fot. archiwum redakcji

Tessa śni na Jawie

Harold i Matylda to bohaterowie animowanego filmu „Kreatury” 25-letniej poznanianki, Tessy Moult-Milewskiej. Obraz miał premierę 5 marca w warszawskim kinie Kultura. Jego autorka zaraz po premierze wróciła na Jawę, gdzie od pół roku studiuje w Surakarcie tradycyjny teatr cieni, w ramach stypendium rządu indonezyjskiego.

Trochę nadzwyczajni, nieco obsceniczni: Harold i Matylda. On – chudziutki jak „pasikonik” z drewnianą nogą i garbatym nosem. Ona – malutka i grubiutka, zamiast włosów ma żarłoczne robaki (nos zresztą też garbaty). Towarzyszy im dzięcioł Rupert. Poddani ostracyzmowi przez mieszkańców miasteczka, próbują dostosować się do norm estetycznych. On chciałby ją troszkę rozciągnąć, odchudzić przy pomocy setek balonów. Mogłoby się udać, ale ona odlatuje. On leci za nią, nie chce jej przecież stracić, chce ją zdobyć na nowo…

Film „Kreatury”, który premierowo obejrzeli widzowie kina Kultura w Warszawie, był wyświetlony w ramach pokazu debiutanckich filmów krótkometrażowych ze Studia Munka.

„Kreatury” to klasyczna animacja wycinankami. W latach 30. XX w. pionierką takich animacji była Niemka, Lotte Reiniger. Tessa swoje wycinanki kładła na szklanych blatach podświetlanych od dołu, film miał być czarno-biały. I bardzo ascetyczny. Postaci miały ruchome stawy łączone nitką.

„Robiąc swój film użyłam ciepłego światła ledowego do podświetlenia stołu i okazało się, że świat bohaterów jest w kolorze sepii. Spodobało mi się to” – opowiada Tessa.

Podczas lotu nad miastem, który obserwują przerażeni mieszkańcy, Haroldowi i Matyldzie zdarzają się różne przygody, wszystko kończy się zaskakującym happy endem. „To historia o poszukiwaniu akceptacji, walce z samym sobą. I przezwyciężaniu słabości” – komentuje Tessa.

Po obejrzeniu filmu zadajemy sobie pytanie o naszą tolerancję dla inności, której granicą jest z jednej strony lęk przed odrzuceniem i samotnością (to on powoduje Haroldem i Matyldą, gdy próbują się dopasować), a z drugiej... wstręt? Lęk skutkuje podporządkowaniem społecznej normie (fantastyczne, automatyczne gesty mieszkańców miasteczka) i śledzeniem, czy inni nie popełniają jakiegoś odstępstwa. Spokojny taniec życia w zgodzie ze sobą i niepokój, związany z próbami narzucenia sobie obcych norm, świetnie oddaje muzyka Krzysztofa A. Janczaka.

Na stronie Studia Munka zamieszczony został synopsis: „Surowa w formie animacja wycinankowa, inspirowana twórczością Roalda Dahla, Lotte Reiniger i Edwarda Goreya, wprowadza widza w nieprzewidywalny i eklektyczny świat mrocznej wyobraźni”.

„Moje animacje są postrzegane jako mroczne, ale mimo pewnych elementów, zawierają dużo optymizmu, szczególnie ostatnia. Mnie się po prostu podoba estetyka wiktoriańska!” – dodaje autorka filmu.

Dwa pierwsze lata życia Tessa Moult-Milewska spędziła w Anglii, kolejne 16 w Polsce, w Poznaniu, nie zrywając jednak kontaktu z Anglią (wychowywała się w rodzinie dwujęzycznej). Jej ulubionym pisarzem w dzieciństwie był Brytyjczyk Roald Dahl.

Podczas nauki w liceum, w słynnej Marynce, brała udział w zajęciach Klubu Filmowego w CK Zamek. Pod okiem operatora Pawła Zabla kręciła etiudy aktorskie. Po sąsiedzku zajęcia z animacji miał wtedy Jacek Wojtaś.

„W 2006 r. pojechałam na pierwsze warsztaty z animacji Phase do Kudowy Zdroju, tam też po raz pierwszy spotkałam pana Stanisława Lenartowicza, uznanego twórcę animacji, który wiele lat później został opiekunem artystycznym Kreatur. Dzięki filmowi, który tam zrobiłam – prostej animacji rysowanej na papierze („Czekając na Księcia Zbajki”), kilka lat później dostałam stypendium w Warszawskiej Szkole Filmowej” – opowiada Tessa. W Warszawie studiowała dwa lata, dyplom zrobiła w Akademii Filmowej w Pisku (Czechy), w 2011 r.



Jej film animowany „Konstruktor” (z 2012 roku, produkcja Fumi Studio), jako pierwszy zaczął krążyć po festiwalach. Rok później zrobiła „Pająka i Muchy”, pracę nad nim rozpoczęła na tygodniowych warsztatach Anima w Dreźnie, muzykę skomponował Krzysztof A. Janczak. Postaci zaprojektowane na komputerze, w stylu przypominające kolaż, wydrukowała na przezroczystej folii i wycięła. Animacje zmontowała z fragmentami filmów, nagranych w Warszawie.

„Wykorzystałam wiersz Jana Brzechwy «Pająk i Muchy», ale w mojej animacji pająk to miasto-maszyna, które się drapieżnie rozrasta, żywiąc się mieszkańcami, pogrążonymi w konsumpcyjnym stylu życia” – opowiada artystka.

