fot. Mariusz Forecki

Zadecydował przypadek

Po Konkursie Wieniawskiego posypały się propozycje koncertowe, które mnie bardzo cieszą, bo dzięki nim mogę się rozwijać jako solista. W końcu znalazłem się we Włoszech, gdzie spotkało mnie nieprawdopodobne szczęście – opowiada Robert Łaguniak, młody skrzypek, który zdobył właśnie stypendium prestiżowej włoskiej szkoły Accademia Pianistica Imola.

ADAM OLAF GIBOWSKI: Poznań jest chyba dla Ciebie szczęśliwym miastem?

ROBERT ŁAGUNIKA: To dobre określenie. Rzeczywiście, w Poznaniu spotkało mnie wiele dobrych i wspaniałych rzeczy. Szkoła muzyczna na ulicy Solnej, a także ostatni Konkurs Wieniawskiego.

 

Zanim zaczniemy rozmawiać o Wieniawskim, chciałbym, żebyś opowiedział jak znalazłeś się w Poznaniu? Pochodzisz przecież z Pabianic.

Będąc jeszcze w szkole podstawowej, pojechałem na kursy mistrzowskie do Piły, gdzie poznałem Mateusza Smóla, skrzypka kilka lat starszego ode mnie. Wówczas czułem regres w swoim rozwoju, pytałem go o pedagogów z Poznania. Polecił mi panią prof. Karinę Gidaszewską. Zgłosiłem się do pani Gidaszewskiej na przesłuchanie, a potem przez dwa lata co sobotę ojciec przywoził mnie z Pabianic do Poznania na lekcję.

 

Musiałeś być nieźle zdeterminowany, żeby co tydzień pokonywać ponad 250 km w jedną stronę…

Może zacznijmy od tego, że szybko załapałem z prof. Gidaszewską dobry kontakt, co automatycznie przełożyło się na moje postępy w nauce gry na skrzypcach. Jeśli znajdujesz takie porozumienie z pedagogiem, to lekcje stają się wielką przyjemnością, a nie przykrym obowiązkiem. W takiej sytuacji odległość traci znaczenie.

 

Dzięki prof. Karinie Gidaszewskiej wyszedłeś na ludzi?

Ładnie to brzmi, bardzo dużo zawdzięczam mojej nauczycielce, myślę że gdybym jej nie spotkał, byłbym dziś w zupełnie innym miejscu niż jestem, może wcale nie byłbym skrzypkiem. Kiedy zdałem do szkoły muzycznej na Solnej, zamieszkałem w bursie. To było dla mnie jak nowe życie, w nowych warunkach, tu w Poznaniu, poczułem się jak wśród swoich. Moje środowisko zaczęli wypełniać artyści, poczułem się na właściwym miejscu.

 

Lata na Solnej u prof. Gidaszewskiej przyniosły rezultaty. Podczas ostatniego Konkursu Wieniawskiego zostałeś uznany za jedno z większych objawień. Na dodatek grałeś z poważną kontuzją, zapaleniem nerwu prawej ręki.

Z tym objawieniem to chyba trochę przesadzasz.

 

Jesteś przesadnie skromny!

Podobno skromność jest wielką cnotą… Powróćmy jednak do Wieniawskiego. Przede wszystkim byłem ogromnie zszokowany, że przeszedłem do drugiego etapu, o trzecim nie wspomnę, samo to było już gigantycznym zaskoczeniem. Rzeczywiście grałem, mimo poważnego dyskomfortu. To nie było łatwe. Dzięki wzięciu udziału w Konkursie Wieniawskiego, wiele zyskałem.

 

Konkurs przewrócił Twoje życie do góry nogami?

To byłoby za dużo powiedziane. Natomiast miał wiele następstw. Posypały się propozycje koncertowe, które mnie bardzo cieszą, bo dzięki nim mogę się rozwijać jako solista. Wraz z moją akompaniatorką Hanną Holeksą zagrałem m.in. w siedzibie Narodowej Orkiestry Polskiego Radia w Katowicach. W końcu znalazłem się we Włoszech, gdzie spotkało mnie nieprawdopodobne szczęście.

 

Wygrałeś na loterii?

