fot. Wojciech Hildebrandt

Wielka historia dworu w Choryni

Gdzieś za Kościanem, nieopodal drogi na Gostyń, w starym parku stoi dwór. Niewielki, klasycystyczny w formie, zadbany. Na co dzień cicho tu i spokojnie.

Mało kto pamięta, że w oficynie naprzeciw choryńskiego dworu Adam Mickiewicz napisał „Redutę Ordona”. A świadkiem tworzenia tej legendy był mały Edmund Taczanowski, syn właściciela Choryni, przyszły bohaterski generał powstania styczniowego.

CZASY DRWĘSKIE

Okolice Choryni były zamieszkane już prawie tysiąc lat przed naszą erą – w epoce brązu. Świadczą o tym znaleziska archeologiczne w okolicy. W dokumentach odnotowano miejscowość pod koniec XIV wieku. Stąd wywodził się ród Choryńskich, potem majątek przechodził przez wiele rąk. W XVIII wieku mieszkali tu Drwęscy, z rodziny Jarogniewa Drwęskiego, pierwszego prezydenta Poznania po odzyskaniu niepodległości. W roku 1798 przez ożenek z Franciszką Drwęską wszedł w posiadanie majątku w Choryni Maksymilian Taczanowski. Z jego rodziną będą się wiązać losy tego miejsca przez następne 114 lat.

 

Zachowało się kilka opisów obecnego dworu – z jeszcze czasów Drwęskich:

„Dwór w Choryni pod gontem, poprawy cośkolwiek potrzebujący. Po prawej stronie dworu izba z alkierzem o jednym piecu zawalonym, z oknem złem bez zamknięcia i wrzeciądza, na lewej stronie dworu izba z oknami i piecem całem, z której komora idzie i z niej pokoik za kuchnią”.

„Budynek dworski drewniany, stary i do reparacji wcale niezdatny, lecz przykrycia nowego tymczasem przynajmniej potrzebujący. Drewno w nim wszystko spróchniałe […] Zamknięcie w tym dworze i drzwi jedne złe, drugich wcale nie masz”.

 

Około 1800 roku zrujnowane pozostałości przebudowano, nadając im formę dworu, który można oglądać dzisiaj. Tylko zachowane fragmenty piwnic o niewytłumaczalnie grubych murach i sklepienia prawej dobudówki wskazują, że rezydencja kryje w sobie elementy starszych budowli.

WIESZCZ W CHORYŃSKICH PROGACH

W takiej to siedzibie Józef Taczanowski powitał w sierpniu 1831 roku Adama Mickiewicza. Bardzo się zaprzyjaźnili i korespondowali potem jeszcze przez lata. Wieszcz przez dobre kilka miesięcy pomieszkiwał w Choryni, z przerwami na wizyty w okolicznych majątkach. Niedaleko, za granicą zaboru pruskiego, dogorywało powstanie listopadowe, a Mickiewicz balował w najlepsze, uwodząc żony i córki wielkopolskich ziemian. W Choryni romansował z Konstancją z Bojanowskich Łubieńską. Robił wielkie wrażenie w towarzystwie, śpiewał, improwizował. Dobrze zdawał sobie sprawę, ile warte są jego natchnione rymy, bo przyłapawszy kompanów na zapisywaniu improwizacji w Choryni, wyrwał im kartki i wrzucił do ognia.

 

Może właśnie tutaj rodziła się mickiewiczowska wizja polskiego, idealnego domu:

 

„Śród takich pól przed laty, nad brzegiem ruczaju,

Na pagórku niewielkim, we brzozowym gaju,

Stał dwór szlachecki, z drzewa, lecz podmurowany;

Świeciły się z daleka pobielane ściany,

Tym bielsze, że odbite od ciemnej zieleni

Topoli, co go bronią od wiatrów jesieni.

Dom mieszkalny niewielki, lecz zewsząd chędogi…”

 

Co prawda, nie mieszkał Mickiewicz w samym dworze, lecz w oficynie (zwanej też nowym dworem) położonej po przeciwnej stronie podjazdu. Tam były pokoje dla gości, tam mieszkały dzieci właścicieli. Oficyna, choć wielokrotnie przebudowywana, z dostawioną oszkloną werandą, przetrwała do naszych czasów. Razem ze starym dworem tworzy niespotykany układ dwóch rezydencji położonych po przeciwnych stronach okrągłego podjazdu.

DWAJ TACZANOWSCY – BOHATER I ROZRZUTNIK

W listach do Józefa Taczanowskiego prosił Adam Mickiewicz „ściskać Edmundzia”. Przyszły bohater miał wtedy niecałe dziesięć lat. Wkrótce skończył elitarne poznańskie Gimnazjum Marii Magdaleny, a potem wstąpił do pruskiej szkoły artylerii i inżynierii. Dosłużył się rangi porucznika i opuściwszy niemieckie oddziały, zajął się organizowaniem powstania w 1846 roku. Wziął udział w Wiośnie Ludów, a później zaciągnął się we Włoszech do oddziału Garibaldiego. Bronił Rzymu i był członkiem sztabu wojsk republikańskich. Już jako major trafił do francuskiej niewoli. Po powrocie do Wielkopolski organizował Bractwo Strzeleckie. Po wybuchu powstania styczniowego został dowódcą wojsk polskich w województwie kaliskim. Prowadził walkę ze zmiennym szczęściem. Ostatecznie, już jako generał, poniósł klęskę pod Kruszyną i uszedł z kraju do Francji. Podjął jeszcze nieudaną próbę organizacji polskich oddziałów w Turcji. Za swoją działalność skazano go zaocznie na karę śmierci. Wrócił do Choryni po amnestii w 1870 roku. Schorowany zmarł tu w 1879 roku. Choć jego postać zalicza się do panteonu bohaterów naszych walk niepodległościowych, szybko został zapomniany. Jest patronem jednej szkoły, w Poznaniu jedna ulica nosi jego imię. Szkoda. Pozostała jeszcze tylko pieśń powstańcza:

 

 „Taczanowski dobry był, dobry był,

 Bo Moskali dobrze bił, dobrze bił, dobrze bił wraz!

