fot. Instytut Pamięci Narodowej

Wszystkie misje „Wandy”

Miała wielką odwagę i niebywałe wręcz szczęście. A może po prostu czuwała nad nią Opatrzność? Gdy skatowana przez gestapowców oczekiwała wyroku śmierci, nie mogła się przecież spodziewać, że przeżyje nie tylko III Rzeszę, ale również komunistyczną Polskę i ZSRR.

Ta historia ma ciągle niewykorzystany potencjał fabularny, odpowiedni na trzymający w napięciu thriller albo serial wojenny. Aż trudno uwierzyć, że wydarzyła się naprawdę. 

Myśleliśmy, że już po nas

Marzec 1968. Student handlu zagranicznego Andrzej Byrt zostaje wezwany do prof. Stanisława Smolińskiego, rektora Wyższej Szkoły Ekonomicznej (dzisiejszego Uniwersytetu Ekonomicznego) w Poznaniu.

 

Został spisany przez tajniaka Służby Bezpieczeństwa podczas wydarzeń marcowych. Pismo z milicji głosi, że Byrt i pięciu innych żaków uczelni nawoływało do obalenia ustroju socjalistycznego (co nie było prawdą).

"Musimy zdecydować o usunięciu panów z listy studentów" – podsumowuje rektor.

 

Andrzej Byrt, fot. Wikipedia

Andrzej Byrt, fot. Wikipedia

Wtedy do gry wchodzi niespodziewanie prof. Marianna Kaniewska, szefowa partii na uczelni. Była nieduża, zaczęła wygrażać:

 

„Wy gówniarze, uczelnia was kształci, a wy tak?!” – wspomina dziś Byrt. – "Tak nas opieprzała, że myśleliśmy: już po nas."

 

Ostra profesor wykonuje jednak niespodziewaną woltę.

 

"A jednak partia da wam ostatnią szansę! – proponuje. – Bo wy możecie być przydatnymi dla socjalistycznej Polski. Ale nie w tej wersji! Towarzyszu rektorze, w imieniu naszej partii proponuję, żeby im to wybaczyć, ale spisać ich. A jeśli zrobią to jeszcze raz, to won na zbity pysk! Już nigdzie nie znajdziecie pracy!"

 

Rektor, który nie był żadnym towarzyszem, odpowiedział na to:

 

„Jesteście panowie wolni”.

 

"I nas z uczelni nie wyrzucili" – nawet dziś Byrt oddycha z ulgą, gdy to opowiada.

 

Dokładnie trzydzieści lat później, w 1998 roku, Andrzej Byrt jest ambasadorem w Niemczech. Któregoś wieczoru odbiera telefon od teściowej: 

 

"Słuchaj, mam wiadomość. Spadniesz z krzesła. Skończyłam właśnie oglądać poznański Teleskop, w którym wystąpił dr Marian Woźniak, sekretarz naukowy Instytutu Zachodniego w Poznaniu."

 

Marianna Marszałkowska-Kaniewska, fot. Archiwum IPN, spuścizna po Marianie Woźniaku

Marianna Marszałkowska-Kaniewska, fot. Archiwum IPN, spuścizna po Marianie Woźniaku

W archiwach rządu londyńskiego, które po odzyskaniu przez Polskę wolności trafiły do kraju, Woźniak natrafił na akta prof. Kaniewskiej! Jej ojciec był oficerem Dwójki (przedwojennego wywiadu w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego przed wojną – red.). A ona sama zrobiła anglistykę na uniwersytecie poznańskim, a kiedy wybuchła wojna, wstąpiła do Związku Walki Zbrojnej i została zaprzysiężona jako szefowa sekcji wywiadowczej kobiet przeciwko Niemcom!

Dopiero wtedy okazuje się, że przewodnicząca partii na WSE była w istocie zakamuflowaną kapitan Armii Krajowej o pseudonimie „Wanda” lub „Ruta Wagner”, w czasie wojny komendantką Ekspozytury Wywiadowczej Wojskowej Służby Kobiet w Poznaniu, a jednocześnie szefową Wydziału Łączności Konspiracyjnej sztabu Okręgu Poznań AK.

