fot. Mariusz Forecki

Teatr dla najnaj młodszych

Dzieci odbierają teatr zupełnie inaczej niż my. Nam może się coś podobać, a one mogą uznać, że ktoś je oszukuje. Im może się coś podobać, a my możemy mieć poczucie, że to jest zbyt brutalne. Z pedagogiem teatru Sandrą Lewandowską (Teatr Polski w Poznaniu) rozmawia Agata Wittchen-Barełkowska.

AGATA WITTCHEN-BAREŁKOWSKA: Jak zainteresowałaś się teatrem dla dzieci?

SANDRA LEWANDOWSKA: Moja przygoda zaczęła się na studiach, na specjalizacji teatr wspólnot lokalnych, gdzie mieliśmy różne zajęcia związane z teatrem dla dzieci i młodzieży. To tam dowiedziałam się o nurcie teatru dla najnajmłodszych, czyli dla dzieci w wieku 0–3 lat. Najbardziej urzekły mnie spektakle tańca współczesnego dla maluchów, więc gdy tylko dowiedziałam się, że powstają takie przedstawienia, przeczesałam internet w poszukiwaniu informacji o specjalizujących się w tym zespołach. Mój zachwyt zaowocował współpracą z Art Stations Foundation by Grażyna Kulczyk – pracowałam jako koordynator programu tanecznego dla dzieci. Widziałam między innymi, jak rodzi się Baby Space, instalacja choreograficzna, która jest chyba najwspanialszą rzeczą, jaka przytrafiła mi się na zawodowej drodze. Niesamowite były reakcje dzieci na ten spektakl – zarówno tych najmniejszych, kilkumiesięcznych, jak i starszych, półtorarocznych. W ciągu tego czasu zaczęłam też uczestniczyć w międzynarodowym festiwalu teatralnym dla dzieci w Bolonii. Tak się rodziła moja przygoda z tym nurtem i to mnie dziś najbardziej fascynuje – najnaje, czyli teatr dla najnajmłodszych.

 

Co jest fascynującego w teatrze dla kilkumiesięcznych widzów?

Najnaje odbierają spektakle w taki sposób, który trudno zrozumieć komuś, kto nigdy tego nie widział. Mnie również na początku wydawało się to nie do wyobrażenia. W tych przedstawieniach pada zazwyczaj bardzo mało słów, pozbawione są narracji, operują głównie przedmiotem i ruchem. Dalekie to jest od naszych – dorosłych, klasycznych – wyobrażeń na temat teatru, a dzieci potrafią z tego wziąć to, co w danej chwili je zafascynuje. Młodsze bawią się różnymi obiektami, sprawdzają, gdzie można wejść, starsze powtarzają niektóre działania aktorów.

 

Małe dziecko chłonie spektakl albo odwraca od niego swoją uwagę. Raz jest bardziej zainteresowane, innym razem mniej – to jest naturalna rzecz i nikt nie ma o to pretensji.

Lubię również obserwować reakcje rodziców na to, w jaki sposób ich dziecko odbiera przedstawienie. Oni najczęściej są tym bardzo zainteresowani, czasami zdziwieni.

A starsze dzieci?

Reakcje starszych dzieci często są bardzo spontaniczne: głośny śmiech, wykrzykiwanie, solidaryzowanie się z bohaterem czy pomoc bohaterowi. Nie jesteśmy w stanie tego przewidzieć – dzieci odbierają teatr zupełnie inaczej niż my. Nam może się coś podobać, a one mogą uznać, że ktoś je oszukuje. Im może się coś podobać, a my możemy mieć poczucie, że to jest zbyt brutalne. Mali widzowie często potrafią znaleźć jakieś rozwiązanie i wytłumaczyć sobie, a przy okazji nam, dlaczego to, co widzą, jest dla nich ważne.

 

Teatr dla dzieci i młodzieży często w odważny sposób porusza dziś tematy, które dla rodziców, wychowawców czy nauczycieli bywają trudne. Czy teatr jest przestrzenią do rozmowy na każdy temat?

