fot. K. Daszkowski, wsparcie fotografa M. Stawińska

Wybuchowa osobowość

„Gdybym nie musiał kupować peruk, kosmetyków i kostiumów, robiłbym drag kompletnie za darmo. W dzieciństwie chciałem być wielką gwiazdą! Odkąd pamiętam, występowanie na scenie było moim marzeniem” - opowiada drag queen Ann Fetamine.

Jakub Wojtaszczyk: Jak znalazłeś się w Poznaniu?

Ann Fetamine: Przeprowadziłem się w 2018 roku, zaraz po liceum. Zacząłem studiować pedagogikę, później zarządzanie i na końcu dziennikarstwo. Niestety studiowanie nie było mi dane z wielu powodów, np. pandemii. Nie wykluczam jednak, że w przyszłości przejdę studia do końca. Jeszcze przed przyjazdem do Poznania, przez internet poznałem Łukasza Jurewicza, który teraz draguje jako Bom Belle.

 

Bardzo szybko się zaprzyjaźniliśmy.

Łukasz już wtedy działał w Grupie Stonewall,  która organizuje Pride Week. W 2019 po raz pierwszy wziąłem udział w tej poprzedzającej Marsz Równości imprezie. Zgłosiłem się jako wolontariusz. Wtedy poznałem cały poznański świat LGBTQ+.

 

JW: Czy wcześniej byłeś aktywistą?

fot. K. Daszkowski, wsparcie fotografa M. Stawińska

AF: W ogóle! Pochodzę z Konina, w którym nie robi się wydarzeń na tak wielką skalę.

 

Nie miałem przestrzeni na aktywizm.

Głównie siedziałem w domu. Dopiero po przeprowadzce do Poznania, będąc poza ograniczeniami rodziców, zacząłem wychodzić i spędzać czas ze społecznością LGBTQ+. Pomogła w tym znajomość z Łukaszem oraz, z poznanym już w Poznaniu, Krystianem a.k.a. Bubą Porutą, pierwszą osobą dragową, którą spotkałem. Razem z nim chodziłem do świętej pamięci Punto Punto, gdzie odbywały się kolejne edycje eventu Twojej Starej „Twój drag brzmi znajomo”. Tak trafiłem na Vronę, Gelejzę i pozostałe osoby dragowe z Poznania. Zobaczyłem, że ta sztuka wygląda zupełnie inaczej niż w „RuPaul’s Drag Race”. Byłem zaintrygowany.

 

JW: Jak odbierałeś wtedy drag?

AF: Pamiętam, że jeszcze parę lat temu bardzo wstydziłem się nawet podejść do osób dragowych. Wolałem podziwiać je spod sceny, bo uważałem za prawdziwe gwiazdy. Co z tego, że miały 500 obserwujących na Instagramie, byłem pewny, że są znane w całej Polsce (śmiech). Jak wszedłem w drag, okazało się, że z tą popularnością to zupełnie nieprawda. Teraz to dla mnie niesamowite uczucie, kiedy mogę współpracować, a nawet przyjaźnić się z osobami, którym jeszcze kilka lat temu biłem brawo pod sceną.

 

JW: Kiedy pojawiła się myśl, że drag to również może być twoja ekspresja?

fot. K. Daszkowski, wsparcie fotografa M. Stawińska

AF: Bardzo szybko, bo już od pierwszych edycji „Twój drag brzmi znajomo”. Chciałem debiutować w Punto Punto, ale na szczęście to się wtedy nie wydarzyło. Teraz wiem, że potrzeba czasu na rozwój. Z dragiem należy posiedzieć w domu i wypracować swoją osobowość. Ważne jest ćwiczenie makijażu. Do mojego pierwszego malowania użyłem podrób kosmetyków z chińskiego marketu. Brwi miałem jak dżdżownice. Perukę kupiłem za 5 złotych z Lidla na Halloween.

 

Na siebie zarzuciłem prześcieradło i występowałem przed lustrem!

