fot. Maria Krześlak-Kandziora

Wielkopolska – Tajlandia. Tropem bawoła wodnego

Na poznańskiej Wildzie siadamy przy korzennej kawie, żeby po raz kolejny zadziwić się, jak pandemia zmieniła nam życie. Anna Kędziora dokładnie rok temu pracowała nad swoim projektem w Tajlandii. Między Wielkopolską a Chiang Mai krążyły maile.

Wiązałyśmy dwa końce świata rozmowami o wypalaniu gliny, upale i spotkaniu z bawołami wodnymi. To te zwierzęta stały się zalążkiem działania poznańskiej fotografki.

Anna jest adiunktem na Wydziale Fotografii poznańskiego Uniwersytetu Artystycznego. Poprzedni rok akademicki poświęciła pracy nad własnymi projektami, w tym na wyjazd do Tajlandii. Zakotwiczyła w Chiang Mai, na północy kraju.

 

Nie pierwszy raz zainteresowały ją związki człowieka z przyrodą.

W pracy „Sacrum Intolerandus” zastanawiała się nad krajobrazem kolonizowanym i relacji władza-krajobraz. Potem pojechała na Islandię, żeby w rozmowach z mieszkańcami poszukać wątków dotyczących „relacji z krajobrazem w sytuacjach granicznych jakimi są katastrofy naturalne.”

Słowo „krajobraz” przewija się w naszej rozmowie nieustannie.

 

„Jego siła jako obszaru badawczego i źródła inspiracji tkwi w tym, że przynależy jednocześnie do natury i kultury. Na styku tych dwóch obszarów - w różnych kontekstach wydarzają się zjawiska dla mnie najciekawsze.” - opowiada artystka.

 

Anna Kędziora, fot. Maria Krześlak-Kandziora

Anna Kędziora, fot. Maria Krześlak-Kandziora

Ślady w krajobrazie


Wyciągamy z pudełka pieczołowicie zabezpieczone ceramiczne ślady obecności w krajobrazie - płytki z odciskami racicy. Bawoły wodne, water buffalo, woły domowe oswoił człowiek kilka tysięcy lat temu. Zaprzągł je do pracy w polu. Mają tak ukształtowane racice, że dobrze czują się na terenie podmokłym.

 

Sprawdzam różne źródła - bawoły lubią wodę, w sporych ilościach jest im niezbędna do życia. Kochają ocierać się o drzewa i… są znikającym elementem krajobrazu Tajlandii.

Bajkę poświęcił im genialny Shaun Tan. Water buffalo jest w niej milczkowatym gburem, zamieszkującym parcelę porośnięta nigdy niekoszoną trawą. Można się przy nim zatrzymać i zapytać o coś ważnego. Bawół zawsze wskaże drogę, ale nigdy nie powie, co jest na jej końcu.

Gdy kończy się dzieciństwo, bawół znika, szumi tylko wysoka trawa, a duże już dzieci uświadamiają sobie, że niekonkretne wskazówki bawoła zawsze doprowadzały je do czegoś niesamowitego. Kim jest bawół? Dlaczego tak wpisał się w krajobraz, również ten wyobrażony?

 

Utracona obecność

 

„A beast of no burden” to projekt oparty o kategorię straty. W tym wypadku mówimy o utracie części tradycyjnej więzi z naturą. Tytułowy „beast of no burden” to bawół wodny (dokładniej wół domowy) zwierzę pociągowe, które kiedyś dominowało w krajobrazach wiejskich nie tylko Tajlandii, ale i innych krajów Azji południowo-wschodniej. Jako zwierzę zapewniające byt, często traktowane było niemal jak członek rodziny. Na typowe dla tych zwierząt wieczorne kąpiele wodne lub błotne po całym dniu pracy zabierały je najczęściej małe dzieci. Obecność bawołów wodnych była nie tylko koniecznością, ale i częścią tradycji i kultury. Obok słoni to najważniejsze zwierzę w Tajlandii. Ostatnie kilka dekad przyniosło dynamiczną mechanizację rolnictwa, a ta z kolei wymazała bawoły z krajobrazu wiejskiego.” - opowiada Ania Kędziora

 

Beast of burden to zwierzę juczne. Anna postanowiła zagrać tym sformułowaniem i zwierzę odciążyć. Powstał tytuł „Beast of no burden” - zwierzę bez ciężaru? Odciążone? Czyli wolne? Co się dzieje z uwolnionym zwierzęciem domowym? Czy ma rację bytu? Co się dzieje ze zwierzętami udomowionymi, gdy przestają być potrzebne człowiekowi?

