fot. K. Fabiański

Rozmowa z samym sobą

W drugą rocznicę śmierci Lecha Raczaka ukazała się książka „Życie niedokończone. Z Lechem Raczakiem rozmawia Jacek Głomb” .

Zwykle tego rodzaju wywiady rzeki przeprowadzają teatrolodzy, krytycy teatralni. Tym razem mamy do czynienia z rozmową dość wyjątkową.

 

Przeprowadzającym wywiad jest reżyser teatralny, dyrektor teatru, od czasów młodości zafascynowany teatrem uprawianym przez Raczaka, który –  jak sam pisze – został przyjacielem swojego rozmówcy.

Ta relacja nie pozostaje bez wpływu na sposób prowadzania rozmowy mającej wiele cech nieformalnej pogawędki dwóch facetów, których życie interesuje bardziej niż teatr (choć jest on cały czas obecny w ich rozmowie).

Jak pisze we wstępie Głomb:

 

„wszystkie inne wywiady z Nim zaczynają się od «Ósemek» – a ja chciałem pogadać o dzieciństwie i młodości” (s. 10).

 

Ta część rozmowy – trzy pierwsze rozdziały zatytułowane: „Sielsko, pegeerowsko”, „Rataje” i „Młodość za mostem” – jest najciekawsza w całej książce, między innymi właśnie dlatego, że jest niczym innym, niż snuciem wspomnień: o rodzinie, rodzicach, sielskim dzieciństwie na wsi, a potem nieco trudniejszym w mieście.

 

Pamięć zdarzeń sprzed kilkudziesięciu lat raczej nie bywa akuratna, ale też nie o to chodzi we wspomnieniach.

Nikt nie wymaga od dorosłego człowieka, żeby precyzyjnie odpowiadał na pytania o to, co robił konkretnego roku w dzieciństwie. Trudno więc dziwić, że na pytanie o to, kiedy pojawiły się w domu radio i telewizor, Raczak odpowiada po prostu:

 

„Nie powiem dokładnie, w którym roku” (s. 60).

 

Pamięć dzieciństwa nie bywa koherentna, składa się raczej z przebłysków, wydarzeń, które zapamiętaliśmy w ten właśnie sposób, nieważne jak „było naprawdę”. Pamięć działa raczej jak „ministerstwo prawdy”, które tworzy narrację o nas samych.

Format Lecha Raczaka jako człowieka przejawia się na przykład w tym, że wiele lat później – w przeciwieństwie do wielu, którzy zaklinają się, że walczyli z komunizmem już w kołysce – potrafi podzielić się wspomnieniem o tym, jak superbohaterem z czasów jego dzieciństwa był Józef Stalin, dla portretu którego wystawiali z bratem w domu przedstawienia z zabawkami w roli aktorów (s. 36). Także o tym, jak przeżywali śmierć generalissimusa:

 

„Idziemy z bratem – on miał wtedy sześć lat – przez park, zimno. Jesteśmy w futerkach, takich kożuszkach. Trzymamy się za ręce i zadajemy sobie pytanie: «Co teraz będzie? Koniec świata – jakie nieszczęście». I płyną nam łzy”.

 

Tego rodzaju wspomnienia z lat młodości dają czytelnikowi możliwość poznania atmosfery tamtego czasu, zapoznania się z realiami życia, które są obecnie nieznane, popatrzenia na Poznań sprzed lat. Dodatkowo, w przypadku tak dobrego opowiadacza, jakim był Raczak, z dużym wyczuciem dramaturgii i talentem do „performowania” opowieści (co można było zobaczyć choćby w spektaklu „Podróże przez sny. I powroty”), zamienia się to w ciekawy, wartko płynący zbiór anegdotek, wyrazistych mini historii, również takich o upływie czasu.

 

„Życie niedokończone. Z Lechem Raczakiem rozmawia Jacek Głomb”.Wyd. Żywosłowie, Kraków 2021.

„Życie niedokończone. Z Lechem Raczakiem rozmawia Jacek Głomb”.Wyd. Żywosłowie, Kraków 2021.

