fot. Estrada Poznańska

Własnym głosem

Pandemia przyczyniła się do zmiany sposobów uczestniczenia w kulturze. To, co było niemożliwe, znalazło swoje urzeczywistnienie. Zyskały na popularności i znaczeniu te pomysły, które dotychczas funkcjonowały jedynie pobocznie. Wśród podcastów, stanowiących taki właśnie silnie rozwijający się kanał popularyzacji i tworzenia kultury, mamy obfitość propozycji.

Banałem jest stwierdzenie, że dzisiaj kultura oferuje więcej, niż ktokolwiek byłby w stanie poznać, doświadczyć, przeżyć. Dlatego warto zwrócić uwagę i docenić kolejną inicjatywę Estrady Poznańskiej, która na swojej stronie internetowej udostępnia cykl podcastów „Nikt nas nie pytał, ale i tak się wypowiemy”.

Z kobiecej perspektywy

Zamysł, jaki można odczytać z dostępnych audycji, to możliwie szeroka prezentacja różnych kwestii, uwzględniająca w pierwszym rzędzie kobiecą perspektywę i doświadczenie. Są to rozmowy prowadzone w sposób swobodny, nieograniczający grona potencjalnych słuchaczy.

 

Rozmówczynie wraz ze swoimi gośćmi poruszają rozległy obszar problemów: od feminizmu (także w wersji pop i męskiej), przez muzykę tworzoną przez kobiety, kobiecy biznes, ekologię, kwestie rasowe, do psychoterapii i kobiecej wspólnotowości. Bez pretensji do wyczerpania tematu, odpowiedzi na wszystkie pytania.

Nikt nas nie pytał, ale i tak się wypowiemy, fot. Estrada Poznańska

Nikt nas nie pytał, ale i tak się wypowiemy, fot. Estrada Poznańska

Prowokujący do mierzenia się z tymi kwestiami samodzielnie. Oczywisty w tym przypadku zarzut, że to jednostronne, można chyba zbyć prosto – zamiarem jest prezentacja opinii z pewnej perspektywy, a nie dawanie wszechstronnego obrazu złożoności świata. W gruncie rzeczy przecież to nawet niemożliwe.

Tam, gdzie taka wszechstronność byłaby anonsowana i zamierzona, w istocie może mieć jedynie charakter postulatu – spektrum głosów w przestrzeni społecznej jest chyba nie do oddania w pojedynczym projekcie. I w większym stopniu może zdawać sprawę z wizji hierarchii problemów i głosów niż rzeczywiście je odzwierciedlać. W tym kontekście jasno ogłoszony profil cyklu uczciwie oddaje perspektywę, która jest nie mniej uprawniona niż inne do tego, by być zaprezentowaną.

Wrogie siły

Sam tytuł cyklu jest już znamienny i trafia w punkt . Ujawnia niewypowiedziane założenia o braku ważności niektórych głosów i jednocześnie je podważa. Przy tym prowokuje do nieco szerszego potraktowania problemu i umieszczenia go w kontekście bieżących wydarzeń i procesów.

 

Według wielu opinii stoimy w obliczu wojny kulturowej – oto naszej tożsamości zagrażają wrogie siły: ideologii LGBT, gender, ekoterroryzmu, feminizmu i nieprzebranej liczby innych jeszcze – łatwo jako wrogie określić wszystko, co się komuś, z jakiegoś powodu nie podoba.

Nikt nas nie pytał, ale i tak się wypowiemy, fot. Estrada Poznańska

Nikt nas nie pytał, ale i tak się wypowiemy, fot. Estrada Poznańska

Ale czy samo określenie ‘wojna kulturowa’ ma sens? Czyżby faktycznie stawały na tych zaznaczonych wcześniej frontach (podejmijmy w tym momencie wojenną retorykę) dwa różne porządki kulturowe? Czyżby kwestie kobiet, osób LGBT, to problemy istot spoza świata tych, które ogłaszają larum? Może chodzi o coś innego – o stworzenie wrażenia, że dyskusja o zgłaszanych przez kobiety czy osoby LGBT problemach jest niepotrzebna, bo porządek świata jest określony (a może nawet doskonały)? W takim wypadku każdy głos krytyczny nie jest próbą wypracowania nowego, satysfakcjonującego dla większej liczby osób niż poprzedni, porządku społecznego, a faktycznym atakiem na fundamenty ładu naturalnego. A jeśli je zrujnować, to świat się wali.

