fot. L. Surowiec, ze strony: staradobraksiazka.pl

W jego początku jest jego kres?

Istnieje taka pocztówka z Poznania, gdzieś z początku lat 90. ubiegłego wieku. Przedstawia fragment Starego Rynku – tę jego pierzeję, która znajduje się vis a vis wejścia do Ratusza, pierzeję wschodnią.

Swoją drogą, czy ktoś jeszcze pamięta, jak wyglądał Stary Rynek trzydzieści lat temu? Mnóstwo kwietników poprzetykanych (fakt – betonowymi) ławkami dla spacerowiczów. Ludzie, kwiaty i ławki.

Pocztówka z Poznania

W lewym dolnym rogu pocztówki znajdują się jedyne dwie osoby zwrócone twarzami do aparatu. Ale nie pozują, fotograf Leszek Surowiec uchwycił je przemierzające przypadkowo Stary Rynek. Widać ich długi krok, to nie turyści, czy spacerowicze.

 

To para: długowłosy, szczupły, wysoki mężczyzna, lekko przechylony, charakterystycznym gestem, ręką w kieszeni spodni przytrzymujący wiszącą na jego ramieniu torbę. Obok kobieta, nieco niższa od mężczyzny, z burzą długich, kasztanowych włosów. Jedną ręką przeczesuje włosy.

Idą blisko siebie, ich otwarte dłonie niemal się dotykają. Widać, że rozmawiają, mają zwrócone ku sobie głowy. Mężczyzna lekko pochyla się nad kobietą. Niska jakość druku nie pozwala zobaczyć wyrazów ich twarzy.

Fotograf Krajowej Agencji Wydawniczej uchwycił tę parę przypadkowo. Sami zainteresowani dowiedzieli się o istnieniu „pocztówki z Poznania” z nimi na pierwszym planie poinformowani przez znajomych, którzy wybierając widoczki ze Starego Miasta trafili właśnie na taką. Ja sama z lubością rozsyłałam je po całej Polsce, razem z partnerem wykupowaliśmy całe nakłady wszędzie tam, gdzie na nią natrafiliśmy.

 

Lech Raczak i Daria Anfelli, fot. z archiwum Lecha Raczaka

Lech Raczak i Daria Anfelli, fot. z archiwum Lecha Raczaka

Dla mnie na zawsze będzie to pocztówka z Lechem i Darią, bo uchwycone na Starym Rynku osoby to Lech Raczak i jego żona Daria Anfelli.

Złapani „w przelocie” jakoś krótko po powrocie przez niego z włoskiej emigracji. Dla niej natomiast właśnie rozpoczynał się epizod emigrancki – odtąd żyli na dwa domy, tu i we Włoszech.

Przyjęcie u prezydenta

Lech Raczak zmarł trochę ponad rok temu, krótko przed swoimi urodzinami, na przyjęciu u prezydenta miasta w CK Zamek. Umierał wśród ludzi, którzy go znali. W tym samym budynku, gdzie osiemnaście lat wcześniej odbyła się premiera jego spektaklu zatytułowanego „Łatwe umieranie”...

 

Metafizyka? Złośliwy chichot losu?

W tamtym przedstawieniu Lechu rozprawiał się własną przeszłością oraz „tym miastem” - Poznaniem. Hol Sali Wielkiej Zamku był Teatrem Polskim, tym samym którego dyrektorem artystycznym Raczak był w latach 1995-98. W tym czasie, jeden z prawicowych posłów pochodzących z Poznania miał pomysł, by teatr zamienić na rozrywkową knajpę.

Lechu bardzo konsekwentnie rozwinął wizję polityka – Teatr Polski stał się zamtuzem z panienkami. Była to historia z kluczem, „oparta na faktach”, a postacie – Koleżanka z konspiracji, Polityk, Ksiądz miały swoje prawdziwe pierwowzory. Głównym bohaterem tej opowieści był Jerzy Piotrowicz – zmarły trzy lata wcześniej poznański artysta plastyk. Tytuł przedstawienia został zapożyczony z wiersza Miłosza „Twój głos”, jego słowa padały ze sceny:

 

Przeklinaj śmierć. Niesprawiedliwie jest nam wyznaczona.

Błagaj bogów, niech dadzą łatwe umieranie.

Kim jesteś, te trochę ambicji, pożądliwości i marzeń

nie zasługuje na karę przydługiej agonii.