Pomysł nakręcenia historii Harolda i Matyldy zaczął się od krótkiego, rymowanego wiersza, który Tessa napisała trzy lata temu. „Po jakimś czasie wróciłam do niego, chciałam zrobić film składający się z obrazów, ilustrujących tę historię. Zaczęłam pracować nad scenariuszem. I wtedy dowiedziałam się o programie stypendialnym Studia Munka” – opowiada.

Studio jest producentem debiutów filmowych w ramach czterech programów, jednym z nich jest Młoda Animacja. Tessa złożyła projekt na film animowany, pozytywna decyzja o przyznaniu stypendium na realizację zapadła w lipcu 2013 r. Scenariusz filmu ewoluował. Najpierw przez tydzień Tessa dyskutowała o historii Harolda i Matyldy, rozrysowanej już jako storyboard, ze Stanisławem Lenartowiczem. By zrealizować „Kreatury” założyła własną firmę producencką – Indemind, pozwoliło to jej zostać producentem wykonawczym i mieć większą kontrolę nad procesem powstawania filmu.

Zdjęcia rozpoczęły się w styczniu 2014 r., trwały trzy i pół miesiąca (w Łodzi, w studiu WJTeam). Z animatorem, Wojtkiem Sankiewiczem, spędzała czasem po 16 godzin dziennie w pracowni. W animacji wypada 25 zdjęć na sekundę, a każde kolejne różni się odrobinę od poprzedniego!

„W filmie fabularnym wiele zależy od aktorów, ich interpretacji danej postaci, trzeba iść na wiele kompromisów, a tempo pracy bywa szalone. Dlatego wolę animację, mam wtedy pełną kontrolę nad tym jaki będzie efekt końcowy. Niektórzy nazywają to zabawą w Boga” – komentuje Tessa.

W trakcie realizacji „Kreatur”, zdobyła pierwszą nagrodę w konkursie filmowym TVP1 Dolina Kreatywna (program stypendialny Telewizji Polskiej), którego celem jest odkrywanie talentów i promocja młodych twórców. W komisji konkursowej zasiadli Magdalena Łazarkiewicz, Borys Lankosz i Maciej Wojtyszko.

Na warszawski pokaz „Kreatur” Tessa Moult-Milewska przyleciała z Indonezji, gdzie od pół roku studiuje w Surakarcie tradycyjny teatr cieni (w ramach rocznego stypendium rządu indonezyjskiego Darmasiswa).

Na uniwersytecie ma m.in. zajęcia z osobami profesjonalnie prowadzącymi teatr cieni, zwanymi dalanami. „W ramach praktyki wykonujemy tradycyjną lalkę, używaną w indonezyjskim teatrze, wycinaną z bawolej skóry i potem malowaną specjalnymi farbami” – opowiada. „W teatrze cieni każdy detal, szczegół, ma swoje znaczenie, symbolikę, lalki są niesamowicie precyzyjne i wymagają ogromnej cierpliwości. To mi odpowiada, moje postaci też staram się tworzyć tak, by były bogate w detale i miały swój osobisty charakter” – dodaje. Uczy się też poruszania lalkami, studiuje historie opowiadane w teatrze, które przeważnie pochodzą ze starych ksiąg, np. Ramayany czy Mahabharaty.

Dwa miesiące przerwy wakacyjnej spędziła z dwoma innymi stypendystami – ubiegłorocznym, Adrianem z Rumunii i tegorocznym, Bartkiem z Polski – na wyspach Maluku, na wschodzie Indonezji, gdzie często nie ma ani połączenia telefonicznego, ani internetu. Mieszkali na plaży, czasem w domach mieszkańców wysp, którzy chętnie zapraszali ich do stołu i oprowadzali po ścieżkach, po których od lat nie stąpał biały człowiek.

„Indonezyjczycy w tej części świata mają w sobie niesamowity spokój i zupełnie inne poczucie czasu. Kiedy coś im nie wychodzi nie stresują się, odkładają to, próbują jeszcze raz. A gdy poprosisz ich o pomoc, mają dla ciebie cały czas na świecie! Podoba mi się takie spokojne podejście do wielu spraw” – opowiada.

Po wakacjach wróciła do pokoju, w którym mieszka podczas studiów na Jawie. Leżało w nim ok. 30 kg bagażu zabranego z Polski (tyle, ile wolno przewieźć samolotem). „Zdziwiło mnie, że wcześniej potrzebowałam tylu rzeczy. Przez dwa miesiące wystarczało mi to, co miałam w plecaku! Nie daje mi to spokoju” – dodaje.

Stypendium kończy się w sierpniu 2015 r. „Nie wiem co dalej. Może zostanę jeszcze trochę w Indonezji, może wrócę…” – zastanawia się Tessa – „A może pojawi się pomysł na kolejny film?”.

Zdjęcia: Paweł Zabel oraz Adrian Crapciu, Jeanne Kretzschmar, Bartłomiej Chmielewski (prywatne archiwum Tessy Moult-Milewskiej).

 

CZYTAJ TAKŻE: GusGus: Wytańczyć ten smutek

CZYTAJ TAKŻE: Co się dzieje w miasteczku?

CZYTAJ TAKŻE: Woykowska – wariatka, prowokatorka, emancypantka