fot. Wojciech Hildebrandt

Świętości z pociągu („Ikona w zbiorach Muzeum Okręgowego w Koninie”)

3 listopada 1997 roku w pociągu relacji Warszawa–Frankfurt, na stacji Konin, znaleziono sporych rozmiarów paczkę. Właściciel zniknął i zostawił zawartość na łasce losu, a właściwie w rękach policji. Wewnątrz pakunku kryło się 67 ikon. Od niedawna cenny zbiór ikon można oglądać na wystawie w gosławickim zamku.

Dzielna policja obwieściła „udaremnienie próby przemytu dzieł sztuki przez wywiezienie ich zagranicę”, choć paczka nigdy tam nie dojechała. Stosowny sąd po 14 latach intensywnych dociekań przekazał tę bezpańską kolekcję do Muzeum Okręgowego w Koninie. Kolejne 7 lat przeleżała ona zapomniana w magazynie.

IKONY: WIELKA CHRZEŚCIJAŃSKA TRADYCJA

Kiedyś były ich miliony. Odgrywały wyjątkową rolę we wschodnim chrześcijaństwie. Szczelnie wypełniały ikonostasy świątyń, były w każdym prawosławnym domu, w specjalnym miejscu przeznaczonym do modlitwy.

Zabierano je w podróż, pełniły funkcję podobną do amuletów. Najstarsze pochodzą z Egiptu, z klasztoru Św. Katarzyny na Synaju. Potem sztuka pisania ikon rozwinęła się w Bizancjum. To tam sformułowano precyzyjne zasady – zarówno w kwestii technologii, jak i tematyki. Po upadku Bizancjum tradycja ikony była kontynuowana na Rusi i Półwyspie Bałkańskim.

Co ciekawe, z ikonami związana jest też większość historii zachodniego chrześcijaństwa. Sztuka pierwszych wieków kościoła łacińskiego i całe średniowiecze były pod wielkim wpływem artystów bizantyjskich. Zwłaszcza we Włoszech artyści czerpali inspiracje z Konstantynopola. Dopiero renesans spowodował, że ścieżki sztuki Wschodu i Zachodu rozeszły się na długie wieki. To, co dla nas było odkrywcze i nowatorskie, dla prawosławnych było upadkiem i zepsuciem. Europa popadła w zachwyt odkryciami anatomii i geometrii, a perspektywa wykreślna otworzyła przestrzeń obrazu w nieskończoność. Artysta stał się wyzwolonym kreatorem malarskich wizji. Tematy religijne ciągle dominowały w sztuce, ale pojawiły się inne, świeckie.

Z naszego punktu widzenia połamana perspektywa ikon, wyciągnięte sylwetki świętych, w sztywnych gestach i z zamrożoną mimiką – zdawały się śmieszyć swoją nieudolnością.

 

Dopiero w XX wieku, gdy sztuka nowoczesna złamała akademickie kanony, można było na nowo zrozumieć całe bogactwo filozofii ikony. I zachwycić się nią na nowo.

Chociaż przykład klasycznej, wschodniej ikony Matki Boskiej Częstochowskiej wskazuje, że ikony towarzyszą nam od zawsze. Tyle że zamienione w połyskliwe fetysze, zasłonięte szczelnie metalowymi sukienkami.

CZYM JEST IKONA?

„Ikony nie mają być piękne, bo nie służą do oglądania, tylko do kontemplacji”.

