mi się, że potrzebowała czasu na zrozumienie mojej tożsamości, a dziś godnie nazywa się moją Matką i tak funkcjonujemy. To jest ważne, żeby pozwalać sobie na wzajemną opiekę nad sobą, ale też nad samym_ą sobą. Bo queer to nie tylko drag queen, to nie tylko voguer, ale też strategia funkcjonowania w społeczeństwie i tworzenia własnej rzeczywistości.

 

Pozqueer to multimedialna inicjatywa tworzona przez Przemysława Madeja i Klaudię Bąbol. Kolektyw ten aktywnie działa w mediach społecznościowych od maja 2019 roku, a ich główne medium stanowi Instagram. Wspierają i promują queerowych_we artystów_tki oraz queerowe eventy w Poznaniu. Na swoich socialach skupiają się nie tylko na promocji, ale przede wszystkim na opisywaniu oraz relacjonowaniu kultury queer, odkrywając tym samym jej nowe przestrzenie.

 

Przemysław Madej - 22 lata, student MISHiS UAM w Poznaniu, założyciel platformy @pozqueer. W swojej praktyce naukowo-artystycznej zajmuje się inkluzywnością i dokumentowaniem kultury queerowej w Poznaniu. Jego głównym obiektem zainteresowań jest sztuka drag i jej pochodne dziedziny performansu queerowego.