fot. Archiwum redakcji

Sandi, czarnoskóry patriota

Raczej gotował posiłki, niż walczył z karabinem w dłoni. Nosił jednak polski mundur i czapkę z orzełkiem. „Kurier Poznański” opisał go później jako wzorowego żołnierza i patriotę, lubianego przez kolegów.

Józef Sam Sandi był czarnoskórym żołnierzem w szeregach Armii Wielkopolskiej, który walczył z bolszewikami. Potem – dla pieniędzy – toczył walki na ringu warszawskiego Cyrku Staniewskich. W latach trzydziestych XX wieku osiadł w Poznaniu, gdzie zapamiętano go jako m.in. wykidajłę i wróżbitę w jednym z poznańskich lokali.

Przybył raczej z Rosji

Według jednej z wersji jego pochodzenia, miał służyć we francuskich oddziałach kolonialnych (w batalionach senegalskich?), dostać się do niemieckiej niewoli i trafić do jednego z obozów jenieckich na północy Wielkopolski. Oswobodzony przez powstańców wielkopolskich, z wdzięczności miał przyłączyć się do powstania. A potem – zaciągnąć się do Armii Wielkopolskiej i w jej szeregach pojechać na front polsko-bolszewicki.

Ale jest też historia, opisana w 1935 r. przez „Kurier Poznański”. Gazeta informowała wtedy, że w Poznaniu mieszka „Murzyn Sam Sando”. Według ówczesnych dziennikarzy wcześniej był brytyjskim poddanym z kolonii i przed Wielką Wojną służył jako masztalerz w jednej ze stajni wyścigowych w Rosji. Do Polski miał się przedostać w momencie wybuchu wojny polsko-bolszewickiej. Aleksander Przybylski, dziennikarz TVN24 i autor reportażu o losach Sandiego, który rozkręcił publiczną zbiórkę na tablicę upamiętniającą Afrykanina na cmentarzu górczyńskim, ufa właśnie tej wersji.

 

Sandi wśród żołnierzy 12. Eskadry Wywiadowczej. Fundacja Warszawa 1939

Sandi wśród żołnierzy 12. Eskadry Wywiadowczej. Fundacja Warszawa 1939

 

Bo w latach dwudziestych Sandi uczył w Warszawie języka angielskiego. A w ogłoszeniu prasowym z 1934 r., kiedy szukał pracy, wymieniał znajomość języków rosyjskiego, angielskiego, niemieckiego i polskiego. Słowem nie wspomniał natomiast o francuskim.

„Zastanawiająca jest jego znajomość języka rosyjskiego. (…) Znalazłem opowiadanie Maksyma Gorkiego, w zasadzie felieton, opublikowany przez niego w roku 1918, gdy Gorki nie był jeszcze zblatowany z bolszewikami. (…) Opisał scenę, w której na ulicy Petersburga pada koń, ciągnący przeładowany wózek, rani sobie bok i nagle z tłumu wychodzi Murzyn w kapeluszu i z fajką w zębach (wyglądający więc zupełnie, jak znany nam z fotografii Sandi) i pomaga podnieść konia. Pytanie: ilu wtedy było czarnoskórych w Petersburgu, potrafiących biegle obchodzić się z końmi? U Gorkiego pada zresztą zdanie: „Podnosi ze zręcznością atlety”. To pasuje mi do Sama Sandiego” – opowiadał Przybylski w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

Z frontu do cyrku

Znajomość języka rosyjskiego i Rosji mogła też odegrać kluczową rolę w dalszych losach naszego bohatera w burzliwych latach 1919–1920.

Wiele wskazuje na to, że w trakcie wojny polsko-bolszewickiej Sandi był ordynansem kompanii w 12 lotniczej Eskadrze Wywiadowczej. Nie latał jednak w misjach bojowych czy zwiadowczych nad bolszewikami. Raczej organizował posiłki dla kadry oficerskiej – tak przynajmniej opisał to „Tygodnik Ilustrowany” z 1920 r. Zajmował się aprowizacją, nie walczył z karabinem w ręku. Ale nosił polski mundur i rogatywkę z polskim orzełkiem. „Kurier Poznański” opisał go później jako wzorowego żołnierza i patriotę, lubianego przez kolegów.

