fot. Wojciech Hildebrandt

Światowa architektura w Kaliszu

Jest w Kaliszu niesamowita budowla. Jej widok z okien pociągu i dalekiej szosy pozostawia przybyszy w zadziwieniu. Może to kosmodrom, może wyrzutnia rakietowa?

Panorama Kalisza zachowała swój historyczny urok. Zabudowę Starego Miasta wieńczy biała wieża ratusza i wieże kościołów. Dalej wylały się szeroko nudne blokowiska. To tam stoi niesamowita budowla. Inna niż wszystkie: może to kosmodrom, może wyrzutnia rakietowa? Widok z okien pociągu i dalekiej szosy pozostawia przybyszy w zadziwieniu.

Niecodziennie możemy oglądać wysoką na 45 metrów paraboloidę hiperboliczną, jednopowłokową łupinę z białego cementu o grubości od zaledwie 6 do 13 centymetrów.

 

Ta rzeźbiarska forma o awangardowo-nowoczesnym kształcie to Sanktuarium Miłosierdzia Bożego.

Świątynia stoi w Kaliszu, na osiedlu Adama Asnyka. Trochę się jej trzeba naszukać. Idąc od centrum miasta, zabudowa staje się przypadkowa i rzednie. Trzeba minąć zapuszczone, modernistyczne wille przy pełnych zieleni ulicach. Pierwsze, niewysokie, czteropiętrowe bloki, pastelowo docieplone nie zapowiadają nic ciekawego. Nagle, w prześwicie między budynkami, dostrzegłem wysmukłą wieżę o miękkich liniach. Zaparło mi dech.

Kościół nie jest wpisany logicznie w żaden układ urbanistyczny. Zajmuje niedużą przestrzeń, zamkniętą ciasno z czterech stron przez kilkupiętrowe bloki mieszkalne. Jest jakby odizolowany, odgrodzony od miasta. Tym większe wrażenie wywołuje jego bryła, zaskakująca, bo zobaczona znienacka, od razu z bliska.

MIĘDZY EPOKAMI

Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Kaliszu

Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Kaliszu. Fot. Wojciech Hildebrandt

W pierwszych latach po II wojnie światowej powstało w Polsce niewiele nowych kościołów. Najpierw trzeba było odbudować z ruin stare. A w najgorszych czasach stalinowskich, na początku lat 50., komunistyczne władze nie pozwalały na to wcale. Na fali odwilży, po 1956 roku, na krótko można było uzyskać zgodę na budowę nowej świątyni. Korzystając z tej możliwości, w 1958 roku ogłoszono w Kaliszu konkurs architektoniczny.

Zwyciężył projekt dwóch młodych architektów, Andrzeja Fajansa (wtedy jeszcze studenta) i niewiele od niego starszego Jerzego Kuźmienki. Tego ostatniego fascynowała geometria i nowe możliwości jej wykorzystania do tworzenia struktur przestrzennych w architekturze.

 

Cienkościenna powłoka z betonu zbrojonego stalą zdawała się dawać nieograniczone możliwości. Tak budowniczowie pierwszych katedr, architekci, zaproponowali nowatorską formę architektoniczną dla sacrum.

Nasz polski Kościół katolicki, otwarty na świat i odważnie wychodzący naprzeciw wyzwaniom współczesności, wybrał ten odważny, zaliczany do awangardy sztuki i architektury projekt. Trudno uwierzyć!

Nadal budynek ten robi wrażenie, ale wtedy decyzja Kościoła musiała być szokująca. Proszę pamiętać, że ledwie kilka lat wcześniej powstał w Warszawie gigantyczny i wtórny tort pałacu kultury i nauki. A tu nagle ktoś chciał zawiesić w powietrzu delikatną, betonową płachtę o wysokości prawie dwudziestu pięter. Narysować można wszystko, ale trzeba to jeszcze policzyć i zbudować.

GENIALNA AMATORSZCZYZNA

Konstrukcję kaliskiego kościoła po mistrzowsku zaprojektował Wacław Zalewski. Warto przypomnieć tę postać późniejszego profesora Massachusetts Institute of Technology w Stanach Zjednoczonych. Zalewski był światowym pionierem technik linowo-prętowych w konstrukcjach lekkich zadaszeń bez zastosowania podpór wewnętrznych. Liczył w pamięci szybciej, niż można by to zrobić na kalkulatorach. Jest też autorem konstrukcji dla poznańskiego Okrąglaka.

Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Kaliszu

Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Kaliszu. Fot. Wojciech Hildebrandt

Tu, w Kaliszu, zaproponowano jednopowłokową powierzchnię, tworzącą kształt paraboloidy hiperbolicznej. Ta ostatnia to nieograniczona powierzchnia drugiego stopnia o jednej osi symetrii, z dwoma płaszczyznami symetrii. Powstaje w wyniku przesunięcia paraboli wzdłuż innej paraboli. Obie parabole muszą znajdować się w płaszczyznach prostopadłych do siebie, ich osie symetrii muszą być równoległe, a ramiona być skierowane w przeciwne strony. Powierzchnia ta ma ciekawą właściwość, wbrew swojemu krzywoliniowemu wyglądowi, tworzy ją układ linii prostych. Pozwala to na użycie szalunków ze zwykłych, prostych desek. Bardzo się to przydało podczas budowy kaliskiego kościoła.

