fot. J. Śmidowicz

Tkanie losu

„Chciałem rozpocząć dyskurs o granicach obrazu […]. Niepewność tych granic ma odzwierciedlać napiętą sytuację na granicy polsko-białoruskiej” – rozmowa z Gabrielem Kryszpiniukiem, zdobywcą Grand Prix w konkursie Nowy Obraz / Nowe Spojrzenie.

 

Barbara Kowalewska: Tegoroczną nagrodę w konkursie o nagrodę artystyczną UAP otrzymał pan za prace związane z miejscem pochodzenia, z Podlasiem. Jakie znaczenie dla pana twórczości mają korzenie?

Gabriel Kryszpiniuk: Są punktem wyjścia do rozważań, które podejmuję, i późniejszych zabiegów artystycznych.

 

fot. J. Śmidowicz

fot. J. Śmidowicz

„Tkanie losu” jest związane z tkaniem w sensie dosłownym, z tkaniną. Plotę je ze sobą, korzystam z nich na różne sposoby, inspirując się metodą motania  laleczek słowiańskich. Te laleczki to fetysze reprezentujące jakąś moc i w zależności od sposobu motania uzyskuje się inny rezultat, z każdej laleczki emanuje inna siła. Odnosi się to nie tylko do moich korzeni, ale w ogóle do słowiańskości. Korzenie stanowią punkt wyjścia do tworzenia mojego osobistego uniwersum.

Zbieram opowieści i łącze je ze sobą, tak jak w pamiętniku.

 

BK: To, co się dzieje od paru lat na granicy polsko-białoruskiej, wpłynęło na pana myślenie o miejscu, z którego pan wyszedł?

GK: To sztuka bardzo osobista. Wiele młodych Polaków chce się odciąć od swoich korzeni, wpływa na to kontekst, to, że idziemy w stronę globalizmu. Ja uważam, że nie mam się czego wstydzić, a nawet że moje pochodzenie z tego regionu jest atutem.

Podjąłem ten temat z  tęsknoty za miejscem pochodzenia. Gdy zaczynałem projekt, byłem już po trzech latach studiów, wchodzenia w nowe środowisko, w którym inaczej podchodzi się do człowieka. Przyjeżdżając tu, nie miałem nikogo, a jak się jest samotnym, z dala od domu, to przychodzi  nostalgia.

Zadawałem sobie pytanie, czy to dobry kierunek, czy nie powinienem był zostać na Podlasiu. Sytuacja na granicy podsyca tylko to uczucie. Podchodzę do tego bardzo emocjonalnie, ogromnie brakuje mi ziemi, z której wyszedłem. Gdy myślę o Podlasiu, to tęsknię i wracam tam poprzez twórczość.

 

BK: W opisie prac mówi pan o odczuwanym wyobcowaniu, wynikającym ze zderzenia konserwatywnej polityki regionu z pana „odejściem od schematu”. O jakim odejściu od schematu mówimy?

GK: Chodzi o styl, sposób bycia, zainteresowania. To się zaczęło już w czasach liceum, kiedy uznałem, że chcę wyrażać siebie poprzez ubiór. Nie bez powodu ubrania są medium w moich obiektach malarskich. Często spotykałem się z zarzutem, że jestem „zbyt kolorowy”. Do dziś nie bardzo wiem, co to znaczy, ale widziałem kontrast pomiędzy mną a mieszkańcami małego miasteczka, z którego pochodzę: szarzy ludzie, a wśród nich barwny wariat.

 

BK: W swoich pracach podjął pan temat granicy polsko-białoruskiej, ale też niepewności granic obrazu. Jak się przejawia ta niepewność w życiu regionu i w sztuce?

GK: O granicach pomyślałem, rozmawiając z bliskimi na Podlasiu. Wschodnie kresy Polski są w tej chwili w największej niepewności. Ludzie obawiają się, co z nimi będzie, boją się, że zostaną dotknięci najbardziej. Jeśli chodzi natomiast o sztukę, już wcześniej zacierałem granice w obrazie, próbowałem malarstwa materii, a później rozrosło się to do obiektów malarskich.

 

fot. J. Śmidowicz

fot. J. Śmidowicz

Na konkurs zaproponowałem pracę „Wyjście z tłumu”, dioramę, bo ona właśnie zaciera granicę obrazu. Diorama to scena, która zawiera zarówno elementy malarstwa, jak i  elementy przestrzenne. Spajając je, opowiada pewną historię. W tej konkretnej pracy obraz tłumu tworzy płaskie tło dla dwóch obiektów przestrzennych. W malarstwie rozumianym klasycznie mamy ramę zamykającą obraz. Ja zadałem sobie pytanie, dlaczego w ogóle obraz ma być zamknięty w prostokącie czy kwadracie, tak jak się przyjęło.

Te pytania prowadzą mnie do różnych zabiegów formalnych – zastanawiają, czy to jest nadal obraz, gdy używam skrawków dywanów albo gdy płaszczyzna płótna „rozlewa się” na podłodze. Chciałem rozpocząć dyskurs o granicach obrazu, o tym, gdzie one się kończą. Sprawdzam siebie i te granice, które w świecie sztuki są przecież nieokreślone. Niepewność tych granic ma odzwierciedlać napiętą sytuację na granicy polsko-białoruskiej.

 

 

BK: Wróćmy do materii, z której pan tworzy – maluje pan na tkaninach, dywanach, ubraniach. Czym jest podyktowany wybór materiałów?

