fot. Wikipedia

Siła mitu

Czy 28 czerwca 1956 r. na Ławicy rozstrzelano 19 polskich żołnierzy? - zastanawiano się przez lata w Poznaniu czasów komuny. Do dziś brak jakiegokolwiek dowodu.

To był jeden z najdłużej funkcjonujących mitów poznańskiego Czerwca. Jego popularność i żywotność wzięły się zapewne stąd, że na poznańskich Jeżycach, w okolicy oblężonego przez poznaniaków Wojewódzkiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Publicznego zdarzały się pojedyncze sytuacje, w których żołnierze Ludowego Wojska Polskiego spontanicznie bratali się z demonstrantami i przechodzili na ich stronę. Były to incydenty, które nie mogły wpłynąć na przebieg walk. Zapadły jednak ludziom w pamięć.
Plotki o późniejszej zemście dowódców trafiły na podatny grunt.

 

Nie mógł wykluczyć

Poznański bunt stłumiło wojsko. Na polecenie partii i władz PRL krwawo i bezpardonowo. Po sowiecku. W pacyfikacji Poznania 28 czerwca 1956 r. wzięły udział jednostki ściągnięte z poligonu w Biedrusku i z Dolnego Śląska: 19 Dywizja Pancerna i 4 Dywizja Zmotoryzowana.

Kilka dni po zakończeniu ulicznych walk wśród poznaniaków rozeszły się pogłoski, że na Ławicy, gdzie podczas walk władze urządziły obóz filtracyjny dla aresztowanych, rozstrzelano 19 żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego. Powód? Mieli odmówić wykonania rozkazu użycia broni wobec demonstrantów.

Informacje te

 

„przyjmowano jako fakt i nie dziwiono się, że władze milczą na ten temat”

 

– pisał nieżyjący już badacz Czerwca, prof. Jan Sandorski z UAM w swoim szkicu „Poznański Czerwiec a prawo”.

 

Tablica przed zajezdnią tramwajową przy Gajowej, poświęcona ofiarom Czerwca, fot. Wikipedia

Tablica przed zajezdnią tramwajową przy Gajowej, poświęcona ofiarom Czerwca, fot. Wikipedia

Do czasów „Solidarności” informacje o rozstrzelanych ponoć żołnierzach przekazywano sobie w szeptankach. W maju 1981 r. o egzekucji na Ławicy napisał „Głos Wielkopolski”. Pułkownik Antoni Filipowicz, w 1956 roku szef Oficerskiej Szkoły Wojsk Pancernych i Zmotoryzowanych, zaprzeczył wtedy wprawdzie, by na Ławicy stracono kogokolwiek z podległej mu szkoły. Nie mógł jednak wykluczyć sytuacji, że w odwecie rozstrzelano 19 innych żołnierzy LWP.

W czerwcu 1981 r. wydano głośną w ówczesnej Polsce książkę „Poznański Czerwiec 1956” pod redakcją Jarosława Maciejewskiego i Zofii Trojanowiczowej. Znalazła się w niej m.in. pierwsza chronologiczna rekonstrukcja wydarzeń w dniu 29 czerwca 1956 roku. W jednej z notek znalazła się też… informacja czytelników o pogłoskach, że

 

„w wydzielonym, zamkniętym sektorze Zakładu Medycyny Sądowej przez cały dzień 29 czerwca leżały zwłoki 19 ludzi. Zidentyfikowano jednego z denatów, miał to być Stanisław Biskup. Zwłoki wywieziono z zakładu nocą”.

 

Autor notki dr Aleksander Ziemkowski nie omieszkał dodać, że zwłoki te powszechnie kojarzono z plotką o rzekomej egzekucji na Ławicy.

 

W morze?

Dziś wiadomo, że jakieś zwłoki przez Zakład Medycyny Sądowej się przewinęły przywieziono je samochodem wojskowym, a w piwnicy zakładu ciała miał ich pilnować rekomendowany przez Urząd ds. Bezpieczeństwa Publicznego dr Władysław Widy oraz bliżej nieznany generał. Nie przeprowadzono sekcji zwłok, sprawę zakończono krótkimi oględzinami i sporządzeniem protokołu.