Najpierw trzeba było tę futurystyczną powierzchnię policzyć. Ręcznie, na piechotę, bez kalkulatorów i komputerów. Te ostatnie były wtedy jeszcze stanowczo za głupie, a na kalkulatory trzeba by jeszcze poczekać prawie dwadzieścia lat.

 

Wyjątkowy projekt latami przygotowywano do realizacji. Władze cofnęły pozwolenie na budowę i trzeba było aż dziewiętnastu lat, by inwestycja ruszyła. Trwała od 1977 roku aż po lata 90.

Budowniczym nie przeszkodził nawet stan wojenny. Budowano powoli, z mozołem, skromnymi siłami parafian. Oni sami, bez fachowych firm i specjalistów, bez dźwigów i koparek, własnymi rękami wznieśli ten cud nowoczesnej architektury. Kierownik inwestycji, ksiądz proboszcz, przyjeżdżał codziennie na budowę na starym rowerze. Las rusztowań z drewna nie różnił się niczym od tych stosowanych przez budowniczych średniowiecznych katedr. Momentami krzywo i topornie, ale trudny projekt zrealizowano.

ŚWIATOWY WYCZYN

Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Kaliszu

Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Kaliszu. Fot. Wojciech Hildebrandt

Kaliski kościół nie ma swoich odpowiedników na świecie. Można go porównać do łupinowej konstrukcji opery w Sydney, zbudowanej według projektu Jørna Utzona z 1956 roku. Podobne rozwiązania stosował niezależnie w Meksyku Félix Candela, tyle że na dużo mniejszą skalę. Można też przywołać dla porównania maleńki pawilon Philipsa na wystawie światowej w Brukseli z 1958 roku, projektu Le Corbusiera. Miękkie linie Sanktuarium Miłosierdzia Bożego kojarzą się luźno z brazylijską architekturą Oscara Niemeyera. Takie porównania to wielki komplement dla kaliskiego kościoła.

 

To pierwsza na świecie realizacja architektoniczna wykorzystująca jednopowłokową powierzchnię paraboliczną w tak wielkiej skali, a jednocześnie dzieło pełne wyjątkowego, nieprzemijającego piękna.

Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Kaliszu

Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Kaliszu. Fot. Wojciech Hildebrandt

W Kaliszu, mieście żyjącym odległą przeszłością, wyjątkowe Sanktuarium Miłosierdzia Bożego jest niedoceniane. Cement betonowej powłoki nie jest już biały, podkreśla to prymitywne piękno odciśniętych desek szalunkowych. Szkoda, że wnętrza nie zostały zaprojektowane na równie wysokim, co architektura, poziomie. Naiwny ołtarz główny z wielką postacią Chrystusa na chmurze gipsowych główek, wystających z kłębowiska świętych, budzi mieszane uczucia. Klasy nie dodają też drewniane boazerie i przypadkowo poupychane ławki czy poskręcane w zestawy krzesła. Ani rachityczne palmy przy ołtarzu i salcesonowa posadzka.

Nie burzy to jednak potęgi architektury sanktuarium i można te błędy łatwo naprawić tak, by dorównały subtelnym, witrażowym, wiszącym lampom i kutym, żelaznym drzwiom o zawiasach jak z filmu fantasy. Udane są też witraże, które magicznie rozświetlają olbrzymią przestrzeń wnętrza. Po lewej stronie ołtarza – wibrującymi czerwieniami krwi, a po prawej – migotliwymi błękitami wody. Witraż o kształcie paraboli, wokół wejścia, obrazuje tęczę, symbol przymierza Boga z ludźmi, jak można przeczytać w parafialnym opisie.

Siedziałem w tym kościele zamyślony, na przedwieczornym nabożeństwie maryjnym. Wierni z zapalonymi świecami w rękach odmawiali różaniec. Kościół w zwykły, powszedni dzień, był pełen wiernych.

Zachodzące słońce wysunęło się na chwilę zza ciężkiej zasłony chmur i rozmalowało witrażową tęczę, która łagodnie falowała po ścianach. Zaczęło się ściemniać i płomyki świec nabrały znaczenia.

Odwieczna modlitwa znalazła doskonałe miejsce w nowoczesnej, rewelacyjnie akustycznej przestrzeni wnętrza paraboloidy hiperbolicznej. Dźwięki pobożnej pieśni rozchodziły się krystalicznie czysto. Zanurzony w nich po uszy pomyślałem: to najpiękniejszy polski kościół całego powojnia. Wybrałbym go z tych czterech tysięcy realizacji, w dużej liczbie pysznych, błyszczących fałszywym złotem i tanim luksusem bez gustu. Czasem nawet bez Boga.

CZYTAJ TAKŻE: Nieomylne chlaśnięcie pędzlem... Zofia Stryjeńska

CZYTAJ TAKŻE: Triumf średniowiecznych budowniczych – katedra Notre Dame w Paryżu

CZYTAJ TAKŻE: Obrazy ukrzyżowania