fot. Archiwum artysty

Transmisja #1 DMNSZ

Tak jak wszyscy ostatnio, poznański artysta Patryk Daszkiewicz - aktywny muzycznie pod pseudonimem DMNSZ - musiał odnaleźć się w nowych okolicznościach. 21 marca po raz pierwszy zagrał dla niewidzialnej publiczności – jego występ był transmitowany przez Internet.

Można stwierdzić, że i tak miał szczęście w dobie powszechnego odwoływania wydarzeń, bo na zaproszenie cyklu koncertowego LAS otworzył serię Transmisja nadawaną z Pawilonu (zapis tego i kolejnych występów nadal można znaleźć na Facebooku).

 

Daszkiewicz opowiada o tym jako o interesującej sytuacji, która uświadamia, jak ważne jest doświadczenie obecności drugiego człowieka, także podczas grania.

Zapytałem go, jak to wszystko wpłynęło na muzykę, która zabrzmiała tego wieczora.

 

„Pozwoliłem sobie na kilka takich smaczków jak fragment ścieżki dźwiękowej z anime "Ghost in the Shell" z 1995 roku. Dla mnie jako dzieciaka, który wyrósł też na tych cyberpunkowych historiach, jest to cały czas szokujące, że generalnie idziemy tym torem. Wizja rzeczywistości supertechnologii z jednej strony, ale też jakiegoś zamknięcia, wyniszczenia środowiska naturalnego. Kilkukrotnie w tle puszczałem dźwięki z małych odtwarzaczy Buddha Box (które dostałem od Pawła Doskocza, pozdrawiam!) z nagranymi zapętlonymi mantrami. Te bardzo proste urządzenia są popularne w krajach azjatyckich i teoretycznie mają funkcję wspierającą medytację. Do tego moje własne dźwięki, które gdzieś cały czas w tym secie przeplatałem, w jakimś sensie bezpośrednio odwołują się do poczucia izolacji, ale też właśnie medytacji, przez swoją repetytywność. Myślę, że na poziomie emocjonalnym mogło to być odczytywane jako reakcja na zastaną sytuację. Tak też generalnie rozumiem muzykę, jako pewien język, za pomocą którego można przekazywać to, co trudniej jest zamknąć w słowa”.

Patryk Daszkiewicz, fot. Archiwum artysty

Patryk Daszkiewicz, fot. Archiwum artysty

Człowiek orkiestra

Daszkiewicz muzycznie komunikuje się od 2009 roku. Zarówno solowo, przez koncerty, instalacje dźwiękowe i albumy (wydawane we własnym pitu pitu recordz! oraz Pointless Geometry), jak i współpracując z innymi muzykami w takich zespołach jak Kakamina, Sumpf czy Strętwa, których nagrania ukazały się nakładem Pionierska Records, Wounded Knife i Plaża Zachodnia.

Daszkiewicz zajmuje się też projektowaniem graficznym, jest autorem plakatów, okładek i zina „Koffeina”. Od 2018 roku współprowadzi Huba Imprint, które skupia się na małych seriach wydawniczych w rozmaitych formach, od muzycznych przez ziny po książki, zawsze z dużą dbałością o stronę wizualną. Owoce swojej działalności Huba prezentowała między innymi na targach wydawców w Warszawie (Drukuj Zinefest), Łodzi (Robimy Tłok!) i Poznaniu (Suma: sety i kasety w Kołorkingu Muzycznym).

 

W czasach, kiedy jeszcze można było się swobodnie przemieszczać, Daszkiewicz pojechał na rezydencję artystyczną, która pozwoliła mu połączyć obie sfery jego aktywności.

Od października do grudnia 2019 roku na zaproszenie BARTR (Budapest Art Residency) w stolicy Węgier zbierał materiały o tamtejszej scenie muzyki niezależnej. Była to część szerzej zakrojonego przedsięwzięcia, którego efektem ma być zin porównujący środowiska muzyczne Budapesztu i Poznania.

Koncepcja programu rezydencyjnego idealnie odpowiadała temu pomysłowi, jako że BARTR kładzie nacisk na dwa niezwykle istotne dla oddolnej ekspresji kulturowej nurty: samodzielne wydawanie (self-publishing) i muzykę eksperymentalną.

