fot. Wojciech Hildebrandt

Sikawki w kościele

Muzeum Pożarnictwa w Rakoniewicach to miejsce wyjątkowe. Lokalna historia splata się tu z dziejami wielkopolskiej zaradności i gospodarności, a także solidarności obywatelskiej. Można tu też nacieszyć oczy pięknymi przedmiotami z minionej epoki.

Mają tu strażacy
samochód czerwony.
Na szerokich kołach
Czarne lśnią opony –

 

pisał Czesław Janczarski w „Jak Wojtek został strażakiem”. Nie trzeba spełniać chłopięcego marzenia, żeby zobaczyć całe mnóstwo pomalowanych płonącą czerwienią wozów strażackich. Wystarczy wybrać się do Rakoniewic do Wielkopolskiego Muzeum Pożarnictwa.

W 1974 roku strażacy w tym wielkopolskim miasteczku nie mogli już znieść tego, jak niszczeje sąsiadujący z ich remizą budynek poewangelickiego kościoła. Wybudowany w formie szachulcowego domu w 1763 roku przez polskiego właściciela miasta dla niemieckich osadników kłuł w oczy powybijanymi szybkami i sypiącymi się ścianami. Obrabowane do cna z bogatego wyposażenia wnętrze (z dwoma piętrami drewnianych balkonów) doczekało się nowej zaskakującej funkcji. Znalazły w nim schronienie stare sikawki strażackie. I tak kościół stał się muzeum.

DODATEK DO ŚLĄSKIEGO MUZEUM

Z czasem unikalna placówka rozrosła się. Wokół dziedzińca postawiono nowe pawilony i włączono do muzeum sąsiadujący z poewangelickim kościołem budynek dawnej szkoły. Od 1995 roku Wielkopolskie Muzeum Pożarnictwa jest oddziałem zamiejscowym Centralnego Muzeum Pożarnictwa w Mysłowicach. Sens oddania wielkopolskich zbiorów muzeum śląskiemu jest głęboko ukryty. Muzeum w Mysłowicach na swojej stronie internetowej zapomniało w ogóle napisać o rakoniewickim oddziale. Znaleźć można tam linki do wszystkich polskich lokalnych muzeów pożarnictwa – oprócz Rakoniewic.

Wiadomo, że w Wielkopolsce niczego się nie wyrzuca. W myśl tej niepisanej zasady wkrótce do miejscowych pamiątek strażackich zaczęły dołączać zabytkowe urządzenia z całej Wielkopolski. Archaiczne, ręczne i konne sikawki, a także nieco późniejsze mechaniczne urządzenia ze słynnych wytwórni, głównie niemieckich. Samych sikawek konnych zgromadzono aż 26. Najstarsza powstała w 1786 roku, najmłodsza w 1923. Ich oryginalny i niepowtarzalny design wzrusza i budzi podziw w naszych czasach pełnych nudnych i masowo produkowanych przedmiotów. Te dawne unikatowe pojazdy z metalu, drewna i skóry to wspaniałe dzieła myśli technicznej polskich rzemieślników. Udało się też ocalić urządzenia gaśnicze i motopompy wyprodukowane w poznańskiej fabryce Cegielskiego.

CZAR AUTOMOBILI

W Muzeum w Rakoniewicach znajduje się 25 samochodów strażackich z lat 1927–1986

Największy zachwyt może wzbudzić kolekcja 25 wozów strażackich. Najstarsze pochodzą z 1927 roku, z Węgierskiej Górki i Leszna. Te ostatnie – w doskonałym stanie – zachwycają urodą swych błyszczących detali i lśniącą czerwienią karoserii. Zapewniam, że podziwiać je będą wszyscy, nie tylko dzieci. Dobrze, że czasem wyjeżdżają na ulice i prezentują swoje wdzięki na wielkopolskich uroczystościach i festynach. Dawne automobile mają swój niepowtarzalny czar, ale nic nie przebije uroku wozów strażackich.

Są też kombinezony i mundury strażackie, paradne hełmy i topory. A w ostatnim czasie muzeum zaopiekowało się dekomunizowanymi sztandarami i emaliowanymi tablicami ze strażackich remiz. Najstarsze z tych strażackich chorągwi wzruszają starannie wyhaftowanymi, naiwnymi wizerunkami Świętego Floriana, patrona strażaków. Trafiają tu też na zasłużoną emeryturę egzemplarze sprzętu wycofywanego z użytku. Nie brakuje zbioru okolicznościowych medali, znaczków pocztowych i zapomnianych już naklejek na pudełka zapałek. Są i pamiątki z prywatnych kolekcji. W sumie prawie cztery tysiące eksponatów.

W muzeum pożarnictwa może kogoś zaskoczyć także ciekawa ekspozycja… przyrodnicza. Nie wszyscy lubią wypchane ptaszyska, ale to właśnie tu można poznać nazwy gatunków, które spotykamy w Polsce. Zwłaszcza gdy towarzyszą im wyjątkowej urody hiperrealistyczne rysunki zwierząt.

To miejsce pełni też funkcję muzeum regionalnego, prezentując historię Rakoniewic. Stare zdjęcia uwieczniają świat dawnego miasteczka – z wybrukowanym kocimi łbami rynkiem, otoczonym podcieniowymi drewnianymi domami. Wydaje się, że pokazują kosmicznie odległe czasy, a przecież mało kto wie, że w Rakoniewicach jeszcze w 1966 roku nie było prądu, a po wodę biegało się z wiadrami na rynek, do miejskiej studni.