Perspektywa wielu lat pozwala Raczakowi podczas wspominania chłopców – swoich kolegów ze szkoły – opowiadać też o spotkaniach z nimi po latach: ktoś okazał się ubekiem, ktoś alkoholikiem, a ktoś wojewodą.

Owe rodzajowe historie z życia wzięte bywają wstrząsające: jak np. o koledze, który zapił się na śmierć, czy o znajomym, który wchodząc na ścieżkę kariery, co wymagało przynależności do jedynej wtedy słusznej partii, z góry uprzedził, żeby od tej pory nie poruszać w jego obecności żadnych drażliwych tematów, bo nie wie, jak się zachowa.

Sprawa wywiadu komplikuje się natomiast, gdy Głomb przychodzi przechodzi do czasów studenckich i okresu teatralnego w życiu Lecha Raczaka. We wstępie ustawia się w pozycji arbitra, pisząc:

 

„Liczni akolici rozpisują się o alternatywnej twarzy Lecha Raczaka, zapominając, że przez ponad dwadzieścia lat robił spektakle w tzw. teatrze instytucjonalnym, z tego w ciągu siedemnastu lat w Legnicy (…). Nie chcę się spierać, ale mam wrażenie, że owi opisywacze nie zawsze wiedzą, o czym piszą – po prostu nie znali Lecha z jego konkretnych działań” (s. 10).

 

Od kogoś, kto wygłasza tego rodzaju stwierdzenia, nazywając innych śledzących i badających dorobek Lecha Raczaka słowem „akolici”, należałoby oczekiwać, że w przeciwieństwie do owych akolitów on, jako znający Raczaka z konkretnych działań, będzie wiedział, o co pytać.

Najwyraźniej jednak z ową wiedzą nie jest tak prosto, ponieważ Głomb wybrał dość szczególną metodę przeprowadzania wywiadu – nie pyta o to, co ewentualnie interesuje go w twórczości Lecha Raczaka, ale przywołuje fragmenty Kalendarium stworzonego przez samego Raczaka i zamieszczonego w jego książce „Pisma teatralne t. I: Więcej niż jedno życie. Kreacje zbiorowe Teatru Ósmego Dnia. 1977–1985. Postzapisy” (Poznań 2012).

Wygląda to tak, jakby Głomb przepytywał Raczaka, z tego, jak dobrze pamięta to, co sam napisał, ewentualnie krótko pytając o szczegóły. W efekcie Raczak odpowiada o wydarzeniach z Kalendarium, które sam zdecydował się uznać za warte wymienienia, powtarza to, co zostało już powiedziane w innych rozmowach, zapisane.

Różnica między Kalendarium a tą rozmową leży jednak w tym, że Raczak był bardzo skrupulatnym kronikarzem, gromadził dokumenty, sporządzał notatki i tworząc Kalendarium, bardzo starannie sprawdzał wszystkie zamieszczone w nim fakty. W rozmowie z Głombem mógł zaufać jedynie własnej pamięci.

 

Lech Raczak, fot. K. Fabiański

Lech Raczak, fot. K. Fabiański

Lech Raczak zmarł, zanim rozmowa została doprowadzona do końca – stąd zapewne tytuł „Życie niedokończone”, bo trudno przyjąć, że czyjekolwiek życie w momencie śmierci zostało „dokończone”. Opowieść urywa się na wydarzeniach z początku roku 1982. Raczak nie zdążył nie tylko dokończyć rozmowy, ale także nie autoryzował tekstu.

Nie dowiemy się nigdy, czy chciałby wypuścić wywiad w takiej formie, czy wyłapałby własne pomyłki, zapomnienia, które są czymś całkowicie naturalnym, kiedy prowadzi się swobodną rozmowę z przyjacielem. Jak można się przekonać w trakcie lektury, Raczakowi zdarzało się pomylić lata, w których coś się wydarzyło, nie tak zapamiętać tytuł gazety lub czasopisma, w którym coś zostało zamieszczone.

