fot. z arch. Muzeum Zamek Górków w Szamotułach, Michał i Maria Szydlarscy, rok 1922

Szydlarscy z Szamotuł

Muzeum Zamek Górków w Szamotułach gromadzi obiekty dokumentujące historię miasta. Wśród nich znajdują się dawne pocztówki, które są niezwykle cennym źródłem ikonograficznym. Jedna z nich jest przyczynkiem do tego, aby opowiedzieć historię kupieckiej rodziny Szydlarskich.

Bohaterami poniższej opowieści są Michał Szydlarski (1859–1928) i jego syn Ludwik (1892-1956). Ten pierwszy, jako młody człowiek, trafił na służbę do rodziny Mycielskich – właścicieli Gałowa. W pałacu pełnił funkcję kamerdynera hrabiego Ludwika Mycielskiego (1854–1926), któremu towarzyszył w podróżach po niemalże całej Europie. Szczególnie często bywał wraz ze swym pracodawcą w Berlinie. Pomimo różnic klasowych, panowie darzyli się wzajemną sympatią, tym bardziej że dzieląca ich różnica wieku była niewielka.

 


W relacjach rodziny Szydlarskich zachowało się wspomnienie o tym, że obaj przyrzekli sobie, iż jeśli będą mieli synów, to nosić będą ich imiona – w rezultacie syn hrabiego otrzymał imię Michał, a syn Szydlarskiego – Ludwik.

W 1888 roku Michał Szydlarski ożenił się z Marią Witkowską, której brat Władysław jako siodlarz często bywał w majątku Mycielskich. Wybranka Michała pochodziła z Szamotuł, gdzie jej ojciec prowadził warsztat rymarsko-siodlarski. Dzięki zgromadzonym oszczędnościom i temu, co panna młoda wniosła w posagu, młodzi Szydlarscy nabyli kamienicę przy szamotulskim Rynku, a nieco później przylegający do niej dwupiętrowy dom przy ulicy Klasztornej (obecnie Dworcowa). Michał kupił maszyny do wyrobu pończoch i skarpet. Wkrótce zatrudnił też kilka kobiet. Interes powoli się rozrastał.

Od strony Rynku najpierw otwarto sklep z artykułami tekstylno-bieliźnianymi. Po pewnym czasie, z wejściem od ulicy Klasztornej, uruchomiono sklep z odzieżą i akcesoriami męskimi. Wnuczka Michała – Maria Semikowa – wspominała, że:

 

 

„Dziadek niechętnie używał języka niemieckiego, klientów – Niemców załatwiał bardzo uprzejmie, ale mówiąc po polsku lub milcząc”. A pamiętać trzeba, że w Szamotułach sprzed 1918 roku społeczność niemiecka była dość liczna.

 

Polityka, gospodarka, działalność charytatywna

 

Pocztówka po 1905 przed 1914 Fragment ulicy Klasztornej 9obecnie Dworcowa – po lewej sklep Michała Szydlarskiego

Pocztówka przedstawiająca fragment ul. Klasztornej, pomiędzy 1905 a 1914 r.,obecnie ul. Dworcowa, po lewej sklep Michała Szydlarskiego, fot. z arch. Muzeum Zamek Górków w Szamotułach

Michałowi Szydlarskiemu nie było obojętne to, co działo się w polityce. Podczas wyborów do parlamentu niemieckiego uświadamiał szamotulan. Bardzo mocno angażował się we wszelkie patriotyczne przedsięwzięcia i udzielał w życiu publicznym. Przez wiele lat był członkiem Banku Ludowego i przyczynił się do budowy jego siedziby na Rynku. Pełnił funkcję prezesa Towarzystwa Kupców w Szamotułach. Był jednym z współzałożycieli Towarzystwa Młodych Przemysłowców. Należał do Bractwa Kurkowego, Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” oraz wielu miejscowych towarzystw.

W listopadzie 1918 roku zaangażował się w działalność Rady Żołnierskiej i Robotniczej. Z jego inicjatywy przejęto wówczas z rąk niemieckich Darlehnskasse i przemianowano na Kasę Pożyczkową, którą z powodzeniem zarządzał aż do śmierci jako jej dyrektor. Wreszcie od 1919 roku był członkiem Rady Miejskiej.

 

 

 

Znany był też jako dobroczyńca Przytuliska (domu dla starców otwartego w 1927 roku) – podarował między innymi obraz do kaplicy. Ponadto wspomagał szamotulski dom sierot, co roku ofiarowując na święta Bożego Narodzenia kosz ciepłych ubrań. 

Gdy Michał Szydlarski zmarł niespodziewanie 28 lipca 1928 roku. „Gazeta Szamotulska” zamieściła obszerne wspomnienie, informując, że:

 

Nekrolog Michała Szydlarskiego, fot. z archiwum Muzeum Zamek Górków w Szamotułach

Nekrolog Michała Szydlarskiego, fot. z arch. Muzeum Zamek Górków w Szamotułach

 

„w sobotę, dnia 28. bm w nocy o godz. 2-giej zmarł nagle na udar serca znany i powszechnie szanowany długoletni obywatel grodu naszego śp. Michał Szydlarski w 69 roku życia […] będąc nawet kilka godzin przed zgonem na posiedzeniu Kolegium magistrackiego i Rady Miejskiej, nie przeczuwając, że nieubłagana śmierć przetnie za chwilę pasmo jego pracowitego życia”.