Gdy znowu pojawiła się szansa na debiut, wybuchła pandemia! Wreszcie, rok temu w lipcu, po raz pierwszy wyszedłem na scenę podczas „Queerowego Maratonu”. Wydałem wszystkie pieniądze, aby wyglądać najlepiej jak tylko potrafię. Byłem bardzo zadowolony!

 

JW: Długo budowałeś Ann Fetamine?

AF: Nie musiałem tego robić. Moja prywatna osobowość jest na tyle wybuchowa i energiczna, że przy Ann Fentamine muszę ją tylko podkręcić. W dragu mam sto razy większe poczucie humoru i pewność siebie. Bez Ann boję się wyjść na scenę podczas karaoke. Gdy włożę perukę i sukienkę, nałożę makijaż, mogę powiedzieć: „Jazda!” i zrobić zajebiste show.

 

JW: Czyli drag dodaje pewności siebie?

AF: Zdecydowanie! Ann traktuję jako alter ego.

 

JW: Z czego kleisz swoją postać?

fot. K. Daszkowski, wsparcie fotografa M. Stawińska

AF: Z tego, czego brakuje Alkowi, mnie prywatnie, czyli wspomnianej pewności siebie. W dragu nie mam żadnych kompleksów czy ograniczeń. Przez cały dzień mogę nie mieć humoru, ale jak się pomaluję, ubiorę i wyjdę na scenę, np. w poznańskim Lokum, od razu pojawia się energia. Na drugi dzień jednak zupełnie padam ze zmęczenia.

 

Najbardziej pochłaniający jest „Snacz Gejm” [show, w którym osoby dragujące parodiują celebrytów i celebrytki lub inne osoby z pierwszych stron gazet – przyp. red.].

Podczas tej imprezy muszę dać z siebie o wiele więcej, by przez dłuższy czas rozbawiać widownię. Kończy się to kompletnym zjazdem energetycznym na następny dzień.

 

JW: Po swoim debiucie napisałeś na IG: „uśmiech na Waszych twarzach to największe wynagrodzenie dla mnie za ten występ”. Czy zadowolenie widowni to twoja główna motywacja do występów?

AF: Gdybym nie musiał kupować peruk, kosmetyków i kostiumów, robiłbym drag kompletnie za darmo. W dzieciństwie chciałem być wielką gwiazdą! Odkąd pamiętam, występowanie na scenie było moim marzeniem. Zresztą miałem do tego predyspozycje. W gimnazjum i liceum od polonistek wielokrotnie słyszałem: „Alek, ty będziesz albo aktorem, albo piosenkarzem!”. Drag jest połączeniem grania, śpiewania i tańczenia. Mogę w nim robić, co chcę. Spełniam się w tym. Gdy widzę, że ludzie się świetnie bawią, czuję, że dokonałem czegoś super.

 

JW: Jak planujesz swoje występy?

AF: Najważniejsza jest muzyka, której słucham. I to, jak dobrze znam tekst piosenki, do której zamierzam wystąpić. Wplatam w nią śmieszne elementy, jak odzywki celebrytki Izy Kisio.

 

Czasami wypada to hermetycznie.

fot. K. Daszkowski, wsparcie fotografa M. Stawińska

Nawet śmiejemy się z Vroną, że gdybyśmy poszli do polskiego „RuPaula”, nikt by nie rozumiał naszych żartów (śmiech). Wiem, że Ann Fetamine jest jeszcze w fazie rozwoju. Nie umiem wig reveal [założenie peruki w taki sposób, by w pewnym momencie występu można było zaprezentować inną, ukrytą perukę pod spodem tej pierwszej – przyp. red.], czy odkrywać ukrytej części garderoby. Dlatego na razie w moich występach bardziej stawiam na komedię i skupienie się na tym, by dobrze zalipsyncować tekst.

 

JW: Czego ci brakuje, aby Ann była w stu procentach gotowa?

