fot. Joanna Ostrowska, Teatr Ludzi w Bussang

Teatr Ludzi w Bussang

Bussang to małe miasteczko we francuskich Wogezach. Wogezy są bardzo malownicze, trochę przypominają Karkonosze. Góry są niezbyt trudne, ale piękne, miejscami pagórkowate, miejscami o ostrych stokach.

Rozległe doliny poprzecinane rzekami: Mozelą, Ognon, Saoną i licznymi strumieniami. No i jeszcze źródła: gorące i zimne. To z tych gór pochodzi jedna z najpopularniejszych francuskich wód mineralnych – Vittel. 

Maurice Pottecher

Bussang byłoby jednym z wielu urokliwych górskich miasteczek w tej okolicy, gdyby nie to, że urodził się tam Maurice Pottecher. Syn lokalnego przedsiębiorcy, wyjechał do Paryża, żeby studiować teatr.

Była końcówka XIX wieku. Stolica Francji w tamtym czasie, szczerze mówiąc to w każdym czasie, jest miejscem pełnym artystycznego fermentu. W teatrze dochodzą do głosu liczni reformatorzy: Andre Antoine, Paul Fort, Aurélien Lugné-Poe.

 

Pottecher decyduje się jednak wrócić do rodzinnego miasteczka i tam uprawiać teatr.

Nie jest jedynym, który wierzy, iż odnowa teatru może dokonać się z dala od wielkich metropolii, tam gdzie to sztuka będzie nadawać sens miejscu. Mniej więcej w tym samym czasie podobna myśl przyświecała Richardowi Wagnerowi i stworzeniu teatru w Bayreuth, gdzie odbywałyby się letnie festiwale muzyczne. Wagner ma za sobą potężnych protektorów, w tym króla Bawarii Ludwika II, więc ma reprezentacyjny teatr. Pottcher ma obszerną, drewnianą stodołę.

fot. Joanna Ostrowska

fot. Joanna Ostrowska

 

Jego decyzja powrotu w Wogezy odbierana jest jako gest odrzucenia burżuazyjnego teatru. I bardzo słusznie – Pottcher nazwie swój teatr Le Théâtre du Peuple. Dosłownie: Teatr Ludzi, który w polskiej terminologii przyjęło się nazywać Teatrem Ludowym.

Ja lubię myśleć o tej nazwie właśnie w tym dosłownym, ale i szerszym tłumaczeniu – teatr ludzi. We wnętrzu budynku, na łuku okalającym scenę znajduje się hasło, które uprawomocnia moje rozumienie:

 

“Par l’art, pour l’humanité – Poprzez sztukę, dla ludzkości”

 

Z tą stodołą to jednak lekka przesada: ten drewniany budynek, zbudowany w stylu okolicy, od początku był planowany jako przestrzeń teatralna. W 1895 to tylko podest u zbocza góry, który rok później zostaje zadaszony. To trochę tak, jak ze starożytnymi amfiteatrami – niby widzowie są w teatrze, ale równocześnie widzą swoją okolicę, krajobraz, miejsca, w których na co dzień żyją.

Kiedy teatr będzie miał już ściany, sufit i wszystko inne, co jest potrzebne, będzie mieścił dwa tysiące osób – czyli tak jak w greckim polis – całą ludność miasteczka (dziś Bussang ma 1600 mieszkańców).

 

fot. Joanna Ostrowska

fot. Joanna Ostrowska

Nawet ze ścianami budynek nie odcina się od otoczenia, tylna ściana sceny otwiera się na tę samą łąkę u podnóża góry, którą widzieli pierwsi widzowie przeszło sto trzydzieści lat temu.

I nadal robi to na nich ogromne wrażenie, czego świadectwem może być fragment opisu „Snu nocy letniej” Szekspira z Le Théâtre du Peuple autorstwa Lucie Kempf – teatrolożki wychowanej w tej okolicy:

 

