fot. Paweł Dobek

Teatr ludźmi stoi

Teatr to wielki organizm. Tak jak w ciele człowieka, wszystkie elementy muszą być zdrowe. Wszystko się ze sobą łączy i od siebie zależy. Każdy jest zależny od każdego, każdy o każdego musi dbać. Od empatii i zrozumienia po surowość oceny i wymaganie rzetelności w pracy – mówi Maciej Szymborski, kierownik działu techniczno-produkcyjnego w Teatrze im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie.

Sebastian Gabryel: Co tak naprawdę należy do zadań kierownika działu technicznego Teatru im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie?

Maciej Szymborski: Do moich obowiązków jako kierownika należy koordynacja pracy całego zespołu technicznego, nadzór nad produkcją premier, dbanie o techniczną sprawność urządzeń będących na wyposażeniu teatru i zapewnienie potrzebnych sprzętów do realizacji spektakli. Jednak moim głównym zadaniem jest sprzężenie tych wszystkich elementów w taki sposób, by efekt naszej pracy okazał się bezpieczny, profesjonalny i ciekawy dla widza. Oczywiście to wiąże się z wielką odpowiedzialnością. Oprócz planowania czasu pracy dla siedemnastu podległych mi pracowników i kontroli jej wykonania dbam wraz z kierownictwem teatru, czyli z dyrekcją, o to, żeby niczego im nie zabrakło, by swą pracę wykonywali na najwyższym poziomie, w miłej, bezpiecznej atmosferze. To bardzo ważne.

 

Maciej Szymborski fot. Dawid Stube

Najistotniejszym celem jest dla mnie stworzenie i utrzymanie drużyny, która się nawzajem wspiera, jest kompetentna, rozumie potrzeby aktorów i twórców.

Potrafi też być wymagająca wobec realizatorów, ale w zamian oferuje staranne, kreatywne i profesjonalne wykonanie ich wizji twórczych. Na ludziach opiera się wszystko. A mówiąc krótko: wspieram działania prowadzące do tego, by wspólnie budować, projektować, montować, przewozić, robić zakupy, fryzury, kostiumy, świecić, dźwięczeć – wszystko po to, aby razem z aktorami i innymi pracownikami teatru tworzyć sztukę dla człowieka. Sztukę, która uczy, bawi, zachwyca, wzrusza, zaskakuje.

SG: Podejrzewam, że zdarzają się przypadki, kiedy kierownik działu technicznego musi studzić zapał reżysera czy scenografa ze względu na ograniczenia techniczne sceny. Czy współpraca między wami to głównie szukanie złotych środków pomiędzy ambicjami i możliwościami?

Maciej Szymborski, fot. archiwum prywatne

MS: To trafne pytanie. Jak mówiłem wcześniej, jesteśmy w teatrze tzw. grupą wsparcia dla wizji realizatorów. Zdarza się jednak, że musimy przedyskutować zawiłe pomysły, wyjaśnić racjonalnie nasze obawy, przedstawić ograniczenia sprzętowe, przestrzenne, formalne. Powstający spektakl jest naszym wspólnym dobrem, więc dbamy o to, by był zaskakujący, ciekawy, oryginalny, ale też łatwy w eksploatacji. Bardzo często reżyserzy czy scenografowie mają cudowne i piękne pomysły – od zaangażowania nowinek techniki po wykorzystywanie na deskach teatru żywiołów, takich jak woda, ziemia czy ogień. W naszym teatrze staramy się wychodzić naprzeciw szalonym wizjom.

 

Jesteśmy jedną z nielicznych na skalę europejską scen, gdzie w spektaklu aktorzy grają w strugach deszczu, nurkując w basenie – nagłośnieni i pięknie oświetleni.

A u nas tak wygląda „Historia przemocy” w reżyserii Eweliny Marciniak. To zawsze prawie siedem metrów sześciennych wody, niemal siedem ton! To działa na wyobraźnię, prawda? Na szczęście burza mózgów cudownych, mądrych i oddanych pracowników sprawia, że tak naprawdę wszystkie marzenia się ucieleśniają. Ale zawsze wiąże się to z rozwojem wyposażenia i zaawansowanej technologii scenicznej, a tu do osiągnięcia ideału bardzo wiele nam jeszcze brakuje…

SG: Nie ma wątpliwości, że macie za sobą bardzo trudny rok. Zastanawiam się, jak bardzo zmienia się życie teatru i jego ludzi, kiedy widownia pozostaje pusta na tyle miesięcy. Na czym polegała pana praca w tym specyficznym okresie, który – co najgorsze – wciąż trwa?

Maciej Szymborski, fot. archiwum prywatne

MS: Tak, to rzeczywiście był dla nas bardzo trudny rok. Trzeba było przebudować myślenie, planowanie. Musieliśmy zrezygnować z dużej ilości wyjazdów na prestiżowe festiwale w Berlinie, Hamburgu, Olsztynie, Warszawie, Szczecinie, Lublinie, Kielcach, z prezentacji w ramach programu Teatr Polska w Nowej Soli, Ełku, Koninie.