AF: Pieniędzy! Resztę mam, czyli dobre chęci, pomysły i ludzi wokół, z którymi wspólnie tworzymy eventy. Poznań ma specyficzną scenę dragową, która nie stara się wbijać w żadne kanony. Sam pracuję spontanicznie. Pomysły przychodzą mi ot tak, i na scenie od razu wcielam je w życie. Wcześniej rzadko ćwiczę jakiś numer. Bardziej układam go sobie w głowie, leżąc w łóżku i słuchając przygotowanego miksu z muzyką. 

 

JW: Występujesz z czołowymi drag performerami i performerkami z Polski, jak Shady Lady…

AF: Tak! Shady poznałem na „Drag Brunchu” w Poznaniu. Od tego czasu mieliśmy prywatny kontakt.

Wspólnie po trzech latach wystąpiliśmy na moim debiucie, podczas wspomnianego „Queerowego Maratonu”. Poczułem się bardzo, ale to bardzo wyróżniony, gdy Shady zaproponowała mi udział w jej teledysku do piosenki „OH WOW”. Miałem swój „I made it!” moment. Traktuję to jako dość istotny punkt w mojej karierze dragowej.

 

JW: Wcześniej wspomniałeś o „Snacz Gejm”. To również wydarzenie wymyślone przez Shady Lady. W kogo się w nim wcieliłeś?

fot. K. Daszkowski, wsparcie fotografa M. Stawińska

AF: Pojawiłem się trzykrotnie. Ostatnio byłem Magdą Gessler. Trochę się obawiałem, ponieważ z jej parodiowania słynie Adelon. Ale na szczęście wypadło bardzo fajnie. Byłem zadowolony i ludzie się śmiali.

 

Wyzwaniem była Kaja Godek, czyli pierwsza postać, w którą się wcieliłem w Poznaniu i Warszawie.

Takie postaci trzeba budować od zera, by nie pokazać jej z prawdziwej strony, tylko humorystycznie. Moja Kaja w połowie show przechodziła przemianę w lesbijkę, która jest za aborcją. Bałem się pozwu, ale ten nie wleciał (śmiech).

 

JW: Prowadzisz również „Bingo”, czyli imprezę kultową dla nieheteronormatywnej społeczności…

AF: Po tym, jak zamknęło się Punto Punto, „Bingo” przestało być w Poznaniu organizowane. Po otwarciu Lokum zaproponowałem, że mogę je robić. Arek Kluk z Grupy Stonewall się zgodził.

 

Początkowo „Bingo” współprowadziłem z drag queen Mariolką Rebell i to pomogło bardzo mi się rozwinąć.

Może nie tyle wizualnie, co osobowościowo. Uczyłem się nawiązywać kontakt z publicznością. Badałem teren, z czego mogę żartować, a z czego lepiej nie. Impreza bardzo mi się przydała  Od około pół roku prowadzę „Bingo” sam i zapraszam do współprowadzenia osoby queerowe nie tylko z Poznania.

 

fot. K. Daszkowski, wsparcie fotografa M. Stawińska

JW: Co przed Ann Fetamine?

AF: Na pewno dużo ciężkiej pracy. Ale jeśli chodzi o jakieś wielkie odległe marzenia, to chciałbym zorganizować swój własny duży event, na przykład na któreś urodziny sceniczne. Mógłbym zaprosić moje koleżanki dragowe i świetnie się razem bawić. Najbardziej zależy mi, aby utrzymywać z nimi jak najlepsze kontakty. Bo przyjaźń, obok uśmiechu publiczności, to największe wynagrodzenie za pracę. Chciałbym też wzbogacić swój drag o elementy muzyczne, Może kiedyś będę śpiewać na żywo? Może uda mi się stworzyć swoją muzykę profesjonalnie? Nawet jakby mi się to nie udało, to w dragu mogę próbować wszystkiego.

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
2
Świetne
Świetne
2
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
1