“Oberon wysyła Puka, by przyniósł mu kwiat sprowadzający miłość: w tej właśnie chwili tylna ściana sceny otworzyła się i Puk zniknął na rzeczywistej polanie. Ten efekt zapierał dech. Słoneczna polana z wielkim drzewem pośrodku i spokojny las były milion razy piękniejsze od sztucznego lasu – dzieła scenografa. Nie liczyło się, że nagle pośrodku „teatralnej nocy” zrobiło się słonecznie, ponieważ polana tworzyła wrażenie absolutnego piękna i wywołała we mnie chęć ucieczki razem w Pukiem w tak cudowne miejsce. Zwykłam spacerować po Wogezach od czasów, kiedy byłam dzieckiem i te góry zawsze były dla mnie piękne. Lecz jestem także pewna, że gdybym trafiła na tę jedną, czy drugą polanę podczas spaceru, nie poświęciłabym im jakiejś szczególnej uwagi. Na pewno wydałyby mi się ładne, lecz nie jakoś szczególne, a może nawet bym ich nie zauważyła. Przeżycia w trakcie oglądania inscenizacji Snu nocy letniej nie zostały bowiem sprowokowane przez widok samych tych polan, lecz poprzez spotkanie teatralnego marzenia z naturalnymi miejscami”.

 

Parkingi na łąkach

Sezon w Le Théâtre du Peuple jest krótki – spektakle grane są głównie wiosną i latem. Wcale nie ze względu na sezon turystyczny – tak było od początku istnienia teatru. Wogezy to jednak góry i klimat panuje tu górski, a ten nie sprzyja w zimie kontemplacji sztuki.

 

fot. Joanna Ostrowska

fot. Joanna Ostrowska

Wokół tych kilkudziesięciu prezentacji w lecie organizuje się życie społeczności – przyjeżdżających jest tylu, że trzeba stworzyć prowizoryczne parkingi na łąkach.

Ponieważ okolica jest piękna, teatromani przyjazd tu nierzadko łączą z górskimi spacerami. Po spacerze, a przed spektaklami, które grane są wczesnym popołudniem (trzeba potem jeszcze zjechać z gór i dojechać do domu), warto się posilić, więc teren wokół teatru zamienia się w pole piknikowe.

Pottecher w swoich pierwszych spektaklach granych w Bussang przywoływał lokalną gwarę, ale także zapraszał na scenę mieszkańców Wogezów, którzy występowali obok zawodowych artystów. Z czasem głównymi aktorami stawali się ci, którzy aktorskie szlify zdobywali ucząc się grać na scenie Le Théâtre du Peuple. Idee przyświecające Pottcherowi nadal są ważne dla prowadzących tę scenę – „poprzez sztukę dla ludzkości”.

Kultura u podstaw

Dlaczego zdecydowałam się przypomnieć teatr z dalekiego kraju, który powstał dawno temu, a teraz jest nie tylko działającą sceną, ale i „pomnikiem historii”?

 

fot. Joanna Ostrowska

fot. Joanna Ostrowska

Miejsce to uzmysłowiło mi z całą jasnością wagę tego, co można nazwać „kulturą u podstaw”, która nie ogranicza się do jednorazowych projektów, lecz jest stabilna.

„Sztuka dla ludzkości” to działanie długofalowe, liczone w dziesiątkach lat, a nie w latach grantowych. Tylko długa perspektywa czasowa pozwala dostrzec, czy działanie u podstaw przynosi jakieś efekty. I nie mam tu na myśli współczesnej tzw. rozpoznawalności marki, jaką niewątpliwie stało się Bussang – lecz coś trudniej wymierzalnego. Chodzi o stwarzanie przestrzeni dla ludzkiego rozwoju.

Hasło „théâtre du peuple”, które otworzyło pole teoretycznych rozważań na temat teatru popularnego, zostało rozpropagowane przez ucznia Pottchera – Romaina Rollanda (laureata literackiej Nagrody Nobla za powieść „Jan Krzysztof”), który napisał zbiór esejów pod tytułem „Le Théâtre du Peuple”, zadedykowany twórcy teatru w Bussang. 

 

Nigdy nie wiadomo, gdzie spadnie ziarno i czym zakiełkuje.

Dlatego z taką nadzieją patrzę na lokalne inicjatywy kulturalne, w tym teatralne, które pojawiają się w wielkopolskich miastach i miasteczkach, nie mając ambicji być „flagowymi imprezami”. Na ludzi, którym w domach kultury, prywatnych stowarzyszeniach po prostu „się chce” i którzy niekoniecznie uprawiają kulturę dla zarobku. Bo czasem w takim małym miejscu może wyrosnąć coś wielkiego i wspaniałego, czym cieszyć się będą pokolenia wielbicieli teatru.