Trudno uniknąć ironii, kiedy nie chce się wchodzić w koleiny wojennej retoryki. Jednak sprawa jest poważna, bo wydarzenia ostatnich lat pokazują, jak skutecznie potrafi takie postawienie sprawy antagonizować, uniemożliwiać społeczną dyskusję. A o nią w istocie chodzi. O debatę na temat podstaw wspólnoty, praw poszczególnych jej członków.

 

To nie są kwestie wynikające z międzynarodowego spisku wrogich sił, a wyrastające z samego jądra naszej rzeczywistości.

Oczywiście najłatwiej i najbardziej poręcznie wekslować kwestię jako przychodzącą z zewnątrz. Znika wtedy problem realnej konfrontacji z postulatami drugiej strony – są po prostu zmanipulowani, zwiedzeni, nie wiedzą w rzeczywistości, czego naprawdę chcą. Ale przecież tak nie jest. Jakkolwiek w wielu krajach świata podnoszone są kwestie nierówności i mają one w pewnej mierze charakter uniwersalny, to za każdym razem mają one przecież wymiar lokalny – dotyczący problemów specyficznych dla konkretnej wspólnoty.

Nikt nas nie pytał, ale i tak się wypowiemy, fot. Estrada Poznańska

Nikt nas nie pytał, ale i tak się wypowiemy, fot. Estrada Poznańska

Babskie gadanie

Myślenie o społeczeństwie jako o harmonijnej wspólnocie, niepoprzecinanej konfliktami interesów, dążeń grup i jednostek, to naiwność (może i szlachetna, ale jednak) bądź głuchota. Niechęć do usłyszenia głosów, które nie rozbrzmiewają wyraźnie to opór przed uznaniem ich za rzeczywiste, a przy tym dążenie do zachowania istniejącego układu sił społecznych – w sposób oczywisty najwygodniejszego dla jego beneficjentów.

 

A głos kobiecy nadal dla niektórych brzmi nieswojo, nie na miejscu.

Powiedzenie „babskie gadanie” ma przed sobą zapewne jeszcze długi żywot. Tym bardziej więc ważne jest, by stawić opór tym ukrytym hierarchiom i mówić.

Skądinąd zastanawiające, że kiedy tak wiele spraw można by uznać za załatwione, poruszone, przedyskutowane, trzeba zaczynać niejako od nowa. W końcu ponad dwadzieścia lat temu krakowska fundacja eFKa zaczęła wydawać „Pełnym Głosem”, później pojawiła się „Zadra”, niewychodząca od 2014 roku. Zaczęto  publikować klasykę  literatury feministycznej, ukazywało się wiele prac polskich, by wspomnieć o „Szczelinach istnienia” Jolanty Brach-Czainy.

 

 

 

W Poznaniu seminarium feministyczne miała Iza Kowalczyk. I później podejmowano inicjatywy związane z uwydatnieniem pozycji i obecności kobiet w kulturze – mający kilka odsłon festiwal "No women, no art", cykl spotkań z twórczyniami i naukowczyniami pt. „Salon w różach” Fundacji Barak Kultury, w którym gościły Ewa Kuryluk, Julia Fiedorczuk, Sylwia Chutnik.

Miał Poznań swoje gender studies. Wydawałoby się, że tak wiele już zostało zrobione. Tak dużo udało się zmienić. Ale podnoszone wówczas tematy wracają dzisiaj. To pokazuje skalę wyzwania, z jakim trzeba się mierzyć. Stereotypy, utrwalone przekonania, sposoby działania i myślenia, instytucjonalny bezwład – to wszystko i konieczność nieustannego przypominania o sobie. Mówienia o świecie i tym, co go tworzy ze swojej perspektywy. Własnym głosem. Bez pytania.

 

Słuchaj: tutaj