fot. Wojciech Ziemski

Trzy, dwa, jazz

Od doświadczenia po młodzieńczy entuzjazm, od tradycyjnego brzmienia po nowatorskie eksperymenty, od solistów po big bandy – tegoroczne Jazzonalia upłynęły pod znakiem różnorodności. Właśnie dobiegła końca 26. edycja Jazz Festiwalu w Koninie.

Liczący już ponad ćwierć wieku festiwal na dobre wpisał się w kalendarz kulturalny miasta, stając się wydarzeniem o randze nie tylko lokalnej, ale wręcz ogólnopolskiej. Najlepszym tego świadectwem są związane z od lat z festiwalem osobistości polskiej i europejskiej sceny jazzowej. Nie zabrakło ich podczas tegorocznej edycji imprezy – wystarczy wspomnieć choćby takie nazwiska: Leszek Możdżer, Anna Maria Jopek czy Piotr Orzechowski, by uświadomić sobie, jak elektryzująco na melomanów w regionie konińskim działała lista festiwalowych gości.

OBFITOŚĆ I RÓŻNORODNOŚĆ

Centrum Kultury i Sztuki w Koninie – organizatorzy Jazzonaliów – przy konstruowaniu programu tegorocznego festiwalu postawiło na obfitość i różnorodność. Od lat zresztą łączenie tradycji z nowoczesnością, a tym samym wychodzenie naprzeciw różnym oczekiwaniom publiczności jest znakiem rozpoznawczym imprezy.

W czasie trwającego aż pięć dni wydarzenia nie zabrakło miejsca dla młodych, aspirujących artystów. Festiwal otworzyły: konkurs improwizacji warsztaty i skierowane do uczniów szkół muzycznych II stopnia. Koniński konkurs jest jedynym tego typu przedsięwzięciem stworzonym z myślą o młodych instrumentalistach jazzowych – chociaż częścią imprezy jest stosunkowo od niedawna, już zyskał popularność, przyciągając liczne grono uczestników.

W tym roku przed czteroosobowym jury stanęło dwunastu młodych muzyków. Decyzją komisji konkursowej I miejsce zdobył Krzysztof Szymenderski z Poznania, II nagrodę otrzymał Wojciech Oliński z PSM I i II stopnia w Koninie, a ostatni stopień podium zajęła Katarzyna Schmidt-Przeździecka z Poznania.

Część konkursową dopełnił jazzowy pojedynek szkół muzycznych z Poznania i Konina, czyli mający formę muzycznej szermierki koncert „Konin meets Poznań”. Do młodych należało także zamknięcie festiwalu u boku znakomitego puzonisty Grzegorza Nagórnego zaprezentował się Big Band Państwowej Szkoły Muzycznej w Koninie.

DO TAŃCA I WZRUSZEŃ

Leszek Możdżer, fot. Wojciech Ziemski

Jazzonalia to jednak nie tylko przestrzeń dla młodych artystów, ale również (czy może przede wszystkim) koncerty gwiazd. W tym gronie znalazł się między innymi Leszek Możdżer, który w piątkowy wieczór przygotował zgromadzonej w Auli im. Jana A.P. Kaczmarka publiczności prawdziwą muzyczną ucztę. Od lirycznej melodyki po neurotyczną dysharmonię, od „Etiudy rewolucyjnej” po „Libertango” – propozycje artysty okazały się, jak cały festiwal, barwne i pełne sprzeczności.

Osobnym „spektaklem” było obserwowanie Możdżera przy pracy. W trakcie całego koncertu jego dłonie pozostają w ruchu, zarówno nerwowym, jak i przemyślanym, celowym, wygrywając po klawiaturze swój własny, obłąkańczy taniec, na przemian to zwalniając, to przyspieszając, by po chwili znów odnaleźć harmonię w spójnym crescendo.