Przytoczę anegdotę o spektaklu, który opowiada o śmierci. Jest to monodram o dziewczynce, której umarł brat. Po jednym z przedstawień w kolejce do toalety stała mama z dwoma dziewczynkami. Podeszła do nich ciocia, która zapytała, czy podobał im się spektakl. Dziewczynki były zachwycone i opowiadały o tym, co zobaczyły, ale mama powiedziała, że spektakl był straszny, a śmierć dziecka okropna. Wtedy dziewczynki wytłumaczyły mamie, o co tak naprawdę chodziło – powiedziały, że brat umarł, ale przecież bohaterka i cała jej rodzina żyli dalej. Dla nich sytuacja zaprezentowana na scenie – pomimo wielu przeciwieństw i trudności – dawała nadzieję. Odbiór dziecka i odbiór rodzica to często dwie zupełnie różne sprawy. To jest taki pozytywny przykład, jak teatr może wywołać dyskusję, sprowokować do rozmowy. Szkoda, jeżeli rodzice czy nauczyciele ją ucinają, a tak się, niestety, czasami zdarza.

 

Dorośli boją się takich konfrontacji?

Znajomi nauczyciele, którzy razem ze mną studiowali pedagogikę teatru, opowiadali mi kilkukrotnie historie o tym, jak oglądają spektakle i myślą: „Zabrałbym młodzież, gdyby tylko on tych gaci na scenie nie ściągał”. Ja się zawsze temu dziwiłam, bo mówimy o młodzieży z liceum, która ogląda mnóstwo rzeczy. Ale oni tłumaczyli, że nie mogą tego zrobić, bo rodzice nigdy w życiu by się na to nie zgodzili.

Tymczasem u nas w teatrze wydarzyła się sytuacja, która pokazała konsekwencje takich obaw. W „Pannach z Wilka” kazano ubrać aktorowi bieliznę, gdy na spektakl przyszły klasy licealne – taka była prośba nauczycieli. To jest scena, która nie ma podtekstu seksualnego: aktor zdejmuje spodnie i po prostu wchodzi do wanny. Po tym spektaklu, podczas rozmowy z publicznością, jedna dziewczyna wstała i powiedziała, że ona czuje się oszukana, ponieważ widziała ten spektakl wcześniej, bez szkoły, i aktor wskakiwał do wanny nago. Stwierdziła, że przecież do wanny wchodzi się bez ubrania i zapytała, dlaczego dziś ten pan miał na sobie majtki.

 

To są dla mnie sytuacje, które nie powinny mieć miejsca. Moim zdaniem nie można się na takie rzeczy godzić w teatrze, ponieważ młodzi ludzie czują się oszukani – widz od razu to zauważy i nie będzie się wstydził otwarcie o tym mówić.

Warto też pamiętać, że w spektaklach dla dzieci często to nam, dorosłym, coś może się kojarzyć, na przykład z seksem, a dzieciom nie. One nie mają takich odniesień i tego nie widzą. Dobrze to widać na przykładzie spektakli tanecznych.

 

Seks, tematy związane z intymnością, przekroczeniem norm czy nieobyczajnością – te kwestie często wzbudzają kontrowersje w teatrze. Dla wielu dorosłych są kłopotliwe nawet wtedy, gdy nie idą na spektakl z grupą licealistów. Dlatego tak ważne jest, żeby rozmawiać o tym z widzami. Jako pedagog teatru starasz się, żeby dialog z odbiorcami miał jak najszerszy wymiar – podejmujesz też działania w miejscach, które nie kojarzą się z teatrem.

Ukończyłam podyplomowe studia z pedagogiki teatru organizowane przez Instytut Teatralny i Uniwersytet Warszawski, gdzie zadaniem końcowym było zrealizowanie projektu z dowolną grupą, którą sami wybraliśmy. Ponieważ fascynuję się najnajami, znalazłam Dom Samotnej Matki prowadzony przez siostry zakonne w Kiekrzu. Przeprowadziłam tam cykl warsztatów. Pracowałyśmy od lutego do czerwca i była to niezła przeprawa – dla mnie i dla nich. Mieszkanki domu nie miały wcześniej styczności z takimi działaniami. Na początku nasz projekt miał dotyczyć relacji i budowania więzi między matką a dzieckiem – one uczestniczyły w tych warsztatach z dziećmi. W trakcie pracy wyszło nam jednak, że zrobimy projekt o przestrzeni – tej, w której teraz się znajdują, i tej, w której chciałyby się znaleźć. Szukałyśmy odpowiedzi na pytania o to, jak wygląda ich idealna przestrzeń, ich idealne relacje. Zorganizowałam warsztat dla mam z noszenia dzieci w chustach. Rozmawiałyśmy trochę o teatrze dla najnajów i niektóre wybrały się na festiwal Sztuka Szuka Malucha. To była dla mnie bardzo ważna praca. Nie wiedziałam, z czym się tam spotkam, nie wiedziałam, czy te kobiety mi zaufają. Wydaje mi się jednak, że udało nam się wytworzyć jakąś więź na tyle, bym mogła spróbować z nimi pracować od września i zrobić tam spektakl.