Głomb i redaktor tomu prof. Dariusz Kosiński wybrali następującą formę poradzenia sobie z tym problemem w publikacji. Nie ingerowali bezpośrednio w tekst, lecz zamieścili przypisy, w których wykazywali, jak było „naprawdę”. Zabieg ten ma jednak swoje konsekwencje – może podważać wiarygodność Raczaka jako świadka czasów. Czytelnik może pomyśleć sobie: „Skoro w tylu sprawach się mylił, to czy można mu wierzyć w innych kwestiach?”.

Niestety, wprowadzając swoje uściślenia, czasem autor i redaktor wprowadzają jeszcze większy zamęt, zupełnie niepotrzebnie podważając słowa Raczaka. Na stronie 227 znajduje się taki dialog:

 

„Głomb: Ilu aktorów występowało we «Wprowadzeniu…»?

Raczak: Szybko policzę: Marek Kirschke, Waldek Leiser, Jacek Hoffman, Elżbieta Kalemba i Ryszard Kasperski. Piątka”.

 

Po tym zdaniu redaktor zamieścił przypis:

 

„Według Encyklopedii Teatru Polskiego jedyną aktorką biorącą udział w przedstawieniu nie była Elżbieta Kalemba, ale Gabriela Bochniak”.

 

Według ETP, której redaktorem merytorycznym jest tenże sam Dariusz Kosiński. Tyle że zarówno ETP, jak i redaktor Kosiński wprowadzają czytelnika w błąd – w spektaklu grały obie: i Kalemba, i Bochniak, tyle że nie naraz. Można to było sprawdzić, korzystając z innych źródeł niż internet, np. z publikacji dotyczących tamtego spektaklu, lub po prostu dzwoniąc do samej zainteresowanej (jej wspomnienia też mają swoją wartość).

Kosiński wyraża nadzieję, że tego rodzaju „miejsca zagadkowe” staną się:

 

„inspiracją, punktami wyjścia do dalszych prac nad twórczym życiem Lecha Raczaka i nad jego teatrem” (s. 16).

 

Moim zdaniem wprowadzanie w błąd, wynikające z braku zachowania staranności, nie jest najlepszym punktem wyjścia do jakichkolwiek badań.

 

Lech Raczak i Daria Anfelli, fot. z archiwum Lecha Raczaka

Lech Raczak i Daria Anfelli, fot. z archiwum Lecha Raczaka

Inny przykład takiego wprowadzania w błąd, poprzez brak wiedzy i znajomości kontekstu, jest dość zabawny. Choć przekręcanie nazw dzielnic Poznania może nieco drażnić. Przyszły badacz będzie musiał spędzać długie godziny w bibliotece, szukając, gdzie była np. dzielnica Łazary (s. 288). Na stronie 69 znajduje się zdjęcie przedstawiające budynek przy ulicy Szamarzewskiego 89.

Podpis głosi: „Szkoła Podstawowa Towarzystwa Przyjaciół Dzieci”. Można zapytać, co zdjęcie budynku na Ogrodach robi w książce poświęconej Lechowi Raczakowi i skąd ten nieprawdziwy podpis (od lat 50. XX wieku w tym budynku mieściło się Studium Nauczycielskie nr 1)? Otóż Lech Raczak zeznał Głombowi, że chodził do podstawówki na Ratajach (s. 66), a pięć stron dalej podaje, iż:

 

„nie miała imienia, nazywała się Szkoła Podstawowa Towarzystwa Przyjaciół Dzieci”.

 

Zapewne stąd pojawiło się zdjęcie budynku znajdującego się dokładnie na drugim końcu miasta, choć Raczak mówił, że do szkoły miał:

 

„dwa przystanki tramwajowe, ale chodziło się pieszo, w okolicach dziesięciu, piętnastu minut”.

 

Podobnych przykładów mogłabym podać więcej, ale nie miejsce na to i czas.

To właśnie bardzo irytuje w tej książce – wątek zawarty w przypisach jest czasem mylący i trudno odkryć, jakim kluczem dobierane były obiekty do wyjaśnienia. Próbuje to wytłumaczyć w Uwagach redakcyjnych Kosiński:

 

„uznaliśmy, że potrzebne są informacje kontekstowe, a zarazem nie było tych informacji w samej rozmowie” (s. 16).