 

„Muzyka to język abstrakcyjny, dlatego tym bardziej cieszę się, że się rozumiemy” – mówił artysta w czasie występu. Entuzjastyczny odzew publiczności potwierdza jednoznacznie, że śmiało można w tym wypadku mówić o pełnym porozumieniu.

Jeszcze tego samego wieczoru sceną zawładnęli muzycy stawiający w swych stylistycznych wyborach na powrót do korzeni jazzu. Jazz Band Młynarski–Masecki to unikatowy zespół odwołujący się do starej tradycji polskich orkiestr jazzowych międzywojnia. W ich repertuarze znajdują się, w większości nieznane, utwory swingowe. Wybitny pianista Marcin Masecki razem z Janem Emilem Młynarskim zaprezentowali konińskiej publiczności przedwojenny polski jazz w nowych aranżacjach, ze świeżym oddechem, czyniąc tę muzykę aktualną i użytkową – do tańca i wzruszeń.

MUZYCZNE ROZMOWY

Ostatni festiwalowy wieczór otworzył swoim występem jazzowy „Pianohooligan” – Piotr Orzechowski. Irytująco młody i frustrująco zdolny pianista to jeden z najbardziej utytułowanych muzyków jazzowych młodego pokolenia. W trakcie występu odcięty i osobny, tak zanurzony w muzyce, że niemal niedostrzegający otaczającej go rzeczywistości.

Piotr Orzechowski dźwięk po dźwięku buduje rzeczywistość własną, wciągając do niej powoli publiczność. Jego gra to toczona w napięciu, wyczerpująca rozmowa z fortepianem (a jak to niekiedy w emocjonującej rozmowie bywa, czasami trzeba w niej wstać, tupnąć nogą). Orzechowski igra z przyzwyczajeniami odbiorcy, proponując określoną rytmikę, by za chwilę zerwać z nią, dokonując przewrotnej wolty. Ale jest w tym konstruowaniu muzycznych światów tak fascynujący, że publiczność aż wychyla się z foteli, by śledzić nieoczywisty przebieg tego aktu kreacji.

 

Ostatnią z szeregu sław, które zagościły w Koninie podczas tegorocznych Jazzonaliów, była artystka, której nie trzeba nikomu przedstawiać. Anna Maria Jopek wystąpiła z promocją swojego najnowszego albumu „Ulotne”, inspirowanego motywami ludowymi. Wspólnie z zespołem wyczarowała w auli konińskiej Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej trochę magiczny, a trochę oniryczny świat. Bogaty instrumentalnie, zmysłowy koncert okazał się interesującą przeciwwagą dla minimalistycznego występu Piotra Orzechowskiego. Melodyjne granie i rewelacyjny, nasycony charakterystyczną melancholią wokal Anny Marii Jopek stworzyły niezwykłą, kojącą, smakowitą całość, przyjętą gorącym aplauzem.

W przewrotnej naturze muzyki jazzowej leży zdolność nieustannego zadziwiania – gdy tworzy nowe na gruzach starego, gdy je reinterpretuje, przepuszczając przez pryzmat autorskiej wizji, gdy nadaje temu, co znane, indywidualny koloryt, gdy zapętla się w wewnętrznych autokomentarzach i niekończących się „wariacjach-na-temat”.

Koniński Jazz Festiwal Jazzonalia od 26. już lat stara się całą tę przewrotność uchwycić i przybliżyć publiczności. Jak sądzę, z powodzeniem.

 

Festiwal Jazzonalia, 22–26 maja 2019, Organizator: Centrum Kultury i Sztuki – Dom Kultury Oskard w Koninie.

 

CZYTAJ TAKŻE: Jazz i improwizacja. Rozmowa z Moniką Kosińską, koordynatorką 25. edycji „Jazzonaliów” w Koninie

CZYTAJ TAKŻE: Ale jazz! 

CZYTAJ TAKŻE: Jesteśmy niemuzykalnym narodem. Rozmowa z Witkiem Łukaszewskim