fot. Daszkow/Malkowicz

Z wrodzonej niepewności

Im więcej będzie lasek, które same robią muzykę i grają na instrumentach, tym mniej nieśmiałości będzie w świecie dziewczyn – mówi Iwona Skwarek, współzałożycielka projektu Shyness!, który w tym roku wyda debiutancki album.

Sebastian Gabryel: Spice Girls, Destiny’s Child, All Saints… Tęsknisz za złotymi czasami girlsbandów?

Iwona Skwarek: Mam do nich sentyment, ale tak naprawdę nie tęsknię konkretnie za tymi, które wymieniłeś. Tęsknię za latami dziewięćdziesiątymi, za optymizmem, który towarzyszył temu okresowi. Wtedy świat wydawał się iść ku lepszemu. Zmiany klimatyczne, media społecznościowe, internetowy hejt, podział kraju na pół, poczucie nadchodzącego końca, pandemia – wtedy to wszystko dopiero na nas czekało… Mam wrażenie, że byliśmy wtedy tacy niewinni… albo po prostu byłam nastolatką i nie miałam takich zmartwień.

 

Jednak wracając do muzyki – uwielbiam Savages i Warpaint, to są dziewczyńskie składy bliskie mojej muzycznej wrażliwości.

I Shyness! widzę bardziej w tym gronie wykonawczyń, bo to girlsband nietypowy – każda z nas śpiewa, ale też gra na instrumencie, więc na koncercie nie należy spodziewać się tanecznych układów, a czterech dziewczyn tworzących magię przy pomocy gitar, syntezatorów, pianina i swoich głosów.

SG: Na początku marca w sieci pojawił się pierwszy singiel zapowiadający debiutancki album Shyness! Jak sama powiedziałaś, to girlsband dość nietypowy – również dlatego, że choć „krzyczy”, to z pewną dozą nieśmiałości. Z czego ona wynika?

Shyness! fot. Daszkow Malkowicz

IS: Z wrodzonej niepewności. Podczas pracy odkryłyśmy, że ta cecha łączy nas wszystkie. Gdybyśmy jej nie pokonywały, to nie tworzyłybyśmy muzyki. Z czego ta niepewność wynika? Napisz do mojej psychoterapeutki, ona ci wyjaśni (śmiech). A tak serio, to myślę, że za mało jest kobiet – producentek, instrumentalistek – które są tzw. „role-models” dla małych dziewczyn. Poznanie muzyki wybitnej artystki Anny Calvi było dla mnie jak prysznic, brany po miesięcznej wędrówce przez pustynię. Jej koncert był dla mnie przełomowy, wtedy zupełnie inaczej spojrzałam na to, kim mogę być na scenie. Nie sądziłam, że jest to tak ważne, zobaczyć taką ekspresję sceniczną. Calvi była jak niedźwiedź, który ryczy za pomocą strun gitary. Była dzika i nieskrępowana konwenansami. Zapragnęłam tego dla siebie. Im więcej będzie lasek, które same robią muzykę i grają na instrumentach, tym mniej nieśmiałości będzie w świecie dziewczyn.

 

SG: No właśnie, zapowiadając singiel „New Dawn”, podkreślacie, że wcześniej tworzyłyście głównie z facetami i dopiero od czasu tworzenia w stuprocentowo kobiecym składzie poczułyście maksymalną swobodę. Wychowałyście się w świecie, w którym „dziewczynki uczy się rywalizacji”. Takie wychowanie nie przeszkadza w osiąganiu muzycznego porozumienia?

IS: Nie. Zawiązanie tego zespołu opiera się na wzajemnym podziwie i uznaniu, poczuciu, że każda z nas może wnieść do niego coś wartościowego. Poza tym, mamy bardzo podobną wrażliwość muzyczną i w zasadzie nigdy o żadne rozwiązania muzyczne się nie spierałyśmy. Ale przyznam też, że ustaliłyśmy, że jako producentka płyty mam prawo do ostatecznej decyzji. Póki co, to działa – na próbach wspólnie wypracowujemy różne rozwiązania i zobaczymy, co będzie dalej, czy ten model będzie się sprawdzał, czy może coś zmienimy.

