fot. Mariusz Forecki

Śladami

Zachęcam do wybrania się na trzy szczególne szlaki: przydrożnych krzyży, wiatraków i drewnianych kościołów. Drogi te warto przemierzać ruchem konika szachowego. Można to zrobić na wiele sposobów i w różnym czasie: korzystając z leniwej niedzieli, urlopu albo zaglądając na nie przez cały rok.

MISTRZ Z MASANOWA 

Jadąc od wsi do wsi w okolicach Grabowa, Ostrowa Wielkopolskiego, Wieruszowa, dostrzec można niezwykłe i piękne przydrożne krzyże. Swego czasu na taki krzyż składała się cała wieś. Stawiano go na rozstajach, aby pomodlić się przed podróżą albo zmylić złe duchy, co plączą ludziom ścieżki i zwodzą na manowce. Niektóre z nich stoją wprost na podwórkach zapobiegliwych gospodarzy, by tam chronić domostwo przed śmiertelną zarazą, okrutną plagą albo pożarem. Jak napisałam w książce „Na ratunek aniołom, diabłom, świętym i grzesznikom. Przewodnik po kościołach, pałacach i ciekawostkach Wielkopolski” (Poznań 2017): „mimo powstań i pożarów, jednych i drugich wojen, komunistów i korników, ciągle tkwią na swoim miejscu, od ponad dwustu lat na zmianę prażąc się w słońcu, moknąc w deszczu i marznąc na zimę”.

Kilka słów o samym mistrzu Pawle Brylińskim, który te wiejskie krzyże wyrzeźbił. Zwany był Mistrzem z Masanowa i na ten tytuł w pełni zasługiwał. Łatwo rozpoznać jego Chrystusy Frasobliwe, Weroniki Zatroskane i te aniołki, które od czasu do czasu, na patyczku przyczepione, zdają się wokół krzyża fruwać na chwałę. Bryliński urodził się w 1835 roku, zmarł w 1890. Podobno był człowiekiem pogodnym i dobrodusznym, łatwo w to uwierzyć, patrząc na jego Adama i Ewę przeniesionych do kościoła w Odolanowie. To urocza para bezradnych, zagubionych grzeszników, którzy stojąc pod wielkim drzewem pełnym najczerwieńszych owoców, nie rozumieją tego wszystkiego, co się stało. Trudno mieć do nich żal za raj utracony. Podobno gdziekolwiek Bryliński pojawił się, otaczała go gromadka rozkrzyczanych dzieci.

 

Mistrz z Masanowa – może już jako ostatni – pędził żywot wędrownego artysty, przemieszczając się z miejsca na miejsce zgodnie ze zmieniającymi się porami roku.

Opuszczał swój Masanów i pojawiał się na wiosnę u gospodarza, który gościł go pod swoim dachem, aż ten nie ukończył pracy, wyrzeźbiwszy kolejny krzyż albo kapliczkę. Wędrował, ciągnąc za sobą wózek – i to wokół niego biegały dzieci. Wózek oczywiście był pełen narzędzi, ale i wyrzeźbionych przez zimę zabawek: drewnianych motyli, ptaszków i aniołków, które poruszały skrzydełkami, wystarczyło pociągnąć za sznurek. 

fot. Magdalena Adamczewska

Paweł Bryliński zostawił po sobie trzydzieści sześć krzyży i siedem kapliczek. Było ich na pewno więcej, prowadził bardzo pracowite życie. Część z pewnością zaginęła, ale… Może się jeszcze jakieś odnajdą – po domach, stodołach, utknięte w zapomnianych kapliczkach? I to powód, by nie tylko ruszyć szlakiem krzyży Pawła Brylińskiego, ale i z tego szlaku zboczyć. Nigdy nie wiadomo, co się znajdzie po drodze.

WIELKOPOLSKIE WIATRAKI 

 

W całej Wielkopolsce jest ich około siedemdziesięciu pięciu. Warto je zobaczyć, zanim będzie za późno.