 

W kolejnym zaś numerze odnotowano:

 

„przy bardzo licznym udziale obywatelstwa z miasta i okolicznych wsi i przy udziale miejscowych Stowarzyszeń odbył się we wtorek, 31. o godz. 5. po poł. pogrzeb zasłużonego obywatela […] przed wyniesieniem trumny z domu żałoby przemówił Naczelnik Sądu Dutkiewicz, który w pięknych słowach żegnał zmarłego i sławił jego zasługi obywatelskie. Kondukt prowadził w asyście 3 księży ks. Radca Kaźmierski, który też wygłosił wzruszającą mowę nad grobem”.

Ludwik - kontynuator dzieła ojca

Ludwik Szydlarski, fot. z archiwum Muzeum Zamek Górków w Szamotułach

Ludwik Szydlarski, fot. z archiwum Muzeum Zamek Górków w Szamotułach

Michał Szydlarski miał czworo dzieci: trzy córki – Stanisławę, Cecylię i Zofię oraz syna Ludwika. I to on właśnie poprowadził firmę, która do końca istnienia (a więc do 1939 roku) będzie funkcjonować jako „Michał Szydlarski”.

 

Ludwik Szydlarski był żonaty z Franciszką Bogusławską z Pniew, z którą miał troje dzieci – synów Michała i Jędrzeja oraz córkę Krystynę.

Kiedy wybuchła II wojna światowa, rodzina ulegając atmosferze niepewności i strachu, spakowała się i ruszyła w kierunku Poznania. Ostatecznie dotarli do Kąsinowa (wioski oddalonej ok. 7 km od Szamotuł) i tam przebywali kilka dni. Po powrocie do Szamotuł musieli zmierzyć się z nową rzeczywistością. 7 września 1939 roku do miasta wkroczyli Niemcy. Równocześnie objawili się Niemcy szamotulscy, którzy przywdziali mundury NSDAP. Wśród nich byli i tacy, z którymi Szydlarscy utrzymywali przed wojną kontakty towarzyskie.

W marcu 1940 roku Szydlarscy zostali wysiedleni. Córka Ludwika Krystyna tak to zapamiętała:

 

„rano przyszedł żandarm z nakazem spakowania się. Z tym bagażem zaprowadzili nas do szkoły [przy ul. Kapłańskiej], stamtąd zaś ciężarówką zostaliśmy przewiezieni na dworzec i wagonem osobowym pojechaliśmy do Poznania, gdzie skierowano nas do obozu na Głównej. Tam trafiliśmy do baraku piętrowego nr 4 i spotkaliśmy szamotulankę, która uprzedziła nas o rewizjach. […] Wkrótce ojciec zachorował na zapalenie płuc i trafił do szpitala. Mama, aby być bliżej niego, zatrudniła się w tym szpitalu do prowadzenia kartoteki. Po ponad dwóch miesiącach ruszyliśmy w drogę do GG. Chorzy podróżowali w wagonie osobowym, do którego trafił nasz ojciec, a my wraz z nim. Przywieźli nas do Łukowa k/Siedlec, a stamtąd rozwożono nas po wsiach”…

 

Ludwik wkrótce wyjechał do Jędrzejowa, bo między innymi tam trafili przesiedleńcy z Pniew, wśród których była rodzina Bogajewiczów (krewnych Szydlarskich). W jednym ze sklepów udało mu się zatrudnić jako kasjer. Wystarał się też o lokum i wkrótce dołączyła do niego żona z dziećmi. Krystyna Szydlarska-Bartmańska wspominała:

Krystyna, córka Ludwika Szydlarskiego, fot. z archiwum Muzeum Zamek Górków w Szamotułach

Krystyna, córka Ludwika Szydlarskiego, fot. z archiwum Muzeum Zamek Górków w Szamotułach

 

„Pewnego dnia do sklepu przyszedł kierownik ekonomiczny miasta Jędrzejowa po zakupy i poprosił o wypisanie rachunku. Ojciec, który doskonale władał niemieckim, zrobił to. Zdumiony Niemiec zaproponował mu objęcie sklepu z towarami bławatnymi przy Rynku. W sklepie tym zakupy robili głównie rolnicy oraz ziemianie. Ojciec mój zaangażował jako kasjera profesora Stefana Pawelę, choć on więcej uczył niż pracował [St. Pawela – przedwojenny nauczyciel szamotulskiego gimnazjum, filolog klasyczny, znawca historii starożytnej, działał w Tajnej Organizacji Nauczycielskiej, po wojnie wrócił do Szamotuł, m.in. obejmując stanowisko dyrektora w miejscowym liceum ogólnokształcącym – przyp. MRP]. W domu moich rodziców odbywały się matury. Moi rodzice pomagali też Żydom – zapamiętałam rodzinę Rubinków, dla której matka robiła zakupy w aptece i którzy zostawili u nas na przechowanie wielką walizkę i futro. Po wyzwoleniu młodszy z Rubinków przyszedł i odebrał to”.

 

Po zakończeniu wojny Ludwik Szydlarski z rodziną nie wrócili do Szamotuł. Poznany na wysiedleniu w Jędrzejowie Henryk Szwejcer, który po wojnie objął posadę w Zjednoczeniu Przemysłu Węglowego w Wałbrzychu, ściągnął do Wałbrzycha Ludwika, który w tymże przedsiębiorstwie został zatrudniony jako kasjer i pracował tam aż do emerytury.