GK: Gdy przygotowywałem się do licencjatu, szukałem dywanów, które miały stanowić kanwę do uwiecznienia wspomnień, zapisu opowieści. Na używanych tkaninach każde zabrudzenie, plama jest opowieścią – na przykład jeśli jest czerwona, to może to być wino, ale też krew. Ja sam postanowiłem zainicjować takie opowieści, „brudząc” niejako te tkaniny.

 

fot. J. Śmidowicz

fot. J. Śmidowicz

Kiedy spotkałem się z osobami, od których chciałem te dywany kupić, jedna z nich  zaoferowała mi w gratisie ubrania po swojej zmarłej babci. Spodziewałem się dywanu, a wyszedłem z dwudziestoma kilogramami materiałów do działań artystycznych. To była cała gama przeróżnych tkanin. Te badania otworzyły mi drogę do nowych środków przekazu. Zauważyłem potencjał w kombinacji wzorów i splotów tkanin połączonych z duktem pędzla. Próbuję na przykład oddać perspektywę powietrzną tworzącą głębię obrazu.

Im dalej od nas jest obiekt, tym bardziej odbite od obiektu światło rozprasza się, przedzierając się przez kolejne warstwy powietrza. Ja rozwiązuję ten problem następującą metodą. Warstwy na pierwszym planie układam z materiałów gładkich, umożliwiających zapis ruchów pędzlem i pozwalających uchwycić detal. Warstwy dalsze stopniowo przechodzą w powierzchnie o większej chropowatości, które dyktują mi, w jaki sposób zachowuje się farba.

Ode mnie zależy głównie dobór kolorów. Wolę poruszać się w ramach tkanin, bo tkanina jest niejako wpisana w konstrukcję obrazu. Gdy planuję obraz, już na etapie blejtramu myślę, jak dostosować konstrukcję do koncepcji, szukam kształtu, decyduję, gdzie postawić granice, a gdzie je pozostawić otwarte.

Potem dopiero naciągam płótno i zastanawiam się, w jaki sposób w tych wyznaczonych ramach mam się poruszać, gdzie te ramy mogę załamać. Po tych krokach zabieram się w końcu za materię malarską, która dopełnia wzory na tkaninach.

 

BK: W pracy „Wyszli z tłumu” ludzie nie mają twarzy. To ciekawe ujęcie, bo „wyjść z tłumu” kojarzy się z pokazaniem twarzy, ujawnieniem się. Równie nieosobowe są „Gypsy King” lub „Lufa i ofiara”. W tej ostatniej pracy nawet nie do końca wiemy, który z dwóch przestrzennych obiektów jest lufą, który ofiarą. Ta relacja jest nieoczywista, motywy się przenikają.

GK: Cieszę się, że tak to pani odebrała, chodziło mi właśnie o to, by te formy bardziej prowokowały, niż były jednoznaczne.

 

fot. J. Śmidowicz

fot. J. Śmidowicz

Żeby nie było jasne, gdzie i czym jest ofiara, a gdzie lufa. Te formy się przeplatają, to właśnie nawiązanie do granicy. Ludzkie i nieludzkie dopełnia się, tworząc nieokreśloną, antropomorficzną formę. Mi także towarzyszy ta niepewność, wiąże się z moją tożsamością i z tym, co się teraz dzieje w kraju.

Ja sampluję, dobieram wątki i splatam je, tworząc tę sugestywną sytuację.

 

BK: To, o czym pan mówi, i nagroda w konkursie Nowy Obraz / Nowe Spojrzenie wskazywałaby na to, że sztuka malarstwa jest dla pana obszarem poszukiwań zarówno w zakresie treści, jak i formy. W jakim kierunku mają zmierzać te eksperymenty?

GK: Malarstwo to dla mnie język, w którym, jak mi się wydaje, jestem sprawniejszy niż w słowie. W tym właśnie języku jestem w stanie wyrazić emocje wywołane wspomnieniami. Malarstwo to medium, poprzez które przekazuję odbiorcom moje wartości.

Ale jest to proces, w którym cały czas dochodzi do starć między mną a moją opowieścią. Zależy mi na tym, by otworzyć pole do rozmów, zastanowić się wspólnie z odbiorcami, jak odczytują moje prace, tak jak pani dzisiaj przekazała mi swoje skojarzenia. To mnie bardzo ciekawi.

 

 

Gabriel Kryszpiniuk – student kierunku malarstwo na Uniwersytecie Artystycznym im. Magdaleny Abakanowicz w Poznaniu. Tytuł licencjata z malarstwa uzyskał w 2023 roku. Zdobywca Grand Prix w 13. edycji konkursu Nowy Obraz / Nowe Spojrzenie (Poznań 2024). Zdobywca nagrody głównej 26. edycji międzynarodowego konkursu interpretacji dzieł S.I. Witkiewicza „Witkacy pod strzechy” (Słupsk 2023). Współorganizator wystawy “Proszę TO usunąć” w ramach wydarzenia Poznań Art Week (2024). Uczestnik wydarzeń artystycznych, takich jak: Figurama 23 (Praga 2023), wystawa „Wymuszona bliskość” w ramach Poznań Design Festival (Poznań 2023), wystawa Koła Naukowego – Defiguracja „DeFormacje” w ramach Art Week (Poznań 2023), wystawa Koła Naukowego – Defiguracja „Jesteś?” w Galerii Pyramida (Poznań 2024).

Podziel się kulturą!
What’s your Reaction?
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
2
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0