Kolejne drogi i bezdroża, na które warto się zapuścić, to miejsca, gdzie od dawna najchętniej wieją wiatry, czyli na szlak wielkopolskich wiatraków. W tę drogę warto wybrać się najszybciej, jak tylko się da, bo wkrótce połowa z wiatraków się rozpadnie. Planując dłuższą wycieczkę, warto zacząć od Osiecznej i muzeum, które prowadzi małżeństwo państwa Jankowskich. Można tam zobaczyć wiatrak wraz z jego wnętrzem i dowiedzieć się, że obracał się cały i to całkiem lekko, choć zębate drewniane koła w środku są olbrzymie.

fot. Mariusz Forecki

Można też chyba śmiało powiedzieć, że Jarosława Jankowskiego wiatr opętał, bo z informatyka zamienił się w restauratora starych wiatraków – i robi to zawodowo. Opracował też wiatraczny szlak o długości 116 kilometrów. Wiedzie on przez Rydzynę, Leszno, Osieczną, Krzywiń, Jerkę, Racot, Kościan, Śmigiel, Wilkowice i Święciechowę. Przemierzając go, warto podziwiać ostanie wiatraki w Polsce. Na trasie jest siedemnaście obiektów. W całej Wielkopolsce jest ich jeszcze około siedemdziesięciu pięciu. I pomyśleć tylko, że w XVIII wieku to nie Holandia, ale Wielkopolska była zagłębiem młynarstwa w Europie. Było tu około dwa i pół tysiąca wiatraków! W samym – nomen omen – Śmiglu było ich sześćdziesiąt. Dziś śmigła tych, które ostały się do naszych czasów, można poruszyć za pomocą wyobraźni. Też działa, proponuję sprawdzić. 

DO TARNOWA PAŁUCKIEGO I DALEJ… 

 

Na koniec zostawiłam szlak najdłuższy – drewniany i też fascynujący. Szlak niesamowitej architektury – drewnianych kościołów.

fot. Magdalena Adamczewska

Wejście do niektórych obiektów, niestety, trzeba zaplanować bardzo starannie, ale warto! Zobaczyć można chmary aniołów, tabuny diabłów, niebo, piekło i od czasu do czasu rzeź niewiniątek. Są znaki zodiaku, święci na torturach, rycerze na koniach, śmierć na scenie i jaszczurka przy konfesjonale. Wszystkiego tu opisać nie zdołam. Mogę tyko zaproponować, od czego zacząć. Na początek można wybrać się do Tarnowa Pałuckiego. Zobaczyć i dotknąć kościół św. Mikołaja – to najprawdopodobniej najstarszy drewniany kościół w Polsce. Według legendy osiadł na górce zaraz po powodzi. Tyle legenda. A tak naprawdę, od zawsze musiał wydawać się wszystkim bardzo stary. Dziś, dzięki niesamowitej dyscyplinie nauki, a mianowicie dendrochronologii wiemy, że drewno do jego budowy ścięto dokładnie na przełomie 1373/1374 roku! A drzewa te rosnąć zaczęły jeszcze za czasów Mieszka Starego… Jak się to oblicza? O tym także można przeczytać w moim „przewodniku”, ale warto to zgłębić, będąc już na szlaku.

„Na ratunek aniołom, diabłom, świętym i grzesznikom. Przewodnik po kościołach, pałacach i ciekawostkach Wielkopolski” (2017) autorstwa Joanny Jodełki to niezwykle intrygująca opowieść o znanej i nieznanej Wielkopolsce. Autorka opisała w nim kilkadziesiąt miejsc. Ten przewodnik po pałacach, kościołach i ciekawostkach Wielkopolski zachęca do zapoznania się z bogactwem kulturowym i historycznym regionu. Książka została zilustrowana licznymi zdjęciami – w większości autorstwa Magdaleny Adamczewskiej.

 

Tekst ukazał się w dodatku do „Głosu Wielkopolskiego”, Kultura u Podstaw, Szlaki/Wielkopolska, 29–30 września.

 

POLECAMY: Polecamy także cykl audycji z Joanną Jodełką poświęcony wybranym zabytkom Wielkopolski – „Na ratunek aniołom, diabłom, świętym i grzesznikom”.

JOANNA JODEŁKA – ur. 1973 r., powieściopisarka, autorka kryminałów, absolwentka historii sztuki na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jej debiutancka powieść „Polichromia. Zbrodnia o wielu barwach” (2009) została uhonorowana Nagrodą Wielkiego Kalibru na Międzynarodowym Festiwalu Kryminału we Wrocławiu. Autorka książki „Na ratunek aniołom, diabłom, świętym i grzesznikom. Przewodnik po kościołach, pałacach i ciekawostkach Wielkopolski” (2017). Stypendystka Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Marszałka Województwa Wielkopolskiego i Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej.

 

CZYTAJ TAKŻE: Zachwyt na szlaku
CZYTAJ TAKŻE: Szlakiem dębów i ptaków
CZYTAJ TAKŻE: Szlaki tradycji

 

SŁUCHAJ TAKŻE: Cykl „Na ratunek aniołom, diabłom, świętym i grzesznikom” – katedra w Poznaniu