Idąc za sugestiami prowadzących z moich studiów, myślę również nad ogólnopolskim projektem dotyczącym działań w domach samotnych matek, które opierałyby się na relacjach i tańcu jako najlepszej formie komunikacji. Planuję cykl spotkań, w których matki będą miały możliwość wypowiedzi i działania, ale również warsztaty dla nich i ich dzieci.

 

Chcemy stworzyć przestrzeń do budowania więzi. W Polsce jest ponad 40 domów samotnych matek.

Co według ciebie jest dziś najważniejsze w teatrze dla dzieci?

Dla mnie w każdym teatrze najistotniejszy jest odbiorca. Teatr nie istnieje bez widza, o czym niektórzy zapominają. W związku z tym należy go uszanować bez względu na to, czy ma pół roku, dziesięć lat, czy pięćdziesiąt. Ponieważ według mnie to jest kluczowa kategoria, nie ukrywam, że wciąż z uwagą przyglądam się odbiorcom. Dotyczy to każdego teatru, ale zwłaszcza spektakli dla najnajów i dzieci, ponieważ one reagują spontanicznie i nie powstrzymują głośnego śmiechu oraz nie kryją rozczarowania. Patrząc na nich, zawsze zastanawiam się, kim mali widzowie będą za parę lat, jak będą odbierać sztukę. Jaka będzie ich dalsza droga i czy sztuka będzie dla nich ważna? Jak będzie patrzył na świat ktoś, komu teatr towarzyszy od samego początku, kto chodzi na festiwal Sztuka Szuka Malucha, ogląda Teatr Atofri, a później spektakle w Teatrze Animacji? Wymieniam poznańskie przedsięwzięcia, ponieważ Poznań jest bardzo ważnym ośrodkiem dla tego nurtu – polski teatr dla najnajów właściwie rodził się w Poznaniu.

SANDRA LEWANDOWSKA – absolwentka wiedzy o teatrze na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Współpracowała m.in. z Centrum Sztuki Dziecka przy Biennale Sztuki dla Dziecka (cztery edycje) i Teatrem Animacji przy 5. Międzynarodowym Festiwalu Sztuk Współczesnych dla Dzieci i Młodzieży Konteksty oraz z Centrum Kultury ZAMEK przy Mediations Biennale 2010. Współpracowała z Art Stations Foundation by Grażyna Kulczyk jako koordynator programu Stary Browar Nowy Taniec dla Dzieci (2013–2015) i opracowała koncepcje projektów do edycji 2015 i 2016. W 2013 roku rozpoczęła pracę w Teatrze Polskim w Poznaniu na stanowisku sekretarza literackiego i koordynatora pracy artystycznej, a od 2017 roku pełni w nim funkcję pedagoga teatru i koordynuje wyjazdy Teatru poza siedzibę. Organizuje i prowadzi warsztaty z dziećmi i młodzieżą. W 2017 i 2018 roku dyrektorka ds. koordynacji Spotkań Teatralnych BLISCY NIEZNAJOMI organizowanych przez Teatr Polski w Poznaniu. W 2015 roku ukończyła letni kurs Szkoły Pedagogów Teatru organizowany przez Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie, a w 2018 studia podyplomowe z pedagogiki teatru.

 

CZYTAJ TAKŻE: Teatralne podróże. Rozmowa z Agatą Drwięgą
CZYTAJ TAKŻE: Teatr oczami dziecka
CZYTAJ TAKŻE: Poligon dla młodych artystów – Scena Debiutów w Teatrze Nowym