Tak naprawdę ikonopisarz nie maluje ikony. On ją tylko wydobywa z ciemności, muskając pędzlem zanurzonym w świetle i kolorze. Nie jest to ziemski blask, tylko promieniowanie boskiej światłości, która emanuje ze złotego tła i płomiennych kolorów. Te święte obrazy otwierają się ku nam i tchną prawdziwą obecnością wcielonego Boga. Nie mają być piękne, bo nie służą do oglądania, tylko do kontemplacji. Mają przenosić nasze myśli ku niebu, ponad codzienną rzeczywistość. Są oknem do innego świata, czasoprzestrzenną szczeliną ku wieczności…

Ich tajemniczy przekaz wywołał nienawiść komunistów, którzy po rewolucji październikowej widzieli w religii największego wroga swojej ideologii. W imperium sowieckim wymordowano bestialsko setki tysięcy duchownych, wysadzono w powietrze i sprofanowano tysiące świątyń. Ikony jako świadectwa znienawidzonej wiary były niszczone bezwzględnie, palono je, rąbano, rozstrzeliwano jak ludzi. Ale też, ze względu na małe rozmiary, łatwo było je ukryć i przechować.

Troskliwie ukrywane dawały nadzieję w potworny czas. Jeszcze kilkadziesiąt lat po rewolucji trafiały tysiącami do muzealnych magazynów z całym Sojuzie. Jak spod ziemi wydobywano wciąż kolejne, które przetrwały najgorsze lata. W ateistycznym państwie ikony stały się co raz bardziej pożądanym przedmiotem handlu.

TOWAR EKSPORTOWY

Gdy rozpadał się Związek Radziecki, pojawiły się nowe możliwości podróżowania między Zachodem a zamkniętym na świat komunistycznym rajem. Przełomowym momentem była moskiewska olimpiada w 1980 roku. Tysiące zagranicznych gości szukało pamiątek z tej wyjątkowej podróży. A na ruskich bazarach, obok pancernych grzałek, śrubek i starych klamek, leżały małe, święte obrazy, malowane na deskach. Wytarte, poniszczone.

 

Pochodzące z szabru lub odziedziczone po babci ikony można było nabyć za równowartość kilku dolarów. Turyści wywozili po kilka, zawodowi przemytnicy przemycali ich setki. Na Zachodzie powstała moda na ruskie prawosławne ikony.

„Nigdy nie dowiemy się, jaki procent przemycanych ikon zatrzymano na polskiej granicy, ale w latach 90. były to setki rocznie”.

Po drodze do niemieckich i francuskich antykwariatów byli polscy celnicy. Nigdy nie dowiemy się, jaki procent przemycanych ikon zatrzymano na polskiej granicy, ale w latach 90. były to setki rocznie. Na polskie muzea spadł niespodziewany deszcz dzieł sztuki obcej terytorialnie, kulturowo, sztuki anonimowej – oderwanej od miejsca swojego pochodzenia.

Wśród tysięcy obiektów były niewątpliwe skarby dziedzictwa wschodniego chrześcijaństwa, a razem z nimi mnóstwo bezwartościowych bohomazów, produkowanych masowo sto lat temu, na użytek niezamożnych wiernych o niewyrafinowanym smaku artystycznym. Niechciane kolekcje zalegały muzealne magazyny. Środków brakowało na własne zbiory, a co dopiero na policyjne depozyty. Problemem był też niejednoznaczny status prawny zarekwirowanych ikon.

POLSKIE KOLEKCJE IKON

Zbiory sztuki religijnej europejskiego Wschodu rosły. W niektórych placówkach muzealnych, zwłaszcza w południowej i wschodniej Polsce, pasowały do głównego profilu tych obiektów. W końcu Kościół grekokatolicki i prawosławny był naturalnym elementem Galicji i polskich Kresów Wschodnich.

 

Zaraz po wojnie do Muzeów Narodowych w Warszawie i Krakowie, do Przemyśla, Sanoka i Nowego Sącza, jak też muzeum pałacowego w Łańcucie trafiały wyposażenia setek polskich cerkwi skazanych na zagładę po akcji Wisła.

„Tak naprawdę ikonopisarz nie maluje ikony. On ją tylko wydobywa z ciemności, muskając pędzlem zanurzonym w świetle i kolorze”.

Kolekcją ikon szczyci się muzeum w Lubaczowie i oddział Muzeum Podlaskiego w Supraślu. Muzeum w Białej Podlaskiej zgromadziło ponad 1600 ikon z przemytu, budząc mieszane uczucia lokalnych władz i mieszkańców. Podobne zbiory są w Katowicach i Zielonej Górze.