 

Ulica Kochanowskiego; wynoszenie rannego spod ognia z gmachu Wojewódzkiego Urzędu ds. BP, fot. Wikipedia

Ulica Kochanowskiego; wynoszenie rannego spod ognia z gmachu Wojewódzkiego Urzędu ds. BP, fot. Wikipedia

Zagadkę tę starał się wyjaśnić prof. Sandorski. W sierpniu 1991 r. otrzymał list od mieszkańca Gdańska z informacją, że ciała rzekomo rozstrzelanych na Ławicy „17 osób” pojechały w skrzyniach koleją do portu Marynarki Wojennej w Gdyni. Tam miał je załadować okręt szkolny ORP „ZMP” i zrzucić w morze. Ale to nieprawda. Wiadomo bowiem, że w tym samym czasie ORP „ZMP” przebywał poza wodami terytorialnymi Polski.

Zastanawiające było również to, że przez tyle lat nie zgłosiła się żadna z rodzin rzekomo rozstrzelanych żołnierzy. Czy dlatego, że żołnierze ci mogli pochodzić spoza Wielkopolski? Nawet biorąc pod uwagę takie założenie, 10–20 lat pod Czerwcu sprawa musiałaby stać się głośna.

 

Dowodów brak

Śledztwo w sprawie poznańskiego Czerwca prowadzi od lat Instytut Pamięci Narodowej w Poznaniu. Co ustalono?

Prowadzący śledztwo prokurator IPN Mirosław Sławeta wyjaśnił kwestię kilkunastu tajemniczych ciał z Zakładu Medycyny Sądowej. Część zwłok, które leżały w tym zakładzie, nie była po prostu zewidencjonowana. Dzięki księgom z innych szpitali Sławecie udało się rozszyfrować wszystkie nazwiska zabitych – okazały się one znane z oficjalnej listy zabitych. Ponieważ w prosektorium nie wpisano ich do księgi, w ten sposób mogła zrodzić się legenda o kilkunastu tajemniczych, nieznanych ciałach.

 

Czerwiec 1956 r., Poznań. Źródło: Wielkopolskie Muzeum Niepodległości

Wiadomo, że w końcu czerwca 1956 r. w Poznaniu przypadkami nieposłuszeństwa i odmowy wykonania rozkazu przez żołnierzy zajmowała się specjalna grupa śledcza, złożona z przedstawicieli Głównego Zarządu Informacji WP, Zarządu Informacji Śląskiego Okręgu Wojskowego i prokuratury okręgu poznańskiego. Grupa prowadziła sprawy w sumie dziewięciu żołnierzy, oskarżając ich o zamach na ustrój państwa i wrogą propagandę.

Żadne znane dziś dokumenty nie potwierdzają jednak tezy o buncie w szeregach żołnierzy. Wnikliwą kwerendę w archiwaliach wojskowych przeprowadzili prof. Janusz Karwat i prof. Edward Nalepa. Oni również nie znaleźli śladu o zbuntowanych żołnierzach z Ławicy.

IPN nie potwierdził też prawdziwości przekazów o ukaraniu tychże żołnierzy rozstrzelaniem. Dwóch wojskowych, którzy w 1956 roku przeszli na stronę tłumu, otrzymało później wyroki pozbawienia wolności ale nie kary śmierci.

W wyniku dramatycznych wydarzeń Czerwca 1956 straciło życie 58 osób: 50 cywili, 4 żołnierzy, 1 milicjant i 3 funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa.

 

 

* Piotr Bojarski – pisarz i publicysta, autor książek o Poznańskim Czerwcu: reportażu „1956. Przebudzeni” oraz powieści „Juni”.

 

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
2
Świetne
Świetne
2
Smutne
Smutne
7
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
6
Dziwne
Dziwne
0