Tak można powiedzieć, bo zadecydował przypadek. Dzięki impresario Andrzejowi Czai, pojechałem na wymianę do włoskiej Imolii, gdzie odbywa się słynny festiwal Accademia Pianistica Imola. W tym włoskim wyjeździe towarzyszył mi kolega Patryk Powel, który jest wiolonczelistą. Wspólnie wykonaliśmy utwory Bacha i Mascittiego.  Poza tym w Imolii zagrałem także sonatę Cesara Franca, na fortepianie akompaniował mi Gianni Biccherini. Po pierwszej próbie mój włoski kolega, zapytał czy nie miałbym nic przeciwko, aby następnego dnia na próbę przyszedł jego profesor Nazzareno Carusi, wspaniały muzyk, jeden z największych autorytetów muzycznych we Włoszech.

Oczywiście, nie miałem nic przeciwko propozycji Gianniego. Następnego dnia zaczęliśmy próbę w towarzystwie prof. Carusiego. Po pierwszej części sonaty Carusi przerwał, podszedł do mnie i powiedział: „Grasz z arystotelesową mądrością frazowania, niesamowitym dźwiękiem i pięknie operujesz barwą”. Poczułem się odurzony taką ilością komplementów. Następnie prof. Carusi zaproponował mi konsultację. Poświęcił mi 5 godzin, nie biorąc za to żadnego honorarium. Mało tego, profesor zaproponował mi przyjęcie do swojej klasy, gdzie będę mógł indywidualnie studiować pod jego okiem. Byłem tym wszystkim oszołomiony.

Nadszedł dzień koncertu. Nieznośny upał ponad 30 st., sala z fatalną akustyką, całkowicie wytłumiona, dźwięk się nie niesie. I graj tu repertuar barokowy na jelitowych strunach! Mimo tych wszystkich przeciwności, koncert zakończył się sukcesem i wielkim zadowoleniem publiczności. Po koncercie prof. Carusi przedstawił mnie dyrektorowi Accademia Pianistica Imola, panu Scali. Powiedział mu kim jestem i że bardzo chciałby, abym studiował w jego klasie. Dyrektor Scala wyraził zgodę, co więcej – uzyskałem stypendium, które pozwoli mi studiować w tej prestiżowej szkole.

 

Słucham twojej opowieści i kręci mi się w głowie od szybkiego tempa zdarzeń.

W takim razie możesz sobie wyobrazić, co ja czułem. Byłem pijany ze szczęścia i chyba jestem nadal.

 

Zdaje się, że przed tobą jeszcze do wykorzystania nagroda specjalna, przyznana na Konkursie Wieniawskiego osobiście przez Maxima Vengerova.

Tak to prawda, po konkursie otrzymałem nagrodę pozaregulaminową, ufundowaną przez maestro Vengerova. Nagroda opiewa na 12 lekcji, które odbędę pod okiem tego znakomitego skrzypka. To wszystko jest wspaniałe, teraz szukam sponsora, który umożliwi mi sfinansowanie wszystkich lotów, a będzie ich naprawdę sporo.

 

ROBERT ŁAGUNIAK – laureat czołowych lokat w konkursach międzynarodowych i ogólnopolskich, m.in. I miejsca w IV Ogólnopolskim Konkursie Skrzypcowym im. Rodziny Grobliczów, III miejsca w Międzynarodowym Konkursie Skrzypcowym im. G. Bacewicz, I miejsca w Międzynarodowym Konkursie Skrzypcowym im G. Ph. Telemanna, I miejsca w Międzynarodowym Konkursie Skrzypcowym, „Young Paganini”, I miejsca w V Międzynarodowych Spotkaniach Młodych Skrzypków, I miejsca w International Internet Music Competition, Grand Prix w IX Międzynarodowym Konkursie Kameralnym.

Brał udział w licznych kursach muzycznych i współpracował w ramach klas mistrzowskich z takimi pedagogami jak: Z. Bron, B. Bryła, B. Nizioł, K. Śmietana, R. Szreder. Występował z polskimi orkiestrami symfonicznymi i kameralnymi jako solista i koncertmistrz. Oprócz klasycznego repertuaru skrzypcowego wykonuje też muzykę dawną. Studiuje w Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów w Łodzi, w klasie skrzypiec prof. Kariny Gidaszewskiej.