 

To wszystko przepadło. Marzec, kwiecień, maj, listopad i grudzień, a teraz styczeń bez możliwości realizacji propozycji repertuarowych. Wiele niewygranych tytułów. Frustracja. Nie poddajemy się jednak.

W okresie „małego otwarcia” udało nam się zrealizować dwie bardzo dobre premiery. W czerwcu „I tak nikt mi nie uwierzy” w reżyserii Wiktora Rubina i w październiku „Kamionna. Opowieści rodzinne” w reżyserii Mateusza Bednarkiewicza. Dużym wyzwaniem we wrześniu było rozpoczęcie programu Teatr Polska z „Krótką rozmową ze Śmiercią” w reżyserii Marcina Libera. Zagraliśmy trzy przedstawienia w Czechowicach-Dziedzicach, Rydułtowach i Tarnowskich Górach, chwilę po tym, jak niektóre z tych miast zdążyły wyjść z czerwonej strefy. A pod koniec września prezentowaliśmy w Pile „Królową. Freddie – jestem legendą” w reżyserii Piotra Siekluckiego. Wszystko się udało. A choć widzów było – zgodnie z rozporządzeniem – mało, to cudownie było patrzeć, jak ludzie stęsknieni za sztuką entuzjastycznie chłonęli nasze propozycje. Jeśli chodzi o formalną stronę funkcjonowania teatru, to musieliśmy stworzyć nasze wewnętrzne procedury epidemiczne, aby móc pracować w reżimie sanitarnym przy 50% i 25% widowni, a także podczas prób. Jesteśmy w ciągłej gotowości. W blokach startowych.

 

Planujemy każdy miesiąc tak, jakbyśmy znów mieli funkcjonować normalnie, i do tego jeszcze zawsze musimy zaplanować alternatywne działania, na wypadek kolejnych zamrożeń strefy kultury.

Maciej Szymborski fot. Dawid Stube

W miesiącach totalnego zamknięcia mieliśmy sporo zajęć. Wykazaliśmy się dużą aktywnością. Oprócz produkcji spektaklu „Kamionna. Opowieści rodzinne”, realizowaliśmy filmy, performatywne czytanie dramatów Aleksandra Fredry w reżyserii Anny Augustynowicz, Marcina Libera i Justyny Łagowskiej. Czytania w formie live streamingów zostały zrealizowane w ramach projektu „Poznajmy Fredrę”, dofinansowanie otrzymaliśmy z Ministerstwa Kultury z programu „Promocja czytelnictwa”. Dużą część naszej aktywności przenieśliśmy do wirtualnego świata. Wymagało to opanowania nowych narzędzi, dostarczenia odpowiedniego sprzętu i właściwego zrealizowania, z należytym wyczuciem i dbałością. W grudniu uczestniczyliśmy w najważniejszych polskich festiwalach teatralnych za pomocą łączy internetowych. Na Warszawskich Spotkaniach Teatralnych prezentowana była „Historia przemocy”, a w ramach krakowskiej Boskiej Komedii tysiące osób obejrzało „I tak nikt mi nie uwierzy” i „Krótką rozmowę ze Śmiercią”. Obecnie zajmujemy się produkcją premiery planowanej na 13 marca. Będzie to prapremierowe przedstawienie pod tytułem „Gaz!” w reżyserii Marcina Wierzchowskiego. Mam nadzieję, że uda się je nam zaprezentować publiczności w zaplanowanym terminie.

SG: Właściwie jak to się stało, że związał się pan z Teatrem im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie?

MS: Od 2014 roku pojawiałem się tu w roli kompozytora i projektanta dźwięku, realizując muzykę i multimedia do kilku przedstawień. Ale zaczynając od początku – od 14 lat, na terenie całej Polski, zbierałem doświadczenia, pracując przy produkcji naprawdę sporej ilości przedstawień, ze  znanymi, cenionymi twórcami.

 

Maciej Szymborski, fot. archiwum prywatne

Poznając ludzi i technologię, nasiąkałem wiedzą o teatrze i miłością do niego.

W 2019 roku pani dyrektor Joanna Nowak wraz z Marią Spiss, konsultantką artystyczną teatru, poszukiwały kompetentnych osób do rozbudowania zespołu i zaproponowały mi współpracę. Z wielkim entuzjazmem i głową pełną wizji podjąłem rękawicę.

 

SG: Jak dużym zbiorem naczyń połączonych jest teatr z pana perspektywy?

MS: Teatr to wielki organizm. Tak jak w ciele człowieka, wszystkie elementy muszą być zdrowe. Wszystko się ze sobą łączy i od siebie zależy. Od dyrekcji, aktorów, pracowników administracji, promocji, obsługi sceny i widowni, ekipy sprzątającej i ochroniarskiej, po zapraszanych twórców. Każdy jest zależny od każdego, każdy o każdego musi dbać. Od empatii i zrozumienia po surowość oceny i wymaganie rzetelności w pracy. Należy dbać o organizm, poić go, wspierać. Na każdym etapie i poziomie.