 

„Chciałem, żeby mój projekt zatytułowany "New Kids On The Block" w pewien sposób prześledził rozwój podziemnej sceny muzyki eksperymentalnej w dwóch krajach Europy Środkowej: w Polsce i na Węgrzech. Przy podobnych socjalistycznych historiach i usytuowaniu między Zachodem a Wschodem oba kraje są często porównywane i stanowią interesujący temat do eksploracji. Dlatego chciałem przyjrzeć się niejako od kuchni temu, jak pracują muzycy, porozmawiać o tym, co stanowi dla nich największe wyzwania, czy gdzie znajdują inspirację. Zdając sobie sprawę z tego, że nie mam przygotowania typowo dziennikarskiego, chciałem ograć tę sytuację tak, żeby wykorzystać fakt, że sam działam na tym polu i spojrzeć na sprawę w pewnym sensie od wewnątrz”.

 

Rezydencja obfitowała w wizyty studyjne oraz warsztaty.

Patryk Daszkiewicz, fot. Archiwum artysty

Patryk Daszkiewicz, fot. Archiwum artysty

 

„Podczas warsztatów drukarskich poznaliśmy technikę drukowania na riso i sicie. Ale nie tylko techniczny aspekt pracy był dla mnie ważny. Myślę, że poznanie osób działających w środowisku self-publishingowym jest cennym doświadczeniem. Miałem okazję współpracować z twórcami Hurrikan Press i galerii Vulkán. Rozmowy o tym, jakie były początki ich działalności i jak funkcjonują obecnie na co dzień, dały mi wiele do myślenia na temat tego, w jakim kierunku rozwijać nasze wydawnictwo”.

 

Artysta podkreśla też znaczenie warsztatów z budowy instrumentów z Peterem Martonem, postacią szczególnie ważną dla lokalnej sceny, który stał się jednym z bohaterów jego projektu.

 

Dalekosiężne skutki miały także spacery dźwiękowe prowadzone przez Lucię Urdvardyovą (współzałożycielkę portalu Easterndaze). Ich uczestnicy nie tylko nagrywali odgłosy miasta, ale też spotykali osoby ze środowiska.

Tak Daszkiewicz nawiązał współpracę ze społecznościowym Radio Lahmacun i jego audycja Radio Bluszcze stała się częścią ramówki (nadawana jest również przez warszawskie Radio Kapitał).

Plany na przyszłość

Nawiązywanie nowych znajomości otworzyło też możliwości realizowania pomysłów, które narodziły się już podczas pobytu w Budapeszcie i wynikały z eksplorowania chałupniczych metod komunikacji za pomocą muzyki.

Patryk Daszkiewicz, fot. Archiwum artysty

Patryk Daszkiewicz, fot. Archiwum artysty

„Jednym z nich była instalacja dźwiękowa, którą pokazywałam na wystawie w galerii Petyolat. Instalacja love letters opierała się na kasetach znalezionych przeze mnie na jednym z pchlich targów. Na kasetach nagrane był składanki z romantycznymi szlagierami (głównie węgierskimi) zgranymi z radia. Okładkami były stare pocztówki (głównie ze zdjęciami kwiatów). Tym samym kasety te zyskiwały w podwójnym sensie charakter listów. Zainspirowało mnie to do refleksji nad tym, jak wysiłek fizyczny włożony w przygotowanie tych swojskich składanek jest podobny do ręcznego pisania listów. Chwila odcięta od normalnego upływu czasu jak fragment piosenki, który zawsze będzie kojarzył się z określonym zapachem, miejscem, osobą. Jak bardzo brakuje mi tego fizycznego, w pewnym sensie medytacyjnego wręcz zajęcia. Z drugiej strony zastanawiałem się nad tym, kto faktycznie jest najważniejszym odbiorcą tych listów. Czy aby nie sam autor? A wreszcie, czym jest to abstrakcyjne pojęcie – miłość? Jaki wpływ na to, jak ją postrzegamy, ma popkultura? Czy jesteśmy na nią programowani?”.

 

Daszkiewicz pracuje teraz nad poznańską częścią wydawnictwa i kończy solowy album dla Antena non grata. Jeśli chodzi o przyszłość, to ma nadzieję, że warunki wkrótce pozwolą na odnowienie komunikacji na linii Poznań–Budapeszt przez organizowanie wystaw i występów przedstawicieli obu miast na zasadzie wymiany artystycznej.