 Dalej bracia do boju, do boju, do boju,

 A Moskali do gnoju, do gnoju, do gnoju…”

  

Paradoksem historii ostatni Taczanowski właściciel Choryni, Władysław – był utracjuszem i hazardzistą. Przehandlował posiadłość w 1912 roku księciu weimarsko-saksońskiemu Wilhelmowi Ernestowi, który przyłączył ją do sąsiedniego Racotu będącego w jego rękach. Okrył się Władysław Taczanowski z tego powodu niesławą i został publicznie napiętnowany jako „mataczący i bezecny sprzedawczyk ziemi”. I zasłużył na komentarz:

 

„Taczanowski podły był, po łajdacku zawsze żył,

 Dalej będzie żywcem gnił…”

CHORYŃ – STOLICA ZBÓŻ

Niedługo potem, w 1921 roku, na mocy Traktatu Wersalskiego nowo powstałe państwo Polskie znacjonalizowało majątek w Choryni. I oddało w dzierżawę najważniejszemu polskiemu twórcy nowych odmian zbóż i buraków cukrowych, Aleksandrowi Janaszowi. Jego firma „Hodowla zbóż ozimych i buraków cukrowych A. Janasz” została upaństwowiona w 1950 roku. Przetrwała w Choryni najgorsze czasy i z sukcesami kontynuuje działalność jako spółka Danko. 140 lat tradycji tej firmy to swoisty fenomen gospodarczy. To hodowcom z Choryni zawdzięczamy najlepsze polskie odmiany pszenicy (w samym 2018 roku zarejestrowano kolejne trzy). Tutaj wyhodowano pszenżyto uprawiane obecnie na ponad milionie hektarów.

W porównaniu do tysięcy zniszczonych po wojnie polskich siedzib ziemiańskich Choryń to zadziwiający wyjątek. Wszystkie obiekty zespołu znajdują się w kwitnącym stanie, pieczołowicie odrestaurowane i zadbane. Podobnie jak budynki wielkiego folwarku, kilkuhektarowy park i neogotycki kościół należący do założenia.

We dworze ulokowane są biura zarządu spółki Danko. Niestety, w latach 70. stary dwór został rozebrany i zrekonstruowany według oryginału. „Polska szkoła konserwacji zabytków” się kłania. Od podjazdu zrobiono to wiernie, z trójkątnym tympanonem, wspartym na czterech pilastrach i dekoracją nad oknami w formie girland, jak na zachowanym zdjęciu z 1912 roku. Tylko trochę zieleni na ganku i przy ścianach brakuje. Od strony parku jest jednak gorzej, łącznie z kuriozalnym garażem na kilka samochodów pod wielkim tarasem.

CHWALMY MAŁE OJCZYZNY

Kilka dni temu ciszę Choryni przerwała promocja książki autorstwa Emiliana Prałata, monografii poświęconej dziejom tutejszego majątku i osobom związanym z tym miejscem. To pięknie ilustrowane i bardzo szczegółowe dzieło o maleńkiej wielkopolskiej miejscowości jest kolejną publikacją z autorskiej serii zatytułowanej „Miejsca i Sztuka” poświęconej wielkopolskim rezydencjom. Od 2015 roku dr Emilian Prałat, historyk sztuki, slawista i regionalista, wydał już pięć części: „Turew”, „Racot”, „Kopaszewo”, „Rąbiń” i najnowszą – „Choryń”. Autor, tytan pracy i pasjonat, samodzielnie dokonał dzieła wyjątkowego. Ku chwale Wielkopolski i kilku małych ojczyzn, które opisał.

Potrafił samodzielnie wykreować, przy okazji promocji swego ostatniego dzieła, wspaniałą imprezę kulturalną, jakiej Choryń w swoich dziejach nie widział. Uroczystości trwały blisko 4 godziny. Setki osób uczestniczyły w koncercie chóru Arion, koncercie muzyki poważnej w wykonaniu uczniów szkoły muzycznej z Kościana, w rekonstrukcjach scen historycznych z powstania styczniowego i wielkopolskiego. Słynnym powozem z Racotu, którym przybył do poznańskiego Bazaru Ignacy Paderewski – tym razem pod choryński dwór zajechał Edmund Taczanowski.

Były wspomnienia o wizycie Adama Mickiewicza w Choryni i oficjalne przemowy. Po złożeniu kwiatów przy grobowcach rodziny Taczanowskich wszyscy zasiedli do staropolskiej biesiady. W zapadających ciemnościach, na tle granatowego nieba i mrocznej ściany drzew lśnił stary dwór. W rozświetlonych oknach migały sylwetki członków rodu Taczanowskich, którzy przybyli z daleka na uroczystość. Może przemknął wśród nich duch bohaterskiego generała i romantycznego wieszcza? Kto wie…

 

CZYTAJ TAKŻE: Amator to brzmi dumnie: Twórczość artystyczna ziemian
CZYTAJ TAKŻE: Kalisz zasługuje na więcej
CZYTAJ TAKŻE: Wybuduję sobie zamek