 

Ich zamieszczenie tłumaczy „powodem pedagogicznym”:

 

 „osoby czytające tę książkę powinny pewne rzeczy wiedzieć”.

 

Toteż czytelnik z przypisu dowie się, kim był Stanisław Ciosek, ale nie kim byli np. Conrad Drzewiecki, Henryk Tomaszewski, czy Włodzimierz Staniewski. Kosiński z góry tłumaczy się z możliwości niedociągnięć w tekście:

 

„ograniczonym czasem, jakim dysponowaliśmy”.

 

Nie potrafię przyjąć tego argumentu. Rozmowa została przeprowadzona w czerwcu 2019 roku. Raczak zmarł w styczniu 2020. Książka ukazała się na początku roku 2022. Rozumiem, że event, jakim jest promocja książki, dobrze jest obramować okazją, jaką jest rocznica śmierci. Lecz z pożytkiem dla wszystkich, a przede wszystkim z szacunku dla Raczaka, lepiej byłoby przygotować książkę do druku starannie, a nie szybko. Kosiński pisze, iż Raczak:

 

„wypowiedział swoje zaufanie do Jacka Głomba, mówiąc: «Opowiem Ci historię. Zdecydujesz, co z nią zrobisz»” (s. 15).

 

Rzeczywiście, czytelnik znajdzie w książce takie zdanie, z tym że uznanie, iż dotyczy ono całego tekstu, jest już nadużyciem. Głomb zadaje pytanie:

 

„Jak Ewa [Wójciak] się pojawiła w zespole?”.

 

Na to Raczak opowiada:

 

„Opowiem Ci historię. Zdecydujesz, co z nią zrobisz”.

 

Z kontekstu wynika, że decyzja dotyczy tej jednej konkretnej historii o Ewie Wójciak, ponieważ dość mocno wchodzi ona w prywatność, by nie rzec intymność, nie tylko Raczaka, ale i Wójciak.

Tu dochodzę do ostatniej sprawy, która uderzyła mnie w lekturze tej rozmowy i mam poczucie, iż wynika ona właśnie z poetyki „męskiej rozmowy” dwóch przyjaciół.

Historia, o której wspomina Raczak, dotyczy nie tego, jak Wójciak znalazła się w Teatrze Ósmego Dnia, lecz tego, w jaki sposób się poznali i jaki był początek ich prywatnej zażyłości, którą Raczak nazywa „romansem” (s. 268). Chodzi mi o rolę kobiet w tej opowieści i traktowania ich przez mężczyzn budujących narrację, która ma ambicję wzbogacać wiedzę historyczną o teatrze prowadzonym w tamtych czasach przez Raczaka.

 

Lech Raczak, fot. K. Fabiański

Lech Raczak, fot. K. Fabiański

Z początku bawiło mnie dopytywanie się Głomba przy każdym kolejnym etapie edukacji „o dziewczyny” (s. 53, 111, 114), z czasem jednak okazało się, że postacie kobiece funkcjonują w tej narracji na innych zasadach niż męskie.

Przy okazji wspomnień o początkach Studenckiego Teatru Poezji „Ósmego Dnia” mężczyźni wymieniani są z imienia i nazwiska, natomiast kobiety jako tłum, żadna nie ma ani imienia, ani nazwiska. O ich nazwiska Głomb nie dopytuje. Wyjątek został uczyniony dla jednej – tej, która później stała się panią Barańczakową, ale już nie dla tej, która wymyśliła nazwę Ósmego Dnia (s. 136, 149).

 

I tak już jest do końca książki, aktorki występują często zbiorowo, jako „dziewczyny”, żadna nie doczekała się swojej notki w przypisie.

Wielka szkoda, że nie znaleziono dość czasu, by materiał wydać porządnie opracowany, tak jak na to zasługuje. Dalsze badania nad twórczością Lecha Raczaka należałoby rozpocząć od wydania glosy do „Życia niedokończonego”.

 

„Życie niedokończone. Z Lechem Raczakiem rozmawia Jacek Głomb”.Wyd. Żywosłowie, Kraków 2021.

 

Podziel się kulturą!
What’s your Reaction?
Ciekawe
Ciekawe
1
Świetne
Świetne
3
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0