PIERWSZY POLSKI MOBILE HOUSE

Wóz Drzymały

Niedaleko ustawił swój słynny wóz Michał Drzymała. Za pruskich czasów przepisy budowlane były jeszcze bardziej restrykcyjne niż dzisiaj. Pomysł skromnego polskiego chłopa, by wobec zakazu wybudowania domu na swojej ziemi postawić cygański mobile house, był genialny. Rodacy stosują go na terenach z zakazem zabudowy do dzisiaj, ale wtedy Drzymała był polskim bohaterem narodowym. Nie on pierwszy wpadł na ten pomysł, ale to jego historia stała się sławna na terenie wszystkich zaborów. Do tego stopnia, że społeczeństwo polskie zrzuciło się na nowszy model wozu dla Drzymały. Wręczono mu go w 1908 roku. Miał 7,5 × 2,5 metra i składał się z małej kuchenki i izby mieszkalnej z trzema oknami. Wewnątrz pomalowany na biało, na zewnątrz – żółty z zielonymi okiennicami. Dzielny bohater długo w nim jednak nie pomieszkał. Przegrawszy sprawę w Najwyższym Trybunale Administracyjnym w Berlinie, wyniósł się w inne miejsce, a słynny wóz pojechał do Krakowa, gdzie traktowano go z honorami jako narodową pamiątkę. Wóz wystawiono na pokaz w Barbakanie, gdzie zgnił i rozpadł się na dobre. Dzieci uczyły się o Michale Drzymale, a on sam żył potem w biedzie i zapomnieniu. Dopiero na starość przyznano mu zasiłek i rentę. Otrzymał też poniemieckie gospodarstwo. Na pamiątkę jego walki z Prusakami o dom w rakoniewickim muzeum postawiono replikę wozu. Trochę zbyt „nowo” wygląda, ale przypomina o naszych trudnych chwilach w historii.

Muzeum w Rakoniewicach przypomina też, że ochotnicze straże pożarne były w zaborze pruskim czasem jedynymi polskimi organizacjami patriotycznymi. Młodzi Polacy wstępowali do nich, by ćwiczyć tężyznę fizyczną, śpiewać polskie pieśni i wspólnie obchodzić święta narodowe. Zaborcy próbowali je kontrolować, ale nie mogli ich zakazać. Sto lat temu polscy strażacy przystąpili do wielkopolskiego powstania.

TROCHĘ HISTORII

Wielkopolskie Muzeum Pożarnictwa w Rakoniewicach jest jedną z najstarszych tego typu placówek w Polsce

Pożary miast i wsi były zawsze wielką plagą. Zabudowa – w dużej części drewniana – sprzyjała przenoszeniu ognia. Często kończyło się to zniszczeniem całych miast. Rygorystycznie przestrzegane przepisy ogniowe niewiele pomagały. Nie wystarczało też pospolite ruszenie biorące udział w gaszeniu pożarów.

W Polsce jako pierwszy nawoływał do tworzenia straży ogniowych Andrzej Frycz Modrzewski w swoim dziele „O poprawie Rzeczypospolitej” z 1557 roku. Pierwsza zawodowa straż pożarna na ziemiach polskich powstała w 1802 roku w Wilnie.

W zaborze pruskim kwestie te regulowały przepisy państwowe, które obligowały miasta do organizowania zawodowych, ochotniczych bądź przymusowych oddziałów straży pożarnej. Pomoc ta stała na wysokim poziomie. Nawet na wsi istniały świetnie wyposażone jednostki straży, powołane staraniem właścicieli ziemskich. Przy oddziałach strażackich tworzono chóry, orkiestry, amatorskie teatry, biblioteki i świetlice. W odrodzonej Polsce remiza stawała się najmniejszym centrum kultury, niesłusznie kojarzonym dzisiaj tylko z wiejską zabawą do upadłego. 19 tysięcy polskich oddziałów ochotniczych straży pożarnych to najlepszy dowód na to, jak ważna to była organizacja – potrzebna nie tylko w czasie pożarów, ale też podczas działań ratunkowych.

Muzeum Pożarnictwa w Rakoniewicach to wyjątkowe miejsce. Lokalna historia splata się tu z dziejami wielkopolskiej zaradności i gospodarności, solidarności obywatelskiej wobec zagrożeń i klęsk, wspólnego działania dla dobra całej społeczności. Można nacieszyć oczy pięknymi przedmiotami z minionej epoki i wrócić do dziecięcych marzeń, jednak nie bez refleksji, że ogień to wciąż wielka niszcząca siła.

 

Wielkopolskie Muzeum Pożarnictwa w Rakoniewicach jest jedną z najstarszych tego typu placówek w Polsce. Powstało w 1974 roku dzięki staraniom władz miasta, działaczy PTTK oraz Ochotniczej i Zawodowej Straży Pożarnej. Od 1995 roku stanowi Oddział Zamiejscowy Centralnego Muzeum Pożarnictwa w Mysłowicach. Mieści się w dawnym zborze ewangelickim z 1763 roku. W Muzeum znajduje się około 4 tysięcy eksponatów dokumentujących tradycję i historię straży pożarnej na terenie Wielkopolski. Są to m.in. 24 sikawki konne (lata 1786–1923), hełmy (od najstarszych skórzanych po współczesne), motopompy (najstarsze z lat 30.), 24 sztandary (lata 1886–1997). Samochody strażackie w liczbie 25 wozów (z lat 1927–1986) i sprzęt ciężki prezentowane są w pawilonach wystawienniczych.

 

 

CZYTAJ TAKŻE: Wielka historia dworu w Choryni
CZYTAJ TAKŻE: Amator to brzmi dumnie: Twórczość artystyczna ziemian
CZYTAJ TAKŻE: Kalisz zasługuje na więcej