Wymieniłem tu jedynie miejsca, które próbują coś robić z kolekcjami sztuki prawosławnej. O wielu innych nikt nie słyszy, bo zbiory zaległy w muzealnych magazynach na zawsze.

Tylko wielkopolskie muzeum w Szamotułach same wystąpiło do władz celnych z prośbą o powiększenie swojej kolekcji ikon. I konsekwentnie ją wzbogaca (ponad 1200 obiektów) i prezentuje (350 zabytków). Inne placówki mają z tym problem. Niektóre – jak muzeum w Łodzi czy Centralne Muzeum Morskie w Gdańsku – pozbyły się kłopotu, oddając zbiory innym w depozyt lub przekazując je jako darowiznę. Inne, jak Muzeum Śląskie w Katowicach, przekonało się do tej tematyki po niespodziewanym sukcesie organizowanych wystaw.

Bo Polacy zaczęli inaczej patrzeć na sztukę ikony. Sto lat temu, po odzyskanej niepodległości, bez wahań wysadzaliśmy w powietrze rosyjskie cerkwie w Warszawie i Kaliszu. Ikony długo symbolizowały cywilizację znienawidzonych zaborców, a po II wojnie były częścią ukraińskiego dziedzictwa, które chciano zniszczyć.

 

Czasy się zmieniły. Zaczęliśmy doceniać duchową głębię wschodniej sztuki. Zwłaszcza wobec miałkości i pustki propozycji współczesnych artystów.

Z jednej strony było to ponowne odkrycie ikon zawsze obecnych w polskiej religijności, z Matką Boską Częstochowską na czele. Chcemy sięgać do najgłębszych korzeni chrześcijaństwa. Z drugiej strony wielką rolę odegrało tu malarstwo Jerzego Nowosielskiego, który potrafił dokonać rzeczy niebywałej. Przeniósł sztukę ikony w nowoczesność i artystyczną awangardę.

Można dzisiaj mówić o nowym życiu tej – zdawałoby się – umarłej sztuki. Wiele osób, nie tylko artystów, zaczęło pisać ikony. Można się uczyć tej trudnej sztuki w kilku miejscach w Polsce, także w Poznaniu. Warsztaty z ikonopisania odbywają się u ojców Jezuitów. Chętnych wciąż przybywa. Muzeum w Supraślu zaczęło zbierać powstające dzisiaj ikony. Choć można by dyskutować o ich poziomie, zastanawiać się, czy wnoszą coś istotnego, czy tylko mechanicznie powielają stare wzory. Czas pokaże.

KONIŃSKI ZBIÓR IKON

Wystawa w konińskim muzeum wpisuje się w to zainteresowanie sztuką ikony. Skromne deseczki, powyrywane z mrocznych ścian cerkwi, z zapachu kadzideł i prawosławnych modlitw, zamarły na muzealnych ścianach. Ale otrzymały tu drugie życie. Ciche, nie epatują wielkim formatem, pstrokacizną i malarskimi sztuczkami. Ich duchowość nadal promieniuje. Onieśmiela i zmusza do refleksji. Przenosi nas w inny wymiar rzeczywistości. Poza czasem. Warto spotkać się z nimi oko w oko.

 

Wystawę „Ikona w zbiorach Muzeum Okręgowego w Koninie” można oglądać od 19 października 2018 roku do końca maja 2019 roku. Wystawa powstała z inicjatywy Elżbiety Barszcz, dyrektor muzeum. Kuratorem jest Wanda Mazurek.

 

CZYTAJ TAKŻE: Obraz Bożego Narodzenia

CZYTAJ TAKŻE: Dawny Kalisz w przedmioty zaklęty (Muzeum G.J. Osiakowskich)

CZYTAJ TAKŻE: Wieża Górnośląska – niechciana ikona Poznania