 

„Sandi opanował nasz język, przyjął chrzest, uzyskał obywatelstwo. Ba! Kwestował też na rzecz Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej. (…) W Polsce czarnoskóry był wyjątkiem. Dlatego był traktowany z sympatią, jako kuriozum”– opowiada we wzmiankowanym wyżej wywiadzie Przybylski.

 

Józef Sam Sandi z córką Gabrysią, fot. ze zbiorów A. Przybylskiego

Józef Sam Sandi z córką Gabrysią, fot. ze zbiorów A. Przybylskiego

Inna sprawa, że – zwłaszcza w latach dwudziestych – Sam Sandi był warszawskim celebrytą. Zresztą nosił się zawsze elegancko: w płaszczach czy garniturach. Nic dziwnego, że szybko stał się bohaterem satyrycznych felietonów. Dziennikarze ochrzcili go nawet „ambasadorem pełnomocnym Liberii”.

Aby się utrzymać, zbudowany atletycznie Sandi walczył jako zapaśnik w Cyrku Staniewskich. Honorowo, nigdy nie uderzał poniżej pasa. Był dobry technicznie, więc świetnie radził sobie z przeciwnikami. Kiedy przekroczył czterdziestkę i sił zaczęło mu brakować, organizował „benefisy” – wyginał podkowy, kładł się na gwoździach, słowem: dorabiał cyrkowymi sztuczkami.

Mieszkał u porucznika Władysława Kłonkowskiego, wykładowcy szkoły piechoty w Rembertowie. A że w stolicy uczył też języka angielskiego, w ten sposób poznał swoją przyszłą żonę Łucję Woźniak (młodszą o 10 lat). Pochodziła z Gniewkowa. Miał z nią dwie córki: Gabrysię i Krysię.

Magnes w Palmarium

Do Poznania przyjechał z rodziną w połowie lat trzydziestych, jak zwykle za pracą. Dobijał wtedy do pięćdziesiątki. Zatrudnienie znalazł w restauracji przy Półwiejskiej 5. Być może to z jego powodu lokal zmienił nazwę z Pod Słońcem na Palmarium? Wnętrze dansingu, pełne egzotycznych roślin, pasowało do widoku jego nowego pracownika. Sandi był tam jednocześnie ochroniarzem, bramkarzem i wabikiem: potrafił bowiem wróżyć, co ściągało do lokalu dodatkowych klientów (klientki), chcących poznać swoją przyszłość.

 

Józef Sam Sandi, reprodukcja akwareli z Kuriera Poznańskiego z 1935 r.

Józef Sam Sandi, reprodukcja akwareli z Kuriera Poznańskiego z 1935 r.

W Poznaniu nie zaznał jednak szczęścia. W 1936 roku małżeństwo Józefa Sama i Łucji przeżyło dramat: zmarła ich starsza córka Gabrysia (na grypę lub szkarlatynę). Sandi, człowiek bardzo rodzinny, ciężko to przeżył. Druga córka Krystyna przyszła na świat krótko przed jego śmiercią.

Czarnoskóry poznaniak zmarł nagle 29 kwietnia 1937 r. na wylew krwi do mózgu. Mieszkał bezpośrednio nad restauracją, w której pracował. Upadł, wychodząc z domu na Półwiejską. Niewykluczone, że była to konsekwencja ryzykownych walk, w jakich brał udział w Warszawie.

Pogrzeb Józefa Sandiego odbył się 1 maja 1937 roku. Dzięki starym fotografiom Przybylskiemu udało się ustalić, że Sandiego pochowano na cmentarzu górczyńskim, w tej samej kwaterze, w której spoczął podróżnik Kazimierz Nowak. Nieopłacony grób został zaraz po wojnie wykorzystany powtórnie. Dziś miejsce pochówku Sandiego upamiętnia specjalna tablica, sfinansowana z publicznej zbiórki.

 

Piotr Bojarski – pisarz i publicysta, autor m.in. biografii „Fiedler. Głód świata” oraz powieści „Na całego” i „Szmery”.