 

IWA (Iwona Torbicka) w recenzji z tego przedstawienia pisała:

 

„Ten spektakl jest jego bardzo osobistym, bardzo subiektywnym, bardzo gorzkim wyznaniem dedykowanym w pierwszej kolejności nieżyjącemu malarzowi Jerzemu Piotrowiczowi, ale zaraz potem - innym przyjaciołom, byłym przyjaciołom, wrogom... Nam wszystkim - mieszkańcom tego miasta. Temu miastu, które raczej sobie nie zasłużyło na to, żeby potraktować je tak poważnie.” [Wyborcza Poznań, 27.06.2002].

 

Z obsady tamtego spektaklu nie żyje już dwoje aktorów: Jola Cynkutis oraz Tomasz Stachowski. Nie żyje także Jarek Maszewski, twórca scenografii. No i Lech Raczak.

Śmierć

Jolanta Kowalska, we wspomnieniowo-analitycznym tekście, jaki ukazał się w miesięczniku Teatr w kwietniu 2020 roku napisała:

 

„Śmierć w jego spektaklach bywała obiektem, który się zaklina, uwodzi, hipnotyzuje. Traktował ją poufale, z cierpką ironią. Prowokując zaczepnymi gestami, wychodził jej naprzeciw. Widział w niej przeciwnika, z którym trzeba grać do końca, trzymając fason. Obserwował wymieranie swojego pokolenia, myśląc z odrazą o starości jako formie duchowej i fizycznej kapitulacji. W niektórych spektaklach („Dziady”, „Łatwe umieranie”) abominacja ta przybierała postać zgreda – postarzałego wojownika, który po wypaleniu dawnego żaru stawał się beneficjentem kombatanckiej przeszłości bądź zgorzkniałym frustratem.” [Teatr, 4/2020].

 

Podobnie jak w przypadku Kantora to śmierć stała się naczelnym motywem spektakli Raczaka w ostatnich latach. Tworzył swój własny, indywidualny Teatr Śmierci. W „Podróżach przez sny. I powrotach” opisywał własny pogrzeb. Jak to zwykle On – sarkastycznie i z humorem.

Poznań - „to miasto”, miasto Lecha Raczaka, w którym zdobył edukację, tworzył i zmarł. Można powiedzieć: został tu na stałe. Przy okazji jubileuszu pracy teatralnej Raczaka Ewa Obrębowska powtarzała anegdotę o dwóch młodych adeptach teatralnej sztuki, którzy z niemałym wysiłkiem przedzierali się do Pontedery, do Grotowskiego. Kiedy wreszcie stanęli przed obliczem Mistrza, ten dowiedziawszy się skąd i w jakim celu przyjechali odpowiedział:

 

„Ale po co? Przecież w Poznaniu macie Raczaka”.

To miasto

Jednak relacje Lecha z „tym miastem” (a przynajmniej z jego instytucjami kultury) do prostych nie należały. Jeszcze jako reżyser Teatru Ósmego Dnia i jego dyrektor, na fali entuzjazmu po przełomie 1989, został zaproszony do powrotu z emigracji. Teatr otrzymał własną siedzibę, w której do dziś się mieści.

 

Lech Raczak, fot. Krzysztof Fabiański

Lech Raczak, fot. Krzysztof Fabiański

Na fali tego samego entuzjazmu i sympatii dla Polski, dzięki kontaktom zawodowym nawiązanym w trakcie emigracji, Raczak pomagał młodemu managerowi kultury Michałowi Merczyńskiemu tworzyć – początkowo mały i lokalny – festiwal Malta.

To sympatii dla Teatru Ósmego Dnia zawdzięczamy pierwsze wizyty zagranicznych zespołów na Malcie. Wkrótce jednak, w długim i dobrym związku z aktorami Ósemek nastąpił kryzys i Lechu postąpił jak partner, który całkowicie odcina się od dawnego życia, by rozpocząć nowe – cały zgromadzony wspólnie „majątek”, w postaci spektakli, ale także sali pozostawił swoim długoletnim aktorom.

Malta uznała go za zbędnego w 2012 roku, kiedy okazało się że dotychczasowy dyrektor artystyczny będzie corocznie zastępowany kuratorem. Po drodze był jeszcze trzyletni epizod dyrekcji artystycznej w Teatrze Polskim, zakończony w sposób dziwny – nikt Lecha nie zwolnił, ale kto inny objął posadę dyrektora artystycznego.

Z poznańskiej perspektywy mogło się wydawać, że Raczak jest „nasz” - kiedy nie pracuje w Poznaniu, to znaczy nie tworzy nigdzie. A jednak kiedy znikał, nadal był reżyserem i nauczycielem. Swój teatralny dom znalazł w Teatrze im. Modrzejewskiej w Legnicy.