Skrzynka kontaktowa przy Ritterstrasse 10

Marianna Marszałkowska – bo o niej mowa – była córką Zofii z domu Szkudlarskiej i Franciszka Marszałkowskiego. Urodziła się 30 grudnia 1910 roku w Poznaniu. Uczęszczała do gimnazjum im. Dąbrówki, maturę zdała w 1931 roku. Później studiowała filologię angielską i francuską, dyplom zdobyła w 1935 roku. Podczas studiów działała w Samopomocowej Organizacji Studentek, a od 1932 roku w Akademickim Związku Strzeleckim.

 

Po studiach pracuje jako nauczycielka francuskiego i angielskiego najpierw w kilku szkołach w Siedlcach, a potem – od 1937 roku aż do wybuchu wojny – w Liceum Raciborskim w Tarnowskich Górach. Była to jedyna żeńska szkoła średnia dla Polek wywodzących się z mniejszości polskiej w Niemczech.

Choć w 1939 roku otrzymuje  stypendium British Council na odbycie studiów podyplomowych w Anglii, wybuch wojny niweczy jej plany. W październiku 1939 roku przyjeżdża więc do okupowanego Poznania, by pomóc ojcu w prowadzeniu warsztatu ślusarskiego. Duch pedagogiczny jej nie opuszcza: szybko angażuje się w tajne nauczanie.

Na początku 1940 roku trafia do Ekspozytury Wywiadowczej Wojskowej Służby Kobiet w Poznaniu. Z konspiracją kontaktuje ją Elżbieta Zawacka, pseudonim „Zo”, kurierka komendy głównej ZWZ. Marszałkowska zostaje kierowniczką grupy.

Od września 1942 roku – pod nowym pseudonimem „Ruta Wagner” – kieruje natomiast łącznością Okręgu Poznańskiego AK. Musi działać w trudnych warunkach: w Poznaniu ubywa Polaków, wywożonych na roboty przymusowe w Rzeszy lub do Generalnego Gubernatorstwa, a przybywa Niemców, sprowadzanych z krajów nadbałtyckich i z okupowanych terenów ZSRR.

 

Musi też zmierzyć się z trudnym zadaniem odbudowy siatki łączności, rozbitej po fali aresztowań wśród tutejszych organizacji konspiracyjnych.

Skrzynka kontaktowa organizacji działa w lokalu przy Ritterstrasse 10 (dziś Ratajczaka 30). Dzięki ofiarnej pracy agentów cywilnych WSK do Warszawy trafiają  meldunki o produkcji akumulatorów do łodzi podwodnych, samolotów Luftwaffe i wozów pancernych w Deutsche Waffen - und Munitionsfabrik (zakładach Cegielskiego), o zamówieniach zakładów firmy Heinkel, o produkcji zbrojeniowej niemieckich firm działających na terenie Poznania, o budowie obwodnicy kolejowej dla celów militarnych w Gutenbrun (na poznańskim Kobylepolu), wreszcie o produkcji skrzydeł samolotów w zakładach Focke-Wulf czy o lotnisku polowym Wehrmachtu w Mącznikach pod Środą.

 

Marianna Marszałkowska-Kaniewska, fot. Archiwum IPN, spuścizna po Marianie Woźniaku

Marianna Marszałkowska-Kaniewska, fot. Archiwum IPN, spuścizna po Marianie Woźniaku

Siatkę na terenie DWM organizuje Wanda Gajewska, współdziałają z nią Maria Wierzejewska, siostry Bobkowskie i Jadwiga Sobczak, a od początku 1943 roku także „Bronka” Wojciechowska. Zatrudniona w „Stomilu” (Posener Gummiwerke) Halina Talarczyk, pseudonim „Muszka”, przekazuje dane dotyczące produkcji różnych typów opon.