 

SG: Tak sobie pomyślałem, że kobiety w Polsce, mimo coraz większego wkurzenia, tak eskalującego choćby ubiegłorocznej jesieni podczas Strajku Kobiet, wciąż mają w sobie zbyt wiele pokory – zwłaszcza wobec nas, mężczyzn. I w wielu przypadkach my to bezceremonialnie wykorzystujemy, zwykle w niewłaściwym celu…

IS: Nie mam pojęcia, czy tak jest, wydaje mi się, że używanie sławetnego hasła „Wypierdalać!” pokazało coś innego, jednak poziom protekcjonalności niektórych – zwłaszcza polityków – i tak przekracza ludzkie pojęcie. Szczerze mówiąc, już nie mam siły na to patrzeć, na te wszystkie billboardy wrzeszczące z każdej możliwej do wykupienia przestrzeni reklamowej… Ile kasy na to poszło… I to wszystko tworzy naszą rzeczywistość – jacyś chorzy ludzie, którzy wszystkim chcą pokazać swoją pseudomoralność, modyfikując krajobraz Polski na gigantyczną skalę, wiercąc nam dziury w trzewiach.

 

A wracając do muzyki, to osobiście miałam szczęście do pracy z mężczyznami, bo większość była bardzo w porządku, choć miałam i kilka dziwnych, bardzo nieprzyjemnych sytuacji, które mocno nadszarpnęły moją wiarę w siebie.

Jednak największy problem wydarza się w głowie – to całe wychowanie do bycia uśmiechniętą dziewczyną, posłuszną i nikomu niewadzącą… To jest jak klątwa, którą samodzielnie można zdjąć tylko bardzo mozolną pracą. Może mam w sobie zbyt wiele pokory, tak ogólnie. To faktycznie mogę przyznać.

 

SG: Chciałem zapytać o twoje odczucia związane ze styczniowym uzasadnieniem wyroku TK w sprawie aborcji, ale komentarz wydaje się zbędny. Interesuje mnie co innego: co twoim zdaniem może w tej kwestii wydarzyć się jeszcze – już niedługo lub za kilka lat?

OKŁADKA SINGLA Shyness! New Dawn

IS: Mam nadzieję, że to tylko ostatni podryw starego porządku i zaraz to wszystko padnie, by mógł nadejść jakiś sensowny, pełen dialogu czas. Ale przyznaję, że pandemia, brak koncertów, sytuacja polityczna, słuchanie celebrytów zamiast naukowców – to wszystko mnie załamuje. Jednak na pewno wytworzyło się coś nowego, zwłaszcza między dziewczynami, jakaś nowa moc, nowa świadomość. Porozumiewawcze spojrzenia – to jest coś bardzo dobrego.

 

SG: Wróćmy do Shyness! Z tego co wiem, to projekt kiełkował już w 2015 roku. Co przez ten czas działo się w waszym życiu, że dopiero teraz stał się dla was czymś bardziej zobowiązującym? Podobno album jest gotowy już od ubiegłego lata. Kiedy ujrzy światło dzienne?

IS: U mnie działa się Rebeka, u Asi [Joanna Bielawska – przyp. red.] sprawy rodzinne. Album ma być wydany jesienią tego roku, ale kto wie, może ukaże się wcześniej! Przez trzy lata spotkałyśmy się z Asią dosłownie kilka razy, jednak za każdym razem wychodziło nam coś świetnego, a piosenka była skończona po weekendzie. Resztę dokończyłyśmy podczas ubiegłorocznego lockdownu, w moim domowym studiu, wokale nagrywając w garderobie obłożonej specjalnymi tkaninami.

 

SG: Skoro już o tym mówisz, to jak dużym wyzwaniem są piosenki na cztery głosy? To pytanie nie tylko do ciebie jako członkini projektu, ale i producentki jego utworów. Miksy dały ci w kość? (śmiech)

IS: Tak jak mówiłam wcześniej, Shyness! to nie jest typowy girlsband. Za podstawowe wokale odpowiadam ja i Asia, Julia śpiewa główny głos w „New Dawn”, a potem wraz z Igą udziela się w chórkach. W wielu piosenkach jest ich cała masa i wtedy faktycznie śpiewamy razem. Zaś sama praca z wokalami w wielu momentach wymagała sporego nakładu czasu, bo musiałam odnaleźć odpowiednie proporcje dla każdego z nich.

 

W tej muzyce jest wiele wielowarstwowych harmonii, a nie chciałam, by głosy się ze sobą zlały, więc trochę się nad tym głowiłam.