 

Kim wobec tego jest człowiek w relacji ze zwierzęciem, z bawołem?

Od konieczności przez część tradycji do zbędności - tak z perspektywy antropocentrycznej toczą się losy bohatera projektu Anny. Człowiek wpisał bawoły w krajobraz, teraz je wykreśla, wymazuje. Tytuł pracy jest próbą ujęcia zjawiska - próbą zawieszoną. Pobyt w Tajlandii przerwała konieczność powrotu do Polski w związku z epidemią koronawirusa.

 

Przywracanie więzi


„Osią projektu jest wykonana ręcznie w Tajlandii podłoga składająca się z ceramicznych kafli ozdobionych odciskami kopyt bawoła wodnego. Po takiej podłodze w Tajlandii chodziłoby się boso wyczuwając pod stopami pozostawione ślady. Symbolicznie przywraca ona obecność zwierzęcia w codziennym życiu Tajów. Rozmiar oryginalnej podłogi to około dwa na dwa metry - powierzchnia, na której mógłby zmieścić się śpiący bawół.”

 

 

Anna odnalazła bawoły na polach ryżowych w Mae Rim. Zastanawiała się jak ująć to, o czym chce opowiedzieć. Postawiła na „ślad”. Razem z właścicielem zwierząt zebrała odciski racic wołów.

 

„W skład niewypalonych cegieł, w których zwierzę odcisnęło ślad, wchodzą ziemia, piasek, woda i łuski ryżowe lub słoma ryżowa.” - namacalna część krajobrazu.

 

 

W uzyskaną formę Kędziora wlewa gips. Powstają formy przestrzenne, które posłużą do pracy w ceramice. Artystka z fotografki stała się rzemieślniczką.

 

„Ceramika jest bardzo ważną dziedziną sztuki i rzemiosła w Tajlandii, na północy szczególnie obiekty z ceramiki - dekoracyjne i użytkowe - stanowią istotny element architektury wnętrz.” - opowiada

 

Pierwsze nauki pobiera w Slow Hands Studio w Chiang Mai. Tam testuje przełożenie „śladu” na ceramikę, posługując się gipsowym odlewem jak matrycą. Proces nie jest prosty, ale kontakt z materią, fizyczna praca i jej efekty, przynoszą największą satysfakcję.

Żeby wyprodukować całą „podłogę” Anna przenosi się do pracowni Katedry Ceramiki Rajamangala University of Technology Lanna w Chiang Mai.

 

Odcisk rzeczywistości


Skąd pomysł, by fotografka zajęła się ceramiką?

 

„W porównaniu z fotografią czy wideo ceramika wydała mi się medium „gorącym”, tego brakowało w mojej dotychczasowej praktyce. Chciałam poczuć opór i stopniowe uleganie - dosłownie i w przenośni - nowej dla mnie materii, eksperymentować z oddawaniem i odzyskiwaniem kontroli nad procesem powstawania kafli. Bardzo ważny był wysiłek fizyczny związany z pracą z gliną oraz organiczność tego materiału. Odnosiły się one nie tylko do doświadczenia nowego dla mnie jako twórcy, ale też do kontekstu tego konkretnego projektu. Z tytułowego zwierzęcia pociągowego został zdjęty ciężar pracy. W pewnym sensie, w swoim działaniu, przejęłam i przekształciłam ten wysiłek. Mimo że sięgam po nowe dla mnie medium i metody pracy, w moich działaniach z ceramiką pozostało bardzo dużo elementów fotograficznych. W jakimś ujęciu jest to zapis niemal fotograficzny - jeśli przyjmiemy, że fotografia to „odcisk” rzeczywistości - tutaj pojawił się on dosłownie. Jest też swoisty, niejednoznaczny proces negatywowo-pozytywowy: odciski i matryce, negatywy i odbitki. Ważnym było dla mnie przenikanie się dwóch światów różnych mediów, które w tym wypadku stały się sobie tak bliskie.” - mówi Anna

 

Ceramiczna podłoga pozostała w Tajlandii. W plecaku przyjechały do Polski jej fragmenty. Mimo przerwania pracy nad projektem, Annie udało się ująć ją w formę instalacji, zawierającej fotografie, wideo oraz obiekt - gipsowy odlew śladu water buffalo.

Instalację zaprezentowała we wrześniu na wystawie „Będę Twoim obrazem” we Wrocławiu.