Zofia Tuchołka, pracowniczka zakładów pralniczych Kretschnara, obsługujących głównie jednostki wojskowe, z wystawianych przez firmę rachunków spisuje ich numery polowe. A Urszula Jankowska, z pomocą swego wuja Antoniego Hoppego, rozpracowuje zakłady Afa-Werken, kooperujące m.in. z DWM. Konspiratorki z terenu nie są gorsze: te z Rawicza i Leszna zdobywają tajne informacji o produkcji nowego typu niemieckich czołgów.

Stanisław Marszałkowski, o trzy lata młodszy brat Marianny, z wykształcenia elektryk i „złota rączka”, przed wojną zatrudnionym w poznańskich zakładach Siemensa, w czasie okupacji pracuje jako elektryk-konserwator w samej paszczy lwa: w poznańskim zamku, siedzibie namiestnika Warthegau Arthura Greisera.

 

„Mógł swobodnie chodzić po całym zamku i wchodzić tam o każdej porze, Niemcy uważali go za "swojego". Poza tym często Greiser zabierał go na kilka dni do swojej siedziby w Ludwikowie, gdzie wykonywał różne prace. Przy okazji brat robił dla mnie kopie dokumentów, które tam znalazł” - wspominała w 2003 r. jego siostra w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

 

Tak zdobyte dokumenty trafiają przez Szwecję do Londynu. Stanisław zbiera również dla AK informacje o wszystkich firmach pracujących dla Niemców.


Opatrzność czuwała

Kwiecień 1943 roku. Krach poznańskiej ekspozytury Wojskowej Służby Kobiet. Organizacja zostaje zdekonspirowana po lekkomyślnej wpadce jednego z kurierów oraz prowokacji Gestapo, przygotowanej wraz z udającym grę na dwa fronty volksdeutschem Hugo Otto Bartzem. Niemcy wdrażają intensywne śledztwo pod kryptonimem „Grosse Sache” (niem. Wielka sprawa), angażują w nie aż 24 śledczych. Załamanie się i współpraca zatrzymanego przez nich kuriera przyspiesza demontaż polskiej WSK.

Marszałkowska traci wolność 29 kwietnia 1943 roku. W śledztwie trzyma się dzielnie, mimo wyjątkowej brutalności gestapowców.

 

„(…) Przetrzymywana w Domu Żołnierza przez sześć tygodni, cały czas w kajdankach, głodzona, osadzana potem na wiele tygodni w karcerze w Forcie VII i bita do nieprzytomności” – napisała o jej postawie Aleksandra Pietrowicz, historyczka konspiracji wielkopolskiej z IPN. 

 

W protokole jednego z jej przesłuchań znalazło się takie zdanie:

 

"»Nie mogę podać prawdziwego nazwiska ‘Broni’, ponieważ przyrzekłam, że nie będę wyjawiać żadnych tajemnic. Dotąd nie ujawniłam w zeznaniach żadnej tajemnicy organizacji. To, co było znane policji, potwierdziłam, ale nic ponadto. […] Więcej na ten temat nie chcę zeznawać, ponieważ nie chcę złamać przysięgi«”.

 

We wspomnieniach spisanych po wojnie Marianna Marszałkowska stwierdzi, że informację o potwierdzeniu przez nią faktów znanych Gestapo podyktował do protokołu – mimo jej protestów – prowadzący śledztwo oficer nazwiskiem Kastner.

 

Dom Żołnierza im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Poznaniu, 1939 r. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Dom Żołnierza im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Poznaniu, 1939 r. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

I wyjaśni, że w trakcie przesłuchań udawała osobę nieświadomą znaczenia organizacji, celowo podkreślając rzekomą nieudolność własnych działań oraz towarzyszące jej wątpliwości.

Kiedy aresztowano Mariannę Marszałkowską, na Gestapo na sześć tygodni trafił także jej brat.

 

„Niemcy znaleźli u niego w szufladzie jakieś części radiowe, ale szybko okazało się, że nie da się z nich złożyć radiostacji” – opowiadała pani Marianna. Dzięki wstawiennictwu Siemensa hitlerowcy wypuszczają Stanisława na wolność, przydzielają mu trzypokojowe mieszkanie na I piętrze masztalarni w zamku i awansują na kierownika prowadzonych tam robót elektrycznych.