SG: Technologia rozwija się w zastraszającym tempie. Co warto powiedzieć o jej rozwoju w kontekście rozwiązań technicznych dla teatrów? Teraz jest łatwiej niż kiedyś?

MS: Jest i łatwiej, i trudniej. I to się nie wyklucza. Rozwiązania technologiczne ułatwiają pracę i wzbogacają plastykę teatralnych propozycji, ale wiąże się to też z koniecznością podnoszenia kompetencji i wiedzy pracowników. Trzeba o nich dbać i godziwie opłacać. To są wspaniali, oddani swojej pracy specjaliści. A w samych obiektach? Wprowadzamy sztuczną inteligencję, teatry stają się studiami filmowymi, latającymi spodkami. To dobrze.

 

Bardzo chciałbym, by nasz teatr był najnowocześniejszy w Polsce, w Europie, na świecie. I trzeba do tego dążyć.

Maciej Szymborski fot. Dawid Stube

Rozwój to ciężka, mozolna praca. Ale konieczna dla nas wszystkich, dla kierownictwa, samorządów, ministerstwa. Potrzebujemy rozwoju i oczywiście wsparcia, by oferta teatru stała się atrakcyjniejsza i bogatsza. Choć dawniej teatr też był piękny i zachwycający, mimo iż prostszy i uboższy w środki techniczne.

Generalnie nie chodzi o to, by w życiu było łatwiej. Oczywiście wolę, gdy droga do celu nie jest zbyt uciążliwa, nie generuje kontuzji, ale wcale nie wymagam, by była łatwa.

 

SG: Z czego jest pan najbardziej dumny w kontekście swojej pracy w gnieźnieńskim teatrze? Podejrzewam, że ma pan na koncie realizację wielu zadań, które śmiało można określić mianem wyzwań.

MS: Dumny jestem z każdej premiery. Każda produkcja niesie nowe wyzwania. Często bardzo różne. Od komplikacji personalnych, poprzez ograniczenia czasowe, po problemy konstrukcyjne. Tylko w różnych proporcjach. Na przykład pewne elementy scenografii, instalacji czy całości inscenizacji mogą początkowo wydawać się skomplikowane, ale w rzeczywistości takie nie są. A czasem problemem nie do przejścia staje się brak czasu na przykręcenie śrubki lub łyk wody. Ograniczenia są tylko w naszym myśleniu. Resztę można dostosowywać.

SG: Jaki będzie ten rok dla Teatru im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie, jeśli obostrzenia zakończą się np. późną wiosną?

MS: Jak zawsze twórczy i pracowity. Chcielibyśmy pokazać jak największej liczbie widzów to, co już mamy w ofercie teatru. A do końca roku w planach są jeszcze następne premierowe produkcje: „I nie było już nikogo” Agathy Christie w reżyserii Justyny Łagowskiej, „Lalka” Bolesława Prusa w reżyserii Radosława Rychcika oraz spektakl w reżyserii Marii Spiss. Pod koniec lata planujemy też wystawienie opery industrialnej na placu przed teatrem. Postaramy się powitać widzów z impetem, kolejnymi fascynującymi wydarzeniami.

 

Maciej Szymborski* – kompozytor, muzyk, multiinstrumentalista, producent, realizator dźwięku, aktor, performer, reżyser, projektant instalacji multimedialnych, konstruktor aparatury dźwiękowej. W swej twórczości porusza się swobodnie po wszystkich gatunkach muzycznych. Wiąże technologię z antycznym dążeniem do katharsis. Od 2005 roku związany z teatrem. W swoim dorobku artystycznym ma wiele wydanych płyt i mnóstwo zagranych koncertów na całym świecie. Trasy z NoMEANSNo, Fugazi, Hansons Brothers. Od 1996 roku do 2003 współtworzył Something Like Elvis, wydając „Personal Vertigo” (1997), „Shape” (1999) i „Cigarette Smoke Phantom” (2002). Z Potty Umbrella wydał dwa albumy: „All You Know Is Wrong” (2006) i „Forte Furioso” (2007). Współpracował z muzykami, takimi jak Eugeniusz Rudnik, Macio Maciej Moruś Moretti, Marcin Dymiter, Dominik Strycharski, Karol Nepelski, Jan Duszyński, Damian Pielka, Katarzyna Nosowska, Paweł Krawczyk, Jakub Ziołek, Piotr Bukowski, Krzysztof Kaliski, Cezary Kołodziej, Michał Dobrzyński, Aster Haile, Mikołaj Trzaska, Dobromiła Jaskot, Wojtek Zrałek-Kossakowski czy Joanna Halszka Sokołowska. Stworzył muzykę do kilkudziesięciu spektakli teatralnych i pracuje z najlepszymi twórcami w kraju. Jest autorem wielu dźwiękowych instalacji interaktywnych współtworzących scenografię w spektaklach teatralnych. Obecnie pracuje w Teatrze im. A. Fredry w Gnieźnie. Jest właścicielem firmy Szymborski Projects.