fot. Mariusz Forecki

Spalenie katedry w Gnieźnie

Pożar katedry w styczniu 1945 roku nie był przypadkiem! Sowieci cynicznie zainscenizowali przedstawienie, by podpalić kościół, pomnik początków chrześcijaństwa w Polsce – mówi Bogumił Bielecki, autor filmu „Spalenie katedry”, który odkrywa prawdę o tamtych wydarzeniach. Film pokazano pod koniec stycznia w Miejskim Ośrodku Kultury w Gnieźnie.

DAINA KOLBUSZEWSKA: Od 45 lat wytrwale dokumentuje Pan prawdę na temat spalenia gnieźnieńskiej katedry. Kiedy zaczął się Pan ta sprawą interesować?

BOGUMIŁ BIELECKI: Urodziłem się w 1944 roku w Gnieźnie, w cieniu wież katedry. Od dziecka bardzo lubiłem opowieści ludzi starszych. Gniezno było miastem kolejarzy – do dziś pamiętam dwóch, którzy mieli zakręcone, góralskie fajki. Często przysłuchiwałem się, jak opowiadali o I wojnie. Wtedy narodziło się moje zainteresowanie historią. A o pożarze katedry zawsze chętnie słuchałem. W głowie wciąż siedział mi mój ojciec, który widział pożar i bardzo przeżywał, że od początku władze kłamały w sprawie jej spalenia.

 

Kiedy zacząłem pracować w Gnieźnie, wziąłem pożyczkę i kupiłem radziecką kamerę Newę, zresztą wierną kopię niemieckiej! Zacząłem kręcić rodzinne filmiki, jeszcze nieme.

Tak się zaczęło moje filmowanie. Z czasem kupiłem kamerę wideo, która miała dźwięk. Mogłem wtedy nagrywać opowieści świadków spalenia katedry. Ale ludzie często się bali, nie chcieli występować pod swoim nazwiskiem. Po 1989 roku zaczęli się powoli otwierać i miałem coraz więcej materiału.

 

Jak zaczął powstawać film o spaleniu katedry?

Przygotowywaliśmy się w Gnieźnie do 60. rocznicy spalenia katedry, to było 15 lat temu. Nawiązałem wówczas kontakt z księdzem kanonikiem Marianem Aleksandrowiczem, dyrektorem Archiwum Archidiecezjalnego. To była niesamowita postać, erudyta! Miał nagrane na taśmie magnetofonowej wspomnienia świadków, którzy widzieli pożar katedry. Udostępnił mi te nagrania, porównywaliśmy je ze wspomnieniami, które mnie się udało zebrać. Szukaliśmy wiarygodnych świadków, bo niektórzy naprawdę mocno zmyślali, nie wiem po co… Sporządziliśmy mapkę, dzięki której wiedzieliśmy, gdzie stali świadkowie i co mogli widzieć. To nam pomogło. Sporo już wiedzieliśmy o samym pożarze, ale nadal nie znaliśmy pewnej odpowiedzi na najważniejsze pytanie – jak do niego doszło.

 

Oficjalna wersja, powtarzana w źródłach historycznych głosiła, że na wieży było gniazdo karabinu maszynowego, do którego strzelali Sowieci, wywołując (niechcący) pożar katedry.

Spalenie katedry w Gnieźnie, 23 stycznia 1945 r., fot. Julian Śmielecki

Ta wersja nam się nie zgadzała. Gniezno zostało wyzwolone 21 stycznia i Niemców od tego czasu w mieście nie widziano. Z badań zrobionych po pożarze wynikało, że w katedrze nie było żadnych śladów obecności Niemców. Poza tym katedra, kiedy zaczęła płonąć, była zamknięta na klucz, a klucz znajdował się w starostwie. Wiemy o tym od strażaków, którzy przyjechali gasić pożar. Niemcy zamknęli się w katedrze i odnieśli klucz do starostwa? Absurd.

W 2006 r. pokazałem w MOK-u pierwszą wersję filmu „Spalenie katedry”. Ale wciąż brakowało nam dowodu, czarno na białym, co naprawdę działo się pod katedrą.

 

W 2010 r. Wojciech Śmielecki odnalazł schowane za szafą zdjęcia z 1945 roku, zrobione przez jego ojca, pokazujące radzieckie czołgi celujące w wieże katedry. To było to, czego Pan szukał?

Tak! Znalezienie zdjęć Juliana Śmieleckiego rozwiało wiele wątpliwości. Wykorzystałem je w swoim filmie.

 

Kto wydał rozkaz ostrzelania katedry?

Spalenie katedry w Gnieźnie, 23 stycznia 1945 r, fot. Julian Śmielecki

Pewnie już się nie dowiemy, kto zainspirował spalenie katedry. Wiemy natomiast, że 23 stycznia utworzyły się w Gnieźnie nowe, komunistyczne władze i że tego dnia przyjechała do miasta delegacja z Lublina. Czy to komuniści namówili Sowietów do zainscenizowania walk z Niemcami, którzy mieli niby strzelać z wież katedry? Czy też był to, jak twierdzą niektórzy historycy, wybryk pijanych żołnierzy? Nie sądzę. To wszystko zostało przeprowadzone zbyt sprytnie! Gdyby Sowieci sami chcieli spalić katedrę, zrobiliby to 21 stycznia!

 

W 2006 r. pokazał Pan pierwszą, niepełną jeszcze wersję filmu. 23 stycznia odbył się pokaz premierowy uzupełnionej wersji dokumentu – widzów było tak wielu, że się nie pomieścili. Dla nich zorganizowano 29 stycznia drugi pokaz – i znów sala była pełna!

Przed premierą czułem ogromny strach, co to będzie. Ale potem przyszła satysfakcja. Okazało się, że prawda o spaleniu katedry jest dla Gnieźnian bardzo ważna, podobnie jak dla mnie. Szkoda, że w książkach i przewodnikach ciągle można znaleźć przekłamaną wersję…

BOGUMIŁ BIELECKI – pasjonat historii, dokumentalista-amator, autor wielu filmów związanych z bieżącymi wydarzeniami w Gnieźnie, dokumentów dotyczących czasów II wojny i okresu tuż po wojnie. Mówi o sobie: „Naczytałem się książek i morze mnie ciągnęło. Po skończeniu szkoły podstawowej pojechałem do Gdańska, do technikum budowy okrętów. Trzy lata pracowałem potem jako stoczniowiec. Po odsłużeniu wojska w Poznaniu zostałem na stałe w Gnieźnie. Przepracowałem 45 lat w PKS. I filmowałem. To moja życiowa pasja!”. Dokument o spaleniu katedry powstał za jego prywatne pieniądze.

 

 

CZYTAJ TAKŻE: Katedra na celowniku. Z cyklu: Historie