Ja produkowałam płytę, a za miksy odpowiadał Emade [Piotr Waglewski – przyp. red.]. Muszę przyznać, że przygotowanie piosenek do miksu było dla mnie drogą przez mękę, bo okazało się, że przy tworzeniu wszystkich płyt Rebeki całą czarną, techniczną robotę zostawiałam Bartkowi [Szczęsnemu – przyp. red.]. Teraz musiałam zrobić to sama. I tu właśnie pokutuje to wychowawcze podejście, że dziewczynki mają nie parać się cięższą, techniczną robotą. Są tego dwa skutki: pierwszy – przekonanie, że nie trzeba się wysilać, drugi – że nie uczysz się kombinowania, wytrwałości w poszukiwaniu rozwiązań.

 

Miałam kilka długich chwil zwątpienia podczas produkcji utworów Shyness!, żałowałam, że nie mam więcej cierpliwości i wytrwałości, przyzwyczajona do tego, że trudniejsze rzeczy zawsze zostawiałam do ogarnięcia komuś innemu.

Ostatnio zepsuła mi się spłuczka w toalecie, a na YouTube nie było choćby jednego filmiku z montażem zestawu tej firmy. Kiedy po wielu próbach i rozbudowanych mailach wysłanych do producenta udało mi się ją samodzielnie naprawić, poczułam mega satysfakcję i oznajmiłam to wszystkich znajomym. Takie doświadczenia budują osobowość – im więcej pozwala się dziewczynkom próbować i czasem ponosić porażki, tym więcej będzie w nich poczucia własnej mocy sprawczej. W sumie nie wiem, jak to możliwe, że w 2021 roku wciąż mamy tak mało producentek na polskim rynku muzycznym.

 

Shyness! fot. Daszkow Malkowicz

Shyness! fot. Daszkow Malkowicz

SG: Skoro już o produkcji mowa – nie tęsknisz czasem za Bartkiem [Szczęsnym – przyp. red.] w studiu? Pytam, bo wiele osób sądziło, że wasza Rebeka to projekt, o którym tak naprawdę głośno dopiero będzie, mówiło się o was jako jednym z gotowych towarów eksportowych na Europę.

IS: Cały czas mamy ze sobą kontakt, przyjaźnimy się i widujemy. Jednak muzycznie czuję, że zaczęłam nowy etap – choć jeszcze wiele muszę się nauczyć, bardzo potrzebowałam być tą osobą, która ostatecznie decyduje o tym, jak ma brzmieć muzyka. To czas, abym się po tych trzech albumach Rebeki „wyżyła” (śmiech). Nie wydaje mi się, że jako Rebeka dalej jesteśmy towarem eksportowym. Przez te lata nauczyłam się, że to bardzo trudne przedostać się do świadomości zagranicznych słuchaczy. Tam trzeba mieszkać, poznać odpowiednich ludzi, którzy mają dojścia, to cała masa ukrytej, networkingowej pracy. Kiedyś prawie wydaliśmy płytę w dużej, szwedzkiej wytwórni, ale ostatecznie stwierdzili, że jesteśmy zbyt podobni do tego, co tam jest i nas nie wzięli. To w sumie zabawne, zważywszy na to, jak Polki i Polacy uwielbiają, kiedy coś nie brzmi jak z Polski. Tam to zadziałało odwrotnie (śmiech). Myślę, że obecnie w polskiej muzyce popowo-alternatywnej towarem eksportowym jest Brodka i bardzo trzymam za nią kciuki. Jest wizjonerką i umie przelewać swoje pomysły na tzw. papier.

 

Shyness! – jeden z niewielu alternatywnych girlsbandów w Polsce. Projekt zaczął się od niezobowiązującego spotkania w Poznaniu, w 2015 roku, kiedy Iwona Skwarek (wokal, syntezatory, gitara, beaty), zafascynowana projektem Asia i Koty, zaprosiła do studia Joannę Bielawską (wokal, pianino). Cel? Jedna wspólna piosenka, tak po prostu. Muzyczna chemia była między nimi totalna, a każde kolejne spotkanie owocowało nowym utworem. Pod koniec 2019 roku Iwona i Joanna zaprosiły do zespołu Igę Krzysik (wokal, gitara elektryczna) oraz Julię Pacyńską (wokal, syntezatory). Pierwszy singiel Shyness! pt. „New Dawn” ukazał się 8 marca tego roku. Premiera albumu została zaplanowana na jesień.