 

Przyszłość jego skatowanej siostry (miała m.in. złamane nogi) rysuje się znacznie gorzej. Po kilkutygodniowym pobycie w katowni Gestapo w byłym Domu Żołnierza przewożą ją do Fortu VII. Tam spędza sześć tygodni w izolatce. Zostaje oskarżona o działalność wywiadowczą, więc jej sprawa trafia do Trybunału Wojennego Rzeszy, a stamtąd – do Trybunału Ludowego w Berlinie.

 

Drobiazgowe niemieckie procedury okazują dla niej niezwykle szczęśliwe. Dopiero w marcu 1945 roku nadprokurator sądu przygotowuje bowiem akt oskarżenia i wnioskuje o ustalenie terminu rozprawy głównej. Kaniewskiej nadal sprzyja szczęście: aliancki nalot lotniczy na Berlin niszczy gmachu sądu, a w pożarze płoną akta  jej sprawy. Do rozprawy nie dochodzi.

W oczekiwaniu na nowy termin rozprawy zostaje przewieziona – razem ze swoimi podwładnymi z WSK – do więzienia w Lipsku. Tam 19 kwietnia 1945 roku rodzi się na nowo: uwalniają ją wojska amerykańskie.

Nowa tajna misja

Do jesieni 1945 roku pracuje na terenie Niemiec jako asystentka oficera amerykańskiego w misji UNRRA, w obozach wojskowych w Nonheim i w Burgu. W 1947 roku jako stypendystka British Council uzyskuje w końcu upragniony dyplom ukończenia studiów na uniwersytecie w Sheffield w Anglii.

 

Dom Żołnierza im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Poznaniu, 1939 r. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Dom Żołnierza im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Poznaniu, 1939 r. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Do Polski – teraz zwanej Ludową – wraca na polecenie rządu emigracyjnego. Tylko ona wie, że jedzie znowu z tajną misją. Nad Wisłą nie ujawnia swojej wojennej działalności konspiracyjnej. Dopytywana o powód uwięzienia przez Niemców w czasie wojny, tłumaczy, że była to kara za udział  w tajnym nauczaniu. Bezpieka w to wierzy, Marszałkowska ma wszak świadków. W lipcu 1949 roku wychodzi za mąż za Franciszka Kaniewskiego.

Zatrudnienie znajduje w Wyższej Szkole Ekonomicznej, przez 20 lat pracuje tam jako lektorka języka angielskiego. Nikt nie wie, że członkinią Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej zostaje również na polecenie przełożonych z Londynu. W nowej roli jest tak przekonująca, że zostaje szefową Podstawowej Organizacji Partyjnej na uczelni. Funkcję tę koncertowo wykorzystuje w marcu 1968 roku, broniąc swoich studentów i studentki przed usunięciem z uczelni. W latach 70. XX wieku rozpoczyna współpracę z Fundacją Sue Ryder i Studium Polski Podziemnej w Londynie.

Wzruszająca chwila

Wolna Polska o niej nie zapomina. W 1998 roku dostaje awans do stopnia majora rezerwy. Uhonorowana zostaje m.in.: Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Armii Krajowej i Medalem Komisji Edukacji Narodowej. Umiera 21 kwietnia 2004 roku w Poznaniu.

Andrzej Byrt z żoną odwiedzili ją krótko przed śmiercią w ośrodku opieki społecznej na poznańskiej Śródce:

 

"Zapytała mnie wtedy, co powinno się znaleźć w jej nekrologu na pierwszym miejscu: to, że była wykładowcą akademickim – jak chciała córka – czy to, że oficerem wywiadu."

 

Wyraziłem zdanie, że na jej całym życiu zaważył akces do wywiadu. Zgodziła się z moją opinią. To była niezwykle wzruszająca chwila.

 

Piotr Bojarski – pisarz i publicysta, autor m.in. powieści „Cwaniaki”, „Na całego” i biografii „Fiedler. Głód świata”.