 

Międzynarodowa aktywność teatralna Lecha nie była jednak szeroko znana.

O niej i o tym jak cenionym poza granicami Polski twórcą był Lech Raczak można się było przekonać podczas międzynarodowej imprezy zatytułowanej „Między końcem a początkiem”, która miała miejsce w ciągu kilku dni jakie dzieliły pierwszą rocznicę śmierci Lecha Raczaka od rocznicy jego urodzin.

Panel

Podczas dyskusji panelowej 22 stycznia głos oddano głównie zagranicznym współpracownikom i obserwatorom pracy Lecha. Niektórym bardzo znamienitym, jak np. Eugenio Barba, który wspominał długą znajomość z Raczakiem i mówił, że obaj byli jak starzy kapitanowie statków pirackich, którzy rozmawiali o przeszłości bez nostalgii, lecz z radością. Barba powiedział o nim:

 

„Pamiętam godność Lecha i była to godność polskiego arystokraty. Pamiętam jego piękny, nieśmiały uśmiech i spojrzenie, które mówiło: ja się nie poddaję”.

 

Julia Varley, aktorka Odin Teatret dodała:

 

„Posiadał skromność prawdziwych mistrzów”. 

 

Opowiadali o pracy z nim aktorzy i byli studenci, którzy zgodnie twierdzili, że Lechu stworzył ich jako ludzi teatru, pomógł zrozumieć, czym może być teatr i praca w nim. Dopiero dzięki tym rozmowom można było dowiedzieć się, jak cenionym pedagogiem (współpracował z wydziałem teatralnym uniwersytetu w Urbino) był Raczak.

Oddając ponownie głos Jolancie Kowalskiej: 

 

„Raczak wierzył, że teatr może stawić opór śmierci, podtrzymując pamięć o zmarłych. Widział w nim kulturowy rytuał, umożliwiający obcowanie z duchami przeszłości i przekraczanie horyzontu ludzkiego życia.”

 

Uczestnicy panelu podtrzymując pamięć o zmarłym przywoływali swoje osobiste wspomnienia, ale zawsze dotyczące przede wszystkim tego, jaki wpływ miała postać Raczaka na pracę ich instytucji.

Jacek Głomb deklarował:

 

„Leszek był dla mnie i dla naszej ekipy najważniejszym człowiekiem na świecie. Tu był jego trzeci dom.”

 

Nawiązując do „domu pierwszego”, czyli „tego miasta” dyrektor legnickiego teatru rzucił propozycję:

 

„Poznań powinien mieć miejsce dedykowane Lechowi, tak jak Wrocław ma Instytut Grotowskiego, a Kraków Cricotekę”.

 

Natychmiast wsparła jego pomysł Michelle Kramers – szwajcarska aktorka i reżyserka, założycielka teatru En Vol. Wrócił do niego także Zbigniew Gluza, założyciel Ośrodka Karta, który przywołał bardzo istotny argument za powołaniem akurat w Poznaniu takiego miejsca. Przywołując prace Raczaka i Teatru Ósmego Dnia z końca lat 70. ubiegłego wieku nazwał je „światłem dla Polski”.

Trzy stworzone przez nich arcydzieła („Przecena dla wszystkich”, „Więcej niż jedno życie” oraz „Jakże godnie żyliśmy”) miały wpływ na bieg historii w Polsce, ponieważ były głosem opozycji. To przez wpływ na środowisko opozycyjne polski teatr niezależny wszedł w obieg polityki. Zdaniem Gluzy środowisko teatralne z tamtych lat pozostało do dziś jedynym, które nie roztrwoniło swojego mitu.

 

Lech Raczak, fot. Krzysztof Fabiański

Lech Raczak, fot. Krzysztof Fabiański

Nazwał on Raczaka „chorążym solidarności” (właśnie tej przez małe „s”, której nie udało się zdewaluować) i dlatego w Poznaniu powinien powstać Instytut Lecha Raczaka – placówka poświęcona pamięci o tamtym teatrze.

Na swoim ostatnim zdjęciu wykonanym kilkanaście minut przed śmiercią Lech Raczak wykonuje ten sam, charakterystyczny dla siebie, gest lewej dłoni wsuniętej częściowo w kieszeń od spodni. Jest starszy niż na tym z pocztówki, ale jest w nim, jakby na przekór temu, co się za moment wydarzy, taka sama sprężystość i energia. Początek życia w samorządnej Polsce i jego koniec.

Czy Poznań pozwoli, by jedynym widocznym śladem twórczej pracy Lecha w „tym mieście” była unikatowa już w tej chwili kartka pocztowa ze Starego Rynku?